– Krew bezkosta, trupi jad i parę innych trudnych, niemal niemożliwych do zdobycia ingrediencji. Nie będę cię zanudzał szczegółami. Wystarczy napoić tym żniwiarza, co osłabi zarówno jego ciało, jak i duszę. Potem potrzebujemy pustej nocy i pola krwi…
– Pola garncarza?
– Tak, niepoświęconej ziemi, gdzie grzebano zmarłych. I tyle. Wystarczy prosty egzorcyzm i sztylet wbity prosto w serce.
Magda mocniej ścisnęła buteleczkę w dłoni. Gdyby tylko udało jej się… Mateusz jednak wydawał się czytać jej w myślach.
– Ale chyba nie myślałaś, że to podziała również na mnie?
Dziewczyna milczała.
– Skarbie, jestem Pierwszym! Potrzeba znacznie więcej, żeby mnie zabić.
Nadzieja w jej sercu została roztrzaskana na tysiąc kawałeczków i wdeptana w ziemię, a mimo to nie potrafiła wypuścić butelki z rąk.
– Ale dlaczego? – zdobyła się jedynie na te słowa. – Dlaczego mordować żniwiarzy?
Mateusz westchnął, jakby rozmawiał z niezbyt bystrym dzieckiem.
– Zacznijmy od początku – odezwał się po chwili. – Wiesz, skąd się wzięli nawi?
Magda milczała, patrząc mu prosto w oczy. Nie mogła zrozumieć, jak bardzo zmienił się przez ostatnie minuty. Jego postawa, ruchy, wyraz twarzy i ten bezczelny uśmieszek!
– Ludzie ich stworzyli – odpowiedział sam sobie. – Zdziwiona? Też byłem zaskoczony, gdy to odkryłem. Myśląc o nich, bojąc się ich, tworząc niestworzone historie sami stworzyli własne demony – przerwał dla odrobiny dramatyzmu.
– Święty Mikołaj też powinien wtedy zaistnieć – mruknęła.
– Przecież nikt w niego tak naprawdę nie wierzy. A teraz wyobraź sobie ciemną, zimną izbę w starej lepiance, w której gnieździ się kilkupokoleniowa rodzina. Dziadkowie snują straszne opowieści, ogień trzeszczy w palenisku, tworząc tysiące cieni. Ale na zewnątrz jest jeszcze gorzej – noc czarna niczym smoła, wiatr wyje w drzewach, mróz ścina kałuże, zwierzęta w zagrodach hałasują z niepokojem. W takich chwilach te opowieści ożywają, zmora przemierza wieś, węsząc za krwią, upiór wyłazi z grobu i szuka ofiar…
– To nieprawda! – przerwała mu Magda. – Coś takiego jest niemożliwe!
– Gdyby nie było na świecie ludzi, czy byłyby demony?
W hotelu zapadła na chwilę cisza. Popołudniowe słońce skryło się za grubą warstwą ciemnych chmur, sprawiając, że w budynku zapanował półmrok. Na horyzoncie błysnęło i kilka sekund później po niebie przetoczył się grzmot.
– Wreszcie – powiedział prawie wesoło Mateusz. – Już do szału doprowadzała mnie ta duchota.
– A żniwiarze? – zapytała Magda. – Skąd się wzięli?
– Nas też stworzyli ludzie, tak samo jak nawich. W końcu ktoś musiał ich zabijać. Lecz żniwiarzem nie zostawało się w nagrodę. Każdy z nas miał coś na sumieniu, coś, co musiał odpokutować. A gdy odkupił swoje winy, inni żniwiarze zabijali go właśnie za pomocą takiej mieszanki – wskazał na butelkę ściskaną przez Magdę. – Zaznanie spokoju miało być nagrodą. Kiedyś było nas wielu, ale ludzie w końcu o nas zapomnieli. Coraz mniej osób przemieniało się w żniwiarzy. Aż stali się tym, czym są teraz. Żałosną bandą wariatów walczących z wiatrakami.
– A ty? – zapytała, czując, że Mateusz wcale nie utożsamia się z innymi żniwiarzami.
– Już dawno temu doszedłem do wniosku, że skoro ludzie sami stworzyli nawich, niech sami sobie z nimi radzą. Albo giną. Niestety! Inni nie podzielali mojego zdania. Przez długi czas nie dałem się złapać. Jednak w końcu dorwało mnie kilku żniwiarzy i choć nie udało im się mnie zabić, osaczyli mnie i wypędzili do Nawii na kilkaset lat. Ale rok temu wydostałem się i wróciłem. I nie zamierzam powtórzyć dawnych błędów.
– Dlatego ich mordujesz? Żeby ci nie przeszkadzali?
– Bystra dziewczynka. – Mateusz wstał z parapetu i wyprostował się. Teraz wydał się wyższy i groźniejszy. – Już czas.
Myśl, myśl – nakazała sobie Magda. Zagadaj go, przeciągnij rozmowę. Znajdź drogę ucieczki…
Pierwszy postąpił krok w jej stronę. Serce zabiło jej szybciej, w ustach zaschło, gdy gorączkowo rozglądała się po pokoju w poszukiwaniu czegokolwiek, co mogłoby jej pomóc. I wtem przypomniała jej się wiadomość od Nadii.
– Potrafisz zająć ciało żyjącego człowieka? – zapytała gwałtownie.
Mateusz zatrzymał się.
– Skąd wiedziałaś?
– To by do ciebie pasowało – mruknęła.
Uśmiechnął się.
– Ciało, które nie umarło, jest dużo silniejsze i sprawniejsze. I tu znowu opłaca się być Pierwszym. Kiedy opuszczam jakieś ciało, zachowuję świadomość, mogę decydować, w kogo się wcielić. Inni, żeby tego dokonać, potrzebują mojej pomocy.
– A co się dzieje z duszą tego człowieka?
– Powoli przestaje istnieć.
– Więc Mateusz… Ten prawdziwy. On… on żył?
– Oczywiście, że tak. Polubiłabyś go. Sympatyczny chłopak. Ale cóż… Był dobrym środkiem do celu. Całkiem przystojny, jego rodzina mieszkała w Wiatrołomie, trzeba było tylko pozbyć się jego dziadków.
– Zabiłeś ich?!
– Przecież ci już o tym mówiłem. Pamiętasz, na cmentarzu? A ty zaczęłaś mnie pocieszać! – roześmiał się. – Byłaś taka naiwna i przyjacielska, spragniona swojej bratniej duszy. Nawet nie wiesz, jak mi to wszystko ułatwiłaś. Opowiedziałaś wszystko o Feliksie, zdradziłaś, gdzie mieszkają jego znajomi, od nich wyciągnąłem wiadomości o innych żniwiarzach. To było dziecinnie proste.
Magda nie mogła uwierzyć w to, jak głupia była. Jak mogła powiedzieć mu o wszystkim?!
– Najtrudniej było wyciągnąć z ciebie informację o istnieniu nawich. No i właśnie wtedy nawinął mi się ten bezkost szwendający się po torowisku. Wystarczyło z obcego numeru wysłać wiadomość do Aleksa, podając się za jego kolegę i poprosić, żeby poszedł tam w czasie, kiedy ty będziesz tamtędy przechodziła…
– Skąd wiedziałeś, że akurat wybiorę tamtą drogę? – przerwała mu.
– Już ci mówiłem, że wciąż byłaś obserwowana. Swoją drogą powiem ci, że napędziłaś mi wtedy stracha, że zginiesz, zanim zdążysz mi o wszystkim opowiedzieć, już myślałem, że będę musiał interweniować. Na szczęście doskonale sobie poradziłaś.
Magda zwiesiła głowę. Gdyby tylko mogła cofnąć czas, coś zrobić. To ona zapoznała Mateusza z Feliksem i ciocią. A teraz ciocia nie żyła, Feliks miał umrzeć za dwa tygodnie, a ona za kilka minut. Obejrzała się ponownie na dziurę w podłodze.
– Tak, to całkiem sensowne – ocenił Mateusz, podążając za jej wzrokiem. – Okropny wypadek. Zawsze lubiłaś szwendać się w niebezpiecznych miejscach. Tylko co cię podkusiło, żeby we własne urodziny wchodzić do zrujnowanego hotelu? Podłoga pod tobą się zarwała i zginęłaś, pogrzebana pod tonami gruzów. Straszna tragedia. Nie wiem, jak Mateusz się z tego otrząśnie. Podobnie twoja rodzina, a Feliks wpadnie w taką rozpacz, że to wszystko jego wina i wyjedzie, już nigdy nie pokazując się swoim bliskim. A ja nie będę musiał się wyprowadzać i będę dalej korzystał z pola krwi w Grzmiącej.
– Ty draniu! – wrzasnęła Magda.
Pomyślała o Feliksie i o tym, jak bardzo go zawiodła. O tym, jak rodzice będą żyli bez niej. Jak sobie poradzą? Wyobraziła ich sobie stojących nad jej trumną. Mama cała zapłakana, tata tulący ją do siebie, jeszcze nie dowierzając w to, co się stało.
Po policzkach popłynęły jej łzy. Nie chciała umierać, nie w ten sposób.
– To koniec, moja droga – powiedział Mateusz i zrobił krok w jej stronę.
¢
Feliks, siedząc w zupełnych ciemnościach, zdołał uwolnić jedną rękę, obdzierając cały nadgarstek ze skóry. Rany piekły boleśnie, krew powoli spływała po palcach, ale nie dbał o to. Po raz pierwszy w swoim życiu żniwiarza znalazł się w prawdziwym niebezpieczeństwie, stanął wobec perspektywy odejścia z tego świata definitywnie i na zawsze. Jednak nie to go dręczyło, nie to sprawiło, że, nie zważając na ból, zsunął więzy z drugiej dłoni. Nadludzkiej siły i determinacji niespotykanej nawet u żniwiarzy dodała mu świadomość tego, w jakim niebezpieczeństwie znalazła się Magda. Wiedział, że ten stary żniwiarz oraz jego potępieńcy nie cofną się przed niczym, żeby osiągnąć swój cel. A zabicie młodej dziewczyny nie stanowiło dla nich żadnego wyzwania.
Gdy uwolnił dłonie, poruszał chwilę palcami, żeby odzyskać w nich czucie, a potem – łamiąc sobie paznokcie – rozwiązał więzy pętające jego kostki. Wstał z krzesła i spojrzał w górę, mniej więcej tam, gdzie powinno znajdować się wejście do piwnicy. Między deskami nie prześwitywało żadne światło, co znaczyło, że albo zapadł już zmrok, albo – co bardziej prawdopodobne – przykryto całą podłogę dywanem.