Выбрать главу

A ŭsie henyja viestki dachodzili da vušej Vinicija, hasiačy ŭ im apošnija prabłyski nadzieji. Pakul byŭ čas, moh jon paciašacca nadziejaj, što jašče niešta zdoleje zrabić, ale ciapier nie było ŭžo času. Vidoviščy voś-voś mieli ŭžo raspačacca, Lihija chutka mahła zjavicca ŭ cyrkavym kunikulumie, adkul vychad byŭ užo tolki na arenu. Vinić, nie viedajučy, kudy kinie jaje niaščasnaja dola j dzikaje nachabstva, pačaŭ abchodzić usie cyrki, padkuplać vartaŭnikoŭ i biestyjaryjaŭ, damahajučysia ad ich rečaŭ niemahčymych. Časami spachaplaŭsia, što ŭžo pracuje tolki nad tym, kab choć joj smierć ablehčyć, i tady jakraz čuŭ, što zamiest mazhoŭ maje ŭ čerapie raspalenyja vuhli.

Ale ž nie dumaŭ jaje pieražyć i vyrašyŭ zhinuć z joju razam. Ale dumaŭ: bol vypalić u im žyccio, pakul padyjdzie strachotny toj termin. Jahonyja pryjacieli j Piatroni dumali taksama, što niedaloki toj dzień, kali adčynicca pierad im krajina cieniaŭ. Tvar Vinicija ŭčarnieŭ, staŭsia padobnym da tych vaskovych masak u lararyjach. Na jahonym vyhladzie adbiłasia zdumlennie, asłupiełasć, maŭlaŭ nie ciamiŭ, što stałasia i što moža stacca. Kali chto-niebudź zviartaŭsia da jaho z hutarkaj, chapaŭsia miechaničnym žestam za hołaŭ i hladzieŭ žachlivym pytajučym zoram. Nočy načavaŭ razam z Ursusam pad dzviaryma Lihiji ŭ viaznicy, a kali zahadała jamu adyjsci j supačyć, viartaŭsia da Piatronija j vałendaŭsia až da ranicy pa atryjumie. Niavolniki bačyli jaho časta klenčučaha z padniatymi rukami abo nicma lažačaha na ziamli. Maliŭsia da Chrysta, bo heta była apošniaja nadzieja. Ništo nie dapamahło. Lihiju ŭcalić moh tolki cud, dyk Vinić biŭ łbom ab kamiennuju pasadžku i błahaŭ cudu.

Ale apošnaja kroška prytomnasci dyktavała jamu, što malitva Piatra bolš značyła, čym jahonaja. Piotr abiacaŭ jamu Lihiju, Piotr achrysciŭ jaho, Piotr sam tvaryŭ cudy, dyk chaj ža dasć jamu ratunak i ŭspamohu.

I pajšoŭ raz nočču šukać jaho. Chryscijanie, jakich niamnoha ŭžo zastałosia, ukryvali jaho ciapier rupliva, nat adny pierad druhimi, kab časam chto słabiejšy charaktaram nie zdradziŭ jaho mimachoć abo znarok. Vinić u ahulnaj sumiatni j pahromie, zaturbavany pry tym całkam ratavanniem Lihiji, zhubiŭ Apostała z vačej, tak što pasla svajho chrostu spatkaŭ jaho adzin tolki raz, jašče pierad posciham. Ale ad taho fosara, u chacie jakoha byŭ achryščany, daviedaŭsia, što ŭ Pudensavaj vinnicy za Porta Salaryja adbudziecca schodzišča chryscijan. Fosar padručaŭsia ŭviesci jaho na hety schod, zapeŭnivajučy, što zastanuć tam i Piatra.

I vyjšli na pryciemku. Za murami horadu, za suchadołami, zarosłymi trysniahom, znajšli na dzikim uzboččy vinnicu. Zboryšča adbyvałasia pad paviecciu, u jakoj abydna vyrablałasia vino. Da Vinicijevych vušej pry ŭvachodzie daniossia prycišny homan malitvy, a ŭvajšoŭšy, uhledzieŭ pry mutnym asviatlenni latarańkaŭ kolkidziesiat asob na kaleniach, zatoplenych u malitvie. Adhavorvali jany niešta padobnaje da litaniji. Chor hałasoŭ, pospał mužčynskich i žanočych, raz za razam paŭtaraŭ: «Chryscie, zmiłujsia!» Vibravaŭ u henych hałasoch hłyboki sum i žal.

Piotr byŭ prysutny, stajaŭ na kaleniach pierad draŭlanym kryžam, prybitym da sciany pavietki, i maliŭsia. Vinić paznaŭ zdalok jahony bieły hołaŭ i padniatyja ruki. Pieršaju dumkaj maładoha patrycyja było pracisnucca praz hramadu, kinucca da noh apostałavych i kryčać: «Ratuj!», ale ci to nastroj malitvy, ci asłablennie ŭvahnuła pad im kaleni, i pačaŭ razam z usimi jenčyć, zharnuŭšy mocna ruki: «Chryscie, zmiłujsia!» Kab byŭ prytomny, dyk sciamiŭ by, što nie tolki ŭ jahonaj prośbie zyčeŭ jenk, što nie jon tolki prynios siudy svoj bol, svoj žal i svaju tryvohu, nie było ŭ henym zboryščy anivodnaj dušy ludskoje, jakaja b nie straciła darahich sercu asob, a kali najščyrejšyja dy najadvažniejšyja z vyznavalnikaŭ byli ŭžo zakratavanyja, kali kožnaja chvilina prynosiła viestku pra zniavahi j pakuty ŭ viaznicach, kali hrom niaščascia pieraros usie zdahady, kali zastałasia ŭžo tolki hetaja žmieńka — nie było siarod jaje anivodnaha serca, jakoje b nie chisnułasia ŭ viery i nie pytała z sumlivam: dzie Chrystus? Čamu dazvalaje, kab zło stałasia mahutniejšym za Boha?!

A ŭsio ž błahali šče Jaho rospačna miłasernasci, bo ŭ kožnaj dušy tleła dahetul iskra nadzieji, što pryjdzie, vykaranić zło, skinie ŭ prodniu Nerona i zavaładaje svietam… Jašče tryvožna malilisia, hledziačy na nieba, jašče prysłuchoŭvalisia. Vinicij taksama, čym bolš paŭtaraŭ: «Chryscie, zmiłujsia!», tym bolš avałodvała ekstaza, jak kaliś u chacie fosara. Voś kličuć Jaho z hłybokim bolem achviary adchłani, voś kliča Piotr, dyk chiba promicciu razdziarecca nieba, zdryhaniecca ziamla, i syjdzie Jon, sviatazarny, miłaserny, ale j hrozny, vyvyšyć svajich viernych, a proćmie zahadaje hłynuć pierasledvalnikaŭ.

Vinić zakryŭ rukami tvar i prypaŭ da ziamli. Naraz naŭkoła zapadaje cišynia, kazaŭ by, žach zatknuŭ usim vusny. Musić niešta ciapier stacca, moža, cud? Byŭ peŭny: kali padymiecca j raspluščyć vočy, ubačyć sviatło, ad jakoha slepnie zor smiarotny, i pačuje hołas, ad jakoha serca mleje.

Ale cišynia tryvała ŭsciaž. Pieraryvaje ŭrešcie jaje pryčytannie žančyny.

Vinić ustaŭ i hladzić aharošanymi vačyma. U pavieci zamiest nadziemnaje jasnasci mihaciać kvołyja ahieńčyki sviatlikoŭ dy kasuli miesiaca, što ŭkradalisia praz atvoryšča ŭ strasie, napaŭniajučy jaje srebnym sviatłom. Ludzi, klenčučyja pobač z Vinicijem, padnosiać zalityja slaźmi vočy da kryža. Tamsiam adzyvajucca inšyja pryčytanni, a zvonku danosicca asciarožnaje pasvistvannie vartaŭnikoŭ. Naraz ustaje Piotr i, zviarnuŭšysia da hramady, havora: — Dzieci, padymiecie sercy da Zbaŭcy našaha i achviarujcie Jamu vašyja slozy!

I zmoŭk. Zniačeŭku spamiž hramady adzyvajecca hołas žančyny, poŭny žałasnaj skarhi j biazmiežnaha bolu: — Ja ŭdava, adziniusieńkaha syna mieła, jaki karmiŭ mianie… Viarni mnie jaho, Usiespadaru!

Znoŭ cišynia. Piotr stajaŭ pierad pokatam lažačaj hramadoju, stary, sturbavany, kazaŭ by, uvasablaŭ saboju niemač i zhrybiełasć.

Naraz padymajecca druhi hołas: — Katy zniavažyli maje dočańki, i Chrystus na heta dazvoliŭ!

Pasla treci: — Sama ja adna zastałasia z dziaćmi, a jak voźmuć mianie, chto im dasć chleba j vady?

Pa tym — čacvierty: — Lina, jakim pierš pahrebavali, ciapier uziali j pałažyli na pakuty, Hospadzie!

Dy znoŭ, piaty: — Jak dadomu viarnusia, voźmuć nas pretoryjanie. Dzie nam padziecca?

— Hora nam! Chto nas zatulić?!

I tak u načnoj cišy padymałasia skarha za skarhaj. Stary rybak prymknuŭ vočy i tros biełaju svajoju hałavoju nad henym ludskim bolem i tryvožlivaj žurboju. Znoŭ nastała maŭčannie, tolki vartaŭniki prycišna pierasvistvalisia zvonku.

Vinić sarvaŭsia na nohi znoŭ, kab pracisnucca praz hramadu da Apostała i zažadać ad jaho ratunku, ale nahła ŭjaviŭ pierad saboju jak by propasć, i nohi admovili posłuchu. Što budzie, kali Apostał vyjavić svaju niemač, kali scvierdzić, što rymski cezar mahutniejšy, čym Chrystos Nazarenski? Henaja dumka padniała jamu vałasy na hałavie, bo adčuŭ, što tady henaja prodnia hłynie nie tolki astanki jahonaj nadzieji, ale j jaho samoha, i jahonuju Lihiju, i luboŭ jahonuju da Chrysta, i vieru jahonuju, i ŭsio, čym žyŭ, a zastaniecca tolki smierć i noč, moŭ biezbiarežnaje mora.

Ažno Piotr pačaŭ havaryć hołasam spačatku tak cichim, što ledź jaho možna było pačuć: — Dzieci maje! Na Hałhofie bačyŭ ja, jak Boha prybivali da kryža. Čuŭ udary mołata i bačyŭ, jak padymali kryž uharu, kab hramady pryhladalisia na smierć Syna Čałaviečaha… I bačyŭ, jak bok Jamu prabili, jak pamior. A tady, ad kryža viartajučysia, kryčaŭ ja z bolu, jak vy kryčycio: «Hora! Hora! Hospadzie! Ty ž Boh! Čamu ž dapusciŭ heta, čamu pamior, čamu razdzior nam serca, my ž uvieryli, što pryjdzie Tvajo vaładarstva?!»… A Jon, vaładar naš i Boh naš, treciaha dnia ŭvaskros i byŭ miž nami, pakul u vialikaj sviatasci nie adyjšoŭ da vaładarstva svajho… A my, paznaŭšy słabaviernasć našu, uzmacnili sercy i ad tych por siejem voś ziernie Jahonaje… Tut, zviarnuŭšysia ŭ toj bok, adkul vyjšła pieršaja skarha, pačaŭ havaryć macniejšym užo hołasam: — Hodzie žalicca!.. Boh sam paddaŭsia pakutam i smierci, a vy chočacie, kab vas aščadziŭ? Ludzi, vy słabaviernyja! Ci vy zrazumieli navuku Jahonuju, ci Jon adno tolki heta žyccio vam abiacaŭ? Voś idzie da vas i kliča: «Idziecie ŭ maje slady!» — voś padymaje vas da siabie, a vy chapajeciesia za ziamlu rukami, kryčučy: «Ratuj, Hospadzie!» Ja — truchla pierad Boham, ale pierad vami — Apostał Božy i Namiesnik, kažu vam u imia Chrysta: nie smierć pierad vami, ale žyccio, nie pakuty, ale biaskoncaja raskoša, nie slozy i jenk, tolki piajannie, nie niavola, tolki viasiełle! Ja, Apostał Božy, zviaščaju tabie, udava: syn tvoj nie pamre, tolki narodzicca ŭ słavie da žyccia viečnaha, i spatkaješsia z im! Tabie, rodziču, jakomu złydni splamili niavinnyja dočki, abiacaju, što znojdzieš ich bialejšymi, čym lileja Hiebronu! Vam, matki, jakich adarvuć ad sirat, vam, što hladziecimiecie na smierć najdaražejšych asob, vam, skłapočanym, turbotnym, nieščaslivym, tryvožnym, vam, što pamiracimiecie ŭ imia Chrysta, zapaviaščaju: ustaniecie, by ad snu, da ščasnaha bytu, vyjdziecie z nočy na sviet Božy. U imia Zbaŭcy, chaj spadzie bialmo z vačej vašych i razharycca serca!