Nastała miortvaja cišynia. Dvaranie atrupieli. Chiłon usciaž stajaŭ z vyciahnutaju dryžačaju rukoju dy palcam, pakazvajučym na cezara. Raptam zrabiłasia sumiatnia. Narod napadobu chvali, zbudžanaje niečakanym vichram, kinuŭsia da starca, kab lepš jamu pryhledziecca. Tut i tam adazvalisia kryki: «Trymaj jaho!», «Hora nam!» U nataŭpie razlahajucca svist i vierask: «Ahienabarbus! Matkabojca!
Padpalvač!» Sumiatnia mahutnieła z kožnaj chvilinaj. Bachantki, lamantujučy na ŭvieś sviet, pačali chavacca na vazy. Raptam niekalki pieraharełych słupoŭ pavaliłasia, rassypajučy navokał iskry i pabolšvajučy sumiacicu. Slapaja stoŭčanaja chvala narodu padchapiła Chiłona j paniesła jaho ŭ siaredzinu aharodu.
Usiudy słupy pačali taksama pieraharvać i padać upopierak vulic, napaŭniajučy aleji dymam, iskrami, smurodam smaliny i ludskoha cieła. Hasli svietačy dalejšyja j bližejšyja. U vaharodach paciamnieła. Viestka pra toje, što stałasia, pierachodziła z vusnaŭ u vusny, zmienienaja j pabolšanaja. Adny raskazvali, što cezar samleŭ, inšyja — byccam sam jon pryznaŭsia, što padpaliŭ Rym, trecija — što ciažka zaniamoh, inšyja ŭrešcie — što vyniesli jaho, jak miortvaha, na vozie. Siam-tam adzyvalisia hałasy spačuccia dla chryscijan: «Nie jany spalili Rym, dyk našto było hetulki kryvi, pakutaŭ i niespraviadlivasci? Ci ž heta bahi nie buduć mscicca za niavinnych, i jakija ž pijakuły zdolejuć znoŭ ich pieraprasić?» Słovy «innoxia corpora» paŭtaralisia štoraz časciej. Žančyny hołasna litavalisia nad dziećmi, jakich hetulki kinuta dzikim zviarom, paprybivana da kryžoŭ abo spalena ŭ henych praklatych aharodach. Až u kancy spačuccio achviaram zmianiłasia ŭ lichadumstva cezaru j Tyhelinu. Ale byli j takija, katoryja, raptam zatrymoŭvajučysia, zadavali sabie abo inšym pytanni: «Što heta za bostva, jakoje daje takuju siłu ŭ pakutach i smierci?!» I viartalisia damoŭ zadumanyja… Chiłon błukaŭsia šče pa aharodach, nie viedajučy, kudy kinucca. Ciapier pačuvaŭsia znoŭ niadužym i chvorym starcam. Časami spatykaŭsia, začapiŭšysia za niedaharełaje cieła, za hałaviešku, vybuchajučuju iskrami, časami sadziŭsia, pahladajučy navokał biesprytomnym vokam. U vaharodach zrabiłasia ŭžo pryciemna; bieły miesiac tolki vychilaŭsia z-za drevaŭ, rassviatlajučy słabym sviatłom aleji, sčarniełyja słupy dy zmienienyja ŭ biasformnyja masy niedaharki achviar. Staromu hreku zdałosia, byccam na miesiacy bačyć abličča Hłaŭka, vočy jakoha hladziać na jaho ŭsciaž, dyk chavaŭsia ad sviatła. Urešcie, adnak, vyjšaŭ z cieniu i mimachoć, jak by papichany niejkaju niaviedamaju siłaju, pajšoŭ da fantana, dzie addaŭ ducha Hłaŭkas.
Naraz niejkaja ruka dakranułasia da jahonaha plača. Starac adviarnuŭsia i, bačačy pierad saboju nieznajomuju postać, žachliva spytaŭ: — Chto tam? Chto ty?
— Apostał Pavał z Tarsu.
— Ja praklaty!.. Čaho chočaš?
A Apostał adkazvaje: — Chaču zbavić ciabie.
Chiłon prypiorsia da dreva. Nohi chistalisia pad im, i ruki abvisli.
— Niama ŭžo dla mianie zbaŭlennia! — adkazaŭ pasumna.
— Niaŭžo ty nie čuŭ, jak Boh daravaŭ visiačamu na kryžy razbojniku? — pytaje Pavał.
— Ci ž ty viedaješ, što ja natvaryŭ?
— Ja bačyŭ bol tvoj i słuchaŭ, jak davaŭ ty sviedčannie praŭdzie.
— O Zbavicielu!..
— I kali Chrystovy słuha daravaŭ tabie pierad pakutnickaju smierciu, dyk ci ž nie daruje tabie Chrystus?
A Chiłon chapiŭsia rukami za hołaŭ, moŭ abiazhłuzdžany: — Prabačennie! Dla mianie prabačennie?
— Naš Boh — heta Boh miłasernasci, — adkazaŭ Apostał.
— Dla mianie? — paŭtaryŭ Chiłon.
I pačaŭ jenčać, jak by nie mohučy apanavać bolu j pakuty. A Pavał nie adstupaje ad jaho: — Abaprysia na mianie dy chadziem sa mnoju!
I, uziaŭšy jaho, išoŭ z im na skryžavannie alejaŭ, dzie šumieŭ vadaliŭ, by slozy liučy siarod cišy načnoje nad usimi zamardavanymi.
— Naš Boh — heta Boh miłasernasci, — paŭtaryŭ Apostał. — Kali b staŭ ty nad moram dy kidaŭ u jaho kamienni, ci moh by zakidać imi marskuju hłybiniu? A ja tabie kažu, miłasernasć Chrystova josć jak mora, i hrachi j praviny ludskija patonuć u im, moŭ kamienni ŭ biazdonni. Josć jana by nieba, nakryvajučaje hory, sušu j akijany, bo josć usiudy, i niama joj hranic ni kanca. Ty ciarpieŭ pry słupie Hłaŭka, i Chrystus bačyŭ tvajo ciarpiennie. Ty skazaŭ, nie bajučysia, što ciabie moža spatkać: «Vo padpalvač!» — i Chrystus adciemiŭ tvaje słovy. Bo tvaja złosć i machlarstva minuli, a zastaŭsia tolki biazmierny žal… Chadzi sa mnoju i słuchaj, što kažu tabie: ja ž taksama kaliś nienavidzieŭ Jaho j pierasledvaŭ Jahonych vybranych. I ja nie chacieŭ Jaho dy nie vieryŭ u Jaho, pakul nie zjaviŭsia i nie paklikaŭ mianie. Ad taje pary Jon — lubasciu majoj. A ciapier voś naviasciŭ ciabie zhryzotaju, tryvohaj i bolem, kab paklikać ciabie da Siabie. Ty Jaho nienavidzieŭ, a Jon škadavaŭ ciabie. Ty vydavaŭ na pakuty Jahonych vyznavalnikaŭ, a Jon choča daravać tabie heta i zbavić ciabie.
Hrudzi złydnia-pakutnika ŭzdryhalisia ad płaču, razdzirajučaha dušu da dna, a Pavał ahartaŭ jaho, apanoŭvaŭ i vioŭ, jak vajar pałonnaha. Praz chvilinu adzyvajecca znoŭ: — Chadzi za mnoju, a ja ciabie zaviadu da Jaho. Dziela jakoje ž druhoje patreby ja prychodziŭ by da ciabie? Adyž Jon zahadaŭ mnie zbirać dušy ludskija ŭ imia lubovi, dyk spaŭniaju słužbu Jamu. Dumaješ, što znienavidžany, a ja zaručaju tabie, što Jon ciabie miłuje. Hlań na mianie! Pakul nie mieŭ Jaho ŭ sercy, ja ničoha nie mieŭ, akramia złosci, što žyła ŭ majim nutry, a ciapier Jahonaja luboŭ mnie daražej ajca j maci, daražej bahaccia j panavannia. U Jaho adnaho prytulišča, Jon adzin pryjmie tvoj žal, uzhlanie na tvajo biazdołle, zdymie tryvohu z ciabie i prytulić da Siabie.
Tak tałkujučy, pryvioŭ jaho da fantanu, srebny strumień jakoha pałyskavaŭ zdalok u miesiačnym sviatle. Naŭkoła panavała pustka j cišynia, bo niavolnickaja słužba apratała ŭžo tut abvuhlenyja słupy i trupy pakutnikaŭ.
Chiłon kinuŭsia z stohnam na kaleni i, zakryŭšy tvar dałoniami, stajaŭ jak skamianieły, a Pavał padniaŭ abličča da zoraŭ i pačaŭ malicca.
— Boža, uzhlań na hetaha niebaraku, na žal jahony, na slozy j pakuty!
Boža miłaserny, jaki kroŭ praliŭ za našyja viny, praz pakutu Tvaju, praz smierć i ŭvaskresiennie, adpusci jamu!
Zamoŭk i doŭha jašče paziraŭ na zory, molačysia. Naraz z-pad jahonych stopaŭ adzyvajecca padobnaje da jahonaha malennie: — Chryscie!.. Chryscie!.. Adpusci mnie!..
U toj čas Pavał padyjšoŭ da vadalivu i, nabraŭšy vady ŭ pryharščy, viarnuŭsia da pakutnika: — Chiłon, chryšču ciabie ŭ imia Ajca i Syna i Ducha Sviatoha!
Chiłon padniaŭ hołaŭ, razvioŭ ruki i stajaŭ biez ruchu. Miesiac poŭnym sviatłom azaraŭ jahonyja zbialełyja vałasy dy bieły, nieparušny, skamianieły, by miortvy, tvar. Chviliny płyli adna za druhoju; u vialikich ptušarniach, u vaharodach Damicyja, piajali pieŭni, a jon usio šče stajaŭ na kaleniach, padobny da nadhrobnaj statuji. Urešcie aprytomnieŭ, ustaŭ i, zviarnuŭšysia da Apostała, pytaje: — Što rabić pierad smierciu, nastaŭniku?
Pavał taksama schamianuŭsia z zadumy pra tuju biazmiernuju mahutnasć, pakonvajučuju nat takija dušy, jak henaha hreka, adkazaŭ: — Spadziavajsia i davaj sviedčannie praŭdzie!
Pasla vyjšli razam. La aharodnaje bramy Apostał jašče raz pabahasłaviŭ starca i razvitalisia, bo damahaŭsia hetaha sam Chiłon, pradbačvajučy, što pasla ŭsiaho, što zdaryłasia, cezar i Tyhelin zahadajuć jaho złavić.
I praŭda. Viarnuŭšysia damoŭ, zastaŭ užo tam pretoryjan, jakija schapili jaho i pad kiraŭnictvam Scevinusa zaviali na Pałatyn.