Cezar pajšoŭ užo spać, ale Tyhelin čakaŭ i, ubačyŭšy niaščasnaha hreka, pryvitaŭ jaho z minaju spakojnaju, ale złaviesnaju: — Ty dapusciŭsia prastupku abrazy majestatu, — kaža jamu, — i kara nie minie ciabie. Ale kali ŭzaŭtra ahałosiš u amfiteatry, što ty byŭ pjany abo nieprytomny, i što spryčynicielami pažaru byli chryscijanie, kara tvaja abmiažujecca da rozah i vyhnannia.
— Nie mahu! — adkazaŭ cicha Chiłon.
A Tyhelin padyjšoŭ da jaho pavolnym krokam i hołasam taksama prycišnym, ale žudasnym, spytaŭ: — Jak heta nie možaš, hrecki sabača! Abo ž ty nie byŭ pjany dy ci ž nie viedaješ, što ciabie čakaje? Hlań vuń dzie!
Heta kažučy, pakazaŭ na kutok atryjuma, u jakim vobak doŭhaje draŭlanaje łavy stajała ŭ pociemku čatyroch trackich niavolnikaŭ z učkurami j abcuhami ŭ rukach. A Chiłon adkazvaje: — Nie mahu, spadaru!
Tyhelina pačała razbirać zakatnaja złosć, ale paŭstrymaŭsia šče.
— Bačyŭ, — pytaje, — jak pamirajuć chryscijanie? Ci j ty taho chočaš?
Starac padniaŭ zbialełaje abličča; praz chvilinu varušyŭ vusnami, pasla adkazvaje: — I ja vieru ŭ Chrysta!..
Tyhelin zirnuŭ na jaho, zdziŭleny: — Ty ašaleŭ, sabaka, zusim!
I nahła ŭskipiełaja ŭ hrudziach jahonych lutasć parvała zastaŭki. Padskočyŭšy da Chiłona, schapiŭ jaho abiedzviuma rukami za baradu, zvaliŭ na ziamlu i pačaŭ taptać, paŭtarajučy zapienienymi vusnami: — Adkličaš?! Abviesciš?!
— Nie mahu! — adkazvaje jamu z ziamli Chiłon.
— Na pakuty jaho!
Traki schapili starca i pałažyli jaho na łavie, pasla, pryviazaŭšy učkurami, pačali sciskać abcuhami jahonyja chudyja kosci. A jon padčas pryviazvannia całavaŭ z pakoraju ichnija ruki, a potym zapluščyŭ vočy i vyhladaŭ, by miortvy. Žyŭ adnak, bo kali Tyhelin nahnuŭsia da jaho i spytaŭ šče raz: «Adkličaš?» — zbialełyja vusny jahonyja pavarušylisia i cicha vyšaptali: — Nie… mahu!..
Tyhelin zahadaŭ pierarvać pakutvannie i davaj biehać tudy-siudy pa atryjumie z vułkaničnaju lutasciu, ale i biazradnasciu. U kancy pryjšła jamu ŭ hołaŭ, musić, niejkaja novaja dumka, bo zviarnuŭsia da trakaŭ i zahadaŭ: — Vyrvać jamu jazyk!
LXIII
Dramu «Aŭreolus» pradstaŭlali abydna ŭ teatrach abo amfiteatrach, tak uładžanych, što mahli adkryvacca i pradstaŭlacca naraz jak by dzvie asobnyja sceny. Ale pasla vidovišča ŭ aharodach cezaravych zmianili zvyčajny sposab; sutnasć u tym, kab najbolšaja kolkasć ludziej mahła hladzieć na smierć prybitaha da kryža niavolnika, jakoha ŭ dramie pažyraŭ miadzviedź. U teatrach rolu miadzviedzia vykonvaŭ abšyty ŭ skury aktor, hetym razam, adnak, pradstaŭlennie miełasia być «sapraŭdnaje». Heta byŭ novy pomysieł Tyhelina. Cezar spačatku zapaviaščaŭ, što nie budzie prysutničać, ale z nahavoru favaryta zmianiŭ pastanovu. Tyhelin utałkavaŭ jamu, što pasla niasmačnaje pryhody ŭ aharodach tym bolš pavinien pakazacca narodu, i adnačasna zaručyŭ, što ŭkryžavany niavolnik nie zniavažyć užo jaho tak, jak Krysp. Narod užo byŭ pierasyčany dy zmučany pralicciom kryvi, dyk abiacana jamu novuju razdaču łatarejnych biletaŭ dy padarunkaŭ, a taksama viačerniuju pačostku, bo pradstaŭlennie miełasia być viečaram pry jarka asvietlenym amfiteatry.
Na zmiarkanni napoŭniŭsia ščylna ceły budynak. Aŭhustyjanie z Tyhelinam na čale prybyli ŭsie nie hetulki dziela samoha vidovišča, kolki dziela zamanifiestavannia pa apošnim zdarenni cezaru svaje viernasci dy kab patałkavać pra Chiłona, ab jakim hudzieŭ užo ceły Rym.
Voś ža, chadziŭ pošapt, byccam cezar, viarnuŭšysia z parku, uskipieŭ lutaju złosciu i nie moh zasnuć, byccam apanavali jaho strašennyja spahudy, dzivosnyja zdani, z pryčyny jakich zapaviasciŭ nazaŭtra chutki adjezd u Achajju.
Inšyja ŭsio ž taki zapiarečyli hetamu, tałkujučy, byccam ciapier tym bolej staniecca hroznym dla chryscijan. Nie abyjšłosia taksama i biez truslivych, jakija pradbačvali, što abvinavačannie, jakoje Chiłon publična vykazaŭ cezaru, moža mieć najhoršyja nastupstvy. Byli taksama j takija, jakija z pačuccia ludskasci prasili Tyhelina, kab admoviŭsia ad dalejšaha pierasledu.
— Uvažajcie, kudy jdziacie! — piersvadavaŭ Bark Soranus. — Vy manilisia zaspakojić u narodu žadu pomsty i ŭdaŭbci jamu ŭ hołaŭ pierakanannie, što kara spadaje na vinavatych, a vynik josć paprostu advarotny.
— Praŭda! — dadaŭ Antyst Verus. — Usie šepčuć sabie ciapier, što jany niavinnyja. Kali hetakaja vašaja zručnasć, dyk Chiłon praŭdu kazaŭ pra vašyja mazhi, nie mohučyja napoŭnić nat i žałudzinaje misački.
A Tyhelin adviarnuŭsia da ich i kaža: — Ludzi taksama šepčuć, što tvaja, Bark, dačuška Serviłla i tvaja, Antyscie, žonka paskryvali svajich niavolnikaŭ-chryscijan pierad cezaravaj spraviadlivasciaj… — Heta niapraŭda! — zapiarečyŭ niespakojna Bark.
— Žonku maju namahajucca zhubić vašyja razłučnicy, jakija zajzdrosciać joj cnoty! — baraniŭsia z niamienšaj tryvohaj Antyst Verus.
Inšyja hutaryli pra Chiłona.
— Što jamu stałasia? — kazaŭ Epr Marcel. — Sam ich vydavaŭ u ruki Tyhelina; z žabraka staŭsia bahaciejem, moh spakojna pražyć viek, mieć pryhožyja chaŭtury j nahrobak, i — nie! Ni zsiul, ni stul zažadaŭ stracić usio i zhubić siabie; sapraŭdy, niajnačaj, abaŭdzieŭ!
— Nie abaŭdzieŭ, tolki staŭsia chryscijaninam, — tłumačyć Tyhelin.
— Nie moža być! — dzivicca Vitelij.
— A ci ja nie kazaŭ, — umiašaŭsia Viestyn. — Mardujcie sabie chryscijan, ale viercie mnie, nie vajujcie z ichnim bostvam. Tut niama žartaŭ!.. Bačycie, što robicca! Ja sam nie padpalvaŭ Rymu, ale, kali b cezar dazvoliŭ, zaraz by daŭ hiekatombu ichniamu bostvu. I ŭsie pavinny toje samaje zrabić, paŭtaraju bo: niama z im žartaŭ! Nie zabudźcie, što ja vam heta kazaŭ.
— A ja havaryŭ što inšaje, — adazvaŭsia ŭrešcie Piatroni. — Tyhelin smiajaŭsia, jak ja tałkavaŭ, što jany baroniacca, voś ža ciapier skažu bolš: jany zdabyvajuć!
— Jak heta? Jakim čynam? — spytała niekalki hałasoŭ.
— Na Pałuksa!.. Kali taki Chiłon im paddaŭsia, dyk chto ž im nie paddasca?
Kali vam zdajecca, što pasla kožnaha vidovišča nie prybyvaje chryscijan, tady z vašym znatoctvam Rymu stańciesia katlarami abo začniecie halić barody, tady mo budziecie lepš viedać, što dumaje narod dy što robicca ŭ horadzie.
— Čystuju praŭdu havora, na sviaty pieplum Dyjany! — pacvierdziŭ Viestyn.
Ale Bark zviartajecca da Piatronija: — Što ty chočaš skazać?
— Kančaju tym, ad čaho vy začali: davoli ŭžo kryvi!
Tyhelin pranizaŭ jaho kryvadušna vačyma i kpić: — Ej, jašče krychu!
— Kali niedachop tabie hałavy, dyk maješ ža druhuju pry trymalni pałki! — prysadziŭ jaho Piatroni.
Dalejšuju hutarku pierarvała prybyccio cezara, jaki sieŭ na svajim miejscy z Pifahoram. Niezabaŭna pačałosia pradstaŭlennie «Aŭreolusa», jakim nie nadta ŭsie cikavilisia, bo dumki zaniatyja byli Chiłonam. Narod, zvykły da trahičnych pakutaŭ i kryvi, nudziŭsia taksama, sykaŭ, pakrykvaŭ dacinkami pad adrasam dvaran i prahnuŭ chutčej pacikavicca scenaj miadzviedzia, jakaja jaho intryhavała.
Kab nie spadziavalisia dziva ŭkryžavanaha starca i padarunkaŭ, paŭciakali b usie.
Ažno ŭrešcie pryjšła žadanaja chvilina. Cyrkovyja prysłužniki ŭniesli naŭpiarod draŭlany kryž, davoli nizki, kab miadzviedź, uspiaŭšysia, moh dasiahnuć da hrudziej pakutnika; pasla dvuch čałaviek uviali, a dakładniej — uvałakli Chiłona, bo sam jon z pałamanymi kasćmi nie moh isci. Pałažyli jaho j prybili da kryža tak chutka, što zacikaŭlenyja aŭhustyjanie nie paspieli jamu dobra pryhledziecca, tolki pasla ŭstanaŭlennia ŭ ziamlu kryža vočy ŭsich zviarnulisia da jaho. Ale mała chto moh paznać u henym nahim starcu daŭniejšaha Chiłona. Pa Tyhelinskich pakutach nie zastałosia ŭ jahonym tvary ani krapliny kryvi, i tolki na biełaj baradzie vidzion byŭ čyrvony sled pa vyrvanym jazyku. Praz prazrystuju skuru ledźvie možna było dahledzieć kosci. Vyhladaŭ bolš starym, amal zhrybiełym. Ale zatoje kolišnija jahonyja vočy, viečna złosnyja j niespakojnyja, daŭniaje abličča, viečna tryvožlivaje j niapeŭnaje, pierajnakšylisia: ciapier tvar, choć poŭny bolu, vyhladaŭ sałodkim i pahodnym, jak u ludziej spiačych abo miortvych. Moža, uzmacniała jamu nadzieju dumka pra razbojnika na kryžy, jakomu Chrystus daravaŭ, a moža, u dušy havaryŭ miłasernamu Bohu: «Usiespadaru, kusaŭ ja, by had jadavity, ale ž ja byŭ praz cełaje žyccio biazdolnikam, pamiraŭ z hoładu, ludzi taptalisia pa mnie, bili mianie j zdziekvalisia z mianie. Ja byŭ žabrakom i niaščasnym vałyndam, a ciapier voś šče pałažyli mianie na kryž i prybili, dyk Ty, Miłaserny, nie pahardziš mnoju ŭ časinie smierci!» I, vidać, supakoj atulaŭ jahonaje serca. Nichto nie smiajaŭsia, bo było ŭ hetym ukryžavanym niešta tak cichaje, vydavaŭsia jon tak starym, słabym, vyklikajučym svajoj pakoraj takuju žałasć, što kožny mimachoć pytaŭ siabie: jak možna mučyć i prybivać da kryža ludziej, jakija i tak užo kanajuć!