Выбрать главу

Ale jak pieraciahnutaja struna musić parvacca, tak i jaho złamała pieratuha.

Miarcviačaja blednasć vystupiła na tvary, i cieła pačało prucianieć. Niajnačaj, prośba jahonaja vysłuchana, padumaŭ, bo voś pamiracimie. Zdavałasia jamu, što i Lihija ŭžo chiba musiła pamierci, i što Chrystus ich biare takim čynam da siabie. Arena, biel tohaŭ niezličonaje publiki, sviatło tysiačnych lampaŭ i svietačaŭ — usio razam znikła jamu ŭvačču.

Ale hena niemač nie tryvała doŭha. Pa chvilinie aprytomnieŭ, a dakładniej, zbudziła jaho tupannie nieciarplivaje publiki.

— Ty chvory, — kaža jamu Piatroni, — zahadaj adniescisia damoŭ!

I, nie zvažajučy na toje, što padumaje cezar, ustaŭ, kab uziać pad ruku Vinicija dy vyviesci jaho. Serca pierapoŭniłasia litasciu, a prytym dražniła jaho da niemahčymasci zadavalniennie cezara, jaki pilna vyvučaŭ praz šmarahd bol Vinicija, moža, na toje, kab mahčy pasla ŭ patetyčnych strofach apisać heta j zasłužyć na «brava» biazhłuzdych słuchačoŭ. Vinić admoŭna chilnuŭ hałavoju. Moh pamierci ŭ henym amfiteatry, ale nie moh z jaho vyjsci. Adyž pradstaŭlennie mahło za chvilinu raspačacca.

I praŭda, badaj u tym ža momancie prefiekt špurnuŭ na arenu čyrvonuju chuscinu, a na toj znak zaskryhitali zaviesy bramy nasuprać cezarskaha podyjuma, i z ciomnaje ščaluhi vychodzić na jasna asviečanuju arenu Ursus.

Vołat marhnuŭ paviekami, vidać, ad nadmieru sviatła, padyjšoŭ na siaredzinu areny, razhladajučysia naŭkoła, jak by chacieŭ raspaznać, z čym jamu pryjdziecca spatkacca. Usim aŭhustyjanam i bolšasci publiki było viadoma, što jon zadušyŭ Kratona, dyk, hledziačy na jaho, zašumieli, zahuli ŭsie łavy. U Rymie nie mała było hładyjataraŭ, šmat pieravyšajučych narmalnuju mieru čałavieka, ale padobnaha vočy kvirytaŭ jašče nie bačyli. Kasij, što stajaŭ u podyjumie za cezaram, vyhladaŭ nasuprać jaho, by mały chłapčuk. Sienatary, viastałki, cezar, aŭhustyjanie dy narod z zachaplenniem znatockim dy amatarskim ahladali jahonyja mahutnyja, hrubyja, by biarvienni, sciohny, padobnyja da dvuch złučanych ščytoŭ hrudzi dy Hierkulesavyja plečuki-ruki. Pošum mahutnieŭ z kožnaj chvilinaj. Dla henaje publiki nie mahła paprostu isnavać bolšaja raskoša, jak ahladannie takich muskułaŭ padčas ihry, napružannia j zmahannia.

Šum i homan zmianiŭsia ŭ kryk i haračkavyja pytanni, dzie žyvie narod, jaki haduje padobnych vialikaludaŭ; a toj stajaŭ pasiarod amfiteatru nahi, padabniejšy da kamiennaha kałosa, čym da čałavieka, z scipłaju sumnaju minaju barbara i, bačačy pustuju arenu, paziraŭ zdziŭlenymi svajimi błakitnymi vačyma dziciaci to na publiku, to na cezara, to na kraty kunikułaŭ, adkul čakaŭ kataŭ.

U momancie, kali vychodziŭ na arenu, jahonaje prastavataje serca zajhrała apošni raz nadziejaj, što mo čakaje jaho kryž, ale jak nie ŭbačyŭ ani kryža, ani hatovaje jamy, padumaŭ: nie hodny ja taje łaski, vidać, pryjdziecca pamierci inakš, niajnačaj ad zviaroŭ. Byŭ biezabaronny, dyk rašyŭsia zhinuć, jak prystojiła słuzie Baranka, spakojna i ciarpliva. Tym časam chacieŭ pamalicca jašče da Zbaŭcy, dyk uklenčyŭ na arenie, złažyŭ ruki i padniaŭ vočy da zoraŭ, što mihacieli nad adkrytym uhary cyrkam.

Henaja poza nie spadabałasia publicy. Davoli ŭžo nahladzielisia na tych chryscijan, pamirajučych, jak aviečki. Skiemili, što kali vołat nie zachoča baranicca, vidovišča moža pravalicca. Tut i tam pačulisia syki niezadavalniennia.

Niekatoryja zaklikali mastyhoforaŭ, što bizunami padhaniali da baraćby. Pa chvilinie zacichła, adnak, usio, bo nichto nie viedaŭ, što čakaje asiłka i ci nie pačnie zmahacca, jak spatkajecca voka ŭ voka z smierciu.

I nie tre było doŭha čakać. Nahła adazvaŭsia razdzirajučy ryk miedzianych trubaŭ, a na toj znak adčyniłasia krata nasuprać cezaravaha podyjuma, i na arenu vyskačyŭ siarod krykaŭ biestyjaryjaŭ vializny hiermanski tur, niesučy na hałavie nahaje dziavočaje cieła.

— Lihija! Lihija! — kryknuŭ Vinić.

I pačaŭ na hałavie rvać vałasy, sahnuŭšysia ŭ duhu, jak čałaviek, pranizany strałoju, dy kryčać nialudskim hołasam: — Vieru! Vieru!.. Chryscie! Cudu!

Nie čuŭ nat, jak u tym momancie Piatroni zakryŭ jamu hołaŭ tohaju. Jamu zdałosia, heta smierć abo bol zasłaniaje vočy. Nie hladzieŭ, nie bačyŭ. Aharnuła jaho pačuccio niejkaje strašennaje parožni. Uciakli z hałavy ŭsie dumki, vusny tolki paŭtarali, by ŭ malitvie: — Vieru! Vieru! Vieru!..

Naraz amfiteatr zamoŭk. Aŭhustyjanie, jak adzin čałaviek, paŭstavali, bo na arenie stałasia niebyvałaja reč. Pakorny i hatovy na smierć lih, ubačyŭšy svaju karaleŭnu na rahach dzikaje biestyi, padskočyŭ, jak prypiečany raspalenym žalezam, i, pryhnuŭšysia, rynuŭsia na razjušanaha zviera.

Z usich hrudziej vyrvaŭsia vułkan podzivu i zdumlennia — dyj znoŭ cišynia.

Lih, dabiehšy ŭmih da rasšalełaha byka, schapiŭ jaho za rohi.

— Hlań! — adzyvajecca Piatroni, zryvajučy tohu z hałavy Vinicija.

A toj ustaŭ, adchinuŭ uzad hołaŭ i šklastymi nieprytomnymi vačyma hladzić, zbialeły, na arenu.

Zamierła ŭva ŭsich dychannie. Muchu pralatajučuju lho było pačuć. Ludzi nie vieryli sobskim vačam. Jak Rym Rymam, nie bačyli takoha dziva.

Lih trymaŭ dzikaha zviera za rohi. Nohi jahonyja zarylisia pa samyja kostki ŭ piasok, chrybiet vyhnuŭsia, by napiaty łuk, hałava schavałasia miž plačukami, na rukach muskuły vystupili tak, što až skura ledź nie traščała pad ich napružanniem, ale asadziŭ byka na miejscy. I čałaviek i zvier skamianieli ŭ nieparušnasci; hladzielnikam zdavałasia — bačać abraz Hierkulesa ci Tezeja abo hrupu, vykavanuju z kamiennia. Ale ŭ hetaj ujaŭnaj skamianiełasci ihrała strašennaja natuha dzvioch zmahajučychsia z saboju siłaŭ. Tur zaryŭsia tak, jak i čałaviek, nahami ŭ piasok, a ciomnaje kasmataje cieła jahonaje skurčyłasia tak, što staŭsia padobny da vialikaha kruhla. Chto pieršy samleje, chto pieršy paddasca — voś pytannie, jakoje ŭ danym momancie dla henaje raskachanaje ŭ spabornictvie publiki było važniejšym, čym ichniaja ŭłasnaja dola, čym uvieś Rym dy jahonaje panavannie nad svietam. Toj lih byŭ dla ich ciapier paŭboham, hodnym pašany, marmurovych pomnikaŭ. Sam cezar taksama ŭstaŭ. Jany z Tyhelinam, viedajučy pra takuju siłu čałavieka, znarok uładzili takoje vidovišča i, strojačy kpiny, tałkavali sabie: «Chaj ža heny Kratonabojca pakanaje tura, jakoha my vybieram jamu!» Ciapier voś pahladali, astaŭpiełyja, na scenu pierad saboju, jak by nie vieryli, što heta rečajisnasć. U amfiteatry vidać było ludziej z padniatymi rukami, jakija zabylisia pra svaju pozu. Inšym pot vystupaŭ na łbach, nibyta sami zmahalisia z zviarakaj. U cyrku čutny byli tolki sušenni połymia ŭ lampach dy šorach vuhalkoŭ, spadajučych z svietačaŭ. Movu hladzielnikam zaniało ŭ vusnach, sercy rassadžvali hrudzi. Vydavałasia im, što baraćba tryvaje viaki cełyja.