Chiłon pavinien uzaŭtra pryjsci, i pojdziem. Vaźmu z saboju zbroju. Niekalki majich niavolnikaŭ, vysłanych na pravincyju, viarnulisia biez ničoha. Ale ja ciapier peŭny, što jana josć tutaka, u horadzie, moža nat niedaloka. Ja sam adviedaŭ šmat damoŭ pad pretekstam najmu. U mianie budzie joj u sto razoŭ lepš, bo tam hniazdzicca ceły murašnik hałoty. Adyž ja joj ničoha nie paškaduju. Pišaš, dobra vybraŭ, dyk vybraŭ voś turboty i zhryzoty. Pojdziem pierš-napierš u tyja damy, jakija ŭ horadzie, pasla za bramy. Nadzieja čahoś ad kožnaha zaŭtra spadziajecca, inakš nielha žyć. Ty kažaš, treba ŭmieć kachać, i ja ŭmieŭ hutaryć z Lihijaj pra kachannie, a ciapier tolki tužu, tolki čakaju Chiłona, i doma nie mahu vytrymać. Byvaj!»
XVI
Chiłon, adnak, nie viartaŭsia davoli doŭha, tak što Vinić nie viedaŭ, što ab hetym urešcie dumać. Dobra ŭciejeŭ sabie, što kab napeŭna jaje znajsci, dyk treba šukać pavoli. Kroŭ jahonaja dy hvałtoŭnaja natura burylisia suprać rassudku. Siadzieć, zharnuŭšy ruki j ničoha nie robiačy, nie moh ni za što. A znoŭ ža abiahannie haradskich zavułkaŭ u ciomnym niavolnickim płaščy, vyhladaŭšaje na daremny samapadman, nie mahło jaho taksama zadavolić. Vyzvolniki jahonyja, ludzi davoli sprytnyja, jakim na ŭłasnuju ruku zahadaŭ pošuki, akazalisia ŭ sto razoŭ mienš zručnymi ad Chiłona. Tym časam, aprača kachannia, jakoje čuŭ da Lihiji, radziłasia jašče ŭ im zaŭziatasć ihrača, jaki konča choča vyjhrać.
Vinić takim užo byŭ zaŭsiody. Jon nie zdolny byŭ zrazumieć, što moža jakajaniebudź sprava nie ŭdacca, što treba adračysia namieraŭ. Vajskovaja dyscyplina, praŭda, na niejki čas zacuhlała jahonuju samavolu, ale adnačasna ŭščapiła ŭ jaho pierakanannie, šho kožny vydany paduładnym zahad musić być vykanany, a daŭžejšy pobyt na ŭschodzie, siarod ludziej hnutkich i da niavolnickaha posłuhu pryvykłych, umacavaŭ tolki jahonuju vieru, što dla jahonaha žadannia niama miežaŭ. Stahnała ciapier u im samalubstva. Było pry tym u henych niaŭdačach i ŭ samaj zhubie Lihiji štoś niezrazumiełaje, niejkaja zahadka, nad razhadvanniem jakoje mučyŭ sabie hołaŭ… Adčuvaŭ, što Akte praŭdu kazała: Lihija nie była da jaho chałodnaj. Ale kali tak, dyk čaho było ŭciakać ad jahonaha raskošnaha domu, ad jahonaha kachannia dy sałodkich piastoščaŭ, uciakać na tulannie j nendzu? Na henaje pytannie nie ŭmieŭ jon znajsci adkazu, da sviedamasci jahonaj ledź dachodziła peŭnaje niajasnaje adčuccio, što miž im i Lihijaj dy miž ichnimi svietahladami, miž svietam jahonym, Piatronijevym, a Lihiji j Pamponiji isnuje niejkaja roznica i nieparazumiennie hłybokaje, moŭ propasć, jakoje nielha vyraŭniać. Tady zdavałasia jamu, što musić razvitacca z Lihijaj, dyk jašče horš traciŭ raŭnavahu, jakuju sprabavaŭ utrymoŭvać u im Piatroni. Byli chviliny, u jakich i sam užo nie viedaŭ, ci kachaje Lihiju, ci nienavidzić, viedaŭ tolki, što musić jaje znajsci, chaj ziamla jaho hłynie, kali jaje nie ŭbačyć dy nie prysvojić. Siłaj ujavy časta ahladaŭ jaje, jak žyvuju j prysutnuju, pryhadvaŭ sabie kožnaje vyskazanaje da jaje abo joju słova. Čuŭ jaje blizka, adčuvaŭ na hrudziach i rukach, i tady haračka žady paryvała jaho niejmavierna. Kachaŭ jaje, da siabie zaklikaŭ. A na ŭspamin, što i jana jaho kachała j hatova była dabravolna spoŭnić jahonyja žadanni, dušyŭ jaho niaŭtulny žal, a serca zalivała chvala sałodkaje pieslivasci. Inšy raz padychodziła takaja złosć, što až bialeŭ z zakatnasci j pahražaŭ Lihiji pakutami. Žadaŭ jaje nie tolki mieć, ale mieć staptanaju niavolnicaju, a adnačasna adčuvaŭ, što kab pryjšłosia jamu vybirać, ci być jejnym niavolnikam, ci nie bačyć jaje bolej u žycci, dyk zhadziŭsia b być niavolnikam. Byvali dni, u jakich nat dumaŭ i ab rozhach, ale hatovy byŭ adnačasna slady rozah tych na jejnym ružovym ciele całavać. Dakučała nat jamu dumka, što byccam ščasliŭšym byŭ by, kab jaje zabiŭ.
Ad henych rospačnych dumak, sumnivaŭ i zhryzotaŭ ciarpieła zdaroŭje, a nat i krasa. Staŭsia mscivym dy abryzhłym dla ŭsich. Niavolniki, a nat vyzvolniki zbližalisia da jaho z dryhotnym stracham, a jak pačaŭ štoraz časciej katavać ich biez daj pryčyny, pačali jaho ŭpotajki nienavidzieć.
A jon, bačačy heta, msciŭsia jašče horš u prypadku horkaje svaje samoty.
Ščadziŭ ciapier adnaho tolki Chiłona, bajaŭsia bo, kab nie pakinuŭ šukać, a toj, spanatryŭšy heta, pačaŭ z jaho tym bolš ciahnuć dy vadzić za nos.
Spačatku pry kožnych adviedzinach zaviaraŭ Vinicija, što sprava pojdzie chutka j lohka, ciapier ža pačaŭ samachoć vydumoŭvać pieraškody i, zapeŭnivajučy ab dobrym kančatku, nie chavaŭ, što jašče kančatak toj daloka.
Pryjšoŭ urešcie pasla doŭhich čakalnych dzion tak nachmurany, što zakachany junak naš zbialeŭ, heta bačačy, i adrazu nakinuŭsia z hradam pytanniaŭ: — Niama jaje miž chryscijanami?
— Čamu niama, — adkazvaje Chiłon, — ale znajšoŭsia miž imi Hłaŭk, lekar.
— Dyk što, što za Hłaŭk?
— Ci ž zabyŭsia, spadaru, ab starym, z jakim ja padarožyŭ z Nieapalu ŭ Rym i jakoha baroniačy straciŭ hetyja voś dva palcy, nielha ciapieraka ŭtrymać piara ŭ ruce. Razbojniki parezali jaho nažom, adabraŭšy žonku j dzieci. Pakinuŭ jaho ŭ haspodzie pad Minturnaj kanajučaha, doŭha płač mianie braŭ. Na žal, pierakanaŭsia, žyvie j dasiul i naležyć da hminy chryscijanskaje ŭ Rymie.
Vinić adrazu nie moh daŭmiecca, ab čym hutarka, zdahadvaŭsia tolki, što toj Hłaŭk niejk musi ŭtrudniaje adšukać Lihiju, dyk, prytłumiŭšy hnieŭ, kaža: — Kali ty jaho baraniŭ, dyk pavinien być tabie ŭdziačny i dapamahać.
— Ach, dastojny trybunie! Navat bahi nie zaŭsiody byvajuć udziačnyja, a što ž kazać ab ludziach. Tak! Pavinien mnie być udziačny. Ale biada, hety stary słaboha rozumu, pryciemnienaha viekam dy starasciaj, dyk nie tolki nie ŭdziačny mnie, ale, jak dajšło da majho viedama ad jahonych adnaviercaŭ, vinavacić mianie, što ja byŭ u zmovie z razbojnikami dy što ja navioŭ na jaho złybiadu. Voś mnie zapłata za dva palcy!
— Ja pierakanany, što tak i było, šelma, jak jon kaža, — pryhvazdziŭ Vinić.
— Ci ž bolš viedaješ za jaho, spadaru, — adkazaŭ važna Xiłon, — jon bo tolki zdahadvajecca ab hetym, choć, adnak, moh by pry pomačy chryscijan horka mnie adpomscić. Napeŭna, zrabiŭ by heta, a inšyja napeŭna pamahli b. Na ščascie, nie viedaje, jak zavusia, a ŭ domie malitvy, dzie spatkalisia, nie spanatryŭ mianie. Ja, adnak, paznaŭ jaho adrazu dy jak ža chacieŭ jamu kinucca na šyju. Razvaha mianie tolki ŭstrymała. Pasla, jak vyjšli, pačaŭ ja pra jaho vypytvać, i tyja, što viedajuć jaho, skazali mnie: hetaha čałavieka zdradziŭ niejki złybiednik padčas padarožža z Nieapalu… Inačaj bo nie viedaŭ by ab jahonym vajcianni.
— Što mnie za sprava da hetaha! Kažy, što bačyŭ u domie malitvy?
— Tabie nie sprava, spadaru, ale mnie sprava, i to skurnaja sprava. Bo chaču, kab navuka maja mianie pieražyła, dyk lepš adrakusia abiacanaje praz ciabie zapłaty, čym žyccio zmarnuju dziela marnaje mamony, biez jakoje, jak boski filazof, i tak patraplu žyć dy šukać božaj praŭdy.
Vinić, złosny j nachmurany, zbližyŭsia da jaho i kinuŭ panuraje pytannie: — A chto ciabie zapeŭniŭ, što z Hłaŭkavych ruk smierć chutčej ciabie spatkaje, čym z majich? Skul, sabača, viedaješ, što nie zahornuć ciabie zaraz ziamloju ŭ majim aharodzie?
Chiłon, trusliva hlanuŭšy na Vinicija, adrazu skiemiŭ, što tut jašče adno lišniaje słova moža daviesci da hibieli.
— Budu šukać jaje, spadaru, i znajdu! — admanvajecca paspiešna.