— Kali Ursus zabje Hłaŭka, — dumaŭ sabie Chiłon, — dyk budzie jašče lepiej, a kali j nie zabje, dyk taksama budzie dobry znak, bo akažacca, jak ciažka advažvajucca chryscijanie na zabojstva. Ja ž raspisaŭ taho Hłaŭka jak judašyna zdradnika ŭsich chryscijan; byŭ ja tak vymoŭny, što kamień by ŭzrušyŭsia j abiacaŭ by spasci na hołaŭ Hłaŭka, a pamima hetaha ledź schiliŭ taho lihijskaha miadzviedzia da nałažennia na jaho łapy… Nadumoŭvaŭsia, nie chacieŭ, zhadvaŭ pra svoj žal i pakutu. Vidać, im heta nie ŭchodzić… Svaju kryŭdu treba daravać, za čužuju nie nadta možna pamstavać, jergo, padumaj, Chiłonka, što ž tabie moža pahražać?
Hłaŭku nie možna nad taboju mscicca… Ursus, kali nie zabje Hłaŭka za tak vialikuju vinu, jak zdrada ŭsich chryscijan, dyk tym bolš nie zabje ciabie za tak małuju, jak zdrada adnaho chryscijanina. Nu, chaj tolki pakažu tamu jaramu hryvaču hniazdo henaje turkałki, tady ruki ŭmyvaju ad usiaho i pieranošusia nazad u Nieapal.
Chryscijanie taksama havorać pra niejkaje ŭmyvannie ruk, vidać, heta ŭ ich sposab, jakim kančajucca z imi spravy. Niejkija dobryja ludzi tyja chryscijanie, a tak drenna pra ich havorać! O bohi! Hetkaja ŭžo spraviadlivasć na sviecie. Lublu, sapraŭdy, hetuju navuku za toje, što nie dazvalaje rabić zabojstva. Ale kali nie dazvalaje zabivać, dyk nie dazvalaje chiba j krasci, i ašukvać, i łžyva sviedčyć, dyk nie skažu, kab nadta była vyhadnaju. Jana, vidać, vučyć nie tolki sumlenna pamirać, ale j sumlenna žyć. Jak kaliś razbahacieju dy miecimu taki dom, jak hety, i stolki niavolnikaŭ, dyk, moža, stanusia chryscijaninam na tak doŭha, jak heta budzie mnie zručna. Bahaty bo moža sabie na ŭsio dazvolić, nat na cnotu… Tak, hetaja relihija tolki dla bahatych, i dziela taho nie ciamlu, jakim sposabam josć miž imi stolki ŭbohich, što im z taho za karysć, čamu dazvalajuć cnocie zviazvać sabie ruki? Mušu kaliś nad hetym padumać. Tym časam chvała tabie, Hiermies, što dapamoh znajsci henaha barsuka… Ale kali ty heta spryčyniŭ, spadziajučysia dzvioch jałavic biełych, adnahodak, z pazałočanymi rahami, dyk nie paznaju ciabie. Ustydźsia, Arhabojca! Taki mudry boh, i kab zahadzia nie pradbačyć, što atrymaješ šyš! Achviaruju tabie maju ŭdziačnasć, a kali žadaješ lepš paru bydlat, tady sam ty treciaje bydła i pavinien być pastuchom, a nie boham. Oj, scieražysia, kab nie ŭfilazafavaŭ ja ludziam, što ciabie niamašaka, tady bo ŭsie tabie pierastanuć niesci achviary. Z filazofami treba łaskaju.
Tak prastarekujučy z saboju dy z Hiermiesam, vyciahnuŭsia na łavie, pałažyŭ sabie adziežynu pad hołaŭ i, jak niavolniki skončyli zbirać sa stała, zasnuŭ. Pračnuŭsia, a chutčej zbudzili jaho, jak pryjšoŭ Kraton. Vyjšaŭ u atryjum i z uciechaju pryhladaŭsia mahutnaj postaci eks-hładyjatara, jaki svajoj vielizarnasciu ledź nie ŭvieś atryjum zapaŭniaŭ. Kraton užo damoviŭsia ab canie i hutaryŭ z Vinicijem.
— Badaj ciabie Hierkules! Dobra, spadaru, što siannia pa mianie prysłali, bo ŭzaŭtra jedu ŭ Benevent na zahad Vatynija, tam u prysutnasci cezara barukacimusia z niejkim Syfaksam, najdužejšym afrykanskim niehram. Ci ŭjaŭlaješ sabie, vašeć, jak jahonyja kosci traščacimuć u majich rukach, raskvašu kułakom jamu i čornuju skivicu.
— Na Pałuksa! — adkazvaje Vinić. — Nie sumniavajusia, što dakanaješ hetaha, Kratonie.
— I dobra zrobiš, — dadaŭ Chiłon. — Ale!.. I hubu jamu raskvaś! Heta ŭdałaja dumka j dastojnaja ciabie sprava. Hatovy ja pajsci ŭ zakład, što heta zrobiš. Pamaž tolki tym časam cieła alivaju, moj Hierkulesie, dy padpieražysia, bo treba viedać, što z isnym Kakusam pryjdziecca mieć spravu: čałaviek, što pilnuje dziaŭčynu, pra jakuju dastojnamu Viniciju raschodzicca, maje byccam niejmaviernuju siłu.
Chiłon takimi słovami pampavaŭ ambicyju Kratona, ale Vinić pierascierahaŭ: — Tak josć, nie bačyŭ ja jaho, ale čuŭ, što, byka schapiŭšy za rohi, moža vadzić kudy choča.
— Aj-aj-aj! — dziviŭsia Chiłon, jaki nie ŭjaŭlaŭ sabie až takoje siły ŭ Ursusa.
Kraton lohka ŭchmylnuŭsia.
— Padručajusia, dastojny spadaru, — zapeŭnivaŭ, — hetaju voś rukoju abaranicca ad siami takich lihaŭ i pryniesci tabie dziaŭčynu ŭ dom, choć by ŭsie chryscijanie mianie dahaniali, moŭ kałabryjskija vaŭki. Kali nie dakažu hetaha, abdzieliš mianie dziahaju ŭ hetym impluvijumie.
— Nie davaj jamu rabić hetaha, spadaru! — spachapiŭsia Chiłon. — Pačnuć pa nas špurlać kamienniami, a tady chiba dapamoža jahonaja siła? Ci ž nie lepš zabrać dziaŭčynu z domu i nie vystaŭlać ani jaje, ani siabie na zhubu?
— Tak majecca być, Kratonie, — prycviardziŭ zahadna Vinić.
— Tvaje hrošy — tvaja vola! Nie zabudź tolki, spadaru, što ŭzaŭtra jedu ŭ Benevent.
— Maju piać sotak niavolnikaŭ u samym horadzie, — adkazaŭ Vinić i, pakazaŭšy im rukoju dzviery, pajšoŭ u biblijateku, sieŭ i tak pisaŭ Piatroniju: «Chiłon znajšoŭ Lihiju. Siannia ŭviečar idu z im i z Kratonam da Ostryjanuma dy zabiaru jaje adrazu abo ŭzaŭtra z domu. Chaj bahi abdorać ciabie ščasciem!
Budź zdaroŭ, carissime, radasć nie dazvalaje mnie bolej pisać».
I, pałažyŭšy trascinu, pačaŭ borzdym krokam chadzić, radasć zalivała jamu dušu, i paliła haračka. Prysiahaŭ sabie, što nazaŭtra Lihija budzie ŭ hetym domie. Hadaŭ sabie, jak z joju pastupić, a ŭ dušy pačuvaŭ, što budzie jejnaj słuhoju, kali zachoča jaho kachać. Prypaminaŭ sabie słovy Akte, što byŭ kachany, i chvalavaŭsia da hłybini. Dyk, značyć, raschodzicimiecca tolki pra pakanannie niejkaha dziavočaha soramu dy niejkich pryračenniaŭ, jakija vidavočna chryscijanskaja navuka nakładała. A kali tak, dyk chaj tolki raz Lihija, papaŭšy ŭ jahony dom, paddasca nahavoru abo prymusu, tady musicimie skazać sabie: «Stałasia!» — i budzie słuchać i kachać.
Uvachodzić Chiłon i pieraryvaje henyja dumki.
— Dominie, — adazvaŭsia hrek, — voś što jašče pryjšło mnie ŭ hołaŭ: anuž chryscijanie majuć jakija znaki, «tesery», biez jakich nie dapuščajuć da Ostryjanuma? Pamiataju, u damoch malitvy tak byvaje, i takuju teseru atrymaŭ ja ad Eŭrycyja. Dyk dazvol pajsci da jaho, raspytać i pryzapasić tyja znaki, kali akažucca patrebnymi.
— Dobra, česny mudrahielu, — adkazaŭ viesieła Vinić. — Havoryš jak čałaviek prazorlivy, i treba ciabie za heta pachvalić. Idzi da Eŭrycyja ci kudy chočaš, ale dziela peŭnasci pakiń na hetym voś stale kapšuk, jaki atrymaŭ.
Chiłon, jakomu nadta ž nie daspadoby było rasstavacca z hrašmi, skryviŭsia, ale vykanaŭ zahad i vyjšaŭ. Z Karynaŭ da Cyrku, la jakoha była kramka Eŭrycyja, nie nadta było daloka, dyk viarnuŭsia Chiłon jašče zadoŭha pierad zmiarkanniem.
— Voś znaki, spadaru. Biez ich nas nie ŭpuscili b. Raspytvaŭsia ja taksama dobra, kudoju jsci, dy skazaŭ Eŭrycyju, što patrabuju ich tolki dla majich znajomych, sam bo nie pajdu, zadaloka dla mianie staroha, što ŭzaŭtra budu bačycca z Vialikim Apostałam, jaki mnie pierakaža najpryhažejšyja ŭstupy svajoj pramovy.
— Jak heta: nie budzieš? Musiš być! — pastaviŭsia Vinić.
— Viedaju, što mušu, ale pajdu dobra zakapturany i vam toje samaje raju, inakš možam spałochać ptušku.
I nieŭzabavie pačali zbiracca, pačynała bo ŭžo zmiarkacca. Uziali halijskija vopratki z kapturami, uziali latarni. Vinić aprača taho ŭzbrojiŭ siabie j tavaryšaŭ u karotkija krukavatyja nažy, Chiłon ža ŭzdzieŭ masku, jakuju zdabyŭ, varočajučysia ad Eŭrycyja, i vyjšli spiešna, kab da adlehłaje Namentanskaje bramy paspieć pierad jaje zamknienniem.