Hatovy byŭ addać za jaje tyja ŭsie, a da ich jašče Rym i ceły sviet u prydatku.
Byŭ by zahledzieŭsia i ŭtanuŭ zusim, kab nie Chiłon, jaki ciahnuŭ jaho za kraj adziežy, bajučysia, kab čaho nie nakuralesiŭ, što b mahło naviesci niebiaspieku. Chryscijanie tym časam pačali malicca j piajać. Cieraz chvilinu zahrymieła «Maran-ata», pasla vialiki Apostał pačaŭ vadoju z vadalivu chryscić tych, što prezbitary rekamiendavali jak pryhatavanych da chrostu. Viniciju zdavałasia, noč heta nikoli nie skončycca. Chacieŭ zaraz isci za Lihijaj dy zabrać jaje ŭ darozie abo ŭ pamiaškanni.
Urešcie niekatoryja pačali raschodzicca. Chiłon tady šapnuŭ: — Vyjdźma pad bramu, bo my nie zniali kapturoŭ, i ludzi hladziać na nas.
I tak sapraŭdy było. Kali ŭsie pad čas movy Apostała paadchilali kaptury, kab lepiej čuć, jany nie zrabili hetaha. Rada Chiłona była słušnaja. Stojačy pry bramie, mahli cikavać na ŭsich vychodziačych, a Ursusa nie ciažka było raspaznać pa rostu i pastavie.
— Pojdziem za imi, — skazaŭ Chiłon, — pahladzimo, da jakoha domu ŭvachodzicimuć, a zaŭtra abo j siannia abstaviš usie schody ŭ domie niavolnikami dy zabiareš jaje.
— Nie! — zapiarečyŭ Vinić.
— A što rabicimieš, spadaru?
— Uvojdziem za joju ŭ dom i schopim jaje vomih ciapier; ty ž padručyŭsia, Kraton?
— Tak josć, — adkazaŭ vołat, — i addajusia tabie, spadaru, u niavolniki, kali nie złamlu chrybta hetamu bujvału, što pilnuje jaje.
Chiłon pačaŭ adrajvać i zaklikać ich na ŭsie bahi, kab nie rabili hetaha. Adyž Kraton mieŭ być uziatym tolki dziela abarony na vypadak, kali b ich paznali, nie dla chapunstva dziaŭčyny. Kali bracimuć tolki sami ŭdvuch, nalezuć na smierć i, čaho lepšaha, mohuć jaje ŭpuscić z ruk, a tady jana schavajecca ŭ inšym miejscy abo ŭciače z Rymu. I što tady rabicimuć? Čamu nie jsci darohaju bolš peŭnaju? Pašto vystaŭlać siabie na zhubu i ŭsiu spravu na lichuju dolu?
Vinić, choć ustrymoŭvaŭ siabie, kab tut ža na mahilniku zaraz nie chapić u abdymki Lihiji, pryznavaŭ, što hrek mieŭ racyju, i byŭ by mo paddaŭsia jahonaj radzie, kab nie Kraton, łasy na zysk.
— Zamkni, spadaru, hetamu staromu markaču hubu, — ziknuŭ, — abo dazvol mnie spuscić kułak na hołaŭ jamu. Raz u Buksentumie, kudy zaprašaŭ mianie na jhrьšča Łucyj Saturnin, napała na mianie ŭ haspodzie siamioch pjanych hładyjataraŭ, i anivodzin nie vyjšaŭ z cełymi rebrami. Nie kažu ciapier chapać dziaŭčynu, z hramady, bo mahli b nam pad nohi kidać kamiennie, ale jak pierastupić paroh domu, schaplu tabie jaje i zaniasu, kudy chočaš.
Vinić usciešyŭsia, słuchajučy heta, i adazvaŭsia: — Tak i budzie, na Hierkulesa! Uzaŭtra mahli b nie znajsci jaje prypadkam doma, i, jak spałochali b dom, adviali b jaje dalej.
— Heny lih vydajecca mnie nadta mocnym! — zaskihliŭ Chiłon.
Musili jašče doŭha čakać, i kury pačali piajać na svitanni, pakul uhledzieli vychodziačaha z bramy Ursusa, a z im Lihiju. Išło z imi niekalki inšych asob. Chiłonu zdavałasia, byccam paznaje Vialikaha Apostała, vobak jaho jšoŭ druhi starac, šmat mienšy rostam, dzvie pažyłyja žančyny i padletak, jaki sviaciŭ latarniaju. Za henaju hramadoju jšła masa viernych, moža, sa dzviescie asob. Vinić, Chiłon i Kraton patanuli ŭ henaj masie.
— Tak, spadaru, tvaja małoduchna znachodzicca pad dastojnaju apiekaj. Heta jon z joju, Vialiki Apostał. Bač bo jak ludzi klenčać pierad im.
Ludzi sapraŭdy klenčyli, ale Vinić nie hladzieŭ na ich. Nie spuskajučy ani na chvilinu z vačej Lihiju, dumaŭ tolki ab zdabyčy i, napraktykavany ŭ vojnach, snavaŭ sabie ŭ hałavie z cełaju vajackaju precyzyjaj padstupny płan chopu. Usviedamlaŭ, što krok, na jaki važyŭsia, byŭ adčajny, ale viedaŭ, što takija kroki najčasciej udajucca.
Daroha davoli doŭžyłasia, dyk u mižčasie dumaŭ taksama pra tuju prorvu, jakuju vykapała miž im Lihija j taja dziŭnaja navuka, što jana vyznavała. Razumieŭ ciapieraka ŭsio, što dahetul stałasia. Byŭ na heta davoli ŭniklivy. Jon Lihiji nie viedaŭ. Adkryŭ u joj cudniejšuju nad usimi dziaŭčynami, da jakoj zaharelisia jahonyja pochaci, ale ciapier pierakanaŭsia, što henaja navuka rabiła z jaje niejkuju admietnuju ad inšych žančyn istotu, jakoje nielha budzie zdabyć pieslivasciu, žadoju, bahacciem, raskošami. Zrazumieŭ urešcie, čaho abodva z Piatronijem nie mahli zrazumieć, što taja novaja relihija ŭščaplała ŭ dušu štoś niaznanaje svietu, dzie žyŭ, i što Lihija, choć by nat jaho j kachała, ad nivodnaje chryscijanskaje praŭdy dziela jaho nie adstupić; što kali isnuje dla jaje raskoša, dyk całkam inšaja, čym raskošy jahonyja j Piatronijevy, i cezaravy, i cełaha Rymu. Kažnaja inšaja žančyna, jamu znanaja, mahła b stacca jahonaj kachankaj, hetaja ž chryscijanka mahła b być tolki achviaraj.
I balučy hnieŭ paliŭ jaho pry takich dumkach, ale adnačasna ŭsviedamlaŭ, što hnieŭ toj byŭ biassilny. Adabrać Lihiju było mahčyma, byŭ peŭny, što heta ŭdasca, ale adnačasna byŭ peŭny, što mužnasć i mahutnasć jahonaja suprać henaje navuki ničoha nie zdolejuć. Jon, vajskovy rymski trybun, pierakanany dasiannia, što siła miača, zavaładaŭšaja svietam, paviek im vaładacimie, pieršy raz u žycci dahledzieŭ, što pa-za joju moža być jašče niešta inšaje, dyk, sumieŭšysia, zadavaŭ sabie pytannie: što heta?
I nie ŭmieŭ sabie jasna adkazać, u hałavie stajali vobrazy mahilnika, hramady i Lihiji, zasłuchanaj usioju dušoju ŭ słovy starca, raskazvajučaha pra pakutu, smierć i zhrobuŭstannie Boha-Čałavieka, što adkupiŭ sviet dy abiacaŭ jamu ščascie na inšym baku Styksu.
Padčas henych dumak u hałavie jahonaj rabiŭsia chaos. Ale z hetaje błytaniny vyrvaŭ jaho Chiłon, jaki pačaŭ narakać na svaju dolu: jon bo zhadziŭsia znajsci Lihiju, jakuju voś pad niebiaspiekaju žyccia znajšoŭ dy pakazaŭ. Dyk čaho ž bolš ad jaho chočuć? Ci ž padručaŭsia jon jaje zabirać? Dyj chto moh by nat vymahać čahoś padobnaha ad biaspalcaha kaleki, ad staroha čałavieka, addanaha navucy, dumcy i cnocie? Što budzie, kali tak dastojny vašeć, jak Vinić, narviecca na jakuju prakudu pry zdabyvanni krasuni? Nu, jano praŭda, što bahi pavinny mieć voka nad svajimi pupiłami, ale ci ž nie traplajucca časami takija rečy, jak by bahi ŭ žmurki hulali, zabyŭšysia, što na sviecie robicca? Fartuna maje zaviazanyja vočy, jak viedama, dyk nie bačyć nat dniom, nie toje što nočču! Chaj ža adno što staniecca, chaj hety lihijski miadzviedź špurnie ŭ kryvičesnaha Vinicija kamieniem ad žaron, bočkaju vina abo horaj — vady. Chto ž zaručyć, što na Chiłona-niebaraku nie spadzie kara zamiest uznaharody? Jon, harotny mudrec, pryručyŭsia tak da šlachotnaha Vinicija, jak Arystotel da Alaksandra Makiedonskaha, i kab ža prynamś choć česny Vinić addaŭ jamu toj kapšuk, jaki na jahonych vačach zatknuŭ za papruhu, vychodziačy z domu, było b za što pry błahoj pryhodzie niejak pryzvać ratunak abo razmiakčyć sercy chryscijanam. Och! Čamu ž nie chočuć słuchać rady staroha, padyktavanaje dosviedam i rastaropnasciu?