Выбрать главу

Vinić, pačuŭšy heta, dastaŭ kapšuk z-za papruhi i kinuŭ jaho ŭ łapy Chiłonu.

— Biary, tolki zamoŭkni!

Hrek, abmacaŭšy jahonuju ciažkasć, nabraŭ advahi.

— Usia maja nadzieja na toje, — kaža, — što Hierkules abo Tezej dakonvali jašče ciažejšyja rečy, a čym ža josć moj najbližejšy asabisty pryjaciel Kraton, kali nie Hierkulesam? Ciabie ŭžo, dastojny spadaru, nie nazavu paŭboham, bo ty sapraŭdy boh i nadalej pamiatacimieš ab svajim viernym słuzie, patreby jakoha čas ad času treba zaspakojvać, bo sam jon jak usadzić nos u knihi, svietu božaha nie bačyć… Kab choć niekalki stajkaŭ harodzik dy damok choć by z malusieńkim hanačkam dla chaładku letam, hodzien byŭ by takoha daryciela. Tym časam zdalok vieličacimu vašyja hierojskija spravy, zaklikacimu Joviša, kab vam spahadaŭ, a kali b što, narablu takoha kryku, što pałova Rymu sa snu schopicca i prybiažyć vam na ratunak. A badaj jaje, što za drennaja j niaroŭnaja daroha! Nabiadu j aliva vyharała ŭ majim svietačy, kab Kraton, jaki nie mienš chiba josć česny, jak dužy, schacieŭ mianie ŭziać na ruki j padniesci až da bramy, pierš-napierš daviedaŭsia b, ci lohka padymie krasuniu, padruhoje — uziaŭ by prykład z Eneja, u kancy — padsiabravaŭ by sabie ŭsich spahadniejšych bahoŭ, tak što pra dobry vynik vašaje spravy ja b nie kłapaciŭsia.

— Chutčej by zhadziŭsia ja niesci zdochłuju ad skułačak prasmiardziełuju aviečku, — adhuknuŭsia vołat, — ale jak addasi mnie toj kapšuk, zaniasu až da bramy.

— Kab ty sabie nohi paabivaŭ, — adsieksia hrek, — tak ty heta skarystaŭ z navuki taho čescihodnaha starca, jaki niadaŭna zalacaŭ ubostva i litasć jak dzvie najvažniejšyja cnoty?.. Abo ž tabie jon nie nakazvaŭ miłavać mianie? Nie zrablu z ciabie, baču, nikoli nat aby-jakoha chryscijanina, lahčej soncu praniknuć praz mur Mamertynskaj viaznicy, jak praŭdzie praz tvoj biehiemotavy čerap.

Kraton, čałaviek z siłaju, ale zusim biez ludskasci, adkazaŭ: — Nie bojsia! Chryscijaninam nie stanusia! Nie dumaju tracić kavałka chleba!

— Tak, ale kab mieŭ ty choć pačatkovuju navuku filazofiji, dyk viedaŭ by, što zołata — heta marnasć!

— Nu, chadzi siudy z svajoju filazofijaj, dam tabie tolki adzin bukiš u trybuch, i pahladzimo, chto vyjhraŭ.

— Toje samaje moh skazać i byk Arystotelu, — adrezaŭ Chiłon.

Na sviecie šareła. Dzień pavoli bialiŭ muravanyja scieny. Prydarožnyja drevy, budynki j raskidanyja siam-tam nahrobki pačali vychilacca z ciemry.

Daroha pavoli ažyŭlałasia. Handlary varyva spiašalisia da bramaŭ, pahaniajučy asłoŭ i mułaŭ, nahružanych aharodninaj. Siam-tam rypieli vazy z dzičynoju. Na darozie j naabapał darohi lažała jšče lohkaja jmhła, pradviesnica pahody. Ludzi ŭ hetaj mhle vyhladali zdalok, moŭ zdani. Vinić uhladaŭsia ŭ tanklavuju postać Lihiji — sivy zołak štoraz bolš jaje sierabryŭ.

— Spadaru, — zviarnuŭsia Chiłon, — abraziŭ by ciabie, kab pradbačvaŭ, što tvaja ščodrasć kali-niebudź miecimie kaniec, ty ŭžo mnie zapłaciŭ, dyk nie dumaj, što kazacimu dziela dalejšaje nažyvy. Atža, raju tabie jašče raz, kab, namieciŭšy, u jakim domie žyvie boskaja Lihija, viarnuŭsia dadomu pa niavolnikaŭ i lektyku, a nie słuchaŭ henaha boŭdziły Kratona, jaki tamu tolki padručajecca sam adzin vychapić krasuniu, kab vycisnuć tvaju kabzu, by klinok z tvarahom.

— Dam kułakom pamiž łapatak, i razvitvajsia z svietam, — adhražaŭsia Kraton.

— Vaźmu dyjetu kafałonskaha vina i hulacimu zdaroŭ, — baronicca hrek.

Vinić nie adkazvaŭ ani słova, bo padyjšli da bramy, la jakoje dziŭnaje vidovišča kinułasia im u vočy. Dvuch vajakaŭ uklenčyła pierad Apostałam, a jon trymaŭ praz momant nad imi ruki, pasla pieražahnaŭ. Maładomu patrycyju dahetul nikoli i ŭ dumku nie prychodziła, kab to ŭžo j miž vajakami byli chryscijanie, i poŭny podzivu hadaŭ sabie: jak padčas pažaru ahoń achaplaje štoraz novyja budynki, tak, mabyć, i henaja navuka abyjmaje štoraz novyja dušy i šyrycca z niejmaviernaj chutkasciaj. Aharnuŭ jaho podziŭ i z uvahi na Lihiju, dadumaŭsia bo, što kali b chacieła ŭciačy z miesta, znajšlisia b vartaŭniki, jakija sami ŭmahčymili b joj vychad. Dziakavaŭ u henaj časinie ŭsim bahom, što tak nie stałasia.

Pierajšoŭšy niezabudavanuju prahalinu za parkanam, nataŭp chryscijan pačaŭ razychodzicca. Tre było ciapier isci za Lihijaj ascieražniej, kab nie zviarnuć na siabie ŭvahi. Chiłon pačaŭ znoŭ mantačycca, narakać na łamatu ŭ nahach i pryastavaŭsia štoraz bolej zzadu. Vinić hetamu ŭžo j nie supraciŭlaŭsia, dumajučy: pałachlivy j niedałužny hrek nie budzie ŭžo jamu patrebny. Byŭ by nat pazvoliŭ jamu pajsci da lichoj doli; adnakavaž mudraca ŭstrymoŭvała prazorlivasć, a bolš mo cikavasć, bo jšoŭ nazirkam za imi, a nat časami padbližaŭsia, paŭtarajučy svaju radu dy vykazvajučy zdahadku, što stary spadarožnik Apostała, kab krychu vyšejšy, moh by być Hłaŭkam.

Išli davoli jašče doŭha až da Zatybra, sonca niezabaŭna ŭžo mieła pakazacca, jak hramadka, u jakoj była Lihija, razdzialiłasia. Apostał, starucha i chłapčanio łučyli ŭzdoŭž raki, a stary nizkaha rostu, Ursus i Lihija ŭsunulisia ŭ vuzkuju vułačku i, padyjšoŭšy za sto krokaŭ, uvajšli ŭ siency domu, u jakim było dzvie kramy, adna z alivaju, a druhaja — ptušnika.

Chiłon, katory jšoŭ za Vinicijem na jakich siahniaŭ piaćdziesiat zzadu, staŭ adrazu jak uryty i, prytuliŭšysia da muru, pačaŭ sykać na ich, kab viarnulisia da jaho.

Jany pasłuchali, bo treba ž było parajicca.

— Idzi, — zahadaŭ jamu Vinić, — i daviedajsia, ci hety dom nie vychodzić druhoju pałavinaju na inšuju vulicu.

Chiłon, darma narakaŭ niadaŭna na rany ŭ nahach, čmychanuŭ tak chutka, jak by kryłle Merkuraha zjaviłasia pry jahonych kostkach, i praz chvilinu viarnuŭsia.

— Nie, — zviasciŭ, — vychad josć tolki adzin.

I załamaŭ ruki: — Na Joviša, Apałona, Viestu, Kibiełu i Ozyrysa, na Mitru, Baala dy ŭsie bahi Ŭschodu j Zachadu! Malu ciabie, spadaru, zaniachaj svajho namieru… Pasłuchaj mianie!..

Ale nahła zamoŭk, sumieŭsia bo, hledziačy na bieły, moŭ pałatno, tvar Vinicija, vočy jakoha iskrylisia, by voŭčyja zekry. Davoli było hlanuć na jaho, kab zrazumieć, što ničoha nie paŭstrymaje ŭžo jaho ad zadumanaha namieru.

Kraton nadymaŭ svaje Hierkulesavyja hrudzi i cialapaŭ na abodva baki małpavatym łbom, jak miadzviedź u kletcy. Tryvohi na tvary nielha było dasledzić.

— Ja ŭvajdu pieršy! — prapanavaŭ.

— Pojdzieš za mnoju! — cviorda vyrašyŭ Vinić.

I pa chvilinie znikli abodva ŭ ciomnych sieniach.

Chiłon daŭ čosu da rovu najbližejšaje vulicy i davaj vyzirać z-za vuhła, čakajučy, što budzie.

XXII

Vinić tolki ŭ sieniach zrazumieŭ usiu ciažkasć spravy. Dom byŭ abšyrny, kolkipavierchavy, adzin z takich, jakich tysiačy budavana ŭ Rymie dziela dachodnasci z pamieškanniaŭ, i zvyčajna budavana z takim pospiecham i nieakuratnasciu, što nie było amal hodu, kab niekalki z ich nie zavalilisia na hałovy kvatarantam. Heta byli sapraŭdnyja vułli, nadta vysokija i nadta vuzkija, poŭnyja kamorak i zakamarkaŭ, u jakich hniazdziłasia ŭbohaja masa. U horadzie, u jakim šmat jakija vulicy nie mieli nazovu, damy takija nie mieli numaroŭ; sobsniki pabory naležnasci paviarali niavolnikam, katoryja, nie majučy ad haradskich uładaŭ zahadu padavać prozviščy łakataraŭ, časta nie viedali ich sami. Dapytacca kaho ŭ takim domie było nie raz vielmi ciažka, asabliva kali pry bramie nie było storaža.