Выбрать главу

A jany nie zviartali na heta ŭvahi, tak, jak by nie čuli ci nie ŭvažali za niezvyčajnasć. Ursus z svajoj barbarskaj zakłapočanaj minaj trymaŭ žmut stužak z biełych padziortych chuscin, a stary havaryŭ nieznajomamu: — Ci ty, Hłaŭk, peŭny, što henaja rana ŭ hałavie nia josć smiarotnaj?

— O tak, dastojny Kryspie, — supakojvaŭ Hłaŭk. — Słužačy ŭ niavolnikach na marapłaŭstvie dy žyvučy ŭ Nieapali, prychodziłasia mnie ahladać šmat ran, za tuju pracu ŭdałosia mnie jakraz i vykupicca z siamjoju. Nie, rana ŭ hałavie lohkaja. Jak jon, vidać, — tut pakazaŭ na Ursusa, — adbiraŭ dziaŭčynu i pichanuŭ hetaha na mur, dyk jon, padajučy, zasłaniŭsia rukoju, katoruju vyvichnuŭ i złamaŭ, ale praz toje ŭsciaroh hołaŭ — i žyccio.

— Nie adnym z bratoŭ ty ŭžo apiekavaŭsia, — adkazaŭ Krysp, — i słyvieš jak dobry lekar… Tamu ž i pasłaŭ ja Ursusa pa ciabie.

— Katory ŭ darozie pryznaŭsia mnie, što ŭčora jšče maniŭsia mianie zabić.

— Ale pierš hety namier vyjaviŭ mnie; a ja, viedajučy ciabie j tvaju viernasć da Chrysta, vytałkavaŭ jamu, što nie ty zdradnik, ale toj nieznajomiec, jaki da zabojstva jaho padbuchtorvaŭ.

— Hena byŭ niačysty duch, ale mnie zdałosia, što anioł, — apraŭdvaŭsia, uzdychajučy, Ursus.

— Druhim razam raskažaš mnie ab hetym, — pierarvaŭ Hłaŭk, — a ciapier musimy dumać ab ranienym.

Heta skazaŭšy, pačaŭ nastaŭlać plačo Viniciju, jaki raz-poraz mleŭ z bolu, nie dapamahała j Kryspava achałodžvannie vadoju hałavy. Ale moža j lepš było, što mleŭ, bo choć tady nie čuŭ nastaŭlannia nahi dy pieraviazki złamanaje ruki, jakuju Hłaŭk upraviŭ u dzvie žałabkavatyja doščački, chutka j mocna abviazaŭšy, kab znieruchomić. Pa dakananaj apieracyi aprytomieŭ znoŭ i ŭbačyŭ nad saboju Lihiju. Stajała tut ža pry jahonym łožku, trymajučy pierad saboju miedzianoje viadzierca z vadoju, u jakoj Hłaŭk čas ad času mačaŭ hubku j zmyvaŭ jamu hołaŭ.

Vinić hladzieŭ i vačam nie vieryŭ. Jamu zdavałasia, heta son abo haračka maročyć, staviačy pierad im henuju miłuju zdań, i až pasla doŭhaje chviliny zdoleŭ vyšaptać: — Lihija… Ad hołasu jahonaha zadryžała viadzierca ŭ rukach, i zviarnulisia da jaho sumnyja vočy.

— Pax tabie! — adkazała cicha.

I stajała z vyciahnutymi pierad saboju rukami, poŭnaja litasci i žalu. Jon ža pahladaŭ na jaje, moŭ žadaŭ napoŭnić joju vočy tak, kab, jak zapluščyć, voblik jejny stajaŭ jamu nad paviekami. Pryhladaŭsia na jejny tvar, bialejšy i błažejšy, čym daŭniej, na loki ciomnych vałasoŭ, na ŭbohuju vopratku rabotnicy; hladzieŭ tak uporysta, što až ad siły jahonych vačej pačało ružavieć jejnaje sniežnaje čało — i pierš-napierš padumaŭ, što jon ža kachaje jaje, a pa-druhoje, što henuju nikčomnasć dy ŭbohasć jon spryčyniŭ, bo jon vypłašyŭ jaje z domu, dzie płyvała jana ŭ dastatkach i vyhodzie, i ŭpraviŭ u hetuju mizernuju chatu dy apranuŭ u hetuju voś nendznuju vopratku z ciomnaje voŭny.

I tak chacieŭ jaje ŭcharašyć u najdaražejšyja załatyja kaštoŭnasci, što apanavała im zdumlennie, tryvoha, litasć i žal tak mahutny, što — zdecca — kinuŭsia b joj da noh, kab moh kranucca z miejsca.

— Lihija, — kaža, — ty nie dazvoliła zabić mianie… A jana sałodka adkazvaje: — Chaj Boh dasć tabie zdaroŭje.

Dla Vinicija, sviedamaha daŭniejšych i apošniaj kryŭd, što maniŭsia zrabić joj, słovy henyja byli sapraŭdnym balzamam. Zabyŭsia ŭ henaj chvilinie, što jejnymi vusnami moža havaryć chryscijanskaja navuka, a čuŭ tolki, byccam havoryć kachanaja žynčyna, u adkazie jakoje josć niejkaja asabistaja pieslivasć dy nadludskaja dabrynia, da hłybini jaho prajmajučaja. Jak upiarod asłab ad bolu, tak ciapier asłab z rasčulennia. Avałodała im niejkaja niemač, adnačasna i mahutnaja i sałodkaja. Mieŭ takoje ŭražannie, jak by lacieŭ niedzie ŭ proćmu, ale pry tym adčuvaŭ, što jamu dobra, što jon — ščaslivy. U momancie taje sałodkaje niemačy dumaŭ taksama — stajić nad im bostva.

Tym časam Hłaŭk skončyŭ pramyvać ranu ŭ jahonaj hałavie i pryłažyŭ da jaje hajučuju masć. Ursus zabraŭ z ruk Lihiji miadnik, a jana, uziaŭšy sa stała čarku z vadoju i vinom, prystaviła jamu da vusnaŭ. Vinić vypiŭ prahavita j pačuŭ lhu. Pasla pieraviazki bol supakojiŭsia. Rany pačali tužeć. Viarnułasia prytomnasć.

— Daj mnie jašče, — prosić, — napicca.

Lihija pajšła ŭ bakoŭku; zbližajecca da jaho pasla karotkaje hutarki z Hłaŭkam Krysp i kaža: — Vinić, Boh nie dazvoliŭ tabie vykanać błahi namier, ale daravaŭ tabie žyccio, bo ty apamiataŭsia. Toj, pierad katorym čałaviek josć pylinkaj, addaŭ ciabie biezabaronnaha ŭ našyja ruki, ale Chrystus, u jakoha my vierym, zahadvaje nam miłavać nat niepryjacielaŭ. Dyk ahledzieli my tabie rany i, jak kazała Lihija, malicimiemsia, kab Boh viarnuŭ tabie zdaroŭje, ale daŭžej ciabie dahladać nie možam. Dyk zastavajsia z Boham i padumaj sam, ci hadzicca tabie dalej pierasledvać Lihiju, jakuju pazbaviŭ apiakunoŭ, domu, — i nas, što za zło dabrom tabie adpłacili?

— Chočacie pakinuć mianie? — spytaŭ Vinić.

— Chočam vyjsci z hetaha domu, u jakim moža dasiahnuć nas ruka prefiekta.

Tvoj spadručnik zabity, a ty, spadaru, miž svajimi lažyš ranieny. Nie z našaje viny heta stałasia, ale na kaho ž, jak nie na nas, spadzie pomsta prava… — Pierasledu nie bojciesia, — zaručyŭ Vinić. — Ja vas zasłaniu.

Krysp nie chacieŭ dalej tałkavać, što nie tolki pra palicyju tut raschodzicca, ale j Lihiju chočuć zabiaspiečyć ad jaho.

— Spadaru, — kaža, — pravaja ruka tvaja zdarovaja, dyk vaźmi oś tablički i styl dy napišy słuham svajim, kab pryjšli pa ciabie ŭviečar z lektykaj dy adniesli dadomu, tam tabie budzie vyhadniej, jak tut u našaj biednacie. My tut kvatarujem u biednaj udavy, jana zaraz pryjdzie z svajim synam, i toje chłapčanio adniasie tvoj list, bo ŭsie musimy šukać inšaha prytulišča.

Vinić zbialeŭ, bo sciamiŭ, što chočuć jaho razłučyć z Lihijaj, i jak znoŭ stracić jaje, dyk nikoli ŭ žycci moža nie ahladać… Ujaŭlaŭ sabie, praŭda, što pamiž im i joju lahli vialikija pierapony, tamu, kab asiahnuć jaje, tre šukać niejkich novych daroh, ab jakich nie mieŭ kali jašče dumać. Razumieŭ taksama, što słovam jahonym, choć by prysiahnuŭ addać Lihiju nazad Pamponiji Hrecynie, majuć prava nie vieryć dyj nie pavierać. Bo moh daŭno ŭžo zrabić heta; moh zamiest tropić Lihiju pajsci da Pamponiji i prysiahnuć joj, što vyrakajecca poscihu, chaj sama, kali choča, šukaje dziaŭčyny. Nie, nijakija zapeŭnivanni nie zdolejuć ich zatrymać, nijakaja prysiaha nie budzie pryniata, tym bolš, što i prysiahać nie było na kaho, bo bahoŭ pahanskich, u jakich jon i sam nie vieryŭ, uvažali jany za niačystyja siły.

Adnak mocna žadaŭ prychilić i Lihiju i tych jejnych apiakunoŭ jakim tolki ŭdasca sposabam, ale na heta patrabavaŭ času. Nu choć by dziańkoŭ paru jašče tak soładka pahladzieć na jaje. Jak tapielcu adłamak doški ci choć by jakaja ščepka vydajecca ratunkam, tak i jamu vydavałasia, što praz henych paru dzion zdaleje mo što joj vymavić takoje, što b jaho da jaje zbližyła, niešta moža abdumaje, niešta pamysnaje zdarycca.

Dyk, sabraŭšy dumki, kaža: — Pasłuchajcie mianie, chryscijanie. Učora byŭ ja razam z vami ŭ Ostryjanumie i słuchaŭ vašu navuku, ale choć by j nie viedaŭ jaje, učynki vašyja pierakanali mianie, što vy ludzi sumlennyja j dobryja. Skažecie toj udavie, što zajmaje hety dom, chaj zastajecca ŭ im, vy zastavajciesia taksama, i mnie dazvolcie zastacca. Chaj hety čałaviek, — tut kinuŭ vokam na Hłaŭka, — lekar, jaki znajecca na pieraviazkach ran, skaža, ci možna mianie siannia pieranosić. Ja ž chvory, maju złamanuju ruku, jaje choć praz paru dzion nie možna varušyć; i tamu kažu vam, nikudy nie kranusia zhetul, chiba vyciahniecie mianie siłkom.