Выбрать главу

— Aby jaho tolki ja znajšoŭ, dyk pryviadu, ci chaciecimie, ci nie, — zapeŭnivaŭ Ursus.

Pasla čaho, uziaŭšy nakidku, borzda vyjšaŭ. Znajsci jaho ŭ Rymie nie było lohka, nat pry najlepšym adrasie, ale Ursusu ŭ takich vypadkach dapamahaŭ instynkt lasnoha čałavieka dy adnačasna dobraja abaznanasć z horadam, tak što niezabaŭna znajšoŭsia ŭ pamiaškanni Chiłona.

Nie paznaŭ jaho, adnak. Upiarod bačyŭ jaho tolki raz u žycci, dyj toje ŭnačy. Toj pastaŭny j samaŭpeŭnieny starac, jaki nabuchtorvaŭ jaho zabić Hłaŭka, tak byŭ niepadobny da hetaha zhorblenaha ŭ abcas sa strachu hreka, što nielha było padumać, kab heta jany byli adnoj asobaj. Chiłon taksama, skiemiŭšy, što Ursus hladzić na jaho, jak baran na novyja varoty, achrabreŭ. Nie pahražała jamu, znača, padazrennie, što ŭvioŭ jaho naŭmysna ŭ biadu. Prytym zdahadaŭsia, što chryscijanie nie zabili Vinicija, mabyć, dziela taho, što nie asmielilisia padniać ruki na pavažanuju asobu.

— Heta znača j mianie Vinić zasłonić u patrebie, — padumaŭ, — bo ž nie vyklikaje mianie na toje, kab zabić.

Dyk, kaŭtnuŭšy krychu duchu, spytaŭ: — Miły čałavieča, ci nie prysłaŭ časam moj pryjaciel Vinić pa mianie lektyku?.. Nohi bo voś maje papuchli, nie mahu daloka jsci.

— Nie, — adkazaŭ Ursus, — pojdziem piechatoju.

— A jak nie pajdu?

— Nie rabi hetaha, bo musiš isci.

— I pajdu, ale z ułasnaje achvoty. Nichto mianie nie prymusić, bo ja čałaviek volny j pryjaciel prefiekta. Jak mudrec, maju radu j na hvałt — bo ŭmieju pieratvarać ludziej u drevy j zviaroŭ. Ale pajdu, pajdu! Apranu tolki nakidku krychu ciaplejšuju j kaptur, kab nie paznali mianie, bač, niavolniki taho kvartału, inakš bo zatrymoŭvali b nas biespierastanku, kab całavać mnie ŭ ruku.

Skazaŭšy heta, uzdzieŭ inšuju chłamidu, na hołaŭ napusciŭ vialiki kaptur, kab Ursus nie prypomniŭ, bač, sabie jahonaha vyhladu, jak vyjduć na sviatło.

— Kudy ž mianie viadzieš?.. — spytaŭ u darozie Ursusa.

— Na Zatybra.

— Ja niadaŭna ŭ Rymie j nikoli tam nie byŭ, ale j tam, dumaju, žyvuć dastojnyja ludzi.

Ale najiŭny Ursus, jaki niadaŭna čuŭ ad Vinicija, što hrek byŭ z im na mahilniku ŭ Ostryjanumie, dyj bačyŭ, jak uvachodziŭ z Kratonam u dom Lihiji, zatrymaŭsia na momant i kaža: — Nie machluj, stary čałavieča, ty ž siannia byŭ z Vinicijem u Ostryjanumie dy pad našaju bramaj.

— Ach! — spachapiŭsia Chiłon. — Dyk heta vaš dom stajić na Zatybry? Ja niadaŭna, bač, u Rymie, dyk i nie viedaju dobra, jak zavucca roznyja kvartały.

Tak, miły druža! Byŭ ja pad vašaju bramaju i zaklinaŭ u imia honaru Vinicija, kab nie ŭvachodziŭ. Byŭ i ŭ Ostryjanumie, a viedaješ čaho? Žadaju naviarnuć Vinicija, dyk chacieŭ, kab jon pasłuchaŭ najstarejšaha Apostała. Asvieć Boža jahonuju j tvaju dušu! Ty ž, zdecca, chryscijanin i chiba ž prahnieš, kab praŭda zapanavała nad ziamloju?

— Tak, — adkazaŭ pakorna Ursus.

Chiłon z’advažnieŭ.

— Vinić vialmožny pan, — tałkuje, — dy pryjaciel cezara. Časta jon jašče nastaŭlaje vušy na padšepty złoha ducha, ale chaj tolki ŭpadzie vołas z jahonaj hałavy, cezar pomstu zhonić na ŭsich chryscijanach.

— Nas scieraže bolšaja moc.

— Praŭda! Praŭda! Ale što ž maniciesia rabić z Vinicijem? — spytaŭ z novaju tryvohaju Chiłon.

— Nie viedaju. Chrystus nakazvaje miłasernasć.

— Vo, dobra skazaŭ. Pamiataj ab hetym zaŭsiody, bo jnakš budzieš skviarcisia ŭ piekle, jak vantrabianka na patelni.

Ursus biedny ŭzdychnuŭ, a Chiłon dumaje sabie: z henym strašennym čałaviečynaj možna zaŭsiody zrabić štochacia.

Dyk, chočučy daviedacca, jak adbyvałasia toje niaŭdałaje adbirannie Lihiji, pytaŭ dalej važnym sudziejskim hołasam: — Što zrabili z Kratonam? Kažy, nie kruci.

Ursus iznoŭ uzdychnuŭ.

— Vinić skaža.

— Heta znača ŭsunuŭ jamu naža abo kałom abiazviečyŭ?

— Ja byŭ z hołymi rukami.

Hrek, adnak, nie moh ustrymacca ad podzivu nadludskaje siły barbara.

— Badaj ciabie Płuton!.. Heta značyć, chacieŭ skazać: daruj tabie Boža!

Išli moŭčki, pasla Chiłon kaža: — Nie ja ciabie zdradžu, ale scieražysia vihiłaŭ.

— Ja bajusia Chrysta, nie vihiłaŭ.

— I toje praŭda. Niama ciažejšaje viny nad zabojstva. Budu za ciabie malicca, ale nie viedaju, ci nat i maja malitva što dapamoža — chiba ž rabiŭ prysiahu, što nikoli nikoha ŭ žycci nie kranieš palcam.

— Ja i tak nie zabivaŭ z rozmysłam i samachoć, — tłumačycca Ursus.

Chiłon adnak, chočučy na ŭsialaki vypadak zabiaspiečycca, nie pierastavaŭ dalej abrydžać Ursusu zabojstva dy zaachvočvać jaho da prysiahi. Vypytvaŭ taksama j pra Vinicija, ale lih adkazvaŭ na jahonyja pytanni nieachvotna, admachvajučysia, što ad samoha Vinicija daviedajecca ŭsio, što treba.

Hutaračy tak, prabryli ŭrešcie dalokuju darohu, što dzialiła kvateru hreka ad Zatybra, i apynulisia pierad domam. Znoŭ ustryvožyłasia serca Chiłona. Ad strachu vydavałasia jamu, što Ursus łypaje na jaho niejkim ludajedskim vokam. «Małaja mnie z taho paciecha, — dumaŭ sabie, — što zabje mianie niechacia, lepiej by, kab chapiŭ jaho samoha paralič, a razam z im usich lihaŭ, što daj, Zeŭsie, kali patrapiš!» Tak razmyslajučy, štoraz bolš zatulvaŭsia ŭ svaju halijskuju honku, nibyta, bač, ad choładu. Urešcie, jak tolki, prajšoŭšy praz sieni j pieršy nadvorak, apynulisia ŭ kalidory, što vychodziŭ u aharodziec damku, nahła zatrymaŭsia j kaža: — Daj mnie adsapcisia, bo nie mahčymu havaryć z Vinicijem i ŭdzialać jamu mudrych radaŭ.

Vymaviŭšy heta, zatrymaŭsia, bo choć uhavorvaŭ siabie, što nijakaja niebiaspieka jamu nie pahražaje, adnakava ž na ŭspamin, što znajdziecca siarod hetych tajemnych ludziej, jakich ahladaŭ u Ostryjanumie, nohi dryžali.

Tym časam z damku daniesłasia piajannie.

— Što heta? — spytaŭ.

— Kažaš, byccam chryscijanin, a nie viedaješ pra naš zvyčaj pasla kožnaje jady vialbić Zbaŭcu piajanniem, — adkazaŭ Ursus. — Myryjam z synam musi ŭžo viarnułasia, a moža, i Apostał josć z imi, jon štodzień adviedvaje Kryspa.

— Viadzi mianie prosta da Vinicija.

— Vinić u toj samaj kamory, dzie i ŭsie, bo adna tolki hetaja bolšaja j josć, astatnija samyja ciomnyja kubikuły, u jakich tolki spimo. Chadziem užo, tam addychnieš.

Uvajšli. U chacie było ciemnavata; byŭ chmarny zimovy viečar, a ahieńčyki niekalkich hazovačak nie zusim razhaniali zmrok. Vinić chutčej zdahadaŭsia, čym paznaŭ zakapturanaha Chiłona, a toj, zzoryŭšy łoža ŭ rahu chaty i na im Vinicija, rušyŭ, nie hledziačy na nikoha, prosta da jaho — jak by ŭ pierakananni, byccam pry im budzie jamu biespiačniej.

— O dominie! Čamu ž nie słuchaŭ majich radaŭ! — azvaŭsia, zharnuŭšy ruki.

— Maŭčy, — adhuknuŭsia Vinić, — i słuchaj!

Hladzieŭ pilna ŭ vočy Chiłonu i havaryŭ spavahu, dabitna, moŭ žadaŭ, kab kožnaje słova jahonaje zrazumieŭ jak zahad i raz nazaŭsiody zatrymaŭ sabie ŭ pamiaci.

— Kraton kinuŭsia na mianie, kab zamardavać — razumieješ! Dyk ja zabiŭ jaho, a henyja voś ludzi ahledzieli mnie rany, atrymanyja ŭ baraćbie z im.

Chiłon skiemiŭ adrazu, što kali Vinić tak havoryć, dyk, mabyć, umoviŭsia z chryscijanami, a tady — znača — choča, kab jamu vieryŭ. Zdahadaŭsia pra heta i z jahonaj miny, dyk jak bač, nie akazaŭšy ni sumnivu, ni zdziŭlennia, padniaŭ vočy ŭharu i adazvaŭsia: — Hena byŭ isny złydzień, spadaru! Ci ž ja ciabie nie pierascierahaŭ, kab nie daviaraŭ jamu? Usie maje dakory adbivalisia ad jahonaj hałavy, by haroch ad sciany. Uva ŭsim Hadesie niama dla jaho dastatkovych pakutaŭ, bo chto nie moža być sumlennym čałaviekam, toj staniecca złydniem, a kamu ž ciažej stacca sumlennym, jak nie złydniu? Heta ž treba: napadać na svajho dabradzieja, čałavieka. tak vialikadušnaha!.. O, božańki!..