Выбрать главу

Piatronija ŭzdymała hnieŭnasć, što rozum jahony nie moža znajsci adkazu, nie chočučy, adnak, da taho saznavacca, adkazaŭ aby adkazać: — Heta novaja sekta… I cieraz momant dadaŭ: — Na boskuju vaładarku pafijskich hajoŭ, jak heta ŭsio psuje žyccio! Ty vykazvaješ podziŭ da ichniaj dabryni i cnoty, a ja tabie kažu, što heta drennyja ludzi, heta niepryjacieli žyccia, jak chvaroba, jak smierć samaja. Davoli majem ich i tak! Nie chapała nam jašče chryscijan! Zličy tolki: chvaroby, cezar, Tyhelin, cezarava paezija, šaŭcy, praviačyja patomkami daŭnych kvirytaŭ, vyzvolniki, što zasiadajuć u sienacie. Na Kastara! Davoli henaha! Hena pahubnaja j abrydłaja sekta! Ci ty sprabavaŭ krychu atrachnucca ad henych ciomnych maraŭ i zasmakavać žyccia?

— Sprabavaŭ, — adkazvaje Vinić.

Piatroni razrahataŭsia j kaža: — Ach ty, zdradnik! Niavolniki chutka raznosiać viestki: adbiŭ ad mianie Chryzatemis!

Vinić machnuŭ z niasmakam rukoju.

— A ŭsio ž dziakuju tabie, — havaryŭ dalej Piatroni. — Pašlu joj paru čaravikaŭ, našyvanych pierłami; u majim luboŭnym leksikonie aznačacimie heta: «Adyjdzi». Maju pierad taboju doŭh padvojnaje ŭdziačnasci: raz za toje, što nie pryniaŭ Eŭniku, a druhi — što vybaviŭ mianie ad Chryzatemis. Pasłuchaj mianie: bačyš pierad saboju čałavieka, jaki ŭstavaŭ rana, kupaŭsia, bankietavaŭ, ciešyŭsia z Chryzatemis, pisaŭ satyry, a nat časami prozu pieraplataŭ vieršami, ale katory nudziŭsia, jak cezar, i časta nie ŭmieŭ abaraniacca ad pasumnych dumak. A ci viedaješ, čamu tak było? Tamu što ja šukaŭ daloka toje, što było blizka… Žančyna-krasunia zaŭsiody varta stolki, kolki sama važyć, ale žančyna, jakaja pry tym kachaje, paprostu nie maje cany. Taho nie kupiš za ŭsie skarby Viaresa. A ciapier voś zaŭsiody kažu sabie tak: napaŭniaju žyccio ščasciem, jak čaru najlepšym vinom, jakim abdaryła nas ziamla, i pju, pakul nie zmiarcvieje ruka dy nie zbialejuć vusny. Što budzie dalej, nie dbaju. Voś maja najnaviejšaja filazofija.

— Ty ž pryznavaŭ jaje zaŭsiody, ničoha tut novaha!

— Josć u joj zmiest, jakoha nie było raniej.

Skazaŭšy heta, zaklikaŭ Eŭniku, jakaja ŭvajšła ŭ biełych strojach, załatavałosaja, nie niavolnica ŭžo daŭniaja, ale moŭ bahinia kachannia i ščascia. Jon razniaŭ pierad joju ruki i kliča: — Chadzi!

Prybiehła da jaho i, sieŭšy na kaleniach, aplała rukami jamu šyju, złažyła hałovańku na hrudziach. Vinić bačyŭ, jak pavoli ružavieli jejnyja ščoki, jak kuniežylisia vočy. Razam u takoj pozie tvaryli čaroŭnuju luboŭnuju hrupu ščaslivych. Piatroni siahnuŭ rukoju da płytkaje vazy, stajaŭšaje na stale vobak, i, zaharnuŭšy cełuju žmieniu fijałak, pačaŭ absypać imi hołaŭ, hrudzi j stołu Eŭniki, pasla absunuŭ tuniku z jejnych plečukoŭ i kaža: — Ščaslivy toj, chto tak, jak ja, znajšoŭ kachannie, zavarožanaje ŭ takija formy… Časami zdajecca mnie, što z nas dvoje bahoŭ… Nu hlań ty sam: ci Praksyteles, ci Miron, ci Skopas abo Lizypas stvaryli kali cudaŭniejšyja liniji? Ci na Parosie abo Pantelikonie isnuje padobny marmur, ciopły, ružovy, zakachany? Josć ludzi, što vycałoŭvajuć bierahi vazaŭ, ale ja lepš budu šukać raskošy tam, dzie jaje sapraŭdy možna znajsci.

Vymaviŭšy heta, pačaŭ vadzić vusnami pa jejnych plečukoch i šyi, až dryhoty jaje spanavali, to začyniała, to adčyniała vočy, poŭnyja niavykazanaje raskošy.

Piatroni pa chvilinie padniaŭ strojnuju hałavu i, zviarnuŭšysia da Vinicija, skazaŭ: — A ciapier padumaj, čym josć u paraŭnanni z hetym tvaje chryscijanie? I, kali nie ŭjaŭlaješ roznicy, idzi sabie da ich… Dumaju, hetaje vidovišča ciabie vylečyć.

Pach kvietak, napaŭniajučy zalu, kazytaŭ nozdry Vinicija; jon zbialeŭ; kab moh vadzić tak vusnami pa ciele Lihiji, była b heta chiba niejkaja sviatakradskaja raskoša, tak mahutnaja, što pasla chaj by sabie pravaliŭsia ŭvieś sviet. Ale, pryzvyčajeny ŭžo da samaanalizu, zmierkavaŭsia, što ŭ im dziejecca: i ŭ henaj chvilinie dumaje pra Lihiju, tolki pra jaje.

— Eŭnika, — zviartajecca dalikatna Piatroni, — zahadaj nam, boskaja maja, pryhatavać vianki na hałovy dy sniedannie.

Jak jana pajšła, adzyvajecca da Vinicija: — Maniŭsia jaje vyzvalić, a jana viedaješ, što adkazała? «Lepiej być tvajoj niavolnicaj, čym žonkaju cezara». I nie zhadziłasia. Tady ja daŭ joj volu mima viedama. Pretor zrabiŭ heta mnie tak, što niepatrebnaja była jejnaja prysutnasć. Jana nie viedaje ab hetym, jak i nie viedaje ab tym, što ŭsie maje kaštoŭnasci, za vynikam hem, joj naležacimuć pa majoj smierci.

Toje skazaŭšy, ustaŭ, prašpacyravaŭsia pa zali i ciahnuŭ dalej: — Kachannie pierajinšvaje adnych bolš, druhich mienš, ale pierajinšyła j mianie. Kaliś raskašavaŭsia ja pacham viervieny, a ciapier, kali Eŭnika žadaje fijałki, i ja palubiŭ ich, i voś cełuju viasnu dychajem tolki fijałkami.

Tut zatrymaŭsia pierad Vinicijem i vyhavorvaje jamu: — A ty zaŭsiody honišsia za nardam?

— Adkasnisia! — baronicca junak.

— Ja chacieŭ, kab ty pryhledzieŭsia Eŭniki, i kažu tabie ab joj tamu, što mo i ty šukaješ daloka taho, što josć blizka. Moža, i da ciabie rviecca dzie ŭ tvajich niavolnickich kubikułach serca viernaje i ščyraje. Pryłažy hetki balzam da svajich ran. Kažaš, Lihija kachaje ciabie? Być moža! Ale što ž heta za kachannie, jakoje ciabie vyrakajecca?

Ci heta nie abaznačaje, što nia josć mocnaje? Nie, miły, Lihija — heta nie Eŭnika.

Na heta Vinić: — Usio heta adna tolki pakuta. Bačyŭ ciabie, całujučaha Eŭniku, i dumałasia tady mnie: ot kab mnie tak Lihija adkryła svaju fihuru, dyk pravalisia ty pasla hetaha ŭsio na sviecie skroź ziamlu! Ale sam tolki ŭspamin pra heta ŭzniaŭ žach uva mnie tak, jak by nieraŭnujučy pamyknuŭsia na viastałku abo namahaŭsia zniasłavić bostva… Tak, Lihija — heta nie Eŭnika, tolki ja jnačaj razumieju hetuju roznicu, čym ty. Tabie kachannie zmianiła nozdry, i prahnieš fijałkaŭ, nie viervienu, a mnie zmianiła dušu, dyk, mima majho hora, kachaju Lihiju takoju, jak josć, nie chaču takoje, jak inšyja.

Piatroni pacisnuŭ zdziŭlena plačyma.

— Jak tak, dyk čaho ž kryŭduješ? Nie razumieju ciabie.

Na heta Vinić z haračkaju: — Tak! Tak!.. My ŭžo nie možam razumiecca!

Dy znoŭ zamoŭkli na chvilinu, pasla Piatroni adzyvajecca: — A badaj tvajich chryscijan hłynuŭ Hades! Atrucili ciabie niemarasciu i zrujnavali počuvy žyccia. Badaj ich Hades! Drenna tabie zdajecca, što ichniaja navuka josć dabradziejnaj, bo dabradziejnym josć toje, što daje ludziam ščascie, heta znača: krasu, kachannie i moc, a jany zavuć heta marnasciaj. Nielha nazvać ich i spraviadlivymi, bo kali za zło płacicimiem dabrom, dyk čym ža budziem płacić za dabro?

A pry tym, kali za toje i za heta adna budzie zapłata, dyk našto być dobrym?

— Nie, adpłata nia josć adnolkavaja, tolki jana začynajecca ŭ žycci budučym, nie dačasnym, tak vučać.

— Ja pra toje nie tałkuju: ab tym, ci štoś tam možna budzie bačyć… biez vačej, dyk jašče pahladzimo. Prymiež taho, heta ž niedareki! Ursus zadušyŭ Kratona, bo maje stalovyja muskuły, ale ž naahuł jany chnykały j varony, budučynia da takich nie naležacimie.

— Žyccio ichniaje začynajecca padčas smierci.

— Heta jak by chto skazaŭ: dzień pačynajecca razam z nočču. Ci maješ namier spajmać Lihiju?

— Nie, nie mahu joj złom za dabro płacić, prysiahnuŭ, što hetaha nie rabicimu.