Выбрать главу

— Ci manišsia pryniać Chrystovu navuku?

— Chaču, ale natura chiba nie scierpić jaje.

— A ci zdoleŭ by zabycca pra Lihiju?

— Nie.

— Dyk sprabuj turystyki.

Niavolniki dałažyli, što hatova sniedannie, ale Piatroni, jakomu zdałosia, što natrapiŭ na dobruju dumku, havaryŭ dalej, idučy ŭ tryklinijum: — Abjezdziŭ ty kavałak svietu, ale tolki jak vajak, jaki zaŭsiody spiašaje na zahadany punkt, nie zatrymoŭvajučysia ŭ darozie. Jedziem z nami ŭ Achajju. Cezar pakul nie razvitaŭsia jšče z namieram tudy pajechać. Budzie zatrymoŭvacca ŭsiudy pa darozie, piajacimie, vianki zbiracimie, sviatyni rabavacimie i ŭrešcie vierniecca, jak tryŭmfatar, u Italiju. Budzie heta niešta padobnaje da karahodu Bachusa i Apałona ŭ adnoj asobie. Aŭhustyjanie, aŭhustyjanki, tysiačy cytraŭ — na Kastara! Varta heta pabačyć, bo sviet ničoha padobnaha nie bačyŭ.

I razłakaciŭsia na łavie vobak Eŭniki za stałom, a jak niavolnik na hołaŭ kłaŭ jamu vianok, havaryŭ dalej: — Što ty bačyŭ na słužbie ŭ Karbułona? Ničoha! Ci zviedaŭ sviatyni hreckija tak, jak ja, katory blizu praz dva hady nie razvitvaŭsia z pravadnikami? Ci byŭ na atocy Radoskaj, ci ahladaŭ miejsca, dzie stajaŭ kałos? Ci bačyŭ u Panopie, u Fakidzie, hlinu, z jakoje Pramietej lapiŭ ludziej, abo ŭ Sparcie jajki, što zniesła Leda, abo ŭ Afinach słaŭny pancyr sarmacki, zrobleny z konskich kapytoŭ, abo karabiel Ahamiemnana na Eŭbieji, abo čaru, zroblenuju na manier cycki Heleny? Ci bačyŭ Aleksandryju, Memfis, piramidy, vołas Izydy, jaki vyrvała sabie z žurby pa Azyrysie? Ci čuŭ jenk Miemnona? Sviet šyroki, nie ŭsio končycca na Zatybry! Ja jedu z cezaram, ale nie varočacimusia z im, a pajedu na Cypr, bo henaja maja załatavałosaja bahińka choča, kab my razam achviaravali ŭ Pafosie Cyprydzie hałubki, a tre tabie viedać, čaho joj zamanicca, heta musić być.

— Ja tvaja niavolnica, — adazvałasia Eŭnika.

A jon prytuliŭ da jaje hołaŭ i kaža z usmiecham: — Dyk ja, znača, niavolnik niavolnicy. Ty hodnaja podzivu ad noh da hałavy.

Pasla da Vinicija: — Jedź z nami na Cypr. Ale pamiataj, musiš pierad tym bačycca z cezaram, drenna, što dahetul ty ŭ jaho nie byŭ. Tyhelin hatovy heta suprać ciabie vykarystać. Nie maje, praŭda, jon da ciabie asabistaje nianavisci, adnak ža nie moža ciabie lubić choć by dziela taho, što ty moj siastryniec… Admaniomsia, što ty byŭ chvory. Musiš nadumacca, što adkažaš jamu, kali spytaje pra Lihiju. Najlepš machni rukoju i skažy, što była, pakul nie znudziła. Jon heta razumieje. Skažy jamu taksama, što chvaroba zatrymała ciabie doma, a haračku pabolšvała markota, što nie moh być u Nieapali j słuchać jahonych piesniaŭ, dy azdaraviła ciabie nadzieja, što ŭrešcie mahčymieš jaho słuchać. Pierasołu nie bojsia. Tyhelin zapaviaščaje, što vydumaje dla cezara niešta nie tolki svietazarnaje, ale j bujnaje… Bajusia, adnak, kab nie padkapaŭsia pad mianie. Pabojvajusia taksama i tvajho nastroju… — Ci ty viedaješ, — zapeŭnivaŭ Vinić, — što josć ludzi, jakija nie bajacca cezara i žyvuć tak spakojna, jak by jaho nie było na sviecie?

— Viedaju, ab kim hutarka: ab chryscijanach.

— Tak. Jany tolki adny!.. A našaje žyccio čym ža josć, kali nie biespierastannym stracham?

— Hodzie ž užo pra hetych svajich chryscijan! Nie bajacca cezara, bo jon mo ab ich nie čuŭ dyj nie viedaje, i stolki jany jaho cikavili b, kolki pažoŭkłaje liscie. Kažu tabie, heta niedareki, niaŭžo ty hetaha nie ciamiš? Kali tvaja natura baronicca ad ichniaje navuki, dyk jaŭna dziela taho, što vyčuvaje ich niedałužnasć. Ty ž čałaviek z inšaje hliny, dyk našto mnie j sabie hołaŭ imi maročyš. Patrapim žyć i pamirać, a što jany pakažuć — heta niaviedama.

Vinicija ŭdaryli henyja słovy i, viarnuŭšysia dadomu, pačaŭ razvažać: moža, istavietna dabrynia j miłasernasć chryscijan josć pakaznikam niedałužnasci ichnich duš. Vydavałasia jamu, što ludzi, majučyja siłu j hart, nie ŭmieli b tak prabačać. Lezła ŭ hałavu dumka, što heta mienavita, moža, i josć pryčynaj, što adpichvaje jahonuju rymskuju dušu ad taje navuki. «Patrapim žyć i pamirać», — kaža Piatroni. A jany? Jany ŭmiejuć tolki prabačać, nie razumiejučy chiba ni sapraŭdnaje lubovi, ni sapraŭdnaje nianavisci.

XXX

Cezar, viarnuŭšysia ŭ Rym, lutavaŭ, što viarnuŭsia, i pa niekalkich dniach zapałaŭ nanoŭ achvotaj vyjezdu ŭ Achajju. Vydaŭ nat edykt, u jakim abiacaŭ, što adsutnasć jaho nie patryvaje doŭha, a spravy publičnyja z taje pryčyny nie ŭcierpiać nijakaje škody. Voś ža ŭ tavarystvie aŭhustyjanaŭ, miž jakimi byŭ i Vinić, idzie na Kapitol, kab za pamysnasć novaha padarožža złažyć bahom achviary. Ale na druhi dzień, kali adbyvalisia čarhovyja adviedziny sviatyni Viesty, stałasia zdarennie, jakoje spryčyniła zmienu ŭsich namieraŭ. Neron nie vieryŭ u bahoŭ, ale bajaŭsia ich, złašča tajomnaja Viesta prajmała jaho takim žacham, što pierad abliččam bostva i sviatoha ahniu dyba stali vałasy, ščamilisia zuby, prabiehli dryhoty pa ŭsim ciele i asunuŭsia na ruki Viniciju, jaki prypadkam stajaŭ tut ža zzadu.

Vyniesli chutka jaho z sviatyni i adpravadzili na Pałatyn, dzie, choć chutka aprytamnieŭ, praležaŭ u pascieli ceły dzień. Ahałosiŭ zaraz ža zdziŭlenym prysutnym, što namier vyjezdu adkładaje na pasla, bostva bo pierascierahło jaho tajomna, kab nie spiašaŭsia. Cieraz hadzinu išła ŭžo viestka publična pa ŭsim Rymie: bačačy sumnych miłych hramadzian, cezar zastajecca z imi, moŭ baćka z dziećmi, kab dzialić z imi ŭciechi i dolu. Narod, abradavany blizkimi ihryščami i dzialboju zbožža, stoŭpiŭsia hramadna pierad Pałatynskaju bramaju, vivatujučy na honar boskaha cezara, a toj, pierarvaŭšy hulni ŭ kosci z aŭhustyjanami, adazvaŭsia: — Tak! Tre było adkłasci. Jehipiet i ŭładstva na Ŭschodzie, sudžanaje mnie, nie minie mianie, dyk nie prapadzie j Achajja. Zahadaju prakapać Karynfski istm, a ŭ Jehipcie pastavim takija pomniki, pry vieličy jakich piramidy zmalejuć da pamieraŭ dziciačych cacak. Zahadaju zbudavać Sfinksa bolšaha ŭ siem razoŭ ad taho, što la Memfisu hladzić u pustyniu, ale miecimie jon abličča majo. Viaki nastupnyja ŭspaminacimuć tolki ab im dy aba mnie.

— Zbudavaŭ ty sabie ŭžo pomnik svajimi vieršami, bolšy nie ŭ siem, a trojčy pa siem razoŭ ad piramidy Chieopsa, — padchapiŭ Piatroni.

— A piesniaj? — čakaŭ Neron.

— Na žal, kab ža było mahčymym zbudavać tabie takuju statuju, jak statuja Miemnona, jakaja b adzyvałasia tvajim hołasam pry ranniaj zarnicy! Mory, amyvajučyja Jehipiet, byli b pakryty paviek viakoŭ rojem karabloŭ, z jakich hramady troch častak svietu raskašavalisia b tvajoj piesniaj.

— Na žal, chto ž heta patrapić? — adkazvaje Neron.

— Ale možaš zahadać vyreźbić z bazaltu siabie na kvadryzie.

— A praŭda! Zrablu heta!

— Zrobiš dar čałaviectvu.

— U Jehipcie zviančajusia z Łunaju, što aŭdavieła, i budu sapraŭdy boham.

— A nam addasi ŭ žony zory, my ŭtvorym novaje suzorje, jakoje zvacimiecca suzorjem Nerona. Vitelija, adnak, ažani z Niłam, chaj płodzić biehiemotaŭ.

Tyhelinu padaruj pustyniu, budzie tady vaładarom šakałaŭ.

— A mnie što? — pytaje Vatynij.

— Chaj bahasłavić ciabie Apis! Spraviŭ nam takija ihryščy ŭ Benevencie, što nielha tabie aby-čaho žadać: zrabi paru botaŭ Sfinksu, jakomu drancviejuć łapy padčas siadravych rasistych nočaŭ, a pasla plascimieš łapci kałosam, staražujučym aleji pierad sviatyniami. Kožny tam znojdzie sabie zaniatak.

Damicyj Afier, naprykład, budzie skarbnikam, viedamy z sumlennasci. Cezar, lublu tvaje letucienni pra Jehipiet, i adkład vyjezdu vyklikaje ŭ mianie sum.

Neron kaža: — Vašy smiarotnyja vočy ničoha nie bačyli, bostva bo robicca nieviduščym dla kaho zachoča. Bačycie, kali byŭ ja ŭ sviatyni Viesty, jana sama stała la mianie j kaža mnie ŭ samaje vucha: «Adkładzi vyjezd». Stałasia heta tak raptoŭna, što ja až žachnuŭsia, choć za takuju vidavočnuju apieku bahoŭ nada mnoju pavinien byŭ by ja być udziačnym.