Vybiehšy ŭ les, imčaŭsia razam z inšymi, cikujučy-lubujučy, katoraja z dryjadaŭ pakažacca jamu pryhažejšaj. Imčalisia pierad im z piesniami j krykam štoraz novyja ichnija statki, hanianyja faŭnami, satyrami, sienatarami, rycarami dy adhałossiem muzyki. Zhledzieŭšy ŭrešcie karahod lubak na čale z adnoju, prybranaju za Dyjanu, skočyŭ da ich, kab bližej pryhledziecca bahini. I nahła serca jamu zamierła ŭ hrudzioch — zdałosia jamu, byccam stajić pierad im z miesiacam na hałavie ŭ areole bahińki Lihija.
Małoduchny akružyli jaho karahodam, a cieraz momant, žadajučy, mabyć, zamanić jaho ŭdahonki za imi, puscilisia naŭcioki, by statak sarnaŭ. Ale jon ani dryhnuŭ z miejsca, stajaŭ, serca ŭ im ihrała, zamior oddych, bo choć paznaŭ, što Dyjana nie była Lihijaj i zblizku nie była nat da jaje padobnaj, mocnaje ŭražannie sparalizavała jamu siły. Naraz aharnuła jaho tuha pa Lihiji tak mahutnaja, jakoj nikoli jašče ŭ žycci nie mieŭ, i kachannie chłynuła jamu novaj chvalaj u serca. Nikoli jamu nie vydavałasia Lihija bolš daražejšaj, niavinnaj i tak kachanaj, jak u henym lesie dzikaje raspusty. Niadaŭna sam žadaŭ pić z henaje čary i zanurycca ŭ raznuzdanasci j biessaromnasci, a ciapier voś napoŭniła jaho brydasć i zahidžannie. Čuje, jak dušu jahonuju cisnie ahida, hrudzi šukajuć pavietra, a vočy — zorak, nie zacienienych huščaroju taho strašnaha haju, i vyrašyŭ uciakać. Ale ledź kranuŭsia z miejsca, zabiahaje darohu niejkaja postać z zachilenaju hałavoju, chapaje dałaniami za plečuki jaho j pačynaje ablivać haračym šeptam jamu tvar: — Lublu ciabie!.. Chadzi!.. Nichto nas nie ŭhledzić, chutčej!
Vinić schamianuŭsia: — Chto ty?
Prytuliłasia da jaho hrudźmi i nalahaje dalej: — Chutčej! Hladzi, nikoha niama, a ja ciabie lublu! Chadzi!
— Chto ž ty? — paŭtaraŭ Vinić.
— Zhadaj!..
Heta kažučy, prycisnuła praz zasłonu vusny da jahonych vusnaŭ, ciahnučy adnačasna da siabie jahonuju hałavu, až urešcie z niedachopu pavietra adarvała vusny ad jaho.
— Noč kachannia!.. Noč zabyccia!.. — havaryła, łoviačy pavietra. — Siannia — možna!.. Biary mianie!..
Vinicija toj całunak apiok i napoŭniŭ jaho novaj abrydaj. Duša i serca jahonyja byli nie tut, ničoha na calusieńkim sviecie dla jaho nie isnavała, aprača Lihiji. Dyk, adsunuŭšy rukoju zamaskavanuju postać, kaža: — Chto b ty ni była, ja kachaju inšuju, nie chaču ciabie.
A jana nachiliła da jaho hołaŭ: — Adchili zasłonu… Naraz zašapacieła liscie niedalokich mirtaŭ; postać znikła, jak sonnaja mara, zdalok tolki dakaciłasia recha smiechu dziŭnaha, złaviesnaha. Pierad Vinicijem stajaŭ Piatroni.
— Čuŭ, čuŭ i bačyŭ, — adazvaŭsia.
Na heta Vinić: — Chadziem adhetul!..
I pajšli. Minuli zijajučyja sviatłom lupanaryi, haj, łancuh konnych pretoryjanaŭ i znajšli lektyki.
— Zajdu da ciabie, — kaža Piatroni.
Sieli razam u lektyku. Usiu darohu maŭčali. Až tolki ŭ atryjumie Vinicijevaha domu Piatroni adazvaŭsia: — Ci viedaješ, chto heta byŭ?
— Rubryja? — spytaŭ, sciapianuŭšysia na ŭspamin, što Rubryja była viastałkaj.
— Nie.
— Dyk chto?
Piatroni znižyŭ hołas: — Ahoń Viesty zniasłaŭleny, bo Rubryja była z cezaram. A z taboju havaryła… Tut dakončyŭ jašče nižej: — Dziva aŭhusta.
Nastała maŭčannie.
— Cezar, — kaža dalej Piatroni, — nie ŭmieŭ pierad joju ŭtojić svajoj žady da Rubryi, dyk niajnačaj chacieła adpomscicca, a ja pieraškodziŭ vam tamu, što kali b, paznaŭšy aŭhustu, adviarnuŭsia ad jaje, dyk zhinuŭ by biez ratunku. Ty, Lihija, a moža, i ja.
Vinić uskipieŭ: — Ahorkli mnie vašy bankiety, Rym, cezar, Tyhelin, aŭhusty dy vy ŭsie! Ja dušusia! Nie mahu tut žyć! Nie mahu! Razumieješ mianie?
— Traciš hołaŭ, mieru, tołk!.. Vinić!
— Kachaju jaje adnu ŭ sviecie!
— Nu dyk što?
— Dyk nie chaču inšaha kachannia, nie chaču vašaha žyccia, vašych balaŭ, vašaje biessaromnasci j vašych złačynstvaŭ!..
— Što z taboju? Ci nie chryscijanin ty?
A junak ašłapiŭ dałaniami hołaŭ i paŭtaraŭ, jak by z rospačy: — Jašče nie! Jašče nie!
XXXII
Piatroni išoŭ dadomu, paciskajučy plačyma i mocna niezadavoleny.
Sciamiŭ ciapier i jon, što pierastali z Vinicijem razumiecca, što dušy ichnija razyjšlisia zusim. Kaliś Piatroni mieŭ na maładoha vajaka vialiki ŭpłyŭ. Uva ŭsim byŭ dla jaho ideałam, i časta niekalkich iraničnych słoŭ jahonych davoli było, kab ad čaho-niebudź Vinicija paŭstrymać abo da čaho zaachvocić.
Siannia z taho nie zastałosia j zavadu tak daloka, što Piatroni nie sprabavaŭ nat daŭnich sposabaŭ, čujučy, što jahonaja dascipnasć dy ironija sasliznucca biez vyniku z novych nasłajenniaŭ, jakija na dušu Vinicija nałažyła kachannie j sutyčnasć z tajomnym chryscijanskim svietam. Daznany skieptyk zrazumieŭ, što zhubiŭ kluč da henaj dušy. Voś heta vyklikała ŭ im niezadavalniennie, a nat i tryvohu, uzdvojenuju šče zdarenniami apošniaje nočy. «Kali prymcha aŭhusty josć tryvałaj žadoju, — razvažaŭ Piatroni, — dyk budzie adno z dvuch: abo Vinić spakusicca i moža, papaŭšysia, zhinuć, abo (i heta bolš vierahodna) uprecca, i ŭ takim vypadku zhuba jahonaja nieminučaja, a z jahonaj, moža być, i maja, choć by j dziela taho, što jon moj svajak, dy što aŭhusta, znienavidzieŭšy ŭsiu našu radniu, pierakinie vahu svajho ŭpłyvu na bok Tyhelina…» I tak i hetak było drenna. Piatroni byŭ čałaviekam advažnym i smierci nie bajaŭsia, ale, ničoha ad jaje nie spadziejučysia, nie chacieŭ jaje vyklikać. Pasla doŭhaj nadumy vyrašyŭ: najlepš i najbiespiačniej budzie vysłać Vinicija z Rymu ŭ darohu. Ach, kab moh dać jamu Lihiju ŭ darohu na dadatak, daŭ by z radasciu! Ale j tak spadziavaŭsia, što nie nadta ciažka budzie jaho namović. Tady raspusciŭ by na Pałatynie viestku pra chvarobu Vinicija i addaliŭ by ad jaho niebiaspieku dyj ad siabie. Aŭhusta chiba ž nie viedała, ci Vinić paznaŭ jaje; mahła dumać, što nie, dyk samahodnasć nie nadta ŭciarpieła. Inakš, adnak, mahło być u budučyni, i treba było b zabiaspiečycca. Piatroni pieradusim maniŭsia spravu adviarnuć, bo mierkavaŭ, što kali cezar raz užo rušyć u Achajju, tady Tyhelin, prafan mastactva, syjdzie na druhi płan i stracić upłyŭ… U Hrecyi Piatroni nie mieŭ sabie kankurentaŭ.
Prymiež taho pastanaviŭ mieć voka nad Vinicijem i zaachvočvać jaho ŭ darohu. Praz kolkinaccać dzion razvažaŭ nat ab tym, što, kali b vystaraŭsia ŭ cezara edykt i vyhnali chryscijan z Rymu, dyk Lihija pojdzie razam z inšymi vyznannikami Chrysta, a za joju i Vinić. Tady ŭžo niepatrebna budzie j namaŭlennie.
A sama sprava była mahčymaj. Heta ž nie tak jašče daŭno, kali žydy padniali zaburennie z nianavisci da chryscijan, cezar Kłaŭdyj, nie ŭmiejučy adroznić adnych ad druhich, vyhnaŭ žydoŭ. Dyk čamu b Neron nie vyhnaŭ chryscijan? U Rymie było b valniej. Piatroni pasla taho «płavajučaha bankietu» časta spatykaŭsia z Neronam i na Pałatynie, i ŭ inšych damoch. Padsulić jamu padobnuju dumku było lohka, bo cezar nie ŭpiraŭsia nikoli złybiednym ci škodnym na kaho nahavoram. Razdumaŭšy dobra, Piatroni ŭłažyŭ sabie ceły płan. Voś ža, zaprosić cezara na pryhatavany ŭ siabie bankiet i na im schilić jaho, kab vydaŭ edykt. Spadziavaŭsia nat, što cezar daručyć jamu vykanannie. Tady b vypraviŭ Lihiju z naležnym kachancy Vinicijevaj honaram i spahadaj, naprykład, u Baje, i chaj by tam sabie kachalisia j hulali ŭ chryscijanstva kolki zaŭhodna.
Tym časam časta adviedvaŭ Vinicija, raz dziela taho, što pry cełym svajim rymskim ehajizmie nie moh advyknuć ad jaho, a pa-druhoje — kab nabuchtorvać jaho ŭ darohu. Vinić prykidvaŭsia chvorym i nie pakazvaŭsia na Pałatynie, dzie štodnia radzilisia inšyja namiery. Niekatoraha dnia Piatroni čuje ŭrešcie ad samoha cezara stanoŭki zahad, što cieraz try dni vybirajecca ŭ Ancyjum, i zaraz nazaŭtra pajšoŭ paviedamić ab hetym Vinicija.