— Skul heta ŭsio viedaješ?
— Pamiataješ, spadaru, jak chryscijanie mieli mianie ŭ rukach i aščadzili. Hłaŭk pamyłkova dumaje, byccam ja spryčyniŭ jamu niaščascie, ale, kažu, aščadzili mianie!
Dyk niama dziva, što ŭdziačnasciu napoŭniłasia majo serca. Ja čałaviek z daŭnych lepšych časaŭ. Voś ža, padumaŭ sabie: nie hadzicca zaniachać svajich pryjacielaŭ i dabradziejaŭ. Ci ž nie było b hrubasciu z majho boku, kab nikoli nie papytaŭ pra ich, nie praviedaŭ, što dziejecca z imi, dzie žyvuć dy jak zdarovyja? Na Pasinunckuju Cybułu! Nie ja da hetaha zdolny. Ustrymoŭvała mianie spačatku hadka, kab nie zrazumieli pachibna majich namieraŭ. Ale miłasć, jakuju ja mieŭ da ich, akazałasia bolšaj za sumnivy, a złašča dadała mnie lhi ichniaje lohkaje serca, z jakim prabačajuć usie kryŭdy. Pierad usim, adnak, dumaŭ ab tabie, spadaru. Apošniaja našaja vyprava skončyłasia niaŭdačaju, a ci ž tolki syn Fartuny moža pahadzicca z henaj dumkaj? Dom stajić naŭzboččy. Mahčymieš jaho akružyć niavolnikami, što i myš nie vyslizniecca. Ej, spadaru, spadaru! Zachaci tolki, a jšče sianniašniaj nočy taja vialikadušnaja kniazioŭna budzie ŭ tvajim domie. Ale, kali hetak staniecca, nie zabudź, što pryčyniŭsia da taho biazdolny hałodny syn majho baćki.
Kroŭ chłynuła Viniciju ŭ hołaŭ. Spakuca raz jašče ŭzdryhanuła jahonaj istotaj. Tak! Heta byŭ sposab, i hetym razam sposab peŭny. Chaj raz urešcie zdabudzie Lihiju, chto ž jaje ŭ jaho zdoleje adniać? Chaj raz urešcie Lihija staniecca jahonaj kachankaj, ničoha inšaha joj nie zastaniecca, jak być joju nazaŭsiody! Palandra biary tady ŭsie navuki! Što jamu tady značycimuć chryscijanie razam z ichniaj miłasernasciu i pasumnaju vieraj! Ci ž nie para atrachnucca ŭžo ad hetaha ŭsiaho?
Ci ž nie para pačać žyć, jak usie žyvuć? Što rabicimie Lihija, jak uzhodnić svaju dolu z svajoju navukaj, dyk taksama niavažna. Heta ŭsio dreń! Važniej za ŭsio toje, što jana budzie jahonaj dy jašče siannia. A heta jšče pytannie, ci ŭ jejnaj dušy astojicca taja navuka, jak pakaštuje novaha žyccia, novaje raskošy j nastrojaŭ, jakim musicimie paddacca? A stacca heta moža jašče siannia. Davoli zatrymać Chiłona i vydać na zmiarkanni zahady. I potym — raskoša biaskoncaja! «Bo čym było majo žyccio? — hadaŭ Vinić. — Nydzienniem, niaŭhašanaj žadoju, biezadkaznym pytanniem». Takim sposabam pieratnie heta i — kaniec usiamu. Pryhadaŭ sabie, praŭda, što daŭ joj słova nie padymać na jaje ruki. Ale na što ž prysiahaŭ? Nie na bahoŭ, bo ŭ ich užo nie vieryŭ, nie na Chrysta, bo ŭ Jaho jašče nie vieryŭ. A kali b pačuvałasia pakryŭdžanaj, zviančajecca z joju i takim čynam apłacić joj kryŭdu. Tak! Musicimie heta zrabić, bo jana ž uratavała jamu žyccio. Tut u pamiaci toj dzień, kali z Kratonam zrabiŭ na jaje napad; vačami ŭjavy ŭhledzieŭ nad saboju hihancki kułak Ursusa dy ŭsio, što było potym. Ujaviŭ jaje nad svajoju pasciełlu, u niavolnickaj vopratcy, pryhožuju, moŭ bostva, pieslivuju, razdobranuju. Vočy jahonyja mimachoć pabiehli ŭ lararyjum, dzie toj kryžyk-pamiatka. Niaŭžo za ŭsio heta adpłacić joj novym nachabstvam? Niaŭžo ciahacimie jaje za kosy ŭ kubikulumie, by niavolnicu? Jon patrapić heta zrabić, jon, što nie tolki pažadaje, ale j kachaje jaje, a kachaje za toje mienavita, što jana takaja, a nie inakšaja? I nahła zrazumieŭ, što mała jaje mieć doma dy mocna prytulać, jahonaje kachannie choča niečaha bolej, choča jejnaje zhody, jejnaje dušy, jejnaha kachannia. Ščaslivy heny dach, kali jana ŭvojdzie pad jaho dabraachvotna, ščaslivy dzień toj, ščaslivaje žyccio! Tady ščascie abajich budzie jak mora biezbiarežnaje, jak sonca. Uziać jaje siłamoc — heta značyła b navieki zabić takoje ščascie, spluhavić, zahidzić toje, što najdaražejšaje ŭ žycci, najmilejšaje.
Žudź praniała jaho na ŭspamin ab hetym. Zirnuŭ na Chiłona, jaki, vytraščyŭšy na jaho vočy, čuchaŭsia pad łachmanom niespakojna. Parvała jaho strašennaja abryda j žada rastaptać nahoju takoha daradčyka, jak hada. Małankaj blisnuła vomih u haračaj surovaj rymskaj hałavie dumka: — Nie zrablu hetaha, što mnie suliš, a kab nie adyjšoŭ ty biez adpłaty, na jakuju zasłužyŭ, zahadaju zaraz damavym erhastułam dać tabie trysta rozah.
Chiłon zbialeŭ. U pryhožym abliččy Vinicija było stolki chałodnaje zaŭziatasci, što ani krošańki nielha było sumniavacca ŭ surjoznasci jahonych słoŭ. Dyk u tym ža momancie ŭpaŭ Chiłon na kaleni i, sahnuŭšysia ŭ kłubok, pačaŭ jenčyć: — Jak heta, pierski vaładaru? Za što?.. Piramida łaski! Kałosie miłasernasci! Za što?.. Mnie, staromu, hałodnamu, biazdolnamu… Ja ž słužyŭ tabie… Tak adudziačvaješsia?..
— Jak ty chryscijanam, — adkazaŭ Vinić i zaklikaŭ vyzvolnika.
Chiłon kinuŭsia da jahonych noh i, kanvulsyjna abniaŭšy ich, maliŭ, smiarotna bledny.
— Dominie, dominie!.. Ja stary! Piaćdziesiat, nie trysta… Davoli piaćdziesiat!.. Sto, nie trysta!.. Zlitujsia! Zlitujsia!
Vinić adkapynuŭ jaho nahoju i vydaŭ zahad. U adno imhniennie ŭbiehła za vyzvolnikam dvuch dužych kvadaŭ, jakija, schapiŭšy Chiłona za astanki vałossia, akrucili jamu hołaŭ jahonym ža łachmanom i patarabanili ŭ erhastuł.
— U imia Chrysta!.. — kryčaŭ hrek u dzviarach.
Vinić zastaŭsia sam. Vydany zahad ažyviŭ jaho j zapaliŭ. Tym časam staraŭsia skancentravać i ŭparadkavać dumki. Adčuvaŭ polhu, pieramoha siabie samoha zadavalniała jaho. Jamu zdavałasia, što praz heta zbliziŭsia da Lihiji, što pavinna za heta spatkać jaho zapłata. U pieršym momancie nie pryjšło jamu ŭ hołaŭ, jak ciažka skryŭdziŭ Chiłona, što zahadaŭ jaho siekčy za toje samaje, za što kaliś uznaharodžvaŭ. Da taho, byŭ jašče rymlaninam, nie baleŭ jamu čužy bol, nie maročyŭ sabie hałavy adnym hreckim abarvancam. A kab i byŭ zhadaŭ pra heta, dyk i tak dumaŭ by, što zrabiŭ dobra, karajučy kruciala. Ale jon dumaŭ pra Lihiju i havaryŭ joj: nie adpłaču tabie złom za dabro, a daviedaŭšysia kaliś, jak pastupiŭ ja z tym, chto padvučaŭ mianie rabić tabie hvałt, budzieš mnie za heta ŭdziačna. Tut, adnak, zadumaŭsia: ci Lihija pachvaliła b jahony ŭčynak z Chiłonam? Adyž navuka jejnaja kaža daravać, adyž chryscijanie daravali jamu, choć mieli bolšuju racyju da pomsty. Tady adazvaŭsia ŭ jahonaj dušy kryk: «U imia Chrysta!» Pryhadaŭ sabie, što padobnym voklikam Chiłon vykupiŭsia z ruk liha, i pastanaviŭ daravać jamu reštu kary. Z tym namieram chacieŭ zaklikać dyspensatara1, a toj sam pakazaŭsia ŭ dzviarach i dałažyŭ: — Toj starac abamleŭ, a moža, i pamior. Što z im rabić dalej?
— Ačucić jaho j pryviesci siudy.
Zahadčyk atryjuma znik za zasłonaju, ale ačućvannie nie jšło, musić, lohka, bo Viniciju pryjšłosia čakać, i pačaŭ haračycca, až urešcie niavolniki ŭciahnuli Chiłona i na padadzieny znak sami addalilisia.
Chiłon byŭ bieły, jak pałatno, a ŭzdoŭž noh spłyvali na mazajiku atryjuma nitki kryvi. Byŭ, adnak, prytomny i, upaŭšy na kaleni, pačaŭ havaryć, vyciahajučy ruki: — Dziakuj tabie, spadaru! Miłaserny ty j vialiki.
— Viedaj, sabača, — kaža Vinić, — što daravaŭ ja tabie dziela taho Chrysta, jakomu i ja žyccio zaŭdziačvaju.
— Budu słužyć Jamu i tabie, spadaru!
— Maŭčy i słuchaj! Ustań! Pojdzieš sa mnoju i pakažaš dom, dzie žyvie Lihija.
Chiłon sarvaŭsia, ale ledź staŭ na nahach, zbialeŭ jašče horš i adazvaŭsia mlejučym hołasam: — Dominie, ja sapraŭdy hałodny… Pajdu, pajdu! Ale nie maju mocy… Zahadaj mnie dać choć niedajedki z łachanki tvajho sabaki, a tahdy pajdu!..
Vinić zahadaŭ jamu dać jesci, załatnik i płašč. Chiłon, jakoha asłabili rozhi j hoład, nie moh isci, nat padjeŭšy, choć žach padymaŭ jamu vałasy na