— Ja viedała, što pryjedzieš. Dva razy Ursus biehaŭ na Karyny pytacca ab tabie. Lin smiajaŭsia z mianie i Ursus taksama.
I sapraŭdy vidać było, što spadziavałasia jaho, bo zamiest abydnaje vopratki mieła na sabie miakkuju biełuju stołu, z jakoje strojnych chvandaŭ ruki i hałoŭka vychilalisia, by rascviŭšyja pralesańki z sniehu. Niekalki ružovych aniemonaŭ azdablała vałasy.
Vinić prycisnuŭ vusny da jejnaje ruki, i sieli na kamiennaj łaŭcy pad dzikim vinahradam, prytuliŭšysia da siabie moŭčki dy pryhladajučysia zoram, blask jakich istavietna adbivaŭsia ŭ ichnich vačach. Čar spakojnaha viečaru avałodvaŭ imi.
— Što za cišynia, jaki sviet čaroŭny! — adazvaŭsia nizkim hołasam Vinić. — Idzie pahodnaja noč. Nikoli ŭ žycci nie čuŭsia ja tak ščaslivy. Skažy mnie, Lihija, što heta značyć? Mnie nikoli nie dumałasia, kab kachannie było takim. Mnie zdavałasia, što heta tolki ahoń u kryvi dy žada, a ciapier voś baču, što možna kachać kožnaj kroplaj kryvi i adnačasna adčuvać taki sałodki supakoj, jak by dušu zakałychaŭ užo son abo smierć. Heta navina dla mianie. Hladžu na henuju nieparušnasć raslin i zdajecca mnie, što jana josć i ŭva mnie. Voś ciapier ja zrazumieŭ, što moža być ščascie, ab jakim ludzi da hetych por nie viedali. Ciapier tolki ja zdolny ŭciejać, čamu i ty, i Pamponija Hrecyna takija zaŭsiody pahodnyja… Tak!.. Heta dar Chrystovy… A jana ŭ toj chvilinie pryhałubiła svaju strojnuju hałovańku na jahonym plačy i kaža: — Moj Mark darahi… I nie mahła dalej słova vymavić. Radasć, udziačnasć dy pačuccio niavinnasci kachannia adabrali hołas, a napoŭnili vočy slaźmi rasčulennia. Vinić, abniaŭšy jejny zhrabny stan, tuliŭ jaje da siabie, pasla kaža: — Lihija! Bahasłaviem chvilinu, u jakoj ja pieršy raz pačuŭ Jahonaje imia.
Jana cicha adkazała: — Kachaju ciabie, Marku.
Dy znoŭ zamoŭkli, nie mohučy vydabyć słoŭ z pierapoŭnienych hrudziej. Na cyprysach zhasli apošnija kasuli liłovych vodbliskaŭ, sadok pačaŭ sierabrycca ad miesiačnaha siarpa.
Cieraz chvilinu Vinić pačaŭ havaryć: — Ja viedaju… Ledź tolki ja siudy pryjšoŭ, ledź paspieŭ pryvitacca, na vačach tvajich užo jhrała pytannie: ci zrazumieŭ tuju boskuju navuku, jakuju ty vyznaješ, i ci ŭžo achryščany? Nie. Jašče nie achryščany, a ci viedaješ, kvietańka, čamu? Pavał mnie skazaŭ: «Ja pierakanaŭ ciabie, što Boh pryjšoŭ na sviet i daŭsia ŭkryžavać na zbaŭlennie svietu, a ŭ krynicy łaski chaj abmyje ciabie Piotr, jaki pieršy ciabie bahasłaviŭ». Dyj ja taksama chacieŭ, kab ty, miłaja, hladzieła na moj chrost, i kab matkaju mnie była Pamponija. Dyk dziela taho ja dahetul jašče nie chryščany, choć vieru ŭ Zbaŭcu i Jahonuju sałodkuju navuku. Pavał mianie pierakanaŭ i naviarnuŭ, dy ci ž inakš mahło być? Jak ža ja moh by nie vieryć, što Chrystus pryjšoŭ na sviet, kali Piotr tak navučaje, jaki byŭ vučniem Jahonym, i Pavał, jakomu abjaviŭsia? Jak ža moh by nie vieryć, što byŭ Boham, kali ŭvaskros? Bačyli ž jaho i ŭ horadzie, i nad vozieram, i bačyli ludzi praŭdamoŭnyja. Ja vieryŭ hetamu ad taje pary, jak pabyvaŭ u Ostryjanumie, bo ja i tady skazaŭ sabie: na cełym sviecie chutčej schłusić kožny inšy čałaviek, tolki nie toj, jaki kaža: «Bačyŭ!» Ale vašaje navuki ja bajaŭsia. Bo zdavałasia mnie, što jana adbiraje mnie ciabie. Ja dumaŭ: niama ŭ joj ani mudrasci, ani hožasci, ani ščascia. Siannia, adnak, kali paznaŭ jaje, što ž by z mianie byŭ za čałaviek, kali b nie žadaŭ, kab nad svietam panavała praŭda, luboŭ, dabro, viernasć, litasć zamiest machlarstva, nianavisci, złačynstva, zdrady, pomsty? Chto ž by hetaha nie chacieŭ? Adyž hetaha vučyć vašaja navuka.
Inšyja navuki byccam taksama damahajucca spraviadlivasci, ale hetaja adna tolki robić serca ludskoje spraviadlivym. Dy aprača taho — čystym i viernym, jak tvajo i Pamponiji. Slapym byŭ by, kab hetaha nie bačyŭ. a kali pry tym ChrystusBoh abiacaŭ žyccio viečnaje j ščascie biazmiernaje takoje, jakoje tolki Božaja ŭsiomahutnasć dać moža, dyk čaho ž bolš chacieć? Kali b ja spytaŭ Seneki: našto zalacaje cnotu, kali hrech daje bolš zadavalniennia? — nie ŭmieŭ by mnie napeŭna ničoha tałkovaha adkazać. A ja ciapier viedaju, našto tre być sumlennym, — na toje, što dabro i miłasć płyvie z Chrysta, dy na toje, kab, jak smierć zamknie nam vočy, znajsci žyccio, znajsci ščascie, znajsci siabie samoha dy ciabie, najdaražejšaja… Jak ža nie palubić dy nie pryniać navuki, jakaja adnačasna i praŭdu kaža i smierć pieramahaje? Chto b nie caniŭ bolš dabra, čym zła? Ja dumaŭ, što hetaja navuka adbiraje ščascie, a tym časam Pavał pierakanaŭ mianie, što nie tolki ničoha nie adbiraje, ale jašče dadaje. Ledź u hałavie ŭ mianie ŭsio heta toŭpicca, ale čuju, što tak josć, bo nikoli ja nie byŭ takim ščaslivym dyj nie moh być, choć by zabraŭ ciabie tahdy siłamoc i trymaŭ doma. Ty oś niadaŭna havaryła: «Kachaju ciabie», henych słoŭ ja nie vydabyŭ by z ciabie ŭsioju mahutnasciu Rymu. O, Lihija! Rozum sviedčyć, što navuka heta josć Boskaja i najlepšaja, serca adčuvaje heta, a takim dzviom siłam nichto nie zdoleje supracivicca.
Lihija słuchała, ustaviŭšy ŭ jaho svaje błakitnyja vočy, padobnyja pry miesiačnym blasku da mistyčnych kvietak, dy tak arasiełyja, by kvietki.
— Tak, Marańka! Praŭda! — pacvierdziła, prytulajučy macniej hołaŭ da jahonaha plača.
I ŭ henaj chvilinie čulisia aboje nadta ščaslivymi, bo razumieli, što aprača kachannia łučyć ich jašče niejkaja inšaja siła, sałodkaja i niepieramožnaja adnačasna, praz jakuju samo kachannie stanovicca čymś niepraminalnym, niepadlehłym zmienie, rasčaravanniu, zdradzie, a nat smierci. Sercy ichnyja zvieryła mocnaja peŭnasć, što nasupierak niehadzi jany nie pierastanuć kachacca i naležać da siabie. Heta davała im niavykazany supakoj. Vinić ujaŭlaŭ pry tym, što hetaje kachannie nie tolki čystaje i hłybokaje, ale i całkam novaje, jakoha sviet dahetul nie viedaŭ i dać nie moh. Tvaryła jaho ŭ sercy junaka ŭsio: i Lihija, i navuka Chrystova, i pasviata miesiaca, cicha dremlučaja na cyprysach, i pahodnaja noč, tak što ŭsiotvor uvieś byccam im byŭ pierapoŭnieny. Pa chvilinie znoŭ pačaŭ havaryć prycišnym dryžačym hołasam: — Ty budzieš dušoju maje dušy i budzieš mnie najdaražejšaju ŭ sviecie.
Zhodna bicimuć našyja sercy, adna budzie malitva j adna ŭdziačnasć Chrystu. O, maja darahaja! Razam žyć, razam sałodkaha Boha chvalić i čakać pa smierci novaha ščasnaha sviatła, što ž lepšaje možna ŭjavić! Dziŭlusia z siabie, jak heta ja raniej hetaha nie razumieŭ! I viedaješ, što mnie ciapier zdajecca? Hetaja navuka pakanaje ŭsich. Za dzviescie-trysta hadoŭ pryjmie jaje ŭvieś sviet: ludzi zabuduć pra Joviša, i nie budzie inšych bahoŭ akramia Chrysta dy inšych sviatyń akramia chryscijanskich. Chto ž by nie spahadaŭ sabie ščascia? Ach! Čuŭ ja hutarku Paŭła z Piatronijem, i ci viedaješ, što ŭ kancy Piatroni skazaŭ? «Heta nie dla mianie», ale ničoha bolš adkazać nie ŭmieŭ.
— Skažy, što Pavał jamu havaryŭ? — prosić Lihija.
— Było heta viečaram, u mianie. Piatroni pačaŭ, jak zvyčajna, žartaŭlivuju hutarku, a Pavał kaža jamu: «Jak možaš, mudry Piatroni, piarečyć isnavanniu i ŭvaskrešanniu Chrysta, kali nie było tady jašče ciabie na sviecie, a Piotr i Jan bačyli Jaho, dyj ja bačyŭ, jedučy da Damasku? Dyk pierš chaj tvaja mudrasć vykaža, što my łhuny, tady možaš zapiarečyć našamu sviadoctvu». Piatroni adkazvaje: «Piarečyć ja nie dumaju, bo viedaju, što dziejecca šmat rečaŭ tajomnych, jakija scviardžajuć ludzi, viery hodnyja, ale što inšaje — adkryccio novaha čužaziemnaha Boha, a što inšaje — pryniaccie Jahonaj navuki. Nie chaču viedać ničoha, što b mahło mnie papsavać žyccio, zburyć hožasć jahonuju. Heta małavažna, ci našy bahi praŭdzivyja, važna toje, što ŭsio ž taki jany pryhožyja, viesieła nam pry ich i biesturbotna». Tady Pavał tałkuje tak: «Adkidaješ navuku spraviadlivasci j miłasernasci, bajučysia žycciovych turbotaŭ, a padumaj, Piatroni, ci žyccio vašaje istavietna josć biesturbotnaje? I ty, i nichto spamiž najbahaciejšych dy najvažniejšych nie viedaje, kładučysia viečaram, ci nie pračniecca ŭzaŭtra z prysudam smierci. A skažy: kali b cezar vyznavaŭ hetuju navuku, jakaja damahajecca miłasci j spraviadlivasci, ci ž tvajo ščascie nie było b bolš peŭnym? Tabie škada ŭciechaŭ, a ci ž nie było b tady žyccio viesialejšym? Daražycie hožasciu žyccia i charastvom, voś ža, kali nabudavali vy stolki pryhožych sviatyń i statujaŭ na honar bostvaŭ złych, mscivych, raspusnych i chvalšyvych, dyk čamu ž by nie dakanali hetaha ŭ honar adzinaha Boha miłasci i praŭdy? Chvališsia svajoju dobraju dolaj, vialmožnasciu, raskošami, ale ž ty moh by taksama być i biednym, biazdolnym, pamima vysokaha pachodžannia, a tady lepiej by tabie sapraŭdy było na sviecie, kali b ludzi vyznavali Chrysta. U vašym horadzie navat ža i pačesnyja rodzičy, nie chočučy turbavacca hadavanniem dziaciej, časta vykidajuć ich z domu, dzie ich padbirajuć čužyja siemji, nazyvajučy ich «hadavancami».