Adčajnyja i mscivyja dumki absieli, jak varannio, hołaŭ Vinicija. Nu, a kab heta jamu sprabavać? Rod Vinicijaŭ, jaki až da apošniaha času mieŭ šerahi konsułaŭ, davoli znany byŭ u Rymie. Narodu patrebnaje tolki prozvišča. Adyž raz užo ledź nie dajšło da buntu za karu smierci čatyrochsot niavolnikaŭ prefiekta Pedanija Sekunda, a što ž było b siannia, padčas najbolšaje złybiady, pieravyšajučaje amal usie, jakija Rym na praciahu vaśmi viakoŭ pieražyvaŭ? Chto voźmie pad zbroju kvirytaŭ, dumaŭ Vinić, toj biessumniŭna zvalić Nerona i sam ubiarecca ŭ purpuru. Dyk čamu b jamu hetaha nie dakanać? Byŭ dužejšym, badzioršym dy małodšym za inšych aŭhustyjanaŭ… Neron mieŭ pad zahadam, praŭda, tryccać lehijonaŭ, raskvataravanych na rubiažoch dziaržavy, ale ci ž i henyja lehiji dy ichnija pravadyry nie ŭzburacca na viestku ab spalenym Rymie i jahonych sviatyniach?.. A tady jon, Vinić, staŭsia b cezaram. Adyž chadziŭ u svajim časie siarod aŭhustyjanaŭ pošapt, byccam niejki viaščun varažyŭ purpuru Atonu. Čym ža jon horšy? Moža, i Chrystus pamoh by jamu svajoju Boskaju mahutnasciu? Moža, heta ad Jaho natchniennie? «O, kab tak stałasia!» — havaryŭ u dušy Vinić. Adpomsciŭ by tady Neronu za niebiaspieku Lihiji i za svaju zhryzotu, uładziŭ by panavannie spraviadlivasci i praŭdy, pašyryŭ by Chrystovu navuku ad Jeŭfratu až da jmhlistych bierahoŭ Brytaniji, a i Lihiju pryadzieŭ by ŭ purpuru, zrabiŭ by jaje vaładarkaju ziamli.
Ale dumki henyja, vybuchnuŭšyja z jahonaj hałavy, by snop iskraŭ z pałajučaha domu, tak i zahasli chutka, jak tyja iskry. Pierad usim tre było jak najchutčej Lihiju ratavać. Pryhladaŭsia ciapier biadzie zblizku, dyk znoŭ apanavała jaho tryvoha, a bačačy mora vahniu j dymu, bačačy strašennuju rečajisnasć, taja nadzieja, što Piotr vyratuje Lihiju, zamierła zusim u jahonym sercy. Rospač aharnuła jaho znoŭ, dyk, vykaraskaŭšysia na via-Portuensis, viadučuju prosta na Zatybra, apamiataŭsia až u bramie, dzie pačuŭ toje samaje, što kazali jamu ŭciekačy: bolšaja častka taho kvartału nie była abniata jašče pažaram, choć ahoń u niekalkich miajscoch pierakinuŭsia ŭžo za rečku.
Zatybra, adnak, było poŭnaje dymu i ŭciakajučaha narodu, praz jaki ciažej było pralezci ŭ hłybiniu, bo ludzi, majučy bolš času, vynosili j ratavali bolš majomasci. Hałoŭnaja Partovaja daroha była ŭ mnohich punktach zusim joju zavalena, a kala Naŭmachiji Aŭhusta vysilisia až cełyja stosy. Ciasniejšyja zavułki, u jakich toŭpiŭsia husciejšy dym, byli prosta niedastupnyja. Žychary ŭciakali adtul tysiačami. Vinić spatykaŭ pa darozie strašennyja epizody.
Nie raz dzvie ludskija raki, płyvučyja z procilehłych bakoŭ, spatkaŭšysia ŭ ciesnym prachodzie, napirali adna na druhuju i zmahalisia z saboju nazaboj. Ludzi bilisia j tałačyli adny druhich. Siemji ŭ sumiatni hublalisia, matki rospačna zaklikali dziaciej, Viniciju vałasy ŭstavali na ŭspamin, što musiła dziejecca bližej ahniu. Siarod vierasku i sutałaki ciažka było čaho dapytacca abo dopyty zrazumieć. Čas ad času kacilisia novyja chvali dymu z-za raki, čornaha i tak ciažkaha, poŭzajučaha pa ziamli, zakryvajučaha damy, ludziej i ŭsiu ruchladź tak, jak zakryvaje ciomnaja noč. Ale viecier, vyklikany pažaram, razviavaŭ jaho, i tady Vinić moh prabiracca dalej da zavułku, na jakim stajaŭ dom Lina. Haračynia lipniovaha dnia, uzdvojenaja žahoju ad pažaru, stałasia nievynosnaju. Dym vyhryzaŭ vočy, u hrudzioch zajmała duch. Nat i tyja žychary, jakija nie spadziavalisia, što pažar pierabiarecca cieraz raku, dy siadzieli dahetul u damoch, pačali ŭciakać, i sumiatnia pabolšvałasia z kožnaj časinaj. Vinicijevy pretoryjanie zastalisia zzadu. U natoŭpie niechta paraniŭ mołatam jamu kania, jaki pačaŭ kidacca z zakryvaŭlenym łbom, stanavicca duba j naravicca. Paznali pa bahataj vopratcy aŭhustyjanina, i zaraz ža pačali razlahacca kryki: «Smierć Neronu j jahonym padpalačom!»
I voś pryjšła chvilina hroznaje niebiaspieki, sotni kułakoŭ padniałosia suprać Vinicija, ale spudžany koń vynies jaho, drasujučy ludziej, a chutka nachłynuła novaja chvala čornaha dymu, achinajučy ciemraju vulicu. Vinić bačyć, što nie prajedzie, dyk saskočyŭ z kania i pabieh piechatoju, tulajučysia kala scien dy ŭstrymoŭvajučysia, kab uciakajučy natoŭp jaho minaŭ. U dušu lezła dumka, što henyja natuhi daremnyja, Lihiji moža ŭžo ŭ horadzie j niama, mahła taksama ŭciačy: lahčej było znajsci špilku na bierazie mora, čym jaje ŭ henaj sutałacy j chaosie. Namahaŭsia, adnak, choć by za canu žyccia dabracca da doma Lina. Siud-tut zatrymoŭvaŭsia i praciraŭ vočy. Adarvaŭšy roh tuniki, zasłaniaŭ sabie nos i vusny dy bieh dalej. Čym bolš nabližaŭsia da raki, tym strašniej uzmahałasia haračynia. Vinić, viedajučy, što pažar zaniaŭsia la Vialikaha Cyrku, dumaŭ spačatku, žaha taja bje ad jahonaha papiališča dy ad Forum Boaryjum i ad Velabruma. Haračynia stanaviłasia ŭsio bolš nievynosnaj. Niejki ŭciakač, apošni, jakoha Vinić zhledzieŭ, stary, na mylicach, kryknuŭ: «Nie padychodź da mostu Cesta! Usia atoka ŭ vahni!» Situacyja rabiłasia bieznadziejnaj. Na zakrucie da Vikus Judaearum, na jakim stajaŭ dom Lina, małady trybun dahledzieŭ u chmary dymu połymia: hareła nie tolki atoka, ale j Zatybra, a prynamsi druhi kaniec vułački, dzie žyła Lihija.
Vinić, adnak, pamiataŭ, što dom Lina byŭ u sadočku, za jakim ad boku Tybru było nievialičkaje niezabudavanaje pole. Henaja zhadka prydała jamu lhi.
Ahoń moh zatrymacca na pustoj prastory. Henaja nadzieja hnała jaho dalej, choć kožny podych vietru prynosiŭ užo nie tolki dym, ale tysiačy iskraŭ, jakija mahli ŭznavić pažar z druhoha kanca zavułka i zaharadzić pavarot.
Urešcie, adnak, dahledzieŭ praz dymnuju chmaru cyprysy ŭ aharodzie Lina.
Damy za niedabudavanym polem hareli ŭžo, by kastry droŭ, ale małaja insula Linava stajała šče niekranutaj. Vinić hlanuŭ z udziačnasciu ŭ nieba i łučyŭ da jaje praz haračuju zaduchu. Dzviery byli pryčynieny, pichanuŭ ich i ŭskočyŭ u siaredzinu. U sadku nie było žyvoje dušy, i dom vyhladaŭ byccam zusim parožny.