Выбрать главу

— Spadaru, — kaža, — čamu mnie nie vieryš? Ja spahadaju im. Tak! Ja ž bo sam paŭchryscijanin. Pyron navučyŭ mianie bolš canić cnotu, čym filazofiju, dyk štoraz bolš ciahnie da ludziej cnatlivych. A pry tym, ja ž hałyš, i kali ty, Jovišu, balavaŭ u Ancyjumie, ja časta prymiraŭ z hoładu nad knihami; voś ža, sadziŭsia pry scianie ŭ Ostryjanumie, bo chryscijanie, choć sami ŭbohija, bolš uspamahajuć biednych, čym usie rymlanie razam.

Admanka henaja vydavałasia Viniciju dastatkovym prabačenniem, dyk abnižyŭ ton: — I nie viedaješ, dzie na heny čas zakvataravaŭsia Lin?

— Ty ž mianie za cikaŭnasć raz užo karaŭ, spadaru, — vykručvaŭsia Chiłon.

Vinić zmoŭk i jechaŭ dalej.

— Spadaru, — adazvaŭsia, pačakaŭšy, Chiłon, — nie znajšoŭ by ty krasuni, kab nie ja, a kali znoŭ jaje znojdziem, nie zabudzieš pra biednaha mudraca?

— Miecimieš dom z vinnicaju pad Amerjołaj, — adkazaŭ Vinić.

— Dziakuju tabie, Hierkulesie! Z vinnicaju?.. Dziakuju tabie! Z vinnicaju!

Minali ciapier Vatykanskaje ŭzhorje, jakoje sviaciła čyrvanniu ad pažaru, za Naŭmachijaj zbočyli naprava, kab, pierajšoŭšy Vatykanskaje pole, padyjsci da raki i, pierapraviŭšysia, dajsci da Porta Fłaminija. Naraz Chiłon strymaŭ muła j kaža: — Spadaru, pryjšła mnie ŭ hołaŭ pamysnaja dumka!

— Kažy, — pryspiešvaje Vinić.

— Miž Janikulskim uzhorjem i Vatykanam, za harodami Ahrypiny josć padziamiełle, skul vybirali kamiennie j piasok na budovu cyrku Nerona.

Pasłuchaj mianie! U apošnich časach žydy, jakich, viedaješ ža, na Zatybry josć hibiel, pačali pa-ludajedsku pierasledvać chryscijan. Pamiataješ, užo za boskaha Kłaŭdyja taki tam byŭ zakałot, što cezar musiŭ ich vyhnać z Rymu.

Siannia, jak viarnulisia, jak pad patranatam aŭhusty pačuvajucca biaspiečna, tym horš kryŭdziać chryscijan. Ja pra heta viedaju! Ja bačyŭ. Nijaki edykt suprać chryscijan nie byŭ vydany, ale žydy černiać ich pierad prefiektam, byccam jany režuć dziaciej, honar addajuć asłu, ahałošvajuć navuku, niepryznanuju praz sienat, a sami bjuć ich, napadajuć na damy malitvy tak zajadła, što chryscijanie pierad imi chavajucca.

— Dyk što chočaš skazać? — pytaje Vinić.

— Toje, spadaru, što sinahohi isnujuć na Zatybry adkryta, a chryscijanie, uciakajučy ad pierasledu, prymušany malicca ŭpotaj, zbirajučysia ŭ apusciełych pavieciach za horadam abo ŭ arenaryjach. Tyja, što žyvuć na Zatybry, vybrali sabie jakraz henaje, što paŭstała z pryčyny budovy cyrku i roznych damoŭ uzdoŭž Tybru. Ciapier, kali hinie horad, biessumniŭna, vyznavalniki Chrysta molacca. Znojdziem ich niezličonaje mnostva ŭ padziamiełlach, tamu raju tabie, spadaru, zahlanuć tudy pa darozie.

— A ty ž kazaŭ, što Lin pajšoŭ da Ostryjanuma! — azvaŭsia ŭzburany Vinić.

— A ty ž mnie abiacaŭ dom z vinnicaju pad Amerjołaj, — adkazvaje Chiłon, — dyk chaču šukać małoduchny ŭsiudy, dzie maju nadzieju znajsci. Jak pačaŭsia pažar, mahli viarnucca na Zatybra. Mahli abyjsci horad tak, jak my ciapier. Lin maje dom, moža, chacieŭ być bližej domu, kab cikavać, ci pažar nie achopić i taho kvartału. Kali viarnulisia, prysiahaju tabie, što zastaniem ich na malitvie, a ŭ najhoršym vypadku prynamsi zdabudziem viestki pra ich.

— Praŭdu kažaš, nu dyk viadzi, — vyrašyŭ trybun.

Chiłon, doŭha nie dumajučy, zviarnuŭ naleva da ŭzhorja. Na chvilinu hornaje ŭzbočča zasłaniła im pažar tak, što, choć blizkija budovy byli ŭ sviatle, jany sami byli ŭ ciani. Minuŭšy cyrk, padalisia šče laviej i ŭvajšli ŭ niejki suchadoł, ciomny ŭsiaredzinie. Ale ŭ ciemry toj Vinić zaciemiŭ roj mihatlivych svietličkaŭ.

— Voś jany! — kaža Chiłon. — Budzie ich siannia bolš, čym kali, bo inšyja damy malitvy zhareli abo zaciahnieny dymam, jak i ŭsio Zatybra.

— Tak! Čuju — piajuć, — pacviardžaje Vinić.

Z ciomnaha atvoryšča ŭhary dachodzili piajučyja ludskija hałasy, sviatliki hinuli ŭ im adzin za druhim. Z bakavych sumiežnych suchadołaŭ vysoŭvalisia štoraz novyja asoby, tak što chutka Vinić z Chiłonam byli abstupleny cełaju hramadoju ludziej. Chiłon ssunuŭsia z muła i, kiŭnuŭšy na blizka jdučaha padletka, kaža jamu: — Ja Chrystovy sviatar i biskup. Patrymaj nam mułaŭ, dam tabie bahasłavienstva i adpuščennie hrachoŭ.

I, nie čakajučy adkazu, usunuŭ jamu ŭ ruku pavady i dałučyŭsia z Vinicijem da idučaje hramady.

Cieraz chvilinu ŭvajšli ŭ padziamiełle i sunulisia pryciemkam praz kalidor, pakul nie dajšli da abšyrnaje piačory, z jakoje niajnačaj vybirali kamień, bo scieny jejnyja mieli slady adłomaŭ. Tam było vidniej, čym na kalidory, bo aprača sviatlikoŭ i latarniaŭ hareli svietačy. Pry ichnim sviatle Vinić bačyć cełuju hramadu ludziej na kaleniach, z rukami ŭzniesienymi ŭharu. Lihiji, Apostała Piatra i Lina nie moh nidzie dahledzieć, zamiest ich akružali jaho pavažnyja tvary, raschvalavanyja. U niekatorych vyčytvałasia čakannie, tryvoha, nadzieja. Blask adbivaŭsia ŭ białkoch padniesienych vačej, pot spłyvaŭ pa biełych, jak mieł, łbach; niekatoryja piajali piesni, inšyja haračkava paŭtarali imia Jezus, niekatoryja bilisia ŭ hrudzi. Z nastroju ŭsich vidać było, što napružana čahoś čakajuć.

Naraz piesni zamoŭkli, i nad hramadoju ŭ vyjemcy, što zastałasia pa vyniatym vialikim kamiani, pakazaŭsia znajomy Viniciju Krysp z abliččam, kazaŭ by, paŭprytomnym, bladym, fanatyčnym i surovym. Vočy zviarnulisia da jaho, jak by spadziejučysia słoŭ polhi j nadzieji, a jon, pieražahnaŭšy hramadu, pačaŭ havaryć hołasam niervovym, ledź nie krykam: — Kajciesia za hrachi vašyja, bo pryjšła ŭžo para. Voś na horad lichadziejstva j raspusty, na novy Babilon spusciŭ Hospad ahoń pahubny. Vyzvaniła hadzina sudu, hnievu i kary… Hospad zapaviasciŭ pryjscie, i chutka ŭhledziecie Jaho! Ale nie pryjdzie ŭžo jak Baranak, jaki achviaravaŭ kroŭ za hrachi vašyja, tolki jak strašny suddzia, katory svajoju spraviadlivasciu zahubić u adchłani hrešnych i niaviernych… Hora svietu, hora hrešnym, bo nie budzie ŭžo dla ich miłasernasci… Baču ciabie, Chryscie! Zory daždžom syplucca na ziamlu! Sonca zaćmiavajecca, ziamla rasstupajecca, miortvyja ŭstajuć, a Ty jdzieš pad huki trub i hromu z vojskam niabiesnym. Čuju i baču ciabie, o Chryscie!

Zmoŭk. Padniaŭ vočy, byccam uziraŭsia na niešta hroznaje, dalokaje. Naraz adazvaŭsia ŭ padziamiełli hłuchi hrochat — adzin, druhi i dziesiaty. Hena razvalvalisia aharełyja damy, cełyja vulicy. Bolšasć słuchačoŭ była pierakananaja, što henyja vodhuki — heta sihnały taje strašnaje nadychodziačaje sudnaje hadziny, bo viera ŭ paŭtornaje pryjscio Chrysta i ŭ kaniec svietu była i tak raspaŭsiudžana miž imi, ciapier voś pažar horadu jaje ŭzmahutniŭ. Božaja tryvoha aharnuła prysutnych. Padymalisia hałasy: «Sudny dzień!.. Voś idzie!..» Niekatoryja zakryvali dałaniami tvar, bajučysia, byccam ziamla vomih zatrasiecca i z ščaluhi jejnaj vyjduć piakielnyja biestyi dy kinucca na hrešnych. Inšyja zaklikali: «Chryscie, zmiłujsia! Adkupicielu, budź miłascivy!..» Inšyja vyznavali hołasna hrachi, inšyja ŭrešcie kidalisia sabie ŭ abdymki, kab u žachlivaj chvilinie mieć pry sabie niejkaje blizkaje serca.

Ale byli j takija, jakich abliččy ŭ niabiesnym zachaplenni, poŭnyja nadziemnaje radasci, nie byli tryvožnymi. U niekalkich miajscoch razlahałasia hłosa: ludzi ŭ relihijnym ekstazie kryčali ŭ niezrazumiełych movach. Niechta z ciomnaha kutka adzyvaŭsia: «Zbudzisia, chto spić!» Nad usim panavaŭ hołas Kryspa: «Zvažajcie, budźcie hatovymi!»

Časami, adnak, zapadała maŭčannie, maŭlaŭ usie zatrymoŭvali dychannie ŭ hrudziach, čakajučy na toje, što maje stacca. Tady čutny byli dalokija hrymoty, zavalvalisia ŭ hruzy kvartały, pasla adzyvalisia jenki, malitvy, hłosy i błahanni: «Adkupicielu, zlitujsia nad nami!» Heta znoŭ Krysp pačynaŭ ahałošvać svaje zakliki: «Adrakajciesia ziamnych skarbaŭ, bo zaraz ziamla rasstupicca pad vami! Pakińcie ziamnyja ŭciechi, bo Hospad vyhubić tych, što bolej buduć miłavać žony i dzieci, čym Jaho! Hora tamu, chto ŭmiłavaŭ stvarennie bolš, čym Stvaryciela! Hora bahatym! Hora zbytkoŭnikam! Raspusnikam! Hora mužu, sužency j dziciaci!..»