Выбрать главу

A jon sieŭ, zviesiŭ hołaŭ na hrudzi dy znoŭ zamoŭk, tak, jak by, nie ŭrokam kažučy, toje lichadziejstva, pra jakoje čuŭ, jaho ahłušyła. Cieraz momant ustrasianuŭ rukami j adazvaŭsia: — Jakija ž kary, jakija ž pakuty zraŭnavažać takoje złačynstva?.. Ale bahi sašluć mnie natchniennie, i pry dapamozie siłaŭ Tartaru dam biednamu narodu majmu takoje vidovišča, jakoje navieki mianie ŭsłavić.

Ciomnaja chmara lehła na čale Piatronija. Ujaviŭ sabie niebiaspieku, jakaja zavisła nad Lihijaj, nad Vinicijem, jakoha lubiŭ, dy nad usimi tymi ludźmi, navuki jakich nie pryznavaŭ, ale ab niavinnasci jakich byŭ pierakanany. Ujaŭlaŭ sabie taksama tyja kryvavyja šalenstvy, jakich jahonyja vočy estety nie znosili. Pierad usim kazaŭ sabie: «Mušu ratavać Vinicija, jaki ašaleje, kali dziaŭčo jahonaje zhinie», — i henaja dumka pieravažyła ŭsie inšyja, bo Piatroni razumieŭ, što začynaje takuju hulniu, jakoj nie mieŭ šče ŭ žycci.

A ŭsio ž havaryŭ svabodna j abyjakava, jak zaŭsiody, kali krytykavaŭ abo vykpivaŭ nieestetyčnyja pomysły cezara i aŭhustyjanaŭ.

— Dyk, znača, znajšli achviary? Dobra! Možacie pasłać ich na areny abo prybrać u «kryvavyja tuniki». Taksama dobra! Ale pasłuchajcie mianie: majecie ŭładu, majecie pretoryjanaŭ, majecie siłu, budźcie ž ščyrymi prynamsi tady, kali nichto vas nie čuje. Padmanvajcie narod, ale nie siabie samich. Vydajcie narodu chryscijan, asudziecie ich na jakija chočacie pakuty, budźcie ž, adnak, advažnymi skazać sabie, što nie jany Rym spalili… Ćfu! Nazyvajecie mianie arbitram elehancyi, dyk kažu vam: ciarpieć nie mahu pierfidnych kamiedyjaŭ! Ćfu! Ach, jak heta ŭsio prypaminaje mnie teatralnyja budy kala portaAsinaryja, u jakich aktory ŭciašajuć halitu rolami bahoŭ i karaloŭ, a pasla pradstaŭlennia — kisłaje vino zakusvajuć cybulaju abo skavyčuć ad rozah!

Budźcie ž sapraŭdy bahami j karalami, bo kažu vam, što možacie sabie na heta dazvolić. Pahražaŭ ty, cezar, niadaŭna sudam patomnych viakoŭ, ale nie zabudź, što jany vydaduć prysud i na ciabie. Na boskuju Klio! Neron, vaładar svietu! Neron-boh spaliŭ Rym, bo byŭ tak mahutnym na ziamli, jak Zeŭs na Alimpie! Neron-paet lubiŭ tak paeziju, što achviaravaŭ joj ajčynu! Jak sviet josć svietam — nichto ničoha padobnaha nie dakanaŭ, na ništo padobnaje nie advažyŭsia. Zaklinaju ciabie ŭ imia dzieviaci Libietryd, nie vyrakajsia takoje słavy, bo piesni ciabie apiavacimuć da skančennia viakoŭ. Kim ža ŭ paraŭnanni z taboju budzie Pryjam? Kim Ahamiemnan? Kim samyja bohi? Heta nie važna, ci padpał Rymu josć rečaj dobraj, važna toje, što josć rečaj vialikaj, niezvyčajnaj! A pry tym zaručaju tabie, što narod nie padymie na ciabie ruki!

Heta niapraŭda! Budź advažny! Vyscierahajsia prastupkaŭ, nie hodnych ciabie, tabie pahražaje tolki toje, što patomnyja viaki niekali mahčymuć skazać: «Neron spaliŭ Rym, ale jak truslivy cezar i maładušny paet nie pryznaŭsia da vialikaha čynu sa strachu i zvaliŭ vinu na niavinnych!»

Słovy Piatronija zvyčajna rabili mocnaje ŭražannie na Nerona, ale hetym razam sam Piatroni nie paciašaŭsia nadziejaj, bo sciamiŭ, što vykazanyja niadaŭna słovy — heta apošni sposab, jaki pad ščascie i ŭratavaŭ by chryscijan, dy zahubiŭ by jaho samoha. Nie chisnuŭsia adnak, bo raschodziłasia jamu pospał i pra Vinicija, jakoha miłavaŭ, i pra azart, jaki jaho zabaŭlaŭ. «Kosci kinuty, — kazaŭ sabie, — i pahladzimo, nakolki ŭ małpie strach pra sobskuju skuru pieravažyć prahu słavy».

I ŭ dušy nie sumniavaŭsia, što, adnak, pieramoža strach. Prymiež taho, pa słovach jahonych zalahło ciažkaje maŭčannie. Papieja i ŭsie prysutnyja hladzieli ŭ vočy Neronu, by ŭ abraz, a toj zakapyliŭ hubu až pad samyja nozdry, jak rabiŭ zaŭsiody, kali nie viedaŭ, što pačać; ciažkaja turbotlivasć i znieachvota malavalisia ŭ jahonym tvary.

— Dominie! — adazvaŭsia, bačačy heta, Tyhelin. — Dazvol mnie adyjsci, bo, kali chočuć vystavić na zhubu tvaju asobu, a pry tym zavuć maładušnym cezaram, maładušnym paetam, vušy maje nie mohuć zniesci takich słoŭ.

«Prajhraŭ», — padumaŭ Piatroni.

Ale zviarnuŭsia da Tyhelina, pranizaŭ jaho vokam, u jakim ihrała vialikapanskaja paharda, paharda vytančanaje asoby dla nikčomnika, i kaža: — Tyhelin, ciabie ja nazvaŭ kamiedyjantam, bo ty kamiedyjant nat i ciapier.

— Ci tamu, što nie chaču słuchać tvajich zniavah?

— Tamu, što prykidvaješsia biezhraničnym pryjacielem cezara, a pierad chvilinaj pahražaŭ jamu pretoryjanami, zrazumieli my heta ŭsie i jon taksama.

Tyhelin, jaki nie spadziavaŭsia, što Piatroni asmielicca kinuć jamu na stoł hetkija kosci, zbialeŭ, abiazhłuzdzieŭ i zaniamieŭ. Ale była heta apošniaja pieramoha arbitra elehancyi nad praciŭnikam, bo ŭ tym ža momancie Papieja adazvałasia: — Dominie, jak možaš dazvolić, kab nat dumka takaja prajšła praz čyjuści hałavu, a tym bolš, kab chto asmieliŭsia vykazać jaje ŭhołas u tvajoj prysutnasci!

— Spyni ryzykanta! — azvaŭsia Viteli.

Neron znoŭ padniaŭ hubu i, skiravaŭšy na Piatronija svaje šklastyja vočy blizahlada, skazaŭ: — Dyk tak ty adpłačvaješsia mnie za lubasć, jakoju ja ciabie hanaravaŭ?

— Kali niapraŭdu havaru, dakažy mnie heta, — adkazvaje Piatroni, — ale viedaj, što havaru heta z nakazu lubovi da ciabie.

— Pakaraj ryzykanta! — paŭtaraje Viteli.

— Zrabi heta! — adzyvajecca šče niekalki hałasoŭ.

U atryjumie zrabiłasia sumiatnia i šum, bo ludzi pačali adychodzić ad Piatronija. Adyjšoŭ nat Tulij Senecyjo, jahony stały prydvorny tavaryš, i małady Nerva, jaki akazvaŭ jamu dahetul najžyviejšuju pryjazń. Niezabaŭna Piatroni sam zastaŭsia z levaha boku atryjuma i, razhortvajučy sa smiecham chvandy tohi, čakaŭ, što skaža ci rabicimie cezar. A cezar adzyvajecca: — Damahajeciesia kary, adyž heta moj pryjaciel i tavaryš, dyk choć zraniŭ mnie serca, chaj viedaje, što henaje serca dla pryjacielaŭ maje tolki… prabačennie.

«Prajhraŭ i prapaŭ!» — padumaŭ Piatroni.

Cezar ustaŭ, narada była skončana.

L

Piatroni pajšoŭ, a Neron z Tyhelinam pierajšli da atryjuma Papieji, dzie čakali na ich ludzi, z jakimi prefiekt niadaŭna hutaryŭ. Było tam dvuch rabinaŭ z Zatybra, apranutych u doŭhija ŭračystyja šaty, z mitrami na hałavach, małady pisar, ichni pamočnik, i Chiłon. Ubačyŭšy cezara, sviatary pabialeli i, padniaŭšy na vyšyniu plača ruki, pachilili hałovy až da ruk.

— Ave, manarch manarchaŭ, karol karaloŭ! — adazvaŭsia starejšy. — Vitaj, vaładaru ziamli, apiakunie vybranaha narodu i cezar, lvie miž ludźmi, panavannie jakoha — heta soniečnaja svietłasć, heta cedr libanski, sviežaja krynica, palma cianistaja, balzam jerychonski!..

— A boham mianie nie nazyvajecie? — spytaŭ cezar.

Sviatary zbialeli jašče macniej; staršy znoŭ adazvaŭsia: — Tvaje słovy, uładaru, sałodkija, moŭ vinahradu hronka, moŭ spiełaja fiha, bo Jehova napoŭniŭ dabrynioju tvajo serca. Ale papiarednik ajca tvajho, Kaj Cezar, byŭ zvieravaty, a adnak pasłancy našy nie nazyvali jaho boham, hatovyja byli chutčej pryniać smierć, čym abrazu Zakonu.

— I Kalihuła zahadaŭ ich kidać lvom?

— Nie, uładaru. Kaj Cezar zasciarohsia hnievu Jehovy.

I padniali hałovy, bo imia mahutnaha Jehovy dadało im advahi. Vieručy ŭ moc jahonuju, smialej hladzieli ŭ vočy Neronu.

— Abvinavačvajecie chryscijan, što spalili Rym? — spytaŭ cezar.

— My, dominie, abvinavačvajem ich tolki za toje, što jany vorahi Zakonu, vorahi čałaviečaha rodu, vorahi Rymu j tvaje, jany daŭno pahražali horadu i svietu ahniom. Astatniaje daskaža tabie hety voś čałaviek, vusny jakoha nie zniačyščany łharstvam, bo ŭ žyłach matki jahonaj płyvie kroŭ vybranaha narodu.