Zatrzymała się tuż przed drzwiami jego sypialni. Czuła się niepewnie, ale przyszło jej na myśl, że, być może, uczucie dyskomfortu mogło jej się opłacać. Jak by nie było, to rozbawienie odwróciło jego uwagę od pełnego wściekłości zamiaru wyrzucenia jej. Matthew Farrell, nawet leżąc bezbronnie w łóżku, był najstraszniejszym przeciwnikiem, z jakim miała okazję stanąć oko w oko. A kiedy był zły, to, prawdę mówiąc, był przerażający. Bez względu na to jednak, co robił, jak bardzo był zły czy nieracjonalny, musiała spróbować zawrzeć z nim pokój.
Zdecydowana, wsunęła dłonie w kieszenie spodni, nadała swojej twarzy wyraz, który jak miała nadzieję, można było uznać za uosabiający dezorientację dobrze wychowanej osoby, i weszła do sypialni.
W chwili, kiedy Matt ją zobaczył, musiał stłumić nowy przypływ śmiechu. Pomimo rumieńca rozdrażnienia zbliżała się powoli ku niemu z dłońmi w kieszeniach, starając się wyglądać, jakby nie miała najmniejszego pojęcia, co wywołało jego śmiech. Żeby dopełnić komiczny obrazek całkowitej niewinności, co starała się osiągnąć, powinna jedynie nonszalancko podnieść wzrok do sufitu i cicho pogwizdywać pod nosem.
W trakcie tych rozmyślań nagle uderzyło go pytanie: dlaczego ona tu była? Śmiech czający się w kącikach jego ust zniknął gwałtownie. Najwyraźniej odkryła, że kupił tak upragnioną przez nią ziemię w Houston i że teraz zakup ten będzie ją kosztował o dziesięć milionów więcej. Przyleciała tutaj biegiem, żeby wpłynąć na niego, perswadować i zrobić, cokolwiek będzie trzeba, żeby zmienił zdanie… nawet jeśli oznaczało to konieczność przygotowania mu tacy do łóżka i troskliwego skakania przy nim. Zdegustowany jej pozbawioną taktu, oczywistą próbą manipulacji, czekał, aż się odezwie, a kiedy milczała, rzucił krótko:
– Jak mnie znalazłaś?
Natychmiast wychwyciła niepokojącą zmianę jego nastroju.
– Poszłam wczoraj wieczorem do twojego mieszkania – przyznała. – Chciałam…
– Nawet o tym nie myśl – warknął niecierpliwie. – Pytałem cię o to, jak mnie znalazłaś.
– Zastałam twojego ojca u ciebie w mieszkaniu. Rozmawialiśmy. To on powiedział mi, że jesteś tutaj.
– Musiałaś dać niezłe przedstawienie, skoro przekonałaś go, żeby ci pomógł – powiedział z nie ukrywaną pogardą. – Mój ojciec nie dałby za ciebie złamanego grosza.
Zdesperowana, żeby jej wysłuchał i uwierzył w to, co powie, odruchowo usiadła na łóżku obok niego i zaczęła mówić.
– Twój ojciec i ja rozmawialiśmy i wytłumaczyłam mu kilka spraw. A on mi uwierzył. Kiedy już… zrozumieliśmy się nawzajem… powiedział mi, gdzie jesteś, żebym mogła tu przyjechać i wytłumaczyć też to wszystko tobie.
– Więc zacznij te wyjaśnienia – powiedział lakonicznie, opierając się o poduszki. – Ale zrób to zwięźle – dodał zaskoczony, że udało jej się omotać jego ojca i nagle ciekaw zobaczenia chociaż części przedstawienia, jakie dała wczorajszego wieczoru.
Meredith spojrzała w jego zimną, pełną groźby twarz i odetchnęła głęboko, żeby się uspokoić. Zmuszała się do spojrzenia mu w oczy. Jeszcze przed chwilą te oczy były pełne ciepłego uśmiechu, teraz były jak kryształki lodu.
– Masz zamiar zacząć mówić – rzucił – czy będziesz tu siedzieć i wpatrywać się we mnie?
Skrzywiła się, słysząc ton jego głosu, ale nie spuściła wzroku.
– Będę mówić – powiedziała. – To wszystko jest trochę skomplikowane…
– Ale z pewnością przekonujące – zakpił.
Zamiast replikować z pełną dumy wściekłością, co robiła zwykle w stosunku do niego w przeszłości, skinęła głową i uśmiechnęła się niepewnie.
– Miejmy nadzieję.
– Zaczynaj więc! Ale trzymaj się konkretów: mów to, w co chcesz, żebym uwierzył, to, co oferujesz i czego chcesz ode mnie w zamian za to. Prawdę mówiąc, spokojnie możesz opuścić to ostatnie. Wiem, czego chcesz. Jestem tylko ciekaw, w jaki sposób masz zamiar to osiągnąć.
Te słowa smagały jej nadwątlone poczucie dobra i zła niczym bicze, ale wytrzymała jego wzrok i zaczęła mówić spokojnie i szczerze.
– Chcę, żebyś uwierzył w fakty, które zaraz ci podam, jako gałązkę oliwną oferuję to samo, co miałam zamiar ci zaoferować, kiedy wczoraj poszłam do twojego mieszkania. A to, czego chcę od ciebie w zamian – ciągnęła, ignorując jego sugestie, żeby opuściła tę część – to zawieszenie broni i wzajemne zrozumienie. Bardzo mi na tym zależy.
Kiedy mówiła ostatnie słowa, sardoniczne rozbawienie wykrzywiło jego usta.
– I to wszystko, czego chcesz… zawieszenia broni i wzajemnego zrozumienia? – kłująca ironia w jego głosie spowodowała, że pomyślała zmieszana, że on myśli o ziemi w Houston. – Czekam na ciąg dalszy – naciskał niegrzecznie, widząc, że się waha. – Teraz, kiedy rozumiem twoje czysto altruistyczne motywy, wyjaw, co jesteś skłonna zaoferować.
Zabrzmiało to tak, jakby nie tylko wątpił w jej motywy, ale jakby wątpił też, że ona może zaoferować cokolwiek, co nie byłoby trywialne lub mało istotne. W tej sytuacji zagrała swoją kartą atutową. Zaoferowała mu coś, co było dla niego rzeczą najwyższej wagi. Była tego pewna.
– Oferuję ci zaaprobowanie twojej prośby w komisji ziemskiej w Southville – powiedziała i zobaczyła, jak zaskoczyło go to, że przyznała wprost, że wie o całej sprawie. – Wiem, że mój ojciec postarał się o zablokowanie jej. Chcę, żebyś wiedział, że nigdy tego nie popierałam. Pokłóciłam się z nim o to na długo przed naszym lunchem.
– Jaką prostolinijną osobą stałaś się nagle. Uśmiechnęła się nieznacznie.
– Domyślałam się, że zareagujesz w ten sposób. Na twoim miejscu zareagowałabym tak samo, ale uwierz mi, mogę to udowodnić. Komisja zaaprobuje twoją prośbę, jeśli tylko przedłożysz im ją ponownie. Ojciec dał mi słowo, że nie tylko przestanie ją blokować, ale użyje wręcz swoich wpływów do jej zaaprobowania. Ja z kolei daję ci moje słowo, że dopilnuję, żeby on dotrzymał swojego. Matt zaśmiał się nieprzyjemnie.
– Skąd to przekonanie, że uwierzę twojemu albo jego słowu w jakiejkolwiek sprawie? Teraz to ja przedstawię ci propozycję – dodał jedwabistym, pełnym groźby głosem. – Jeśli moja prośba w komisji zostanie zaaprobowana bez mojego ponownego jej przedłożenia, do piątej po południu we wtorek, nie złożę pozwów sądowych, przygotowywanych przez moich prawników, które mają być złożone w środę. Jeden z pozwów jest przeciwko twojemu ojcu i senatorowi Davisowi za próbę niezgodnego z prawem wpływania na urzędników państwowych, a drugi z nich przeciwko komisji ziemskiej w Southville za celowe działanie na szkodę społeczeństwa ich regionu.
Meredith poczuła, że robi jej się słabo, kiedy zorientowała się, co miał zamiar zrobić, i kiedy uświadomiła sobie niesamowite tempo, w jakim mobilizował siły do rewanżu. Jak napisał o nim „Business Week”:
…to człowiek, który jest żywym przykładem powrotu do czasów, kiedy zasada „oko za oko”, była uważana za wymiar sprawiedliwości, a nie brutalną, nieludzką zemstę. Meredith opanowała drżenie strachu i przypomniała sobie, że pomimo wszystkiego, co napisano o nim, mimo że miał wszelkie powody, by nią gardzić, Matt jednak próbował potraktować ją przyjaźnie w operze. Był też skłonny spróbować tego znowu tego dnia, kiedy jedli razem lunch. Dopiero kiedy został doprowadzony do granic wytrzymałości, zwrócił się przeciwko jej ojcu i niej. Świadomość tego dodała jej odwagi i sprawiła coś jeszcze: spowodowała przypływ jej głębokiej czułości dla tego rozeźlonego, dynamicznego człowieka, który okazał tyle powściągliwości.