– Co jeszcze? – warknął niecierpliwie Matt i zdziwił się, widząc łagodność malującą się w jej oczach, kiedy podniosła je ku niemu i powiedziała:
– Nie będzie dalszych aktów odwetu ze strony mojego ojca, drobnych czy dużych.
– Czy to oznacza – zapytał z kpiącym zachwytem – że mogę zostać członkiem tego waszego ekskluzywnego, milutkiego klubu?
Rumieniąc się, skinęła głową.
– Nie jestem tym zainteresowany. Nigdy nie byłem. Co jeszcze oferujesz? – Stracił cierpliwość, kiedy wahała się i skręcała nerwowo palce dłoni. – Nie mów mi tylko, że to już wszystko! To cała twoja oferta? I teraz ja powinienem przebaczyć, zapomnieć i dać ci to, czego naprawdę chcesz?
– Co rozumiesz przez: to, czego naprawdę chcę?
– Houston – sprecyzował lodowato. – Wśród swoich nieegoistycznych motywów tej wizyty pominęłaś motyw trzydziestu milionów dolarów, który sprawił, że pognałaś wczoraj wieczorem do mojego mieszkania. Czy może źle oceniam czystość tego działania, Meredith?
Zaskoczyła go ponownie, potrząsając głową i przyznając cicho:
– Dowiedziałam się wczoraj, że kupiłeś ziemię w Houston i masz rację… To posłało mnie do twojego mieszkania.
– A potem spowodowało, że przybiegłaś aż tutaj – dodał z sarkazmem. – A teraz, skoro już tu jesteś, przygotowałaś się na powiedzenie czy zrobienie tego, co tylko będzie konieczne, żebym zmienił zdanie i sprzedał ci tę ziemię za tyle, ile za nią zapłaciłem. Powiedz mi dokładnie, jak daleko masz zamiar się posunąć?
– Co przez to rozumiesz?
– Czy to znaczy, że to już wszystko? Na pewno stać cię na więcej niż tylko na tych kilka nic nie znaczących obietnic?
Już chciała mu odpowiedzieć, ale Matt miał dosyć tej żenującej szarady.
– Pozwól, że oszczędzę ci kłopotania się odpowiedzią na to pytanie. Nic, co zrobisz czy powiesz teraz czy w przyszłości, nie będzie dla mnie miało najmniejszego znaczenia. Absolutnie. Możesz skakać nade mną, możesz zaoferować, że prześpisz się ze mną, a ziemia w Houston ciągle będzie cię kosztować trzydzieści milionów dolarów. Jeśli jej będziesz chciała. Czy to jasne dla ciebie?
Jej reakcja zadziwiła go kompletnie. Każdym wypowiedzianym zdaniem walił w nią niczym młotem, groził jej pozwami sądowymi i wyniszczającym skandalem, który byłby ich następstwem, obrażał ją każdym dźwiękiem swojego głosu. Mówiąc krótko, poddawał ją takiemu rodzajowi zastraszania, który sprawiał, że najbardziej twardzi przeciwnicy w interesach zaczynali się pocić albo wpadali w gniew. Jej opanowania nie udawało mu się przełamać. Prawdę mówiąc, patrzyła na niego z takim wyrazem twarzy, że o ile Matt nie wiedziałby, że było to niemożliwe, wziąłby to za czułość i odzwierciedlenia żalu za wszystko, co wydarzyło się w przeszłości.
– To wystarczająco jasne – powiedziała łagodnie i wstał powoli.
– Rozumiem, że wyjeżdżasz? Potrząsnęła przecząco głową i uśmiechnęła się nieznacznie.
– Mam zamiar podać ci śniadanie i skakać wokół ciebie.
– Na miłość boską! – eksplodował, a jego własna, niewzruszona kontrola nad sytuacją zachwiała się odrobinę. – Nie zrozumiałaś tego, co właśnie powiedziałem? Nic, co zrobisz, nie zmieni mojego zdania na temat ziemi w Houston!
Spoważniała, a jej oczy pozostawały łagodne.
– Wierzę ci. – I? – zażądał wyjaśnień, a jego złość przeszła w kompletne rozczarowanie, które złożył na karb działania leków utrudniających mu koncentrację.
– I akceptuję twoją decyzję jako… jako rodzaj, powiedzmy, kary za błędy przeszłości. Nie mógłbyś znaleźć niczego lepszego w tej materii – przyznała bez pretensji. – Chciałam tego kawałka ziemi dla Bancroft i S – ka i będzie mnie bardzo boleć, jeśli dostanie się ona komuś innemu. Nie stać nas na zapłacenie trzydziestu milionów. – Patrzył na nią zszokowany, nie dowierzał, kiedy ciągnęła dalej ze smętnym uśmiechem: – Zabrałeś mi coś, co niesamowicie chciałam mieć. Teraz, kiedy już to zrobiłeś, uznasz, że wyrównaliśmy rachunki i przystaniesz na zgodę?
W pierwszym odruchu miał zamiar jej powiedzieć, żeby poszła do diabła, ale była to czysto emocjonalna reakcja. Kiedy w grę wchodził przetarg, Matt nauczył się już dawno temu, że nie wolno pozwolić, aby emocje brały górę nad własną oceną sytuacji i logicznym spojrzeniem na nią. To właśnie logika rozumowania przypomniała mu, że pewien rodzaj cywilizowanych stosunków z nią był czymś, do czego miał nadzieję doprowadzić w czasie ich dwóch ostatnich spotkań. Teraz ona właśnie mu to oferowała… jednocześnie, z zadziwiającą wprost gracją, jemu przypisując zwycięstwo. Z gracją, której trudno było się oprzeć. Stała, czekając na jego decyzję. Włosy opadały jej na ramiona w żywiołowej kaskadzie fal i loczków, ręce wsunęła w kieszenie spodni i wyglądała raczej jak pełna skruchy uczennica wezwana do dyrektora szkoły niż jak dyrektor korporacji. Udawało jej się wyglądać jednocześnie na dumną młodą damę z towarzystwa, która była królewsko spokojna, anielsko niedostępna i zachwycająco piękna.
Patrząc na nią teraz, Matt w końcu dokładnie zrozumiał swoją dawną obsesję na jej punkcie. Meredith Bancroft była kwintesencją kobiecości: była zmienna i trudno było przewidzieć jej posunięcia. Była dumna, czarująca, pełna radości i powagi, anielsko łagodna i wybuchowa. Niesamowicie poprawna… nieświadomie prowokująca.
Po co prowadzić tę śmieszną wojnę z nią, zapytał sam siebie. Jeśli zrezygnuję z tego, będą mogli iść własnymi drogami bez dalszych żalów. Przeszłość, już wiele lat temu, powinna była pójść w zapomnienie. Już dawno minął czas, kiedy należało to zrobić. Będzie miał swoją zemstę wartą dziesięć milionów dolarów. Ani przez chwilę nie wierzył, że nie uda jej się zdobyć dodatkowych pieniędzy. Już był skłonny jej ulec, kiedy nagle przypomniał sobie ją, przynoszącą mu tacę. Musiał opanować uśmiech. W chwili, kiedy zmienił się wyraz jego twarzy, zorientował się, że wyczuła, że był gotów skapitulować; odprężyła się odrobinę, a w jej oczach pojawiła się ulga. Fakt, że tak dobrze potrafiła odczytywać jego nastrój, był na tyle irytujący, że postanowił przedłużyć napięcie. Krzyżując ręce na piersiach, powiedział:
– Nie zawieram układów, leżąc bezradnie w łóżku. Nie dała się omamić.
– Sądzisz, że śniadanie mogłoby nastroić cię bardziej przychylnie? – zapytała z uśmiechem. Droczyła się z nim.
– Wątpię – rzucił, ale jej śmiech był tak zaraźliwy, że wbrew sobie odpowiedział tym samym.
– Ja też tak myślę – zażartowała, po czym wyciągnęła do niego rękę. – Zgoda?
Matt zareagował na ten gest automatycznie i zaczął wyciągać dłoń, ale ona nagle cofnęła swoją rękę poza zasięg jego dłoni i z uśmiechem pełnym zadowolenia powiedziała:
– Zanim przystaniesz na to, jest coś, przed czym muszę cię ostrzec.
– A mianowicie?
Jej głos brzmiał na poły serio.
– Myślałam o tym, żeby zaskarżyć cię, jeśli chodzi o tę ziemię w Houston. Nie chciałabym, żeby to, co mówiłam wcześniej, wprowadziło cię w błąd, że z ochotą akceptuję jej stratę jako zadośćuczynienie w stosunku do ciebie, za wszystko, co złe. Kiedy to mówiłam, miałam na myśli tylko to, że jeśli sąd nie zmusi cię do sprzedaży tej ziemi za jej obecną cenę rynkową, zaakceptuję to bez urazy do ciebie. Mam nadzieję, że zrozumiesz, że cokolwiek zdarzy się w tej sprawie, nie będzie to nic osobistego, lecz tylko interesy.
Oczy Matta błyszczały od powstrzymywanego śmiechu.
– Podziwiam twoją szczerość i zdecydowanie – powiedział. – Sugeruję jednak, żebyś rozważyła jeszcze raz sprawę stawiania mnie przed sądem. Skarżenie mnie o oszustwo czy z jakiegokolwiek innego powodu będzie cię kosztować fortunę i przegrasz tę sprawę.