Zupełnie tak samo jak w czasie ubiegłotygodniowego lunchu Matt natychmiast poczuł się zaintrygowany jej profesjonalnym wcieleniem. Było tak po części i dlatego, że ta jej strona była tak różna od tego, co pamiętał sprzed lat.
– Dlaczego nie wykorzystaliście tego w pełni? – zapytał. W kilka godzin później, kiedy ich rozmowa przeniosła się z handlowych problemów „Bancrofta” na jego finansowe operacje, a potem na problemy z obciążeniami towarów i planami rozwojowymi, Matt nie był już tylko ledwie zaciekawiony. Był pod wrażeniem tego, co usłyszał, i… w jakiś szalony sposób był niesamowicie z niej dumny.
Meredith, siedząc naprzeciwko, zdawała sobie niejasno sprawę z tego, że zyskała jego aprobatę, ale była tak pochłonięta dyskusją, tak pełna podziwu dla jego natychmiastowego zrozumienia skomplikowanych zagadnień, o których mówiła, że straciła poczucie czasu. Kartka, na której robiła notatki, była teraz wypełniona jego sugestiami. Chciała przemyśleć je później. Ostatnia z nich jednak absolutnie nie wchodziła w grę.
– Nigdy nie będziemy w stanie przeprowadzić tego – wyjaśniła, kiedy namawiał ją, żeby „Bancroft” zainteresował się zakupem własnych fabryk odzieży na Tajwanie czy w Korei.
– Dlaczego nie? Własne fabryki odzieży wyeliminowałyby wasze problemy z kontrolą jakości i utratą zaufania klientów.
– Masz rację, ale na taki wydatek nie mogłabym sobie pozwolić w żaden sposób. Ani teraz, ani w najbliższej przyszłości.
Zmarszczył brwi, widząc, że go nie rozumie.
– Nie sugeruję, żebyś użyła swoich własnych pieniędzy. Pożycz je z banku, bankierzy po to właśnie są – dodał, zapominając, że jej narzeczony był właśnie bankierem. – Bankierzy pożyczają ci twoje własne pieniądze, kiedy są pewni, że to, na co je pożyczasz, jest pewnym interesem. Potem obciążają cię odsetkami za ich ponowne pożyczenie, a kiedy pożyczka jest już spłacona, mówią ci, jakie to ty miałaś szczęście, że oni ryzykowali za ciebie. Na pewno wiesz, jak się to odbywa.
Wybuchnęła śmiechem.
– Przypominasz mi moją przyjaciółkę Lisę. Ona nie jest zachwycona profesją mojego narzeczonego. Uważa, że Parker po prostu powinien dać mi pieniądze, kiedy ich potrzebuję, nie obstając przy zwykle w takich razach stosowanych zabezpieczeniach.
Uśmiech Matta zbladł nieco na wspomnienie jej narzeczonego. Po chwili Meredith dodała lekko:
– Zaczynam być ekspertem w dziedzinie pożyczek handlowych, wierz mi, „Bancroft” jest zadłużony po uszy, tak samo jaki ja.
– Co rozumiesz przez „tak samo jak i ja”?
– Rozwijamy się bardzo gwałtownie. Kiedy nabywamy centrum, budowane przez kogoś innego, koszty spadają, ale spadają też i zyski, dlatego zwykle budujemy je sami, a potem wynajmujemy jego część innym handlowcom. To kosztuje fortunę i pożyczamy oczywiście pieniądze.
– Rozumiem, ale co to ma wspólnego z tobą osobiście?
– Uzyskanie pożyczki wymaga zabezpieczeń – przypomniała. – „Bancroft” wykorzystał wszystkie zabezpieczenia, jakimi dysponował, oczywiście włączając w to istniejące już sklepy. Korporacja uzyskała je, gdy budowaliśmy sklepy w Phoenix. Chciałam kontynuować ekspansję w Nowym Orleanie i Houston. A żeby to zrobić, dałam jako zabezpieczenie akcje i majątek z mojego funduszu powierniczego. Za tydzień kończę trzydzieści lat i będę mogła kontrolować ten fundusz, który utworzył dla mnie dziadek.
Zauważyła, że Matt się skrzywił, i dodała żarliwie:
– Nie ma powodu do obaw. Sklep w Nowym Orleanie, tak jak przypuszczałam, z łatwością sprostał spłatom pożyczki. Nie mam się czym martwić, tak długo, jak długo sklep ją spłaca.
Matt był kompletnie zaskoczony.
– Chcesz przez to powiedzieć, że nie tylko dałaś swój własny majątek jako zabezpieczenie, ale też osobiście gwarantujesz tę pożyczkę dla sklepu w Nowym Orleanie?
– Musiałam to zrobić – wyjaśniła spokojnie.
Matt bez większego powodzenia starał się nie mówić jak poirytowany profesor pouczający z wyżyn o swojej wiedzy niedouczonego studenta.
– Nigdy więcej tego nie rób – przestrzegł. – Nigdy, przenigdy nie angażuj w interesy własnych pieniędzy. Powiedziałem ci: od tego są banki. To one czerpią korzyści z odsetek. Pozwól im ponosić ryzyko. Jeśli przedsięwzięcie miałoby się nie udać i sklep w Nowym Orleanie nie mógłby spłacić należności, ty musiałabyś to zrobić, a jeśli nie mogłabyś, bank musiałby ci pomóc.
– Nie było innego sposobu…
– Jeśli twój bank ci to powiedział, to są to brednie – przerwał jej. – Bancroft i S – ka jest firmą o ustabilizowanej pozycji, przynoszącą zyski. Tylko wtedy, jeśli jesteś osobą nieznaną, bez liczącej się przeszłości kredytowej, bank ma prawo prosić cię o osobiste gwarantowanie pożyczki lub przedstawienie twojego własnego majątku jako zabezpieczenia. – Otworzyła usta, żeby zaoponować, ale Matt powstrzymał ją unosząc dłoń. – Wiem, że będą próbować doprowadzić do tego, żebyś gwarantowała ją osobiście – przyznał. – Najchętniej widzieliby trzydziestu zabezpieczających na zwykłej hipotece, o ile udałoby się to im przeprowadzić. To eliminowałoby ich ryzyko. Ale nigdy, przenigdy więcej nie zgódź się podpisywać pożyczki „Bancrofta” swoim nazwiskiem. Czy przyszło ci chociaż do głowy, że szefowie General Motors mogą być proszeni przez kredytodawcę o osobiste poświadczenie pożyczki dla koncernu?
– Nie, oczywiście, że nie. Nasza sytuacja jest jednak trochę inna.
– To właśnie próbują ci wmówić banki. A tak w ogóle, jak się nazywa bank „Bancrofta”?
– To bank mojego narzeczonego… Reynolds Mercantile Trust – sprecyzowała, widząc na jego twarzy w świetle kominka najpierw szok, a potem poirytowanie.
– Niezłą transakcję sprokurował ci twój narzeczony – powiedział z sarkazmem.
Pomyślała, że ta uwaga może wypływać z męskiej chęci rywalizacji.
– Nie myślisz racjonalnie – obwieściła spokojnie. – Jest coś, o czym to ty zapominasz. Istnieje coś takiego jak bankowi kontrolerzy, którzy sprawdzają pożyczki udzielane przez bank. Teraz, kiedy wokół upadają banki, kontrolerzy niechętnym okiem patrzą na banki, które zbyt ostro inwestują w jednego pożyczkobiorcę. Bancroft i S – ka jest zadłużony w Reynolds Mercantile na setki milionów. Parker nie mógł w dalszym ciągu pożyczać nam, zwłaszcza teraz, kiedy jesteśmy zaręczeni, bez ściągania na siebie ostrej krytyki, o ile nie zapewnimy odpowiedniego zabezpieczenia.
– Musi istnieć inna forma takiego zabezpieczenia. Co z twoimi akcjami w firmie?
Zaśmiała się cicho i potrząsnęła przecząco głową.
– Już to wykorzystałam, mój ojciec też. Jest tylko jeden poważny akcjonariusz w rodzinie, który jeszcze nie wykorzystał swoich akcji.
– Kto to taki?
Meredith szukała okazji do zmiany tematu, jaki przybrała rozmowa, i Matt właśnie stworzył jej taką możliwość.
– Moja matka.
– Twoja matka?
– Wyobraź sobie, że ja też mam matkę – powiedziała sucho. – Dostała duży pakiet akcji, jako część ugody rozwodowej.
– Dlaczego nie przedstawiła swoich akcji w banku? To miałoby sens. Miałaby z tego zysk. Wartość akcji rośnie z każdym dniem, w którym Bancroft i S – ka rozwija się i dobrze prosperuje.
Meredith spojrzała na niego, odkładając notatnik.
– Nie zrobiła tego, ponieważ nie została o to poproszona.
– Byłabyś skłonna powiedzieć mi, dlaczego tego nie zrobiono? – Miał nadzieję, że nie uzna jego chęci pomocy za wścibstwo.
– Nie poproszono jej o to, bo mieszka gdzieś we Włoszech i od czasu, kiedy miałam rok, ani ja, ani ojciec nie mieliśmy z nią do czynienia. – Widząc, że wysłuchał tego zupełnie obojętnie, bez śladu emocji, zdecydowała powiedzieć mu coś, co zwykle wolała pomijać. Obserwując, jak zareaguje, powiedziała z uśmiechem: – Moja matka to była… to jest Caroline Edwards.