Выбрать главу

Zmarszczył ciemne brwi, usiłując skojarzyć nazwisko z osobą, a Meredith naprowadzała go:

– Przypomnij sobie stary film Carry'ego Granta, w którym on był na Riwierze, a księżniczka z mitycznego królestwa uciekała…

Po jego uśmiechu zorientowała się, w którym dokładnie momencie zidentyfikował film i aktorkę grającą główną rolę. Oparł się o oparcie kanapy i spojrzał na nią z uśmiechem pełnym zaskoczenia.

– Ona jest twoją matką? Meredith skinęła potakująco głową.

W pełnej zamyślenia ciszy Matt porównywał elegancką perfekcję rysów Meredith do tego, co przypominał sobie o gwieździe tego filmu. Matka Meredith była piękna, ale Meredith była piękniejsza. Ona emanowała blaskiem, który rozświetlał niejako od środka i rozbłyskiwał w jej pełnych ekspresji oczach; miała w sobie naturalną elegancję, której nie zdobyła w żadnej szkole aktorskiej. Miała zgrabny nos, którego pozazdrościłby jej każdy rzeźbiarz; delikatne kości policzkowe i romantycznie wykrojone usta, zachęcające mężczyznę do ich całowania, a jednocześnie każda inna jej cząstka ostrzegała tego mężczyznę, żeby trzymał się od niej na dystans.

Nawet jeśli tym mężczyzną był jej mąż…

Odepchnął tę myśl od siebie w chwili, kiedy się pojawiła. Byli małżeństwem tylko w sensie formalnym, tak naprawdę byli obcymi sobie ludźmi. Obcymi ludźmi, znającymi się intymnie, podszepnął mu diablik w jego umyśle i nagle Matt zmusił się, żeby nie patrzeć poniżej wycięcia karo jej jaskrawożółtego swetra. Nie musiał tam patrzeć. Kiedyś zapoznał się dokładnie i wycałował każdy centymetr piersi, które teraz tak prowokująco wypełniały ten sweter. Ciągle jeszcze czuł je w swoich dłoniach, pamiętał delikatność jej skóry, twardość sutków, zapach… Był zdziwiony wyraźnie seksualnym kierunkiem swoich myśli. Próbował sobie wmówić, że była to zupełnie naturalna, pełna aprobaty reakcja każdego mężczyzny stającego w obliczu kobiety, mającej bardzo ponętną umiejętność wyglądania jednocześnie niewinnie i kusząco w chwili, kiedy ma na sobie prosty sweter i spodnie. Zdał sobie sprawę, że wpatruje się w nią bez słowa, i powrócił do przerwanej rozmowy.

– Zawsze zastanawiałem się, skąd u ciebie ta śliczna twarz. Bóg mi świadkiem, że po ojcu urody nie odziedziczyłaś.

Była zaskoczona tym nieoczekiwanym komplementem i wyjątkowo zadowolona, że najwyraźniej uważał jej twarz za piękną, piękną jeszcze teraz, kiedy dobiegała trzydziestki. Podziękowała mu za te słowa uśmiechem i lekkim wzruszeniem ramion, bo naprawdę nie wiedziała, co powiedzieć.

– Jak to się stało, że do tej pory nie wiedziałem, kim jest twoja matka?

– Dawniej nie mieliśmy zbyt wiele czasu na rozmowy.

Bo byliśmy zbyt zajęci kochaniem się, odnotował jego umysł, zmuszając go do przypomnienia sobie tych gorących, nie kończących się nocy, kiedy trzymał ją w ramionach, łącząc swoje ciało z jej ciałem, próbując zaspokoić jej potrzeby, zadowolić ją i być blisko niej.

Meredith uznała zwierzanie się mu za zaskakująco przyjemne i zdecydowała się powiedzieć coś jeszcze.

– Słyszałeś kiedyś o Seaboard Consolidated Industries? Matt przebiegł myślami nazwy i fakty, które nagromadził przez lata.

– Jest Seaboard Consolidated gdzieś na południowym wschodzie, chyba na Florydzie. To firma holdingowa, która najpierw skupiała kilka dużych firm chemicznych, a potem zmieniła profil na przemysł wydobywczy, kosmiczny, fabryki elementów komputerowych i sieć drogerii.

– Sklepów spożywczych – poprawiła go i spojrzała na niego z ukosa z pełnym wigoru uśmiechem, który kiedyś zwykle prowokował go do przyciągnięcia jej w ramionami zmalowania go z jej ust. – Seaboard został założony przez mojego dziadka.

– A teraz należy do ciebie? – powiedział Matt, przypominając sobie nagle, że na czele Seabordu stała kobieta.

– Nie, należy do mojej przybranej babki i jej dwóch synów. Dziadek na siedem lat przed śmiercią ożenił się ze swoją sekretarką. Później adoptował jej synów, a kiedy umarł, zostawił im Seaboard.

Zrobiło to wrażenie na Matcie.

– Ona jest całkiem niezła w interesach. Obróciła Seaboard w duży przynoszący zyski konglomerat.

Awersja Meredith do przybranej babki spowodowała, że zaoponowała, słysząc pochwałę nie należącą się, jej zdaniem, tej kobiecie i robiąc to odsłoniła się bardziej, niż zamierzała.

– Charlotta rozwinęła tę firmę, ale konglomerat zawsze był bardzo zróżnicowany. W rzeczywistości Seaboard ma wszystko, co rodzina zdobyła przez całe pokolenia. Bancroft i S – ka, tzn. dom handlowy, stanowił mniej niż jedną czwartą całkowitej wartości tego majątku. Nie jest to więc tak, jakby ona zbudowała coś z niczego.

Meredith zobaczyła zaskoczenie w twarzy Matta. Zorientowała się, że zauważył już bardzo nierówny podział majątku jej dziadka. Każdego innego dnia nie ujawniłaby tak wiele jak dzisiaj, ale było coś wyjątkowego w tym dniu. Było przyjemnie znowu, po tylu latach siedzieć naprzeciwko Matta w aurze przyjaźni. Miała też miłą świadomość tego, że naprawiała stosunki, które nigdy nie powinny były przekształcić się we wrogość między nimi. Pochlebiało jej też to, że wydawał się zainteresowany tym, co mówiła. Wszystko to połączone z przytulnością, jaką dawał ogień płonący na kominku i rosnąca ciągłe za oknami warstwa śniegu, tworzyło atmosferę, która zachęcała do zwierzeń.

Jako że Matt kurtuazyjnie zrezygnował z dalszego zagłębiania się w tę sprawę, Meredith z ochotą zaoferowała wyjaśnienia.

– Charlotta i mój ojciec nienawidzili się. Małżeństwo dziadka z nią stworzyło między nimi obydwoma przepaść, która tak naprawdę nigdy nie zniknęła. Później, być może w odwecie, bo mój ojciec odsunął się od niego, dziadek adoptował synów Charlotty. Nawet nie wiedzieliśmy o tym do chwili, kiedy odczytano testament. Dziadek podzielił swój majątek na cztery części. Jedną z nich zapisał ojcu, a pozostałe Charlotcie i jej synom. Charllotta oczywiście zawiaduje częściami synów.

– Czyżbym słyszał nutkę cynizmu w twoim głosie, zawsze kiedy wspominasz tę kobietę?

– Być może.

– Dlatego, że zagarnęła trzy czwarte majątku twojego dziadka – snuł domysły – zamiast połowy, co byłoby bardziej naturalne?

Meredith zerknęła na zegarek, zorientowała się, że musi zająć się przygotowaniem obiadu, i szybko wyjaśniła całą resztę sprawy.

– To nie dlatego nie mogę jej znieść. Charlotta to najtwardsza, najbardziej pozbawiona uczuć kobieta, jaką kiedykolwiek znałam. Myślę, że ona z premedytacją pogłębiła rozdźwięk między moim ojcem a dziadkiem. Nie żeby musiała się do tego bardzo przykładać – skonkludowała, uśmiechając się niewyraźnie. – Ojciec i dziadek byli uparci i wybuchowi, absolutnie zbyt podobni do siebie, żeby mogli żyć miło i pokojowo. Kiedyś kłócili się o sposób, w jaki mój ojciec prowadzi sklep. Usłyszałam, jak dziadek krzyczał, że jedyną inteligentną rzeczą, jaką kiedykolwiek w życiu zrobił mój ojciec, było poślubienie mojej matki, co potem zmarnował, tak samo jak marnuje teraz sklep. – Zerknęła usprawiedliwiająco w stronę zegara i wstała, mówiąc: – Robi się późno, na pewno zgłodniałeś. Przygotuję kolację.

Uświadomił sobie, że rzeczywiście jest głodny, i też wstał.

– Twój ojciec naprawdę marnował sklep? – zapytał, kiedy szli do kuchni.

Meredith roześmiała się i potrząsnęła głową.

– Nie, jestem pewna, że nie. Dziadek miał słabość do pięknych kobiet. Uwielbiał moją matkę i był wściekły z powodu ich rozwodu. To właśnie on dał jej pakiet akcji „Bancrofta”. Powiedział, że to zrobi dobrze mojemu ojcu, jeśli będzie miał świadomość, że za każdym razem, kiedy sklep przyniesie chociaż dolar zysku, ona dostanie cząstkę tego w dywidendach.