Выбрать главу

– Po tym ostatnim ruchu jesteś mi winna dwa tysiące – wytknął jej, absolutnie usatysfakcjonowany grą i absolutnie oczarowany kobietą, która potrafiła sprawić, że wieczór spędzony na grze w „Monopol” stał się jednym z najprzyjemniejszych wieczorów w jego życiu. – Daj mi je.

Spojrzała na niego tak wyraziście, że zaśmiał się, zanim jeszcze powiedziała:

– Zostało mi tylko pięćset. Pożyczka wchodziłaby w grę?

– Nawet nie myśl o tym. Wygrałem. Poproszę o pieniądze.

– Kamienicznicy nie mają litości – powiedziała i energicznie położyła banknoty na jego dłoni. Próbowała się skrzywić, ale w rezultacie uśmiechnęła się. – Już kiedy ostatnio graliśmy w tę grę, powinnam była wiedzieć, że zostaniesz słynnym finansistą. Już wtedy kupowałeś wszystko w zasięgu wzroku i zgarniałeś wszystkie pieniądze.

Nie uśmiechnął się, ale patrzył na nią przez chwilę, po czym zapytał spokojnie:

– Czy miałoby jakieś znaczenie, gdybyś wtedy to wiedziała?

Pytanie tak nieoczekiwanie delikatnej materii na chwilę wytrąciło serce Meredith z normalnego rytmu. Desperacko spróbowała potraktować je lekko, żeby przywrócić dotychczasowy nastrój. Posiała mu komiczne spojrzenie śmiertelnie obrażonej kobiety i zaczęła uprzątać plansze do gry.

– Byłabym wdzięczna panu, panie Farrell, gdyby przestał pan sugerować, że mogłam być w młodości osobą interesowną. Upokorzył mnie pan dosyć jak na jeden wieczór przez wygranie wszystkich moich pieniędzy.

– Masz rację, to prawda - wpadł w jej lekki ton. Był zdziwiony, że w ogóle wypowiedział głośno to pytanie, i wściekły, że nagle zaczął się zastanawiać nad tym, co mógł wtedy zrobić, żeby chciała pozostać jego żoną. Wstał i upewnił się, że ogień na kominku jest wygaszony. Po uporaniu się z tym zadaniem kontrolował już zupełnie swoje emocje. – Skoro już mówimy o pieniądzach – powiedział, kiedy odkładała grę na półkę – jeśli kiedykolwiek jeszcze gwarantowałabyś osobiście pożyczkę dla swojej firmy, nalegaj przynajmniej na to, żeby bank twojego narzeczonego zgodził się na zwolnienie cię z tej gwarancji po dwóch, trzech latach. Jest to dla nich wystarczający okres na upewnienie się, że transakcja jest solidna.

Poczuła ulgę, słysząc zmianę tematu i odwróciła się do niego.

– Banki robią coś takiego?

– Zapytaj narzeczonego. – Usłyszał w swoim głosie sarkazm i był zły z powodu absurdalnego ukłucia zazdrości, które było jego przyczyną. Ciągle jeszcze miał sobie za złe to, co już powiedział, a wyrwało mu się nawet więcej. – A jeśli on nie zgodzi się na to, znajdź sobie innego bankiera.

Meredith wyczuła nagle, że porusza się po niepewnym gruncie, i nie mogła zrozumieć, jak do tego doszło.

– Reynolds Mercantile – wyjaśniła cierpliwie – jest bankiem „Bancrofta” prawie od stu lat. Jestem pewna, że gdybyś znał dokładnie naszą sytuację finansową, przyznałbyś, że Parker był bardziej niż pomocny.

Poczuł się zupełnie irracjonalnie urażony, że usilnie broniła Parkera, i powiedział coś, co przez cały wieczór chciał powiedzieć.

– Czy to on jest odpowiedzialny za ten pierścionek na twojej lewej dłoni?

Skinęła potakująco głową, obserwując go z obawą.

– Ma fatalny gust. Pierścionek jest obrzydliwy jak diabli. Powiedział to z tak niesamowitą pogardą i było to tak zgodne z prawdą, że poczuła wzbierający w niej śmiech. Matt stał bez ruchu. Brwi zmarszczył wyzywająco, czekając, żeby ośmieliła się temu zaprzeczyć. Widząc to, musiała przygryźć wargę, żeby nie zachichotać.

– To rodzinny klejnot.

– Jest obrzydliwy.

– No cóż, rodzinne klejnoty to…

– To po prostu przedmioty – powiedział brutalnie – posiadające wartość sentymentalną, ale często zbyt brzydkie, żeby móc je sprzedać, i zbyt cenne, żeby je wyrzucić.

Zamiast irytacji, czego oczekiwał, usłyszał wybuch śmiechu. Bezsilnie oparła się o ścianę.

– Masz rację – wyrzuciła z siebie.

Obserwował ją i usiłował pamiętać, że nic już dla niego nie znaczyła. Odwrócił wzrok od jej zniewalającej twarzy i zerknął na zegar stojący nad kominkiem.

– Już po jedenastej. Czas iść spać – powiedział. Meredith, zaskoczona szorstkością jego głosu, szybko odwróciła się i zgasiła lampę stojącą obok kanapy.

– Przepraszam. Nie powinnam była zatrzymywać cię tak długo. Nie myślałam, że jest już tak późno…

Kiedy wchodzili po schodach, żeby położyć się spać, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki nastrój przyjacielskiej wesołości zniknął kompletnie. Meredith wyczuła to, ale nie wiedziała, dlaczego tak się działo. Matt też to odnotował, ale on znał dokładnie przyczynę tego zjawiska. 2 chłodną rezerwą odprowadził ją do pokoju Julie i życzył dobrej nocy.

ROZDZIAŁ 37

O północy Matt ciągłe jeszcze nie spał. Oczy miał zamknięte, a umysł pełen myśli o tym, że ona śpi tuż obok. O wpół do pierwszej przewrócił się na wznak i sięgnął po przepisany przez lekarza specyfik z butelki opatrzonej napisem ostrzegającym o senności, jaką może on wywoływać. O pierwszej pięty naście otworzył energicznie butelkę po raz kolejny i wziął następną tabletkę.

Zasnął po nich, ale był to wywołany nienaturalnie sen pełen marzeń o niej… nie kończących się namiętnych marzeń. Czuł ją w nich w swoich ramionach nagą, żarliwą, pieszczącą go tak, że aż jęczał z rozkoszy. Kochał się z nią znowu i znowu, aż w końcu przeraził ją, bo nie mógł przestać… „Matt przestań, boję się”.

Mówiła mu, że to tylko sen… „Przestań, to ci się śni!”

Groziła, że wezwie lekarza… „Jeśli się nie obudzisz, wzywam lekarza!”

Nie chciał lekarza, chciał jej… Próbował znowu wziąć ją w objęcia, nakryć swoim ciałem, ale ona powstrzymywała go, kładła mu dłoń na czole… i proponowała kawę…

Kawę?

I znowu słyszał, jak delikatnie szepcze mu do ucha: „Do diabła, to tylko sen. Uśmiechasz się przez sen. Obudź się!”

To przekleństwo otrzeźwiło go. Meredith nigdy nie przeklinała. Coś musiało być nie tak z jego snami. Coś musiało być nie tak…

Zmusił się, żeby otworzyć oczy, i spojrzał w jej piękną twarz. Walczył, żeby wrócić do rzeczywistości. Nachylała się nad nim. Trzymała dłonie na jego ramionach i wyglądała na zaniepokojoną.

– Co się stało? – zapytał.

Puściła jego ramiona i z ulgą usiadła na łóżku obok niego.

– Przewracałeś się niespokojnie w łóżku i mówiłeś tak głośno, że usłyszałam cię z korytarza. Przestraszyłam się, kiedy nie mogłam cię dobudzić, ale czoło miałeś chłodne. Proszę, przyniosłam ci kawę – dodała, wskazując filiżankę stojącą na nocnej szafce.

Posłusznie zmobilizował się, żeby usiąść w łóżku. Oparł się wygodnie o zagłówek, przeciągnął dłonią przez włosy, próbując otrząsnąć się z resztek snu.

– To te proszki – wyjaśnił. – Dwa takie wystarczyłyby za ładunek głowicy nuklearnej.

Wzięła do ręki butelkę i przeczytała etykietkę.

– Tu jest napisane, że wolno wziąć tylko jeden.

Nie mówiąc nic, Matt wziął filiżankę i wypił większość jej zawartości, po czym odchylił głowę na poduszki i przymknął oczy na kilka minut. Czekał, aż ciepło płynu i zawarta w nim kofeina dokona swego dzieła. Czuł się absolutnie szczęśliwy i nie przejmował się problemami, które prześladowały go poprzedniego wieczoru.

Meredith pamiętała rytuał towarzyszący jego przebudzeniom, niechęć do rozmowy przez kilka pierwszych minut. Wstała i zaczęła porządkować rzeczy na jego nocnej szafce, potem zupełnie nieświadomym gestem wzięła jego szlafrok i ułożyła go w nogach łóżka. Kiedy odwróciła się ku niemu, jego oczy były już bardziej ożywione. Widać było, że jest zrelaksowany, i wyglądał niemal chłopięco. I bardzo interesująco.