Выбрать главу

– Spałam, kiedy to się zaczęło. Coś wyrwało mnie ze snu. Czułam się dziwnie i zapaliłam lampkę. Kiedy spojrzałam w dół, zobaczyłam, że cała pościel zalana była krwią. Zaczęłam krzyczeć. – Przerwała na chwilę, po czym zmusiła się, żeby ciągnąć dalej. – Właśnie tego dnia pani Ellis wróciła z Florydy. Usłyszała mnie i zawołała ojca. Ktoś wezwał karetkę. Rozpoczęły się bóle porodowe. Błagałam ojca, żeby próbował zadzwonić do ciebie. Nadjechała karetka. Pamiętam, jak wynosili mnie z domu na noszach. Biegli z nimi. Pamiętam też przeraźliwy dźwięk syreny. Próbowałam zakryć uszy, żeby tego nie słyszeć, ale dali mi zastrzyk i przytrzymali ręce – wzięła drżący oddech niepewna, czy uda jej się mówić dalej i nie płakać. Poczuła dłoń Matta przesuwającą się wzdłuż jej kręgosłupa, przyciskającą ją do jego mocnego ciała. Znalazła siłę, żeby skończyć. – Potem pamiętam dopiero elektroniczne odgłosy pracujących urządzeń. Kiedy otworzyłam oczy, leżałam w szpitalnym łóżku. Miałam podłączone jakieś plastikowej rurki, maszyna monitorowała moje serce. Było już widno. Siedziała przy mnie pielęgniarka i kiedy próbowałam pytać o nasze dziecko, pogłaskała moją dłoń i powiedziała, żebym się nie martwiła. Zapytałam, czy mogę zobaczyć ciebie, ale powiedziała, że jeszcze nie przyjechałeś. Kiedy znowu otworzyłam oczy, była noc. Wokół mojego łóżka stali lekarze i pielęgniarki. Zapytałam o dziecko i powiedzieli mi, że mój lekarz jest już w drodze do szpitala i że wszystko będzie dobrze. Wiedziałam, że kłamią. Wtedy poprosiłam, nie – poprawiła się, patrząc smutno na niego, odchylając głowę lekko do tyłu – rozkazałam im, żeby tobie pozwolili przyjść do mnie. Wiedziałam, że tobie nie odważą się skłamać.

Próbował uśmiechnąć się w odpowiedzi, ale tego uśmiechu nie było widać w jego pełnych bólu oczach. Przytuliła policzek do jego piersi.

– Powiedzieli mi, że ciebie nie ma, ale że jest mój ojciec. Kiedy przyjechał lekarz, ojciec wszedł razem z nim, a wszyscy inni wyszli z pokoju…

Przerwała na chwilę, wzdrygając się na wspomnienie tego, co nastąpiło potem. Wyczuwając, co przeżywała, dotknął dłonią jej policzka, przyciskając jej twarz tak, żeby słyszała rytmiczne bicie jego serca.

– Mów dalej – szepnął głosem przepełnionym czułością i żalem. – Jestem przy tobie, tym razem to nie może już tak boleć.

Wierzyła mu na słowo. Jej dłonie powędrowały na jego ramiona, instynktownie uchwyciła się ich, szukając wsparcia. Świeże łzy zalały jej oczy i rwały mówione przez nią słowa.

– Doktor Arledge powiedział mi, że mielibyśmy córeczkę i że zrobiono wszystko, co w ludzkiej mocy, żeby ją uratować. Nie udało im się to, bo… bo ważyła za mało. – Łzy spływały po jej policzkach. – Była za mała! – powtórzyła z rozdzierającym serce łkaniem. – Pomyślałam, że dziewczynki zwykle są małe. „Małe” to takie śliczne słowo, takie właśnie dziewczęce…

Poczuła palce Matta wpijające się jej w plecy. Ta reakcja dodała jej w jakiś sposób sił. Westchnęła głęboko i skończyła:

– Była tak mała, że jej układ oddechowy nie pracował prawidłowo. Doktor Arledge zapytał mnie, co chcę zrobić. Kiedy zorientowałam się, że pyta o to, czy chcę nadać jej imię i urządzić… pogrzeb, zaczęłam błagać, żeby pozwolił mi zobaczyć ciebie. Ojciec był wściekły na niego, że tak mnie zdenerwował, i powiedział, że wysłał do ciebie telegram, ale że nie przyjechałeś. Doktor Arledge oświadczyła że nie mogę zwlekać z podjęciem tych decyzji. I wtedy… wtedy zdecydowałam… Dałam jej na imię Elizabeth. Pomyślałam, że chciałbyś tego. Powiedziałam ojcu, że chcę, żeby miała mnóstwo różowych róż i żeby wszystkie karteczki dołączone do nich były od nas i miały napisy: „Kochaliśmy cię”.

Głos Matta był szorstki.

– Dziękuję – szepnął i nagle zorientowała się, że krople na jej policzkach to nie tylko jej łzy, ale i jego.

– I wtedy zaczęłam czekać – powiedziała mu z pełnym złości spojrzeniem. – Czekałam na ciebie. Myślałam, że jeśli będziesz ze mną, jakimś cudem wszystko zacznie się układać. – W chwili, kiedy skończyła mówić, poczuła ulgę, ogarniający ją spokój.

Kiedy Matt wreszcie się odezwał, on też już odzyskał kontrolę nad swoimi emocjami.

– Telegram twojego ojca dotarł do mnie dopiero w trzy dni po tym, jak go wysłał. Było w nim napisane, że usunęłaś ciążę i że nie chcesz ode mnie nic poza rozwodem, którym już się zajęłaś. Mimo to poleciałem do kraju. Jedna ze służących u ciebie w domu powiedziała mi, gdzie jesteś, ale kiedy dotarłem do szpitala, usłyszałem, że zastrzegłaś, żeby nie wpuszczano mnie do ciebie na górę. Wróciłem tam następnego dnia z częściowo uformowanym planem przedarcia się przez ochroniarzy w skrzydle Bancrofta. Nie udało mi się tam nawet dotrzeć. Przy głównym wejściu czekał na mnie gliniarz. Zaprezentował mi sądowy nakaz, zgodnie z którym moje znalezienie się w pobliżu ciebie stawało się przestępstwem ściganym prawem.

– A ja przez cały ten czas – szepnęła – byłam tam i czekałam na ciebie.

– Wierz mi – powiedział spięty – że gdybym wiedział, że chcesz mnie zobaczyć, to żaden nakaz sądowy, żadna siła na ziemi nie powstrzymałyby mnie przed dotarciem do ciebie!

Próbowała uspokoić go prostą prawdą:

– I tak nie mógłbyś mi pomóc. Wydało jej się, że lekko zesztywniał.

– Nie mógłbym? Potrząsnęła głową.

– Wszystko, co z medycznego punktu widzenia było możliwe, zostało dla mnie zrobione, tak samo jak i dla Elizabeth. Nie mogłeś pomóc w żaden sposób. – Czuła taką ulgę, że w końcu wypowiedziała już całą prawdę, przyznała, że pokonując swoją dumę, zrobiła jeszcze jeden gest w jego stronę. – Widzisz, kazałam napisać tamte słowa na karteczkach dołączonych do róż, bo w głębi serca wiedziałam, co naprawdę czułeś do naszego dziecka… i do mnie.

– Powiedz – rzucił cicho – co to takiego?

Zaskoczona nagłą czułością brzmiącą w jego głosie odchyliła głowę lekko do tyłu. Uśmiechnęła się łagodnie, chcąc podkreślić, że nie krytykuje go, i powiedziała:

– Teraz jest to tak samo oczywiste, jak było wtedy. Byłeś obarczony nami dwiema. Tylko raz przespałeś się z osiemnastoletnią dziewicą, która zrobiła wszystko, żeby cię uwieść, i która była na tyle głupia, że nie użyła środków antykoncepcyjnych i popatrz, co się stało.

– Co się stało? – zapytał agresywnie.

– Co się stało? Wiesz, co się stało. Odszukałam cię, żeby przekazać ci radosną wiadomość, a ty postąpiłeś szlachetnie: poślubiłeś dziewczynę, której nie chciałeś.

– Której nie chciałem? – eksplodował, a jego twardy głos całkowicie kontrastował z poruszającym znaczeniem wypowiadanych przez niego słów: – Pragnąłem cię każdego cholernego dnia mojego życia.

Wpatrywała się w niego jak zahipnotyzowana, niedowierzająca, pełna radości, roztrzęsiona.

– Myliłaś się też co do czegoś jeszcze – powiedział, a jego twarz w tym momencie złagodniała. Ujął między dłonie jej zapłakaną twarz, wycierał palcami jej mokre policzki. – Jeśli dostałbym się do ciebie do szpitala, to mógłbym ci pomóc.

Jej głos stał się drżącym szeptem: – Jak?

– Właśnie tak – powiedział. Nie wypuszczając jej twarzy z dłoni nachylił się i musnął wargami jej wargi. Niezwykła czułość tego pocałunku i pieszczota jego palców na jej twarzy zniweczyły kompletnie jej siły obronne. Myślała, że wypłakała już wszystkie łzy, a w tej chwili poczuła, że napływają one nową falą do jej oczu. – I tak… – Jego usta ześlizgnęły się w kąciki jej oczu. Zcałował jej łzy. – Zabrałbym cię ze szpitala do domu i obejmowałbym cię… właśnie tak… – opowiadał, przytulając każdy skrawek jej ciała do swojego. Tuż przy uchu słyszała jego oddech. Czuła niezwykłe mrowienie wzdłuż całego kręgosłupa. – Kiedy poczułabyś się już lepiej, kochalibyśmy się, a później jeślibyś tego chciała, mielibyśmy znowu dziecko… – Tym razem nie dodał „właśnie tak”, ale wiedziała, że myślał o tym, kiedy położył ją na łóżku i znalazł się tuż obok niej. Była tego tak pewna, jak i tego, że błędem było pozwolić mu zdjąć jej sweter i rozpiąć dżinsy i że niemożliwe było, żeby znowu zaszła w ciążę. Słodko było jednak wyobrazić sobie, tylko ten jeden raz, że wszystko to było rzeczywistością, a przeszłość była tylko snem.