– Czy między tobą i twoją żoną wszystko jest w porządku? Matt skrzywił się, słysząc to bezprecedensowe ociąganie się przed natychmiastowym wykonaniem jego polecenia.
– Niezupełnie – powiedział niecierpliwie.
– Twoja żona ciągle tam jeszcze jest?
– Nie, już wyjechała.
Smutek w głosie O'Hary spowodował, że Matt wybaczył mu to wścibstwo. Zdał sobie sprawę z tego, jak daleko sięgała lojalność kierowcy.
– To co, Matt, pozwoliłeś jej odejść? W głosie Matta brzmiał śmiech.
– Chcę jechać za nią. A teraz, O'Hara, zbieraj się i przyjeżdżaj.
– Już jadę!
Po odłożeniu słuchawki Matt patrzył w okno, planując strategię na następny dzień.
ROZDZIAŁ 39
Dzień dobry – powiedziała Phyllis, marszcząc czoło z niepokojem, kiedy w poniedziałkowy poranek Meredith przeszła, obok niej, nie witając się jak zwykle i spóźniona do pracy o dwie godziny. – Stało się coś złego? – zapytała, wstając zza swojego biurka, od niedawna stojącego przed gabinetem prezydenta i podążając za Meredith do środka. Panna Pauley, od dwudziestu lat sekretarka Philipa Bancrofta, zdecydowała się pod nieobecność szefa wykorzystać zaległy urlop.
Meredith usiadła za swoim biurkiem, oparła łokcie na jego blacie i zaczęła masować skronie. Wydarzyły się tylko złe rzeczy.
– Nic się nie stało. Trochę boli mnie głowa. Były do mnie jakieś telefony?
– Mam całą stertę wiadomości – powiedziała Phyllis. – Przyniosę ci je razem z kawą. Wyglądasz na osobę, której przyda się kawa.
Meredith patrzyła, jak Phyllis wychodzi, po czym odchyliła się w fotelu do tyłu, czując się starsza o sto lat, od czasu, gdy wyszła z tego biura w piątek. Poza tym, że przeżyła najbardziej obfitujący w kataklizmy tydzień w swoim życiu, to jeszcze udało jej się zrujnować własne poczucie godności przez przespanie się z Mattem, zdradzić narzeczonego, a potem, pogarszając jeszcze wszystkie swoje winy, uciec i zostawić Mattowi kartkę z paroma słowami. Przez całą drogę do domu prześladowało ją poczucie winy i wstydu, a jakby nie dość tego, miała wrażenie, że jechał za nią jakiś zwariowany patrol z Indiany, który zwalniał, kiedy tylko ona to robiła, tankował, kiedy ona tankowała i trzymał się z tyłu za nią prawie do samego domu. Straciła go z oczu kilka przecznic przed swoim mieszkaniem. Kiedy dotarła do domu, była kłębkiem winy, wstydu i obawy, i to jeszcze zanim odtworzyła wiadomości ze swojej sekretarki i wysłuchała tych od Parkera.
Zadzwonił w piątek wieczorem, żeby powiedzieć, że tęskni za nią. Chciał chociaż usłyszeć jej głos. W wiadomości, którą nagrał w sobotę rano, wyczuwało się lekkie zdezorientowanie brakiem jej odpowiedzi. W sobotę wieczorem był zaniepokojony jej milczeniem i pytał, czy jej ojciec nie zachorował podczas rejsu. W niedzielę rano powiedział, że boi się o nią i dzwoni zaraz do Lisy. Niestety Lisa, sądząc z treści kolejnych wiadomości Parkera, wyjaśniła mu, że Meredith pojechała w piątek, żeby zobaczyć się z Mattem, powiedzieć mu prawdę i wyjaśnić wszystko. Wiadomość Parkera z niedzielnego wieczoru była pełna wściekłości i urazy. Brzmiała: „Oddzwoń do mnie, do diabła! Chciałbym wierzyć, że miałaś sensowny powód, żeby spędzić weekend z Farrellem, jeśli to właśnie zrobiłaś, ale znajduję coraz mniej usprawiedliwień dla twojego zachowania”. Tę tyradę Meredith strawiła o wiele lepiej niż jego następne słowa, pełne zagubienia i czułości: „Kochanie, gdzie jesteś? Wiem, że nie jesteś z Farrellem. Przepraszam, że tak powiedziałem. Wyobraźnia płata mi figle. Czy on zgodził się na rozwód? Zamordował cię? Strasznie się o ciebie martwię”.
Przymknęła oczy, żeby móc spróbować stawić czoło czekającemu ją dniu i pozbyć się ogarniającego ją uczucia zwątpienia. Zostawiając kartkę Mattowi, postąpiła tchórzliwie i dziecinnie. Nie mogła zrozumieć, dlaczego nie zdobyła się na to, żeby poczekać, aż się obudzi, i pożegnać się z nim, jak na dorosłego człowieka przystało. Zawsze, kiedy znalazła się w pobliżu Mat – ta Farrella, mówiła i robiła rzeczy, których normalnie nie zrobiłaby i nie powiedziała. Były to głupie, złe i niebezpieczne rzeczy. Po zaledwie dwudziestu czterech godzinach spędzonych z nim przestała mieć skrupuły, zapomniała o tak wiele znaczących dla niej przyzwoitości i zasadach moralnych. Poszła do łóżka z człowiekiem, którego nie kochała. Zdradziła Parkera. Jej poczucie dobra i zła było w stanie chaosu.
Pomyślała o tym, jak reagowała w łóżku na pieszczoty Matta, i jej blade policzki zalał gorący rumieniec. Jako osiemnastolatka była zdziwiona tym, że jak się wydawało, znał on wszystkie miejsca, w które należało jej dotykać i wszystko to, co należało szeptać jej do ucha, żeby wprowadzić ją w stan szaleńczego pożądania. Odkrycie, że w wieku dwudziestu dziewięciu lat była tak samo, albo jeszcze bardziej nieodporna na jego zabiegi, przepełniało ją niesamowitym wstydem. Wczoraj właściwie błagała go o orgazm. Ona, która była beznadziejni© przyzwoita w łóżku ze swoim własnym narzeczonym.
Gwałtownie powstrzymała te myśli. Tego typu rozmyślania, takie oskarżenia były nie w porządku, ani w stosunku do Matta, ani do niej samej. Bardzo go poruszyło to wszystko, o czym opowiedziała mu wczoraj. Przespali się ze sobą, żeby… żeby pocieszyć się nawzajem. Nie wykorzystał tego tylko jako wybiegu, żeby zwabić ją do łóżka. Przynajmniej wtedy tak to nie wyglądało, pomyślała szaleńczo.
Znowu to robiła, uświadomiła sobie sfrustrowana i zaniepokojona: zatracała ostrość osądu, koncentrowała się na niewłaściwych sprawach. Destrukcyjne było siedzenie, tak jak teraz ze łzami czającymi się w kącikach oczu, rozpamiętywanie swoich rzekomych win, przeżywanie obsesji na punkcie czegoś tak błahego jak jego seksualna maestria. Powinna rzucić się teraz w wir jakiegoś działania, zrobić coś, co wyrugowałoby dziwną, trudną do nazwania panikę, która narastała w niej od momentu, kiedy wymknęła się z łóżka Matta, Tamtego poranka, o czwartej rano doszła do pewnych konkluzji i podjęła decyzję. Teraz powinna przestać rozpamiętywać problemy i zacząć wprowadzać w życie tamto postanowienie.
– Musiałam czekać, aż zaparzy się świeża kawa – powiedziała Phyllis, podchodząc do biurka Meredith z kubkiem parującej kawy w jednej dłoni i z plikiem różowych karteczek z wiadomościami w drugiej. – To informacje dla ciebie. Nie zapomnij, że zmieniłaś termin zebrania komitetu wykonawczego na jedenastą.
Meredith udało się nie wyglądać tak, jak się czuła, czyli na znękaną i przybitą.
– W porządku. Dzięki. Mogłabyś połączyć mnie ze Stuartem Whitmore'em? Spróbowałabyś też złapać Parkera w hotelu w Genewie. Jeśli nie będzie go w pokoju, zostaw wiadomość, że dzwoniłam.
– Ż kim łączyć najpierw? – zapytała Phyllis ze zwykłą dla niej pogodną sprawnością.
– Ze Stuartem Whitmore'em – powiedziała Meredith. Najpierw powie o swojej decyzji Stuartowi. Potem porozmawia z Parkerem i spróbuje wyjaśnić mu wszystko. Wyjaśnić? – pomyślała z przygnębieniem.
Wzięła do ręki notatki z informacjami, żeby myśleć o czymś mniej stresującym. Zaczęła je przeglądać bez przekonania. Piąta z kolei spowodowała, że zerwała się na równe nogi, a jej serce zaczęło walić głośno. Notatka zawierała wiadomość, że dzwonił Matthew Farrell dziesięć po dziewiątej.
Rozległ się ostry dźwięk interkomu. Światełka obydwa linii pulsowały światłem.
– Mam pana Whitmore'a na pierwszej linii – powiedziała Phyllis, kiedy Meredith nacisnęła przycisk intercomu – a na linii drugiej jest Matthew Farrell. Mówi, że to pilne.