Выбрать главу

– Nie. W ogóle nie chcę tam iść. Ty możesz mnie reprezentować.

– To nie wchodzi w grę. Musisz tam być. Levinson powiedział, że data, miejsce i osoby uczestniczące to sztywne warunki. Brak elastyczności – dodał z nawrotem ironii – to dziwna cecha dla człowieka o tak gołębim sercu i takiej szczodrobliwości, jakim, zgodnie z tym, co chcą nam wmówić jego prawnicy, jest Farrell.

Meredith znękana spojrzała na zegarek. Zaraz miało się zacząć zebranie. Niechętnie zrezygnowałaby z ziemi w Houston, jeśli Matt chciałby ją jej sprzedać, i niemal z taką samą niechęcią myślała o emocjonalnym stresie, jaki niosło spotkanie z nim oko w oko.

– Nawet jest dostaniesz rozwód w Reno – przypomniał jej Stuart, kiedy milczała – to po powrocie w dalszym ciągu będziesz musiała załatwić sprawy majątkowe. Mamy jedenastoletni okres niejasności w tej materii. Jeśli Farrell będzie chciał, może to zostać rozwikłane bardzo prosto. Ale jeśli nie wykaże dobrej woli, może to być przez lata roztrząsane w sądzie.

– Boże, co za bagno – powiedziała słabym głosem. – W porządku, spotkajmy się o czwartej w hallu Intercorpu. Wołałabym nie wjeżdżać sama na górę.

– Rozumiem cię – uprzejmie odparł Stuart. – Nie myśl o tym wszystkim do jutra. Do zobaczenia.

Meredith z całych sił starała się zastosować do tej rady, kiedy zasiadła u szczytu stołu konferencyjnego.

– Dzień dobry – powiedziała z szerokim, sztucznym uśmiechem. – Mark, chciałbyś zacząć? Jakieś problemy w dziale ochrony?

– Jeden ładny i okazały – powiedział. – Pięć minut temu sklep w Nowym Orleanie został powiadomiony o podłożeniu bomby. Ewakuują ludzi, a oddział antyterrorystyczny już tam jedzie.

Ta wiadomość zelektryzowała wszystkich siedzących przy stole.

– Dlaczego nie zostałam o tym powiadomiona? – zapytała ostro Meredith.

– Twoje obydwie linie były zajęte i w tej sytuacji kierownik sklepu zastosował obowiązującą procedurę i zadzwonił do mnie.

– Mam też bezpośrednią, prywatną linię.

– Wiem o tym i Michaelson też to wie. Niestety spanikował i nie mógł znaleźć tego numeru.

O wpół do szóstej wieczorem, po całym dniu napięcia i bezradnego wyczekiwania, Meredith dostała w końcu wiadomość, o którą się modliła. Oddział antyterrorystyczny z Nowego Orleanu nie znalazł ani śladu materiałów wybuchowych. Zdejmowali barierki ustawione wokół sklepu. To była dobra wiadomość. Sklep natomiast stracił cały dzień sprzedaży w najważniejszym okresie roku i to była zła wiadomość.

Była aż słaba z ulgi i wyczerpania. Przekazała Markowi Bradenowi nowinę, zapełniła walizeczkę dokumentami do przejrzenia i pojechała do domu. Parker jeszcze nie odpowiedział na jej telefon, ale wiedziała, że zrobi to, jak tylko odbierze jej wiadomość.

Już w domu, rzuciła płaszcz, rękawiczki i walizeczkę na krzesło i podeszła do telefonu, żeby sprawdzić nagrania na sekretarce. Myślała, że może Parker już zadzwonił, ale czerwone światełko nie paliło się. Obok telefonu leżała natomiast notatka zostawiona przez panią Ellis. Zawierała informację, że zrobiła dzisiaj zakupy zamiast w środę, bo ma wizytę u lekarza.

Przedłużająca się cisza ze strony Parkera sprawiała, że Meredith czuła się coraz bardziej nieswojo. Przeszła do sypialni i zaczęła go sobie wyobrażać leżącego w szwajcarskim szpitalu, albo jeszcze gorzej: leczącego swoje zranione uczucia w objęciach innej kobiety, tańczącego w jakimś genewskim nocnym klubie. Przestań, natychmiast przestań, powiedziała sobie. Sama tylko obecność Matta Farrrella w pobliżu powodowała, że zaczynała spodziewać się katastrofy czyhającej zza każdego rogu. Wiedziała, że to niemądre, ale biorąc pod uwagę swoje dotychczasowe doświadczenia z Mattem, nie było to takie trudne do zrozumienia.

Wzięła prysznic i właśnie wpuszczała w spodnie jedwabną bluzkę, kiedy usłyszała mocne pukanie do drzwi. Odwróciła się zaskoczona. Ktokolwiek to był, musiał mieć klucz do drzwi na dole, a skoro tak, to jest to pani Ellis, bo Parker jest w Szwajcarii.

– Czy zapomniała pani o czymś, pani… – zaczęła mówić, otwierając drzwi, po czym zamarła na widok smętnej twarzy Parkera.

– Zastanawiałem się, czy to ty nie zapomniałaś o czymś – powiedział cierpko. – Na przykład o tym, że masz narzeczonego?

Poczuła się przytłoczona wyrzutami sumienia, że on zdecydował się przylecieć. Rzuciła mu się w ramiona, odnotowując, że zawahał się, zanim ją objął.

– Nie zapomniałam – powiedziała, całując go w policzek. – Tak mi przykro! – dodała, wciągając go do mieszkania. Sądziła, że zdejmie płaszcz, ale on stał tylko, przypatrując się jej chłodnym, pełnym zastanowienia wzrokiem.

– Z jakiego to powodu jest ci przykro? – zapytał w końcu.

– Przykro mi, że zaniepokoiłam cię tak bardzo, że uznałeś za konieczne wrócić do domu! Nie dostałeś wiadomości, którą zostawiłam ci rano w hotelu? Przekazałam ją dzisiaj o wpół do jedenastej naszego czasu.

Napięcie zniknęło z jego twarzy, kiedy to usłyszał, ale w dalszym ciągu wyglądał na zestresowanego i dalekiego. Nigdy nie widziała go w takim stanie.

– Nie, nie dostałem jej. Poproszę o drinka – dodał, zrzucając płaszcz. – Daj cokolwiek, ale niech to będzie mocne.

Skinęła głową i wahała się, obserwując z niepokojem głębokie linie napięcia i zmęczenia na jego przystojnej twarzy.

– Trudno uwierzyć, że przyleciałeś do domu, dlatego że nie mogłeś się ze mną skontaktować.

– To jeden z dwóch powodów, dla których wróciłem. Pochyliła głowę lekko na bok.

– A ten drugi?

– Morton Simonson ogłosi jutro bankructwo. Dowiedziałem się o tym wczoraj wieczorem w Genewie.

Nie była pewna, dlaczego bankructwo producenta farb miałoby być powodem jego powrotu, i powiedziała to, odwracając się, żeby przygotować drinka.

– Nasz bank udzielił im stumilionowej pożyczki – odparł. – Jeśli padną, stracimy większość tych pieniędzy. Skoro wydaje się, że jestem też o krok od utraty narzeczonej – dodał – zdecydowałem przylecieć i zobaczyć, co się da zrobić, żeby uratować chociaż jedno lub jedno i drugie.

Pomimo jego próby bagatelizowania sprawy, zrozumiała teraz wagę problemu Mortona Simonsona i czuła się jeszcze gorzej, dodając Parkerowi trosk.

– Nigdy nie byłeś o krok od stracenia mnie – powiedziała poruszona.

– Dlaczego, u diabła, nie oddzwoniłaś do mnie? Gdzie byłaś? Co z Farrellem? Lisa powiedziała mi, czego dowiedziałaś się od ojca Farrella. Powiedziała mi, że w piątek wieczorem pojechałaś do Indiany, żeby powiedzieć mu prawdę i namówić go na rozwód.

– Powiedziałam mu prawdę, zrobiłam to – powiedziała łagodnie, podając mu drinka – i jest skłonny dać mi rozwód. Stuart Whitmore i ja mamy spotkać się jutro z Mattem i jego prawnikami.

Skinął głową i obserwował ją w pełnej domysłów ciszy. Jego następnego pytania obawiała się i spodziewała się go.

– Byłaś z nim przez cały weekend?

– Tak. W piątek był… był zbyt chory, żeby wysłuchać czegokolwiek. – Uświadomiła sobie, że Parker nie wie o tym, że Matt kupił ziemię w Houston w odwecie za zablokowanie jego sprawy w komisji ziemskiej. Powiedziała mu o tym. Potem wytłumaczyła, dlaczego czuła potrzebę skłonienia Matta do przystania na pokój między nimi, jeszcze zanim powiedziała mu o poronieniu. Kiedy skończyła, zaczęła wpatrywać się w swoje dłonie, zżerana poczuciem winy za to, czego nie po – wiedziała. Nie była pewna, czy przyznanie się do tego byłoby egoistycznym sposobem zrzucenia z siebie tego ciężaru, czy też byłoby rzeczą słuszną moralnie. Jeśli to ta druga ewentualność byłaby właściwa, to zdaje się nie był to najbardziej odpowiedni moment, żeby mu o tym powiedzieć. W każdym razie nie w tej chwili, kiedy już dostał jeden potężny cios w sprawie z Mortonem Simonsonem.