Выбрать главу

W dalszym ciągu zastanawiała się nad tym, kiedy Parker powiedział:

– Farrell musiał być wściekły, wtedy w niedzielę, kiedy zorientował się, jak twój ojciec go oszukał.

– Nie – odparła, przypominając sobie poruszający smutek i żal w twarzy Matta. – Teraz pewnie jest na niego wściekły, ale wtedy nie był. Zaczęłam płakać, kiedy mu opowiedziałam o pogrzebie Elizabeth, i myślę, że Matt bardzo się starał, żeby też nie płakać. To nie był moment na odczuwanie złości.

Z jej oczu emanowała wina za to, co stało się później. Parker dostrzegł to.

– Tak, sadzę, że nie.

Siedział pochylony lekko do przodu, łokcie miał oparte na kolanach, a w dłoniach trzymał szklaneczkę z drinkiem. Obserwował ją, po czym oderwał wzrok od jej twarzy i zaczął bezwiednie obracać szklaneczkę w dłoniach. Twarz mu stężała. W przedłużającej się ciszy zorientowała się, że domyślił się, że poszła z Mattem do łóżka.

– Parker – powiedziała z drżeniem, gotowa wyznać mu prawdę. – Jeśli zastanawiasz się, czy ja i Matt…

– Tylko mi nie mów, że się z nim przespałaś! – wycedził. – Skłam, jeśli musisz, i zrób to tak, żebym uwierzył, ale nie mów, że poszłaś z nim do łóżka. Nie zniósłbym tego.

Już ją osądził i zadał jej pokutę, a dla niej, która chciała tylko powiedzieć mu prawdę, sprawić, żeby ją zrozumiał i może kiedyś przebaczył, było to jakby dożywotnie skazanie na czyściec. Odczekał chwilę, dając im obydwojgu czas na ochłonięcie, po czym odstawił szklaneczkę. Objął Meredith, przyciągnął do siebie i uniósł jej podbródek do góry, próbując uśmiechnąć się do niej.

– Z tego, co powiedziałaś mi o swojej dzisiejszej rozmowie ze Stuartem, Farrell raczej ma zamiar zachować się przyzwoicie.

– Chyba tak – powiedziała, ale poczucie winy sprawiło, że jej uśmiech był bardzo niepewny.

Parker pocałował ją w czoło.

– W takim razie mamy to niemal za sobą. Jutro wieczorem uczcimy pomyślne negocjacje rozwodowe, a może nawet i zakup tej ziemi w Houston. – W tym momencie spoważniał i to, co powiedział, uświadomiło jej, jak bardzo niepokoił się problemami banku. – Może będę musiał rozejrzeć się za nowym pożyczkodawcą dla ciebie. Na sfinansowanie tego sklepu i na zakup ziemi. W czasie ostatnich trzech miesięcy Morton Simonson to nasz trzeci duży klient, który zbankrutował. Jeśli nie przyjmujemy pieniędzy, to nie możemy też udzielać pożyczek, o ile sami się nie zadłużymy, a zrobiliśmy to już i to na pokaźne sumy.

– Nie wiedziałam, że miałeś jeszcze dwa takie poważne przypadki.

– Sytuacja ekonomiczna jest przerażająca. – Ale mniejsza o to – dodał, wstając. Pociągnął ją za sobą i uśmiechnął się uspokajająco: – Mój bank nie upadnie. Jesteśmy w lepszej formie niż większość naszych konkurentów. Mogłabyś jednak wyświadczyć mi pewną przysługę?

– Co tylko zechcesz – powiedziała bez wahania. Uśmiechnął się, objął ją i pocałował na dobranoc.

– Czy mogłabyś dopilnować, żeby Bancroft i S – ka w dalszym ciągu spłacał terminowo pożyczkę w Reynolds Mercantile Trust?

– Oczywiście! – posłała mu czuły uśmiech. Wtedy pocałował ją. Był to długi, powolny, łagodny pocałunek, który Meredith odwzajemniła z większym uczuciem niż kiedykolwiek dotąd. Kiedy już wyszedł, nie dopuściła do porównywania tego pocałunku do żądających wiele, gorących, pełnych żaru pocałunków Matta. Pocałunki Matta oferowały namiętność, Parkera natomiast miłość.

ROZDZIAŁ 40

Matt stał w centrum potężnej sali konferencyjnej przylegającej do jego gabinetu. Oparł ręce na biodrach i marszcząc brwi, obrzucał wszystko wokół krytycznym wzrokiem. Meredith będzie tu za pół godziny, a on miał zamiar zrobić na niej wrażenie wszelkimi zewnętrznymi oznakami swojego sukcesu. Wezwał sekretarkę i recepcjonistkę, której imienia nie znał, bo nigdy nie zadał sobie trudu, żeby je poznać. Chciał usłyszeć ich zdanie na temat ostatecznego efektu. Zadzwonił też do biura Vanderwilda i zostawił mu wiadomość, żeby natychmiast, pilnie pojawił się w jego gabinecie. Vanderwild był niemal w tym samym wieku co Meredith i miał dobry gust, nie zaszkodzi znać jego opinię.

– Co o tym sądzisz, Joanno? – zapytał sekretarkę, trzymając dłoń na przełączniku przyciemniającym niewielkie reflektorki wysoko na suficie. – Za mało czy za dużo światła?

– Ja… myślę, że jest akurat, panie Farrell – odpowiedziała gorliwie Joanna, starając się ukryć szok wywołany odkryciem, że ich wspaniały szef stał się obiektem tak ludzkiej słabości, jaką jest zwątpienie, i że, co więcej, zadał sobie w końcu trud i nauczył się ich imion. Fakt, że miał zbijający z nóg uśmiech, nie był już aż taką niespodzianką. Widziały, jak się uśmiechał na spotkaniach dyrekcji, widziały jego uśmiech w magazynach i gazetach, ale żadna z kobiet w Haskell Electronics nie widziała tego uśmiechu skoncentrowanego na sobie. Obydwie, i Joanna, i Valerie próbowały wyglądać na mniej przejęte i mile poruszone, niż w istocie były.

Valerie odsunęła się, oceniając efekt, jaki robiła dekoracja na środku stołu konferencyjnego.

– Myślę, że świeże kwiaty na stole konferencyjnym to bardzo miły element – zapewniła. – Czy mam ustalić z kwiaciarnią, żeby przysyłali taki bukiet w każdy wtorek?

– Nie ma takiej potrzeby. – Był tak zaabsorbowany sprawą oświetlenia, że zapomniał, iż zasugerował obu kobietom, że jego zainteresowanie wyglądem gabinetu sali konferencyjnej było wyłącznie sprawą jego poczucia estetyki, a nie wiązało się to w żaden sposób z dzisiejszymi gośćmi. – To się ładnie prezentuje – dodał, patrząc, jak Joanna ustawia na różanym stole wart dwa tysiące dolarów kryształowy dzbanek do wody ze szklaneczkami w tym samym stylu. Kiedy wyprostowała się i cofnęła do tyłu, Matt obrzucił wielki pokój powolnym, krytycznym spojrzeniem, jego srebrne dywany, skórzane sofy i krzesła w kolorze burgunda. Gabinet i sala konferencyjna zajmowały cały bok przeszklonego wieżowca, a co za tym idzie, oferowały zapierający dech widok Chicago. Matt zdecydował jednak, że zaciągnie grube zasłony, dzięki czemu pokój będzie mniej oświetlony, a reflektorki z sufitu podkreślą satynowy połysk ośmiometrowego, różanego stołu i wydobędą blask ze stojących na nim, głęboko ciętych kryształów. Tak samo jak stół konferencyjny, ściany były wyłożone różanym drewnem, a w jedną z nich wbudowany był półokrągły barek. Jego drzwiczki były teraz otwarte, a światło połyskiwało w tysiącach nacięć na stojących na półkach, obramowanych złotem szklaneczkach i karafkach.

Mimo wszystko Matt w dalszym ciągu rozmyślał o wyglądzie pokoju. Czy prezentował się bardziej przytulnie i bogato z zasłoniętymi kotarami? Czy też sprawiał wrażenie drogiej restauracji? Nie był już niczego pewien.

– Powinny być zasłonięte czy odsłonięte? – zapytał obie kobiety, po czym nacisnął przycisk, który rozsunął płynnie ponad dwadzieścia metrów bieżących zasłon, odsłaniając szklaną ścianę z panoramicznym widokiem miasta. Chciał, żeby pomogły mu zdecydować.

– Odsłonięte – powiedziała Joanna.

– Odsłonięte – zawtórowała jej Valerie.

Matt popatrywał na mglisty krajobraz pełen chmur. Spotkanie z Meredith potrwa przynajmniej godzinę. Do tej pory zrobi się ciemno i widok będzie wspaniały.

– Zasłonięte – powiedział, naciskając przycisk i obserwując, jak draperie suną wzdłuż szklanych ścian. – Odsłonię je, kiedy się ściemni – rozmyślał głośno.