Выбрать главу

– Nie wiem, dlaczego, ale cała ta procedura wydaje mi się po prostu torturą.

– Należy ci się to – droczył się żartobliwie, chcąc, żeby się rozluźniła. – Nikt ci nigdy nie powiedział, że to nieładnie zostawiać mężczyznę w łóżku bez pożegnania i z zaledwie krótkim liścikiem w zamian? Po czymś takim on zaczyna się zastanawiać, czy go jeszcze choć trochę poważasz!

Zdusiła śmiech, słysząc tę uwagę, a on uśmiechnął się w odpowiedzi.

– To rzeczywiście nie było mądre – przyznała i żadne z nich nie zdziwiło się w tym momencie, że bez względu na to, jak długo się nie widzą lub jak bardzo napięta jest sytuacja podczas każdego ich spotkania, zawsze z wielką łatwością nawiązują rozmowę. – Nie umiem wytłumaczyć, dlaczego to zrobiłam. Sama tego nie rozumiem.

– Myślę, że znam wytłumaczenie – powiedział Matt. – Proszę, wypij to. – Podał jej wódkę z wodą, którą przygotował wcześniej. Kiedy próbowała odmówić, potrząsnął przecząco głową: – To pomoże ci trochę łatwiej przebrnąć przez to spotkanie. – Odczekał chwilę, aż wypiła odrobinę, i powiedział to, co było przyczyną całego tego wybiegu. – Chciałbym prosić cię teraz o pewną przysługę.

Usłyszała nagłą powagę w jego głosie i przyjrzała mu się bacznie. – - Jakiego rodzaju przysługę?

– Pamiętasz, tam na farmie… poprosiłaś mnie o zawieszenie broni.

Skinęła głową, przypominając sobie z bolesną wyrazistością, jak stała koło łóżka, patrząc, jak jego dłoń zamyka się na jej dłoni.

– Teraz ja proszę ciebie o coś podobnego: rodzaj zawieszenia broni, wstrzymania ognia od chwili, kiedy moi prawnicy zaczną mówić, aż do chwili, kiedy wyjdziesz z tego pokoju.

W jej umyśle zabrzmiały alarmowe dzwonki, trudne do zdefiniowania, niejasne. Odstawiła powoli szklaneczkę, z obawą wpatrywała się w jego nieodgadniona twarz.

– Nie rozumiem…

– Proszę cię, żebyś wysłuchała warunków mojej oferty i żebyś pamiętała, że bez względu na to, jak… – przerwał, próbując dobrać słowa odpowiednie do jej reakcji, kiedy usłyszy te warunki: „Wyprowadzające z równowagi? Obrażające? Nieprzyzwoite” – Bez względu na to, jak niezwykłe mogą ci się wydać moje warunki, pamiętaj, że wierzę szczerze, iż to będzie najlepsze dla nas obojga. Moi prawnicy przedstawią ci prawną alternatywę na wypadek, jeśli odrzuciłabyś moją ofertę. Możesz wtedy poczuć się w pierwszej chwili przyparta do muru, ale proszę, żebyś natychmiast nie wstała i wyszła stąd albo też powiedziała nam trzem, żebyśmy poszli do diabła. Nie rób tego, bez względu na to, jak bardzo będziesz zła. I ostatnie: proszę cię, żebyś dała mi pięć minut rozmowy w cztery oczy tutaj, po spotkaniu. Spróbuję wtedy przekonać cię, żebyś się zgodziła na to, co proponuję. Jeśli nie zdołam tego zrobić, będziesz mogła posłać mnie do diabła i wyjść stąd. Zgodzisz się na to?

Jej niepokój osiągnął nowy poziom, a przecież prosił tylko, żeby została tutaj i zachowała spokój przez mniej więcej godzinę.

– Ja przystałem na twoje warunki na farmie – przypomniał jej. – Czy to zbyt wiele, prosić, żebyś ty teraz przystała na moje?

Nie mogła zaprzeczyć spokojnej sile jego argumentów i powoli skinęła głową.

– Myślę, że nie. W porządku, zgadzam się. Zawieszenie broni – powiedziała, a potem zobaczyła zaskoczona, jak Matt wyciąga do niej rękę, zupełnie tak samo, jak ona wyciągnęła na farmie rękę do niego, tyle tylko, że on odwrócił swoją dłoń wewnętrzną stroną do góry. Serce jej załomotało niewytłumaczalnie, kiedy położyła rękę w jego dłoni i poczuła wokół niej mocny uścisk jego palców.

– Dziękuję – powiedział.

Uderzyło ją, że ona powiedziała do niego wtedy dokładnie to samo. Była zdziwiona, że tamta chwila na farmie najwyraźniej była dla niego tak samo poruszająca jak dla niej. Odpowiadając, powtórzyła też tamte jego słowa:

– Drobiazg.

Stuart był w pełni świadom wybiegu, jakiego użył Farrell dla odciągnięcia od nich Meredith. Pozwalał jego prawnikom kontynuować kanonadę odwracającej uwagę rozmowy, podczas gdy odliczał w myśli czas potrzebny na przygotowanie pięciu drinków. Kiedy ten czas minął, Stuart bezpardonowo odwrócił się plecami do Levinsona i Pearsona. Nie wysilając się na ukrywanie swoich zamiarów, wyciągnął szyję, żeby zobaczyć, co się dzieje za ladą barku. Oczekiwał, że zobaczy Farrella nagabującego Meredith; oczom jego ukazała się stojąca do niego profilem para w pozie tak autentycznie zaskakującej, że poczuł się zdezorientowany. Farrell był daleki od nagabywania jej. Wyciągał w jej kierunku rękę i patrzył na nią, uśmiechając się lekko, a Stuarta uderzyło to, że ten uśmiech był zdecydowanie… czuły. Meredith natomiast, ona, która była niemal zawsze absolutnie opanowana, kładła rękę w jego dłoni i patrzyła na niego w sposób, jakiego Stuart ni«gdy u niej nie widział; prezentowała sobą kwintesencję bezbronności i niczym nie ukrywanego uczucia.

Gwałtownie odwrócił wzrok od tej pary. Kiedy Meredith i Farrell pojawili się z drinkami przy stole, nie mógł w dalszym ciągu znaleźć zadowalającego wytłumaczenia dla tamtego wyrazu jej twarzy.

Kiedy Farrell pomógł usiąść Meredith, Pearson zapytał:

– Możemy zaczynać, Matt? – Od samego początku sposób rozsadzenia uczestników spotkania przy stole wydał się Stuartowi dziwny; Pearson został celowo posadzony u szczytu stołu, gdzie zwykle siedział Farrell. Meredith siedziała na lewo od Pearsona, sąsiadując ze Stuartem z drugiej strony. Levinson siedział na prawo od Pearsona i miał naprzeciwko siebie Meredith, a teraz Farrell obszedł stół dookoła i zajął miejsce tuż obok Levinsona. Stuart, zawsze świadom drobnych subtelności, zastanawiał się, czy Farrell celowo posadził Pearsona na „gorącym” miejscu, żeby zasugerować Meredith, że to Pearson raczej, a nie on sam jest odpowiedzialny za to, co wkrótce miała usłyszeć. To było to, zdecydował Stuart, widząc, jak Farrell odsunął lekko swoje krzesło i swobodnie obserwował Meredith, nie robiąc tego ostentacyjnie, do czego byłby zmuszony, gdyby siedział u szczytu stołu.

W chwilę potem Pearson zaczął mówić, a to, co powiedział, było tak zaskakujące i tak nie na miejscu, że Stuart zmarszczył brwi niemile zaskoczony.

– Mamy tutaj wiele do rozważenia – powiedział, adresując tę uwagę do Stuarta, chociaż ten natychmiast zorientował się, że miała ona za zadanie zagrać na emocjach Meredith. – Jedenaście łat temu ta oto para podjęła pewne postanowienia, bardzo poważne postanowienia. Wiedzieli wtedy obydwoje, że małżeństwo nie jest związkiem, który można zawierać pochopnie lub…

Stuart trochę zdziwiony i trochę rozbawiony powiedział:

– Bill, możesz sobie oszczędzić cytowania całego tekstu ceremonii ślubnej. Oni to już przerobili jedenaście lat temu. To właśnie dlatego jesteśmy tu teraz. – Odwrócił się w stronę Matta, który bezwiednie obracał w dłoniach złoty długopis: – Moja klientka nie jest zainteresowana oceną sytuacji przez pana prawników. Czego pan chce i co pan oferuje? Przejdźmy do sedna sprawy.

Zamiast zareagować na zamierzoną prowokację Stuarta, Matt zerknął na Pearsona i nieznacznym ruchem głowy dał mu do zrozumienia, żeby zrobił dokładnie to, o co Stuart prosił.

– Dobrze – powiedział Pearson, porzucając rolę łagodnego mediatora. – Oto nasze stanowisko. Nasz klient ma wystarczające powody, by przeprowadzić przeciwko ojcu pana klientki brzydki, mogący przysporzyć wielu szkód proces. W rezultacie pozbawionej skrupułów ingerencji Philipa Bancrofta w życie naszego klienta, został on pozbawiony prawa do uczestniczenia w pogrzebie jego dziecka, został też pozbawiony prawa do wsparcia na duchu swojej żony i.otrzymania takiego samego wsparcia od niej po śmierci tego dziecka. Został też wprowadzony w błąd i uwierzył, że ona chce się z nim rozwieść. Mówiąc krótko, wydarto mu z życia jedenaście lat małżeństwa. Pan Bancroft ingerował też w zawodowe życie pana Farrella, próbując nielegalnymi metodami wpłynąć na komisję ziemską w Southville. To są oczywiście problemy, które mogą być rozstrzygnięte przed sądem…