Stuart zerknął na Farrella, który obserwował Meredith, i na Meredith, która z kolei twardo wpatrywała się w Pearsona. Jej twarz wyraźnie bladła. Stuart, zły, że musiała przechodzić przez coś takiego, spojrzał na Pearsona i powiedział z pogardą:
– Jeśli każdy żonaty mężczyzna, który ma teścia ingerującego w jego sprawy, pozwałby go do sądu, to kolejka spraw na wokandzie miałaby pięćdziesięcioletni poślizg. Wyśmieliby go w sądzie.
Pearson uniósł brwi i podjął wyzwanie:
– Wątpię. Ingerencja Bancrofta była nacechowana wybitnie złą wolą. Sądzę, że sędzia miałby dużą radość, orzekając przeciwko Bancroftowi za to, co moim zdaniem jest nie dającym się usprawiedliwić, amoralnym postępowaniem. A o tym wszystkim można mówić jeszcze, zanim przejdziemy do nielegalnych prób Bancrofta wpłynięcia na decyzje komisji ziemskiej. Jednakże – dodał unosząc dłoń, żeby nie dopuścić Stuarta do głosu – bez względu na to, czy wygramy tę sprawę, czy nie, już samo złożenie takich pozwów wywołałoby burzę nieprzyjemnego rozgłosu, rozgłosu, który wyrządziłby wiele szkody panu Bancroftowi, a zapewne też i firmie Bancroft i S – ka. Powszechnie wiadomo, że pan Bancroft jest poważnie chory i oczywiście taki rozgłos i proces mógłby zagrozić jego zdrowiu.
Meredith czuła, że ogarnia ją strach i panika, jednak dominującym uczuciem w tej chwili było poczucie zdrady. Pojechała na farmę, żeby powiedzieć Mattowi o dziecku i telegramie jej ojca; teraz on próbował użyć tej wiedzy przeciwko niej. Następne słowa Pearsona podniosły ją jednak na duchu:
– Wspomniałem o tym wszystkim, panno Bancroft, nie po to, żeby panią niepokoić czy stresować, ale tylko po to, żeby przypomnieć fakty i zapoznać panią z naszym punktem widzenia tej sprawy. Pan Farrell jest skłonny puścić w niepamięć wszystkie wymienione przeze mnie zagadnienia i zaniechać na zawsze podjęcia prawnych działań przeciwko pani ojcu… w zamian za kilka prostych zapewnień z pani strony. Stuarcie – powiedział, podając mu dwustronicowy dokument i wręczając Meredith jego kopię. – Ogólna oferta, jaką mam zamiar przedłożyć, jest szczegółowo przedstawiona w tym dokumencie, a dla usunięcia wszelkich wątpliwości, jakie możesz mieć co do szczerości intencji pana Farrella, zaproponował on, że podpisze ten dokument już po zakończeniu tego spotkania. Jest jednak jeden warunek. Ta oferta musi zostać zaakceptowana lub odrzucona, zanim twoja klientka wyjdzie stąd dzisiaj. Jeśli zostanie odrzucona, jest automatycznie wycofana, a my przed końcem tego tygodnia rozpoczniemy prawne postępowanie przeciwko Philipowi Bancroftowi. Czy mógłbyś przejrzeć to, zanim krótko podsumuję całość?
Stuart, nie patrząc nawet na dokument, odrzucił go na stół, oparł się wygodnie w swoim krześle i z lodowatą pogardą spojrzał na swojego przeciwnika.
– Wolałbym raczej od ciebie usłyszeć, czego on dotyczy. Nigdy wcześniej nie doceniałem w pełni twoich zdolności aktorskich. Jedynym powodem, dla którego nie opuściłem dotąd tego spotkania, jest to, że nie mogłem sobie odmówić zobaczenia ostatniego aktu. – Stuart nie okazywał tego, ale był nie tylko zły, słysząc ich groźby, ale był też wściekły na Pearsona za to, że z premedytacją próbował zastraszyć Meredith.
Widząc krótkie skinienie Matta, Levinson nagle włączył się pojednawczo do rozmowy.
– Może byłoby lepiej, gdybym to ja streścił ofertę przedstawioną w tym dokumencie.
– Tego to ja już nie wiem – wycedził niegrzecznie Stuart. – Jest pan dublerem czy gwiazdą?
– Gwiazdą – odpowiedział niewzruszenie starszy mężczyzna. – To ja przygotowałem ten dokument. – Skoncentrował uwagę na Meredith, uśmiechnął się i rzekł: – Panno Bancroft, jak już mój wspólnik wyjaśnił, jeśli zgodzi się pani na to, o co prosi panią mąż, zaniecha on przedsiębrania jakichkolwiek prawnych działań przeciwko pani ojcu. W tym dokumencie oferuje on jednak o wiele więcej niż tylko to. Oferuje też pani bardzo hojne zabezpieczenie finansowe, pokaźną sumę wypłat alimentowych, jeśli woli pani ująć to w ten sposób. Chodzi o sumę pięciu milionów dolarów.
To ją dobiło. Niepokój, jaki czuła, splótł się z doznanym szokiem. Spojrzała na Stuarta i powiedziała:
– Mam się zgodzić? Na co? Co się tu dzieje?
– To tylko gra – zapewnił ją Stuart. – Najpierw straszą cię tym, co ci zrobią, jeśli nie włączysz się do zabawy, a teraz mówią ci, co ci dadzą, jeśli przystaniesz do gry.
– Gra? – wykrzyknęła niepewnie. – Co za gra?
– A to jest to, co zachowują na deser.
Nie spuszczając wzroku ze Stuarta, Meredith skinęła głową, zmobilizowała się i spojrzała na Levinsona, wciąż unikając patrzenia na Matta.
– Proszę kontynuować, panie Levinson – powiedziała, unosząc dumnie podbródek i dodając sobie odwagi.
– Poza pięciomilionowym zabezpieczeniem – powiedział Levinson – pani mąż sprzeda firmie Bancroft i S – ka wiadomą działkę w Houston za sumę dwudziestu milionów dolarów.
Pokój zawirował jej przed oczyma. Spojrzała na Matta z mieszaniną dezorientacji, wdzięczności i obawy. Wytrzymał jej spojrzenie bez mrugnięcia okiem, a Levinson dodał:
– I ostatnie. Jeśli zgodzi się pani na to, co proponuje mąż, on zrzeknie się wymaganego przez prawo stanowe dwuletniego okresu separacji przed uzyskaniem rozwodu, którego podstawą miałaby być niezgodność charakterów. To zredukuje czas oczekiwania na rozwód do sześciu miesięcy.
Stuart skwitował te udogodnienia wzruszeniem ramion.
– Nie potrzebujemy zgody Farrella na skrócenie przez sąd oczekiwania na rozwód. Prawo stanowi jasno, że jeżeli małżonkowie nie współżyli ze sobą przez dwa lata i niezgodność charakterów jest w dalszym ciągu aktualna, wtedy okres oczekiwania może być skrócony do sześciu miesięcy. Tych dwoje ludzi nie współżyło ze sobą od jedenastu łat!
Levinson odchylił się w swoim krześle, a Meredith zrobiło się słabo na myśl o tym, co powie za chwilę.
– Oni spędzili razem ostatni weekend – usłyszała.
– I co z tego? – replikował Stuart. Nie był już zły. Był zdziwiony pięciomilionową ofertą Farrella, a jego myśli zaprzątało całkowicie oczekiwanie na to, czego Farrell chciał w zamian. – Nie współżyli ze sobą w dokładnym znaczeniu tego słowa. Żaden sędzia na tym świecie nie pomyśli, że ich małżeństwo da się uratować, i nie będzie obstawał przy dwuletnim terminie oczekiwania, tylko dlatego że udało im się wytrzymać przez dwa dni pod wspólnym dachem. To, co zaszło, nie było z pewnością współżyciem.
Zapadła ogłuszająca cisza.
Levinson uniósł brew i patrzył intensywnie na Stuarta. Stuart, który znowu zaczynał być zły, spojrzał na Farrella.
– Spaliście pod jednym dachem, a nie w jednym łóżku. – Farrell milczał. Stuart przeniósł więc wzrok na Meredith i patrzył na nią znacząco i spokojnie.
Wtedy dotarło do niego. Wiedział już, nawet zanim spojrzał na Meredith i zobaczył niepokój w jej oczach, rumieniec wściekłości i zażenowania zalewający jej blade policzki. Oderwała wzrok od męża i patrzyła na swoje ręce. Mimo wiru nieskoordynowanych myśli Stuart wzruszył ramionami i z przekonywającą lekkością powiedział:
– A więc spali ze sobą. Cholernie wielka rzecz! W dalszym ciągu powtarzam: dlaczego wasz klient miałby nie podpisać zgody na pominięcie tych dwóch lat oczekiwania? Dlaczego odwlekać nieuchronny rozwód?