Выбрать главу

– Myślę, że nie musisz się na to wszystko narażać, o ile nie chcesz tych pięciu milionów albo ziemi w Houston bardziej, niż chciałaś tego tam w środku. On blefuje, jeśli chodzi o twojego ojca.

Jej twarz rozjaśniła się nadzieją.

– Dlaczego tak myślisz?

– To przeczucie. Bardzo silne przeczucie.

– Bazujące na czym?

Stuart pomyślał o szczerej czułości malującej się w twarzy Farrella, kiedy trzymał dłoń Meredith. Pomyślał o sposobie, w jaki na nią spojrzał, kiedy go spoliczkowała, i zupełnie pozbawionej brutalności reakcji, kiedy uspokajał ją potem. I chociaż Stuart podejrzewał na początku, że Farrell myśli rzeczywiście o jakiegoś rodzaju jedenastotygodniowej orgii, to ten człowiek wydawał się autentycznie zaskoczony tym posądzeniem. Zamiast jednak uraczyć ją tak niekonkretną motywacją, powiedział:

– Jeśli jest na tyle bezwzględny, żeby zrobić to twojemu ojcu, to dlaczego oferuje ci aż tyle? Dlaczego po prostu nie zagrozi ci, żebyś się poddała?

– Podejrzewam, że liczy na to, że będzie miał lepszą zabawę, jeśli będę się mniej opierać. Myślę też, że sprawia mu przyjemność to, że ja i mój ojciec wiemy, że on może rzucać pieniędzmi tego rzędu na prawo i lewo, niemal tego nie zauważając. Kiedy Farrell miał dwadzieścia sześć lat, mój ojciec upokorzył go niesamowicie. Co gorsza, ciągle jeszcze próbuje to robić! Mogę sobie wyobrazić, jak źle Matt może mu życzyć, nawet jeśli tobie trudno to sobie uzmysłowić.

– A ja w dalszym ciągu jestem skłonny założyć się z tobą, że bez względu na to, czy zgodzisz się na te warunki, czy nie, on nie wystąpi na drogę prawną przeciwko twojemu ojcu.

– Chciałabym móc w to uwierzyć – powiedziała już spokojniej. – Motywuj to rozsądnie, a wyjdziemy stąd, wyrzucając te papiery do kosza.

– To może zabrzmi… dziwnie, biorąc pod uwagę to, co Farrell wyczyniał dzisiaj, i reputację, jaką ma, ale nie sądzę, żeby on mógł zrobić cokolwiek, co mogłoby cię zranić.

Zaśmiała się krótko, gorzko.

– Jak wytłumaczysz zastraszanie, upokarzanie, że nie wspomnę już o szantażu? Jak nazwiesz to, na co naraził mnie dzisiaj?

Stuart bezsilnie wzruszył ramionami.

– To nie jest szantaż, to on ci daje pieniądze, a nie ty jemu. Nazwałbym to mobilizacją wszelkich sił i środków, użyciem najdrobniejszych nawet metod, żeby osiągnąć cel, ponieważ jest to dla niego aż tak ważne. Myślę też, że sytuacja nie wymknęła się dziś spod kontroli dzięki żelaznej taktyce Pearsona i jego aktorskim zamiłowaniom. Obserwowałem Farrella przez większość tego spotkania i zawsze, kiedy Pearson zaczynał naciskać cię zbyt mocno, Farrell był niezadowolony. Wybrał nieodpowiedniego adwokata dla przeprowadzenia tak delikatnego przedsięwzięcia jak to. Levinson i Pearson grają tylko w jeden sposób: łapią przeciwnika za gardło i jedynym ich celem jest wygrać.

Meredith straciła nadzieję, słysząc tę pozbawioną mocnych elementów motywację.

– Nie mogę stawiać na szali życia ojca, opierając się na tak mało konkretnych przesłankach. I powiem coś jeszcze – dodała ze smutkiem. – Matt wybrał prawników, którzy myślą dokładnie tak jak on sam. Może i masz rację, że Matt nie chce mnie skrzywdzić, ale mylisz się co do tego, co chce osiągnąć. W chwili, kiedy wychodziliśmy stamtąd, zorientowałam się, co to takiego. – Westchnęła z drżeniem. – To nie mnie Matt chce dopaść. On mnie nawet nie zna. Jedyne, czego chce, to zemścić się na moim ojcu. Zorientował się, że są dwie metody, żeby to osiągnąć. Albo wytoczy mu proces, albo jego zemsta będzie słodsza, bardziej dotkliwa, jeśli wykorzysta do tego mnie. Zmusić mojego ojca do zobaczenia nas razem po tych wszystkich latach, sprawić, żeby bał się, że jest jakaś szansa, że zostaniemy razem, to dla Matta jest realizacja powiedzenia „oko za oko”. Tak to wygląda – powiedziała, kładąc rękę na ramieniu Stuarta. – Zrobiłbyś coś dla mnie, kiedy zaniesiesz to do niego?

Skinął głową, nakrywając ręką jej dłoń.

– Co to ma być?

– Spróbuj namówić Matta, żeby cała ta umowa i nasze małżeństwo pozostały tajemnicą. Prawdopodobnie nie zgodzi się na to, bo pozbawiłoby go to części przyjemności, elementu zemsty, ale mimo to spróbuj.

– Zrobię to.

Kiedy wyszła, Stuart dopisał na drugiej stronie warunki, które miał nadzieję, że Farrell zaakceptuje. Wyprostował się i zamiast grzecznie zapukać do drzwi gabinetu, otworzył je. Kiedy zobaczył, że Farrella tam nie ma, skierował się cicho do sali konferencyjnej. Miał nadzieję, że go zaskoczy, że wychwyci coś, wyraz twarzy może, coś, co da mu jakieś wyobrażenie o prawdziwych odczuciach tego człowieka.

Zasłony w sali konferencyjnej były odsłonięte. Farrell stał przy oknie. W ręku trzymał drinka. Wpatrywał się w horyzont, mięśnie twarzy miał napięte. Stuart nie bez satysfakcji pomyślał, że wygląda jak człowiek, który poniósł przed chwilą niesamowitą porażkę i próbuje się z tym pogodzić. Prawdę mówiąc, kiedy tak stał w tej ogromnej, pustej sali konferencyjnej, otoczony oznakami władzy i dobrobytu, biła od niego nie pasująca do tego wszystkiego samotność. Przechylił głowę, patrząc na trzymaną w dłoni szklaneczkę, uniósł ją do ust i wypił jej zawartość do dna, jakby próbując zmyć smak goryczy. Stuart odezwał się:

– Czy powinienem zapukać?

Farrell odwrócił gwałtownie głowę, ale nawet w tym momencie zaskoczenia Stuart nie był pewny, czy dostrzegł w jego twarzy głęboką ulgę, czy zaledwie ogromną satysfakcję, tak szybko się opanował. Jego reakcje udawało się stosunkowo łatwo odczytywać, kiedy w pobliżu była Meredith, teraz jednak Farrell stał się wyniosły i zagadkowy. Zerknął na dokumenty trzymane przez Stuarta, żeby się upewnić, co to jest, i ruszył w kierunku barku.

– Miałem właśnie sobie zrobić następnego drinka – powiedział, nie okazując zniecierpliwienia, żeby dostać w ręce podpisane papiery. – Miałby pan ochotę napić się czegoś, czy raczej wolałby pan przejść od razu do interesów?

Sprawiał wrażenie, jakby było mu zupełnie obojętne, co Stuart wybierze, ale on dostrzegł możliwość dowiedzenia się czegoś o uczuciach, jakie Farrell żywił w stosunku do Meredith, i postanowił skorzystać z okazji.

– Interesy nie zajmą nam dużo czasu – powiedział, podążając za Mattem do barku. – Wykorzystam pańskie zaproszenie na drinka.

– Kolejny Perrier? – zapyta! Farrell, wchodząc w lustrzany półokrąg.

– Burbon – powiedział lakonicznie Stuart. – Czysty. Wywołało to pytające spojrzenie ze strony Farrella.

– Naprawdę?

– Czy skłamałbym komuś tak sprytnemu i bezwzględnemu jak pan? – odparł sucho Stuart.

Farrell rzucił mu sarkastyczne spojrzenie i sięgnął po karafkę z burbonem.

– Skłamałby pan samemu diabłu, gdyby chodziło o dobro pana klienta.

Stuart był zaskoczony i zdziwiony trafnością tego stwierdzenia. Położył teczkę na ladzie barku i wyjął z niej dokumenty.

– Ma pan rację, jeśli o to chodzi – przyznał. – Jesteśmy przyjaciółmi, ja i Meredith. Prawdę mówiąc – ciągnął, starając się stworzyć atmosferę bardziej rozluźnioną, sprzyjającą zwierzeniom. – Kiedyś potężnie się w niej podkochiwałem.

– Wiem o tym.

Ponownie zaskoczony i właściwie pewny, że Farrell kłamie, Stuart powiedział:

– Jeśli weźmiemy pod uwagę, że jak sądzę, sama Meredith o tym nie wie, to muszę przyznać, że jest pan nadzwyczaj dobrze poinformowany. Co jeszcze pan wie?

– O panu? – zapytał obojętnie Farrell.

Stuart skinął głową, potakując, a Farrell zaczął przygotowywać swojego drinka. Wrzucając do szklanki kostki lodu, rozpoczął zwięzłą, pozbawioną emocji recytację jego danych osobistych, co zdziwiło Stuarta kompletnie i wywołało u niego lekki, nieprzyjemny dreszcz.