Выбрать главу

– Tylko to, co w czasie ostatnich jedenastu lat wyczytałem w magazynach i gazetach. Całej reszty wołałbym raczej dowiedzieć się na własną rękę.

Stuart pomyślał, że jak na mężczyznę, który właśnie sprawdził na wylot adwokata, bardzo znaczące było, że Farrell, zainteresowany jakoby tylko odwetem, nie zrobił równie bezosobowego wywiadu odnośnie do Meredith.

– W takim razie nie ma pan najmniejszego pojęcia o różnych drobiazgach z jej życiorysu – powiedział Stuart, ciągle przypatrując mu się znad brzegu swojej szklaneczki – jak na przykład o tym, że w lecie po jej pierwszym roku studiów przeżyła jakiegoś rodzaju tragiczny romans i że to dlatego z nikim się nie umawiała. To pan prawdopodobnie był zupełnie niechcący tego przyczyną – przerwał, widząc niezwykłe zainteresowanie i poruszenie Farrella tą informacją. Zbyt późno spróbował je ukryć, unosząc szklankę i popijając drinka. – I oczywiście – ciągnął dalej Stuart – nie wiedział pan też, że na przedostatnim roku na uczelni chłopak, któremu dała kosza, rozpowiadał, że ona albo jest lesbijką, albo jest kompletnie oziębła. Łatka lesbijki nie przylgnęła do niej na dobre tylko dzięki przyjaźni z Lisą Pontini, która chodziła z szefem Stowarzyszenia Studenckiego. Lisa była tak daleka od homoseksualizmu i tak lojalna w stosunku do Meredith, że przy pomocy swojego chłopaka ośmieszyła tamtego dokładnie. Jednak sprawa oziębłości przylgnęła do Meredith. Nazwali ją „Lodowa królowa”. Kiedy po studiach wróciła tutaj, szeptali jeszcze to przezwisko, ale ona była tak cholernie piękna, że to dodawało jej tylko atrakcyjności i dla wielu stanowiło wyzwanie. Poza tym, pokazanie się z Meredith Bancroft, patrzenie w jej twarz poprzez szerokość stolika restauracyjnego było takim zaszczytem dla tego delikwenta, że niewiele znaczyło to, że nie przespała się z nim.

Stuart czekał, mając nadzieję, że Farrell w końcu połknie przynętę i zacznie zadawać pytania, co mogłoby powiedzieć coś o jego prawdziwych uczuciach, tamten jednak albo nie żywił do niej żadnych uczuć, albo był zbyt przebiegły, by zdradzić się przed jej prawnikiem z czymś, co mogłoby spowodować, że ten powiedziałby jej, że jej mąż był zdecydowanie w niej zakochany i że w związku z tym może podrzeć ten dokument, nie ryzykując realizacji jego gróźb. Stuart był irracjonalnie przekonany, że sytuacja tak właśnie się przedstawiała, i powiedział obojętnie:

– Mogę pana o coś zapytać?

– Zapytać pan może – odparł Farrell.

– Co sprawiło, że zdecydował pan wystawić dzisiaj przeciwko niej aż dwóch prawników i to w dodatku znanych z notorycznego stosowania brutalnych metod?

Stuart po raz kolejny pomyślał, że nie uzyska odpowiedzi, ale Farrell przyznał z ironicznym uśmiechem:

– To był błąd taktyczny z mojej strony. Tak bardzo chciałem, żeby ta umowa została przygotowana na czas na to spotkanie, że nie dopilnowałem, żeby Levinson i Pearson zrozumieli, że chcę, żeby Meredith została przekonana do jej podpisania, a nie rozszarpana na strzępy.

Farrell wstał, odstawiając na stół swoją do połowy opróżnioną szklaneczkę. Dał tym do zrozumienia, że ich małe tête – à – tête dobiegło końca.

Stuartowi nie pozostało nic innego, jak tylko zrobić to samo i zebrać papiery. Robiąc to powiedział:

– To było coś więcej niż tylko błąd. To było coś na kształt śmiertelnego pocałunku. Poza tym, że ją pan zranił i postawił w przymusowej sytuacji, to jeszcze zawiódł pan jej zaufanie i poniżył ją, pozwalając Levinsonowi powiedzieć nam, że spała z panem w czasie ostatniego weekendu. Będzie pana nienawidzić za to o wiele dłużej niż przez jedenaście tygodni. Jeśli znałby pan ją lepiej, niż ją pan zna, zdałby pan sobie z tego sprawę.

– Meredith nie jest w stanie chować długo urazy – poinformował go Farrell stanowczym, zabarwionym dumą głosem. Stuart starał się ukryć szok, jaki te słowa w nim wywołały, ponieważ każde z nich niezamierzenie potwierdzało jego podejrzenia. – Jeśliby tak nie było, to ona nienawidziłaby swojego ojca za zmarnowane dzieciństwo i za to, że umniejszał jej sukcesy w pracy. Nienawidziłaby go też teraz za to, co nam zrobił jedenaście lat temu. Ona jednak próbuje go chronić przede mną. Meredith, zamiast nienawidzić, chce znajdować sposoby na usprawiedliwienie tego, co trudno jest wybaczyć ludziom, których kocha, wliczając tu i mnie. W moim wypadku, przekonuje się, że miałem prawo ją porzucić, bo przede wszystkim, kiedyś zostałem zmuszony, żeby się z nią ożenić. – Nieświadom fascynacji i zaskoczenia, jakich doświadczał Stuart, słysząc to, co mówił, Farrell spojrzał na niego poprzez dzielący ich stolik i dodał: – Meredith nie może znieść widoku ranionych ludzi. Posyła nieżyjącym dzieciom karteczki mówiące, że były kochane: płacze w ramionach starego człowieka, ponieważ on przez jedenaście lat wierzył, że unicestwiła jego nie narodzonego wnuka, a potem jedzie godzinami wśród śnieżycy, bo musi natychmiast powiedzieć mi, jak to naprawdę było. Ma miękkie serce i jest aż nadmiernie ostrożna. Jest też inteligentna, bystra i ma intuicję. Te wszystkie przymioty umożliwiły jej osiągnięcie sukcesu w pracy i dzięki nim nie pożarli jej inni, knujący dyrektorzy ani ona nie stała się podobna do nich. – Nachylił się, wziął wieczne pióro i rzucił Stuartowi zimne, wyzywające spojrzenie. – Co jeszcze muszę wiedzieć o niej?

Stuart triumfował:

– Do diabła – powiedział łagodnie, śmiejąc się. – Miałem rację, pan jest w niej zakochany. A ponieważ tak jest, nie zrobiłby pan najmniejszego ruchu, żeby zranić ją, procesując się z jej ojcem.

Farrell odgarnął poły marynarki, wsunął ręce do kieszeni i zepsuł trochę poczucie triumfu Stuarta, nie przejmując się ani trochę jego konkluzją, a całkowicie zepsuł je, dodając:

– Pan tak myśli, ale nie jest pan pewien na tyle, żeby ryzykować sugerowanie Meredith, żeby wystawiła mnie na próbę. Nie jest pan pewien nawet na tyle, żeby ponownie poruszyć z nią ten temat. A gdyby pan był tego pewien, wahałby się pan w dalszym ciągu.

– Doprawdy? – powiedział Stuart, uśmiechając się do siebie samego. Idąc do barku po teczkę, już zastanawiał się, co i w jaki sposób powiedzieć Meredith. – Skąd to przekonanie?

– Stąd – odpowiedział spokojnie Farrell zza jego pleców – że od chwili, kiedy zorientował się pan, że Meredith spała ze mną w ubiegły weekend, nie był pan zupełnie pewien właściwie niczego, szczególnie jej uczuć do mnie. – Mówiąc to, ruszył do gabinetu, eskortując grzecznie swojego gościa do wyjścia.

Stuart nagle przypomniał sobie trudny do opisania wyraz twarzy Meredith, kiedy stała, trzymając dłoń w ręce Farrella. Wzrastającą niepewność pokrył wzruszeniem ramion i powiedział:

– Jestem prawnikiem, moim zadaniem jest powiedzieć jej, co myślę, nawet jeśli to tylko przeczucie.

– Jest pan też jej przyjacielem i był pan kiedyś w niej zakochany. Jest pan zaangażowany osobiście i dlatego będzie pan się wahał i rozważał wszystko, aż w końcu zdecyduje pan zostawić sprawę jej własnemu biegowi. Przecież jeśli nic z tego nie wyjdzie, ona nie straci niczego przez spełnienie moich warunków, a tylko zyska pięć milionów.

Dotarli do biurka i Farrell stanął za nim. Stuart rozglądał się wokół, szukając pretekstu do powiedzenia czegoś, co mogłoby tamtego poruszyć. Jego spojrzenie padło na stojące na biurku Farrella, oprawione w ramki zdjęcie kobiety.

– Ma pan zamiar trzymać tu to zdjęcie, kiedy będzie pan zabiegał o względy swojej żony?

– Jak najbardziej.

Coś w sposobie, w jaki to powiedział, kazało mu się zastanowić nad swoim pierwszym wrażeniem, że kobieta ta była jego dziewczyną lub kochanką.

– Kto to jest? – zapytał bezceremonialnie.

– To moja siostra.

Farrell wpatrywał się w niego z tym samym, denerwującym spokojem i Stuart wzruszył ramionami. Celowo siląc się na agresję, powiedział:

– Ładny uśmiech. Ciało też niezłe.

– Zignoruję tę ostatnią uwagę – powiedział Farrell – i uprzejmie zaproponuję, żebyśmy zjedli we czwórkę kolację, kiedy mnie odwiedzi. Proszę powiedzieć Meredith, że przyjadę po nią jutro wieczorem o siódmej trzydzieści. Może pan zadzwonić rano do mojej sekretarki i podać jej adres.

Stuart skinął głową, otworzył drzwi i zamknął je za sobą. Nie pozostawało mu nic innego, został zwięźle odprawiony i potraktowany odpowiednio do sytuacji. Już poza biurem Farrella zaczął się zastanawiać, czy oddaje Meredith przysługę, nie mówiąc jej, żeby bez względu na to, czy jest w swoim mężu zakochana czy nie, uciekała od umowy, którą podpisała, najdalej i najszybciej jak potrafi. Ten człowiek był jak robot: nieczuły, wyizolowany, nie uznający kompromisów i zupełnie nie poddający się emocjom. Nawet obraźliwa uwaga pod adresem jego siostry nie zdołała drania rozzłościć.

Po przeciwnej stronie zamkniętych drzwi Matthew Farrell usiadł ciężko na swoim krześle, odchylił głowę do tyłu i przymknął oczy.

– Boże – szepnął, oddychając z drżeniem i głęboką ulgą. – Dzięki Ci.

To było coś najbardziej zbliżonego do modlitwy, na co się zdobył po raz pierwszy od ponad jedenastu lat. Był to pierwszy swobodniejszy oddech, jakiego zaczerpnął od dwóch godzin.