Выбрать главу

Najwyraźniej to samo działo się z Mattem, bo kiedy zatrzymali się na światłach, zapytał:

– Tak naprawdę, to ile listów ode mnie dostałaś?

Nie chciała mu odpowiedzieć. Próbowała go zignorować, ale była osobą, która w otwartej konfrontacji potrafiła obstawać przy swoim, ale nie leżało w jej naturze dąsanie się w ciszy.

– Pięć – powiedziała bezbarwnie, wpatrując się w swoje obciągnięte rękawiczkami dłonie.

– A ile ty napisałaś?

Zawahała się, a potem wzruszyła ramionami.

– Na początku pisałam do ciebie co najmniej dwa razy w tygodniu. Potem, kiedy nie dostawałam od ciebie odpowiedzi, ograniczyłam się do jednego tygodniowo.

– Napisałem do ciebie kilkanaście listów – powtórzył znacząco. – Założę się, że twój ojciec blokował naszą korespondencję. Najwyraźniej nie udało mu się przechwycić tych pięciu, które dotarły do ciebie!

– Teraz to nie ma żadnego znaczenia.

– Nie ma? – powiedział z kłującą ironią. – Boże, jak ja pomyślę o tym, jak czekałem na te listy i jak się czułem, kiedy nie nadchodziły!

Napięcie w jego głosie zaskoczyło ją niemal tak samo jak słowa, które wypowiedział. Spojrzała na niego zszokowana. Wtedy, w tamtych dniach, nie dał jej żadnych powodów, żeby mogła myśleć, że cokolwiek dla niego znaczyła. W łóżku tak, ale nie poza nim. Przyćmione światła konsoli rzucały cienie na ostre, mocne kontury jego twarzy. Uwydatniały posągowe usta i arogancki podbródek. Nagle poczuła się jakby przeniesiona w czasie. Siedziała w porsche, tuż obok niego, obserwowała, jak wiatr mierzwi jego gęste, ciemne włosy. Jego zmysłowość fascynowała ją i odpychała jednocześnie. Teraz był bardziej przystojny niż kiedykolwiek. Jego niezłomna ambicja została ukierunkowana i była realizowana; teraz była to siła: niekwestionowana, bezwzględna i ciągle zawierająca niesamowity potencjał na przyszłość. I ona doświadczała tej siły. Po kilku kolejnych minutach zapytała w końcu:

– Zbyt wiele oczekiwałabym, gdybym liczyła na informacje, dokąd mnie wieziesz?

Zobaczyła, że się uśmiecha, słysząc, że w końcu przerwała milczenie.

– Właśnie tutaj – powiedział, skręcając w bok i wprowadzając rollsa do podziemnego garażu pod budynkiem, w którym mieszkał.

– Powinnam wiedzieć, że będziesz tego próbował – wybuchnęła. Była zdecydowana wysiąść natychmiast, jak tylko zatrzyma samochód i jeśli trzeba, dotrzeć do domu nawet pieszo.

– Mój ojciec chce się z tobą zobaczyć – powiedział spokojnie Matt.

Zaparkował dokładnie naprzeciw windy, pomiędzy limuzyną z kalifornijską rejestracją a ciemnogranatowym jaguarem kabrioletem tak nowym, że miał tylko tymczasową tablicę rejestracyjną. Meredith wysiadła z samochodu, godząc się niechętnie iść na górę, skoro jego ojciec tam był.

Drzwi otworzył potężny szofer Matta. Z głębi domu, po schodach prowadzących do przedpokoju nadchodził już Patrick Farrell. Uśmiechnął się.

– Oto ona – powiedział Matt do ojca ze smętną żartobliwością. – Dostarczona tak, jak ci obiecywałem: cała, zdrowa i wściekła na mnie jak diabli.

Patrick wyciągnął ku niej ramiona. Promieniał cały. Nie patrząc na Matta, poddała się jego uściskowi.

Objął ją ramieniem i obrócił w stronę kierowcy.

– Meredith – powiedział. – To Joe O'Hara. Myślę, że nie byliście sobie jeszcze formalnie przedstawieni.

Meredith uśmiechnęła się słabo, z zażenowaniem przypominając sobie dwie pełne wzburzenia sceny, których świadkiem był ten człowiek.

– Dzień dobry, panie O'Hara.

– To prawdziwa przyjemność poznać panią, pani Farrell.

– Nazywam się Bancroft – powiedziała krótko Meredith.

– Racja – odpowiedział, – rzucając Mattowi wyzywający uśmiech. – Pat – rzekł, ruszając w stronę drzwi. – Będę czekał na ciebie przed wejściem.

Meredith była zbyt zestresowana, kiedy była tu po raz ostatni, żeby dostrzec ekstrawagancki luksus tego mieszkania. Teraz była zbyt spięta, żeby patrzeć na kogoś z obecnych, i rozejrzała się dookoła. Niechętnie przyznała, że mieszkanie robiło wrażenie. Zajmowało całe ostatnie piętro budynku, wszystkie zewnętrzne ściany były ze szkła, a za nimi rozciągała się niezwykła panorama nocnych świateł miasta. Trzy płaskie stopnie prowadziły z wyłożonego marmurem foyer do różnych jego części. Nie były one oddzielone od siebie ścianami, te funkcje pełniły pary marmurowych kolumn. Na wprost niej znajdował się pokój dzienny, na tyle duży, że mieścił kilka kanap, wiele krzeseł i stolików. Na prawo od tego pokoju była jadalnia. Umieszczona była tak samo jak foyer na wyższym poziomie, a wyżej, tuż za nią był przytulny pokój wypoczynkowy wyposażony w kunsztownie rzeźbiony angielski bar. Był to apartament zaprojektowany i urządzony z myślą o podejmowaniu w nim gości; robił wrażenie wielopoziomowością i marmurowymi podłogami; stanowił też przeciwieństwo mieszkania Meredith, ale mimo to podobał jej się niezmiernie.

– A więc – powiedział Patrick Farrell, uśmiechając się. – Jak ci się podoba mieszkanie Matta?

– Jest bardzo ładne – przyznała. Dotarło do niej w tej chwili, że obecność Patricka może być dla niej wybawieniem. Ani przez chwilę nie myślała, że on w pełni zdaje sobie sprawę z prawdziwych zamiarów, jakie Matt chciał realizować wobec niej, stosując swoją brutalną taktykę. Postanowiła, że o ile to będzie możliwe, porozmawia na osobności z Patrickiem i poprosi go o interwencję.

– Matt lubi marmur, ale ja nie czuję się swobodny w takim otoczeniu – zażartował, uśmiechając się. – Mam wrażenie, jakbym umarł i został pogrzebany.

– Mogę więc sobie wyobrazić, jak musi pan się czuć w jego marmurowych czarnych wannach – powiedziała z lekkim uśmiechem.

– Jak pogrzebany w wannie – natychmiast zgodził się Patrick, idąc obok niej przez jadalnię, pokonując trzy stopnie w górę do pokoju wypoczynkowego.

Patrick stal w dalszym ciągu, kiedy ona już usiadła, a Matt podszedł do barku.

– Czego się napijecie?

– Dla mnie napój imbirowy – powiedział Patrick.

– Dla mnie to samo – dodała Meredith.

– Ty napijesz się sherry – arbitralnie skontrował Matt.

– Ma rację – powiedział Patrick. – Ani trochę nie przeszkadza mi widok pijących łudzi. Więc – dodał – wiesz wszystko o marmurowych wannach Matta?

W tym momencie Meredith życzyła sobie z całych sił, żeby ta uwaga nigdy się jej nie wymknęła.

– Ja… ja widziałam kilka zdjęć tego mieszkania w jakiejś niedzielnej gazecie.

– Wiedziałem! – obwieścił Patrick, robiąc do niej oko. – Przez wszystkie te lata, kiedy tylko zdjęcie Matta pojawiało się w takim piśmie, mówiłem sobie: mam nadzieję, że Meredith Bancroft to widzi! Śledziłaś jego poczynania, prawda?

– Nie! – broniła się. – Z całą pewnością nie robiłam tego! Dziwne, ale to Matt wyratował ją z tej żenującej dyskusji.

Zerknął na nią sponad barku i powiedział:

– Skoro jesteśmy przy problemach związanych z rozgłosem, to chciałbym, żebyś mi powiedziała, jak masz zamiar utrzymać w tajemnicy nasze spotkania? Twój adwokat powiedział mi, że chcesz tego.

– W tajemnicy? – powtórzył Patrick. – Dlaczego miałabyś tego chcieć?

Przemknęło jej przez myśl co najmniej kilkanaście różnych powodów, ale nie nadawały się one raczej do przytoczenia jego ojcu. Matt załagodził jednak sprawę.

– To dlatego, że Meredith jest w dalszym ciągu z kimś zaręczona – wyjaśnił ojcu, po czym spojrzał na nią. – Od lat jesteś tutaj ciągle wymieniana, we wszystkich wiadomościach. Ludzie cię rozpoznają, gdziekolwiek pójdziemy.

– Pójdę zobaczyć, kiedy kolacja będzie gotowa.