Выбрать главу

Patrick ruszył w stronę jadalni. Meredith miała wrażenie, że albo był bardzo głodny, albo też po prostu znalazł pretekst, żeby się usunąć.

Odczekała, aż znalazł się poza zasięgiem ich głosów, a potem powiedziała z pełną złości satysfakcją:

– To nie ja zostałabym rozpoznana, ale ty. To ty jesteś amerykańskim symbolem seksu, to twoim mottem jest: „Jeśli coś się rusza, to należy się z tym przespać”. To ty sypiasz z gwiazdami rocka, a potem uwodzisz ich służące… Czy ty się śmiejesz? – zaczerpnęła powietrza, wpatrując się w jego drżące ramiona.

Spojrzał na nią z ukosa, otwierając butelkę z napojem imbirowym. Uśmiechnął się.

– Skąd bierzesz te rewelacje o służących?

– Kilka sekretarek w „Bancrofcie” to twoje wielbicielki – odparowała z gorzką pogardą. – Czytają o tobie w „Tattlerze”.

– W tym „Tattlerze”? – powiedział Matt, pokrywając uśmiech pełnym zastanowienia zmarszczeniem brwi. – Czy to jest to pismo, które podało, że zostałem zabrany na statek kosmitów i że ci obdarzyli mnie umiejętnością czytania przyszłości, powiedzieli mi, jakie decyzje w interesach mam podjąć?

– Nie, to był „World Star”! – odpowiedziała coraz bardziej sfrustrowana tym, jak lekko traktował całą sprawę. – Widziałam to w sklepie spożywczym.

Jego rozbawienie zniknęło i usłyszała w jego głosie lekkie podenerwowanie.

– Przypominam sobie, że czytałem gdzieś, że ty miałaś romans z jakimś pisarzem.

– To było w „Chicago Tribune” i nie napisali, że miałam romans z Joshuą Hamiltonem, tylko że często się spotykamy!

Wziął szklanki i zaniósł je do niej.

– A miałaś z nim romans?

Meredith wstała i wzięła szklaneczkę z jego dłoni.

– To byłoby trudne. Tak się składa, że Joshua Hamilton jest zakochany w moim przyrodnim bracie Joelu.

W końcu udało jej się zobaczyć Matthew Farrella kompletnie zagubionego.

– Jest zakochany w kim?

– Joel jest synem mojej przyrodniej babki, ale ponieważ jest niemal w moim wieku, już dawno temu ustaliliśmy, że będziemy dla siebie przyrodnim rodzeństwem. Jej drugi syn ma na imię Jason.

Matt skrzywił się.

– Rozumiem, że Joel jest gejem?

Pełen satysfakcji uśmiech Meredith zniknął. Zmarszczyła brwi, słysząc jego ton.

– Tak, ale nie waż się powiedzieć o Joelu złego słowa! On jest najmilszym i najserdeczniejszym człowiekiem, jakiego kiedykolwiek znałam! Jason jest heteroseksualny, ale to skończony łotr.

Złagodniał, słysząc tę agresywną obronę jednego z braci. Wyciągnął w jej kierunku dłoń, nie mogąc się oprzeć chęci dotknięcia jej.

– Kto by pomyślał – powiedział, z uśmiechem patrząc w jej zagniewane oczy i wierzchem zamkniętej dłoni musnął jej ramię – że ta grzeczna, układna panienka, którą poznałem tak dawno temu, ma tyle ofiar na swoim koncie?

Meredith wyrwała mu ramię nieświadoma obecności Patricka Farrella, który zamarł na najniższym stopniu schodków, przysłuchując się z fascynacją ich dyspucie.

– Ja przynajmniej nie spałam z nimi wszystkimi – odparowała zawzięcie – i nikt z nich nie miał różowych włosów!

– Kto ma różowe włosy? – zapytał Patrick przyduszonym, roześmianym głosem, ujawniając w końcu swoją obecność.

Matt uniósł wzrok rozkojarzony i zobaczył, że gosposia stawia tacę z kolacją na stole w jadalni.

– Jeszcze za wcześnie na kolację – powiedział, marszcząc brwi.

– To moja wina – odezwał Patrick. – Myślałem, że mój samolot odlatuje o północy, ale kiedy już pojechałeś po Meredith, zorientowałem się, że odlot jest o jedenastej. Poprosiłem panią Wilson o przyspieszenie kolacji o godzinę.

Meredith chciała, żeby ten wieczór skończył się jak najszybciej, i była zadowolona z wczesnej kolacji. Natychmiast zdecydowała, że poprosi Patricka, żeby jadąc na lotnisko, podrzucił ją do domu. Podniesiona na duchu tą perspektywą przebrnęła przez cały posiłek, zachowując względny spokój, tym bardziej że Patrick ułatwił jej to, podtrzymując bezosobową konwersację, w której brała udział tylko wtedy, kiedy Matt milczał. Chociaż Matt siedział u szczytu stołu, a ona na prawo, tuż obok niego, udało jej się, aż do uprzątnięcia talerzyków po deserze, nie tylko nie rozmawiać z nim, ale też i nie patrzeć na niego. Wydawało się, że koniec posiłku nadał całemu wieczorowi zupełnie nowy bieg.

Przedtem była przekonana, że Patrick nie zdawał sobie sprawy, jak wyjątkowo nieetyczne było zachowanie się jego syna w stosunku do niej, ale kiedy wstawał od stołu, zorientowała się, że jego neutralność okazała się iluzją.

– Meredith – zaczął tonem pełnym krytyki – od chwili, kiedy zasiedliśmy przy tym stole, nie odezwałaś się do Matta ani słowem. Milczenie nie jest rozwiązaniem. To, czego potrzebujecie, to jedna duża porządna kłótnia, w czasie której wykrzyczycie sobie wszystko i oczyścicie atmosferę. – Uśmiechnął się do Matta znacząco. – Możecie zacząć, jak tylko ucałuję Meredith na do widzenia. Joe czeka na mnie na dole.

Meredith wstała szybko.

– Nie będziemy się kłócić. Prawdę mówiąc, muszę już iść. Czy mógłby pan podrzucić mnie do domu?

Ton głosu Patricka był tym razem tak samo stanowczy, jak przedtem ojcowski i miły.

– Nie bądź niemądra, Meredith, zostaniesz tutaj z Mattem i to on odwiezie cię potem do domu.

– Nie jestem niemądra, panie Farrell…

– Tato.

– Przepraszam… tato – poprawiła się i potem, ponieważ zorientowała się, że będzie to jedyna szansa uzyskania poparcia z jego strony, powiedziała: – Nie wiem, czy orientujesz się, dlaczego jestem teraz tutaj? Jestem tutaj, ponieważ twój syn zaszantażował mnie i wmanewrował w spotykanie się z nim przez jedenaście tygodni.

Spodziewała się, że będzie zaskoczony, że zażąda od Matta wyjaśnień. Nie oczekiwała, że odpowie jej niewzruszonym spojrzeniem i stanie po stronie syna:

– On chce tylko powstrzymać cię przed zrobieniem czegoś, czego obydwoje moglibyście żałować przez całe życie.

Odsunęła się do tyłu, jakby ją spoliczkował. Odpowiedziała spokojnie, mocno akcentując słowa:

– Żadnemu z was nie powinnam była mówić prawdy o tym, co się wtedy stało. Dzisiaj przez cały wieczór myślałam, że nie zdajesz sobie sprawy, dlaczego tu jestem… – Głos jej się załamał, potrząsnęła z niedowierzaniem głową, zorientowała się, jak była naiwna. – Chciałam ci wszystko wyjaśnić i prosić cię, żebyś interweniował.

Patrick uniósł dłoń w bezradnym geście, szukając u niej zrozumienia, po czym zmartwiony spojrzał na Matta, który stał nieporuszony tą małą sceną.

– Muszę już iść – powiedział i dodał lakonicznie: – Chcesz, żebym przekazał coś od ciebie Julie?

– Możesz jej wyrazić moje współczucie – powiedziała cicho, odwracając się i rozglądając się za płaszczem i torebką – z powodu dorastania w rodzinie pozbawionych serca mężczyzn.

Ominął ją widok spiętej twarzy Matta, a na ramieniu poczuła dłoń Patricka. Zatrzymała się, ale nie odwróciła się do niego. Opuścił dłoń i wyszedł.

Z chwilą kiedy zamknęły się za nim drzwi, w mieszkaniu zaległa cisza… ciężka, pełna oczekiwania i napięcia. Meredith zrobiła krok do przodu, namierzając zabrać swoje rzeczy, ale Matt chwycił jej ramię i przyciągnął ją z powrotem.

– Biorę mój płaszcz, torebkę i wychodzę – powiedziała.

– Musimy porozmawiać, Meredith – powiedział chłodnym, oficjalnym tonem, jakiego szczególnie nie cierpiała u niego.

– Będziesz musiał użyć siły, żeby mnie zmusić do zostania tutaj – ostrzegła – a jeśli tego spróbujesz, to przyrzekam na Boga, że zaraz rano spowoduję, żeby cię aresztowali!

Matt sfrustrowany i rozbawiony przypomniał jej: