Kiedy leżała już w łóżku, pomyślała o Parkerze i straciła dobry nastrój. Przez cały dzień miała wrażenie, że on zadzwoni. W głębi duszy wiedziała, że mimo sposobu, w jaki się rozstali, żadne z nich nie chciało zerwać zaręczyn. Zaczęła ją dręczyć myśl, że może czeka na jej telefon. Jutro, zdecydowała, jutro zadzwoni i spróbuje mu jeszcze raz wszystko wytłumaczyć.
ROZDZIAŁ 43
– Dzień dobry, Matt – powiedział Joe, kiedy Matt kwadrans po ósmej następnego poranka usiadł na tylnym siedzeniu limuzyny. Niepewnie spojrzał na zwiniętą gazetę, którą Matt trzymał w dłoni, i dodał: – Czy… czy wszystko w porządku? To jest, mam na myśli ciebie i twoją żonę?
– Niezupełnie – odpowiedział sucho Matt. Ignorował „Chicago Tribune”, którą zwykle każdego poranka czytał w samochodzie. Tym razem wyciągnął przed siebie nogi i spoglądał przez boczne okienko. Na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech, kiedy limuzyna wtopiła się w uliczny ruch, a jego myśli powędrowały ku Meredith. Kilka minut upłynęło, zanim się zorientował, że tego ranka wyjątkowo jego samochód nie atakuje ryzykownie współużytkowników drogi. Zaskoczony podniósł wzrok i zobaczył, że Joe obserwuje go we wstecznym lusterku. – Jakiś problem? – zapytał go Matt.
– Nie, dlaczego?
– Właśnie przepuściłeś okazję wyprzedzenia tej furgonetki.
Joe przestał patrzeć we wsteczne lusterko, a Matt ponownie, z przyjemnością, skoncentrował swoje myśli na Meredith. Pozwolił im krążyć wokół niej aż do chwili, kiedy podjechali do budynku „Haskella” i wjechali do podziemnego garażu. Wysiadł z samochodu i zmusił się, żeby zacząć myśleć o czekającym go pełnym zajęć dniu.
– Dzień dobry Eleanor – powiedział z uśmiechem, przechodząc przez sekretariat i otwierając drzwi do swojego gabinetu – świetnie dzisiaj wyglądasz.
– Dzień dobry – zdołała odpowiedzieć dziwnie zszokowanym głosem.
Zgodnie z ich codziennym rytuałem podążyła do gabinetu i stanęła koło jego biurka. W jednej dłoni miała notatnik, a w drugiej pocztę i notatki z telefonów, jakie były do niego. Czekała, gotowa do zanotowania instrukcji dotyczących załatwienia każdej z tych spraw. Matt zauważył, że obrzuciła spojrzeniem gazetę, którą odłożył na biurko, ale uwagę jego przykuł pokaźny plik trzymanych przez nią informacji telefonicznych.
– To z redakcji gazet – powiedziała z niesmakiem przerzucając je. – Z „Tribune” dzwonili cztery razy, a z „Sun Times” trzy. „UPI” czeka właśnie na linii, a ludzie z „Associated Press” są na dole w hallu głównym. Razem z nimi czekają reporterzy z telewizji lokalnych i stacji radiowych. Były telefony ze wszystkich czterech głównych sieci telewizyjnych, łącznie z CNN. „People” chce zrobić z panem wywiad, ale „National Tattler” chce rozmawiać ze mną, powiedzieli, że chcą poznać pikantne szczegóły z punktu widzenia sekretarki. Odłożyłam słuchawkę. Miał pan też dwa anonimowe telefony. Obaj osobnicy donosili, że musi pan być homoseksualistą. Dzwoniła też panna Avery. Powiedziała, żeby panu przekazać, że jest pan kłamliwym draniem. Tom Anderson dzwonił, żeby zapytać, czy może w jakiś sposób pomóc, a strażnik z hallu prosił o przysłanie posiłków, żeby móc powstrzymać prasę od wtargnięcia tutaj. – Zrobiła pauzę i zerknęła na niego. – Tym ostatnim już się zajęłam.
Matt zmarszczył brwi i przebiegł w myślach działalność różnych firm Intercorpu, próbując dociec, co mogło spowodować takie podniecenie mediów.
– Czy stało się coś, o czym nie wiem?
Ze smętnym uśmiechem skinęła głową w stronę leżącej na biurku Matta zwiniętej gazety.
– Przeglądał pan już tę gazetę?
– Nie – powiedział, sięgając z irytacją po „Tribune” – ale jeśli wczoraj wieczorem wydarzyło się coś, co mogło wywołać taką burzę w prasie, to Anderson powinien był zadzwonić do mnie do do… Zerknął na pierwszą stronę gazety i zamarł zszokowany. Zdjęcia Meredith, jego własne i Parkera patrzyły na niego spod krzyczącego nagłówka:
FAŁSZYWY PRAWNIK PRZYZNAJE SIĘ DO OSZUKANIA SŁAWNYCH KLIENTÓW Chwycił gazetę, czytając tekst towarzyszący nagłówkowi. Rysy jego twarzy stężały.
Ubiegłego wieczoru policja z Belleville, Illinois, aresztowała Stanislausa Spyzhalskiego, lat 45, pod zarzutem oszustwa i prowadzenia praktyki prawniczej bez wymaganych uprawnień. Zgodnie z doniesieniami policji z Belleville, Spyzhalski przyznał się do oszukania setek klientów w czasie ostatnich 15 lat. Fałszował podpisy sędziowskie na dokumentach, które nigdy nie znalazły się w sądzie. Jednym z takich dokumentów było orzeczenie rozwodowe na rzecz spadkobierczyni sieci domów towarowych Meredith Bancroft i jej domniemanego małżonka, przemysłowca Matthew Farrella. Spyzhalski twierdzi, że 10 lat temu zosta! wynajęty dla przeprowadzenia tego rozwodu. Meredith Bancroft, której mające nastąpić małżeństwo z finansistą Parkerem Reynoldsem, zostało zapowiedziane w tym miesiącu… Rzucając niecenzuralny komentarz, Matt podniósł wzrok znad gazety, szacując ewentualne konsekwencje treści artykułu. Spojrzał na sekretarkę i gwałtownie zaczął wyrzucać z siebie instrukcje:
– Łącz mnie z Pearsonem i Levinsonem, a potem odszukaj mojego pilota. Zadzwoń do samochodu do Joego O'Hary, każ mu czekać w gotowości na dalsze instrukcje i połącz mnie z moją żoną.
Skinęła głową i wyszła, a Matt skończył czytanie artykułu. Urzędnicy zwrócili uwagę na osobę Spyzhalskiego po zaalarmowaniu ich przez człowieka z Belleville, który próbował uzyskać z sądu St. Clair kopie swojego rozwodu. Policja z Belleville odzyskała już niektóre akta będące w posiadaniu Spyzhalskiego, ale podejrzany odmówił przekazania reszty dokumentacji przed jutrzejszą rozprawą, na której zamierza sam się bronić. Ani Farrell, ani panna Bancroft, ani też Reynolds, nie byli osiągalni wieczorem… Szczegóły sprawy rozwodowej Bancroft – Farrell pozostają nieznane, ale policja z Belleville, jak zapewnia jej rzecznik, jest przekonana, że mało skromny i nie okazujący skruchy Spyzhalski ujawni wszystko… Serce Matta zamarło na myśl o ujawnieniu szczegółów rozwodu. Meredith rozwiodła się z nim z powodu porzucenia i znęcania się psychicznego. Już samo to wystarczyłoby, żeby prasa zrobiła z jego dumnej młodej żony osobę godną pożałowania i bezradną. Każda z tych ewentualności była druzgocąca dla tymczasowego prezydenta ogólnokrajowej korporacji, mającego nadzieję na stałe objęcie tej funkcji po przejściu ojca na emeryturę.
Ciąg dalszy historii był na stronie trzeciej i Matt, zirytowany, odszukał go. Zacisnął zęby na widok tego, co zobaczył. Pod bezczelnym nagłówkiem: „Menage à Trois?” było zdjęcie Meredith, uśmiechającej się do Parkera w tańcu na jakimś balu charytatywnym w Chicago i podobne zdjęcie Matta, tańczącego z rudowłosą dziewczyną na balu charytatywnym w Nowym Jorku. Tekst zamieszczony pod tymi zdjęciami opowiadał o tym, jak to Meredith kilka tygodni wcześniej w operze pogardliwie potraktowała Matta, potem zaś zajęto się szczegółami ich życia osobistego i upodobań w doborze partnerów. Matt wcisnął przycisk intercomu właśnie w chwili, gdy Eleanor weszła pospiesznie do jego gabinetu.
– Co u diabła dzieje się z tymi połączeniami? – zapytał agresywnie.
– Pearson i Levinson będą u siebie dopiero o dziewiątej – wyrecytowała. – Twój pilot odbywa właśnie lot próbny, testuje nowy silnik. Zostawiłam mu wiadomość, żeby zadzwonił, jak tylko wyląduje, co powinno nastąpić za dwadzieścia minut. Joe O'Hara już tutaj jedzie. Kazałam mu czekać w podziemnym garażu, żeby uniknąć reporterów w hallu…
– Co z moją żoną? – przerwał jej Matt, nieświadomy, że zupełnie odruchowo, drugi raz w ciągu pięciu minut, powiedział o Meredith w ten sposób.