Выбрать главу

– To może się okazać nie takie proste. Zgodnie z tym, co podali w wiadomościach, jest zdecydowany bronić się sam. Najwyraźniej to taki typ, który liczy na to, że odegra wielkie przedstawienie przed sądem i dziennikarzami.

– Spowoduj, żeby przestał mieć na to ochotę – warknął Matt. – Załatw przesunięcie tego przesłuchania i wywieź go z miasta, tak żeby dziennikarze nie mogli do niego dotrzeć. Potem sam zajmę się tym draniem.

– Jeśli on ma dokumentację, to kiedyś trzeba będzie ją przekazać jako materia! dowodowy. No i inni, którzy padli jego ofiarą, będą musieli być powiadomieni.

– Tym będziesz mógł się zająć później, razem z prokuratorem okręgowym. Mój samolot czeka na ciebie na Midway. Zadzwoń do mnie, kiedy już wszystko załatwisz.

– Jasne – powiedział Levinson.

Matt zakończył rozmowę, nie kłopocząc się powiedzeniem do widzenia i przełączył się na linię, na której czekał jego pilot.

– Przygotuj się do wystartowania w ciągu najbliższej godziny do Belleville, Illinois. Będziesz miał dwóch pasażerów, a w drodze powrotnej trzech. Jednego z nich wysadzisz gdzieś po drodze, powiedzą ci gdzie.

– W porządku.

Meredith zerknęła na niego, kiedy się rozłączył. Była trochę oszołomiona jego metodami i tempem działania.

– Jak zamierzasz – zapytała, tłumiąc uśmiech – zająć się Spyzhalskim?

– Zostaw to mnie. Zadzwoń do Parkera Reynoldsa. Jeszcze się z tego nie wyplątaliśmy.

Meredith posłusznie połączyła się z Parkerem. W chwili, kiedy się odezwał, stało się jasne, że uważa sytuację za beznadziejną.

– Meredith, przez cały poranek próbowałem się z tobą skontaktować, ale centrala nie łączyła rozmów do ciebie.

– Przykro mi z powodu tego wszystkiego – powiedziała, zbyt zaniepokojona, żeby sobie uświadomić, że odbywanie tej rozmowy na włączonej fonii mogło być nierozsądne. – Nawet nie umiem wyrazić, jak bardzo mi przykro.

– To nie twoja wina – westchnął ciężko. – Teraz musimy zdecydować, co robić. Jestem bombardowany ostrzeżeniami i radami. Ten arogancki sukinsyn, za którego wyszłaś, kazał dzisiaj rano swojej sekretarce zadzwonić do mnie, żeby przekazać mi instrukcje, jak mam się zachować. Sekretarce! Potem mój zarząd zdecydował, że powinienem złożyć publiczne oświadczenie, że nie wiedziałem nic o tym wszystkim…

– Nie! – przerwał mu z wściekłością Matt.

– Kto u diabła powiedział nie? – zdenerwował się Parker.

– Ja to powiedziałem, i to ja jestem tym sukinsynem, za którego ona wyszła – warknął Matt, marszcząc brwi na widok Lisy Pontini osuwającej się w konwulsjach śmiechu po ścianie. Ręką zasłaniała usta. – Jeśli złoży pan takie oświadczenie, będzie to wyglądać dla wszystkich tak, jakby rzucał pan Meredith na pożarcie wilkom.

– Nie mam zamiaru robić niczego w tym rodzaju! – skontrował ze złością Parker. – Jesteśmy zaręczeni!

Meredith, słysząc to, poczuła ogarniającą ją czułość i wdzięczność. Pomyślała, że chciał przecież zerwać ich zaręczyny, ale teraz, kiedy sprawy przyjęły tak niekorzystny obrót, stał u jej boku. Nieświadoma tego, co robi, uśmiechnęła się miękko w stronę telefonu.

Matt zauważył ten uśmiech i rysy jego twarzy stężały. Postarał się jednak skoncentrować na głównym problemie.

– O pierwszej po południu – poinformował Parkera i Meredith – pan, Meredith i ja będziemy mieli wspólną konferencję prasową. Jeśli treść naszego orzeczenia rozwodowego zostanie podana do publicznej wiadomości, Meredith będzie przedstawiana jako ofiara porzucenia maltretowana psychicznie.

– Zdaję sobie z tego sprawę – wycedził Parker.

– To dobrze – odparował z sarkazmem Matt. – Jeśli tak, to powinien pan być w stanie sprostać temu. Otóż w czasie tej konferencji mamy dać pokaz przykładnej solidarności. Zakładamy, że szczegóły naszego rozwodu zostaną ujawnione, i musimy je od razu zneutralizować.

– W jaki sposób?

– Stanąć przed wszystkimi i zachowywać się jak mała zżyta ze sobą rodzinka, w której wszyscy są oddani sobie całym sercem, ze szczególnym uwzględnieniem Meredith. Chcę, żeby każdy dziennikarz obecny tam tego popołudnia napatrzył się i nasłuchał tyle, żeby mieć dość na co najmniej kilka tygodni. Żeby mogli wynieść się z naszego życia i trzymać się od nas z daleka. Chcę, żeby opuścili tę salę konferencyjną przepełnieni sympatią do nas i przekonani, że nie ma między nami żadnych negatywnych uczuć. – Matt zrobił pauzę i spojrzał na Meredith. – Gdzie możemy zgromadzić wszystkich dziennikarzy? Sala konferencyjna w Intercorpie nie jest zbyt duża…

– Nasze audytorium na pewno wystarczy – powiedziała szybko Meredith. – Jest już udekorowane z okazji corocznego spotkania świątecznego. Jest więc czyste i przygotowane.

– Słyszał pan to? – Matt zapytał ostro Parkera. – Tak!

– W takim razie, niech pan tu przyjeżdża, najszybciej, jak to możliwe, żebyśmy mogli przygotować oświadczenie – zarządził Matt, rozłączając się natychmiast. Zerknął na Meredith. Jej spojrzenie nie mogło wymazać zazdrości, jaka go zżerała od chwili, kiedy dostrzegł, jak uśmiechała się, słysząc słowa Parkera; w jej oczach malował się teraz podziw, wdzięczność, lekkie zadziwienie. I wiele obawy.

Już miał powiedzieć coś uspokajającego, kiedy Lisa Pontini oderwała się od ściany. Usta jej drżały z rozbawienia.

– Zastanawiałam się czasami, jak pan zdołał spowodować, że Meredith, na nic nie zważając, poszła z panem do łóżka, zaszła w ciążę, wyszła za pana, niemal pojechała z panem do Ameryki Południowej… i wszystko to w zaledwie kilka dni. Teraz już wiem, jak się to stało. Parł nie idzie przez życie jak burza, ale jak tajfun! Czy może przypadkiem – zapytała – głosował pan kiedyś na Demokratów?

– Tak – sucho odpowiedział Matt, – Dlaczego pani pyta?

– Byłam po prostu ciekawa – skłamała, odnotowując pełne dezaprobaty skrzywienie Meredith.

Poważniejąc, Lisa wyciągnęła do niego rękę i powiedziała spokojnie:

– Jest mi bardzo miło, że w końcu poznałam męża Meredith.

Matt uśmiechnął się do niej i odwzajemnił uścisk dłoni. Zdecydował, że niezmiernie lubi Lisę Pontini.

ROZDZIAŁ 44

Zgodnie z sugestią Matta Meredith zaprosiła na konferencję prasową wszystkich dyrektorów i kierowników sklepu wyższej rangi, aby wyeliminować spekulacje wśród pracowników, udostępniając im fakty poprzez ich szefów. Żeby zyskać przychylność dziennikarzy, dział delikatesów „Bancrofta” został na polecenie Meredith udostępniony i brutalnie najechany przez wszystkich stu pięćdziesięciu dziennikarzy, którzy teraz zasiedli w audytorium po skonsumowaniu niebagatelnej ilości wyszukanego jedzenia i drogich win.

Meredith czekała w kulisach za sceną razem z dwoma mężczyznami, którzy pospieszyli jej z pomocą i czuła nie tylko wdzięczność, ale także dziwne zadowolenie. W zapomnienie poszedł układ, jaki wymógł na niej Matt, i umowa, jaką zawarła poprzedniego wieczoru z Parkerem. Jedyną liczącą się w tej chwili rzeczą było to, że obydwaj mężczyźni chcieli pomóc wtedy, kiedy ich potrzebowała. Spojrzała na Matta, starając się zachować spokój. Stał zaledwie kilka kroków od Parkera i przeglądał oświadczenie, które wypracowali wspólnie, ale które to on głównie zapisał. Parker robił dokładnie to samo i Meredith wiedziała dlaczego: obydwaj mężczyźni z premedytacją unikali rozmawiania ze sobą czy chociażby patrzenia na siebie. W jej biurze, kiedy uzgadniali sformułowania oświadczenia, które za chwilę miał odczytać szef public relations, traktowali się z chłodną grzecznością. To, że się nie lubili, rzucało się w oczy. Obydwaj przystali na to, że z chwilą, kiedy wyjdą na scenę, zaprezentują się jako przyjazny zespół, ale nie była pewna, czy będą w stanie zachować przekonujące pozory, skoro tak wyraźnie nie mogli się nawzajem znieść.