Выбрать главу

– Panno Bancroft – powiedziała dziennikarka „Tribune”. – Czy pani mogłaby powiedzieć, dlaczego rozpadło się pani małżeństwo?

Meredith wiedziała, że było to pytanie, na które Matt nie mógł za nią odpowiedzieć. Zdesperowana improwizowała. Z żalem i głosem, który, miała nadzieję, brzmiał żartobliwie, powiedziała:

– Wtedy myślałam, że życie u boku pana Farrella może być… nudne. – Ciągle jeszcze się śmiali, kiedy dodała serio: – Byłam dziewczyną z miasta, miałam niewiele lat, a Matt zaledwie w kilka tygodni po naszym ślubie wyruszył w dzikie stepy Ameryki Południowej. Losy poprowadziły nas w różne strony.

– Czy jest jakaś szansa na pojednanie między wami? – zapytał reporter MBC.

– Oczywiście nie – odruchowo odpowiedziała Meredith.

– To byłoby śmieszne, po tylu latach – dodał Parker.

– Panie Farrell? – nalegał ten sam dziennikarz. – Czy pan zechciałby odpowiedzieć na to pytanie?

– Nie – odparł niewzruszenie.

– Czy to jest pana odpowiedź, czy odmowa odpowiedzi?

– Proszę wybrać wersję, która się bardziej panu podoba – odpowiedział Matt z uśmiechem, który nie odbijał się w jego spojrzeniu, po czym skinął w stronę reportera chcącego zadać kolejne pytanie.

Posypały się one teraz szybko i gwałtownie, ale ponieważ najtrudniejsze już padły, Meredith poddała się hałasowi przetaczającemu się wokół niej i ogarnął ją dziwny spokój. Kilka minut później Matt rozejrzał się po zgromadzonych i powiedział:

– Nasz czas niemal dobiega końca. Mam nadzieję, że usłyszeliście państwo odpowiedzi na wszystkie pytania. Parker – zwrócił się do Reynoldsa z godną podziwu imitacją serdeczności – czy chciałbyś coś dodać?

Parker zdobył się na taki sam uśmiech.

– Myślę, Matt, że wszystko już zostało powiedziane. A skoro tak, to chodźmy stąd i pozwólmy, żeby Meredith powróciła do zarządzania tym miejscem.

– Zanim państwo wyjdziecie – zawołała rozkazująco jedna z kobiet, ignorując ich próbę zakończenia konferencji – chciałabym powiedzieć, że wszyscy państwo… wszyscy troje, przyjmujecie całą tę sytuację z nadzwyczajną gracją. Zwłaszcza pan, panie Reynolds. Pan, który znalazł się w centrum czegoś, nad czym ani wtedy, ani teraz nie ma pan absolutnej kontroli. Wielu oczekiwałoby z pana strony pokaźnej porcji antagonizmu w stosunku do pana Farrella, chociażby za spowodowanie zwłoki w pana małżeństwie z panną Bancroft.

– Nie ma tutaj powodów do antagonizmów – powiedział Parker, uśmiechając się zabójczo. – Matt Farrell i ja jesteśmy ludźmi cywilizowanymi i podchodzimy do tej sprawy spokojnie. Wszyscy troje znaleźliśmy się w niezwykłej sytuacji, która być może zostanie bez trudu rozwikłana. Prawdę mówiąc, cały ten problem niewiele różni się od problemu, jaki przedstawia sobą od początku nieprawidłowo wprowadzana w życie umowa handlowa, którą teraz należy skorygować.

Lisa czekała w kulisach, żeby uścisnąć Meredith.

– Chodź z nami na górę – szepnęła Meredith, mając nadzieję, że jej obecność sprawi, że Matt i Parker będą się zachowywać w stosunku do siebie bardziej poprawnie.

Wjeżdżali na górę windą zatłoczoną klientami sklepu. Jedna z kobiet w tyle windy nachyliła się do sąsiadki:

– To jest Meredith Bancroft z mężem i narzeczonym – obwieściła donośnym szeptem. – Obydwaj naraz, jeden i drugi, nieźle, co? A to jest Matthew Farrell, mąż. Umawia się z gwiazdami filmowymi!

Już przy pierwszym zdaniu Meredith dostała wypieków, ale nikt nie powiedział na ten temat ani słowa, dopóki nie znaleźli się w zaciszu biura Meredith. Milczenie przerwała Lisa, całując znowu Meredith i patrząc na nią ze śmiechem:

– Byłaś wspaniała, Mer! Cudowna!

– Nie użyłabym aż tak wielkich słów – powiedziała słabo Meredith.

– Ależ byłaś wspaniała! Własnym uszom nie wierzyłam, kiedy powiedziałaś o przebraniu za śliwkę w szóstej klasie. To wcale niepodobne do ciebie, zawsze tak poprawnej – odwracając się do Matta dodała: – Masz na nią dobry wpływ.

– Nie masz do zrobienia jakiejś pracy, za którą ci płacą? – warknął Parker.

Lisa, która pracowała zwykle niesamowitą ilość godzin, często po zamknięciu sklepu, wzruszyła ramionami.

– Jeśli chodzi o ścisłość, to odpracowuję tu więcej godzin niż te, za które mi płacą.

– Ja natomiast mam rzeczy, do których powinnam się wziąć – powiedziała Meredith, krzywiąc się lekko.

Parker wysunął się do przodu i pocałował ją w policzek. Patrząc z uśmiechem w jej oczy powiedział:

– Do zobaczenia w sobotę wieczorem.

Matt dał Meredith dwie sekundy na odmówienie, a kiedy zobaczył, że się waha, spojrzał na Parkera i obwieścił beznamiętnie:

– Nie sądzę, aby to było możliwe.

– Chwileczkę, Farrell! Przez następnych jedenaście tygodni soboty mają należeć do ciebie, ale ta jedna jest moja. Tak się składa, że są to trzydzieste urodziny Meredith i zaplanowaliśmy je dawno temu. Idziemy do „Antonia”.

Matt zwrócił się ku Lisie i zapytał krótko:

– Czy masz już jakieś plany na sobotę?

– Prawdę mówiąc, to nic takiego, czego nie mogłabym zmienić – odparła zaskoczona.

– Świetnie, w takim razie będzie nas czworo – zarządził. – Ale nie u „Antonia”. To zbyt uczęszczane miejsce i zbyt dużo tam światła. Rozpoznaliby nas w ciągu kilku sekund. Wybiorę jakiś lokal. – Był irracjonalnie poirytowany tym, że Meredith nie odmówiła Parkerowi. Skinął głową i wyszedł.

Parker poszedł w jego ślady i tylko Lisa zwlekała z odejściem. Na jej twarzy malowało się oszołomienie. Ciężko przysiadła na poręczy fotela.

– Boże mój, Mer – powiedziała śmiejąc się. – Już się nie dziwię, że zgodziłaś się na jego warunki. To najbardziej zadziwiający mężczyzna, jakiego kiedykolwiek poznałam…

– Nie ma nic zabawnego w tym wszystkim – odpowiedziała Meredith, nie chcąc komentować walorów osobowości Matta. – Mój ojciec ma w czasie całego rejsu czytać i oglądać rzeczy absolutnie rozrywkowe. Jeśli zdecyduje się złamać zakaz lekarza i obejrzy wiadomości, to będę miała szczęście, jeśli nie skończy się to wysłaniem po niego helikoptera pogotowia.

– Na twoim miejscu – powiedziała z niesmakiem Lisa – wysłałabym myśliwce, żeby go dopaść po tym, co zrobił jedenaście lat temu.

– Nie każ mi teraz o tym myśleć, bo oszaleję. Zajmę się tym, kiedy wróci do domu. Wyciągnę wtedy wszystko. Rozmyślałam o tym przez ostatnie dni i obiektywnie rzecz biorąc, on najpewniej był przekonany, że chronił mnie przed goniącym za pieniędzmi chłopakiem, który w końcu złamałby mi serce.

– I w takim razie postanowił, że to on sam ci je złamie! Meredith zawahała się, po czym przyznała spokojnie:

– Coś w tym rodzaju. – Zmusiła się, żeby na razie przestać myśleć o swoich osobistych problemach, bo tylko tak mogła funkcjonować dalej. – Do zobaczenia w sobotę – powiedziała do Lisy.

ROZDZIAŁ 45

O wpół do piątej następnego. popołudnia Matt spojrzał znad stołu konferencyjnego, przy którym odbywał właśnie spotkanie z trzema ze swoich dyrektorów, i sięgnął po słuchawkę telefonu.

– O ile nie jest to sprawa życia lub śmierci – powiedział do Eleanor, zanim zdążyła podać mu powód, dla którego go niepokoiła – nie chcę o tym słyszeć, dopóki tutaj nie skończę.

– Dzwoni panna Bancroft – powiedziała z uśmiechem satysfakcji w głosie. – Czy zaliczymy to do sytuacji nagłych?

– Tak – powiedział też z uśmiechem, ale nie był w zbyt miłym nastroju, rozpoczynając tę rozmowę z Meredith. Dzwonił do niej późnym popołudniem poprzedniego dnia z wiadomością, że kontroluje poczynania Spyzhalskiego i że jest on w miejscu, w którym dziennikarze do niego nie dotrą. Od sekretarki Meredith dowiedział się, że będzie na zebraniu jeszcze przez kilka godzin i w tej sytuacji zdecydował, że nie zostawi jej w niepewności, i podyktował sekretarce wiadomość dla jej. Pieczołowicie dobrał słowa tej notatki i poprosił o zaniesienie jej do Meredith. Nie raczyła oddzwonić do niego tego wieczoru i zastanawiał się, czy oznaczało to, że była zbyt zajęta celebrowaniem tej wiadomości w łóżku z Reynoldsem. Przez cały tydzień prześladowała go myśl, że może w dalszym ciągu z nim sypia. Ostatniej nocy nie mógł zasnąć z tego powodu aż do rana. Podniósł słuchawkę telefonu, rzucając przepraszające spojrzenie mężczyznom siedzącym przy stole.