Выбрать главу

– Skręć tutaj – powiedziała kwadrans później, kiedy zbliżyli się do potężnej kutej, żelaznej bramy. Nachyliła się i nacisnęła przycisk na tablicy rozdzielczej. Brania otworzyła się.

ROZDZIAŁ 9

– Tutaj mieszkam – powiedziała Meredith, kiedy zatrzymali się na podjeździe przed frontowymi drzwiami.

Matt spojrzał na imponującą kamienną budowlę z ołowianymi obramowaniami wokół okien. Meredith otwierała drzwi.

– To wygląda jak muzeum.

– Dobrze, że nie użyłeś słowa mauzoleum – uśmiechnęła się do niego przez ramię.

– Nie, ale tak właśnie pomyślałem.

Meredith, ciągle uśmiechając się na wspomnienie jego słów, wprowadziła go do mrocznej biblioteki na tyłach domu. Zapaliła lampę. Serce jej zamarło, kiedy zobaczyła, że Matt kieruje się prosto do stojącego na biurku telefonu. Chciała, żeby został, chciała z nim rozmawiać. Chciała zrobić cokolwiek, żeby uniknąć rozpaczy, która na pewno owładnęłaby nią, jak tylko zostałaby sama.

– Nie musisz od razu wychodzić. Mój ojciec będzie grał w karty w klubie do drugiej w nocy.

Odwrócił się, słysząc desperację w jej głosie.

– Nie boję się twojego ojca, Meredith. Myślę tylko o tobie, ty musisz z nim mieszkać. Jeśli wróci i zastanie mnie tutaj…

– Nie wróci – przyrzekła. – Mój ojciec nie pozwoliłby nawet śmierci przeszkodzić sobie w grze. Gra w karty to jego obsesja.

– Ma też nielichą obsesję na twoim punkcie – powiedział bezbarwnie Matt.

Wstrzymała oddech, zanim po chwili zastanowienia odłożył słuchawkę. Zanosiło się na to, że przez całe miesiące nie będzie miała tak przyjemnego wieczoru jak ten. Zamierzała przedłużyć go, jak tylko się da.

– Napiłbyś się brandy? Obawiam się, że nie mogę cię poczęstować niczym innym, bo służba już śpi.

– Może być brandy.

Podeszła do barku i wyjęła karafkę. Za jej plecami rozległ się głos Matta:

– Czy służący zamykają lodówkę na noc na klucz? Zastygła z karafką w dłoni.

– Coś w tym rodzaju – powiedziała wymijająco.

Jak tylko podeszła do kanapy ze szklaneczką dla niego, zorientowała się, że nie udało jej się go wyprowadzić w pole. Zobaczyła rozbawienie w jego oczach.

– Nie umiesz gotować, księżniczko, prawda?

– Na pewno bym potrafiła – zażartowała – gdyby tylko ktoś pokazał mi drogę do kuchni, a potem palcem wskazał kuchenkę i lodówkę.

Kąciki jego ust uniosły się w uśmiechu. Nachylił się i postawił swoją szklankę na stoliku. Wiedziała dokładnie, co zamierza zrobić, jeszcze zanim chwycił jej nadgarstki i zdecydowanie pociągnął ją ku sobie.

– Wiem, że umiesz gotować – powiedział, podnosząc jej podbródek.

– Skąd ta pewność?

– Stąd – wyszeptał – że mniej niż godzinę temu doprowadziłaś mnie do wrzenia.

Jego usta były o milimetry od jej warg. W tej chwili za – brzmiał ostry dzwonek telefonu. Odskoczyła od niego gwałtownie. Kiedy podniosła słuchawkę, głos jej ojca zadziałał jak powiew arktycznego powietrza.

– Cieszę się, że byłaś na tyle rozumna, żeby zrobić tak, Juk ci kazałem. Chcę, żebyś wiedziała – dodał – że już miałem zamiar pozwolić ci iść do Northwestern. Teraz jednak możesz o tym zapomnieć. Twoje dzisiejsze zachowanie to dowód, że nie można ci ufać. – Nie mówiąc nic więcej, rozłączył się.

Meredith drżącymi dłońmi odłożyła słuchawkę. Jej ramiona, kolana, a potem całe ciało zaczęło drżeć z bezsilności i gniewu. Szukając oparcia, położyła dłonie na blacie biurka.

Matt podszedł do niej. Położył dłonie na jej ramionach.

– Meredith – powiedział głosem pełnym zatroskania. – Kto dzwonił? Czy coś się stało?

– To był mój ojciec. Upewniał się, że jestem w domu, jak rozkazał – wyjaśniła drżącym głosem.

Po chwili ciszy zapytał:

– Co zrobiłaś, że on ci aż tak nie ufa?

Delikatna nutka oskarżenia brzmiąca w głosie Matta ubodła ją i pozbawiła resztek samokontroli.

– Co ja zrobiłam? – powtórzyła. W jej głosie brzmiała histeria. – Co ja zrobiłam?

– Musiałaś dać mu jakiś powód, żeby pilnował cię w ten sposób.

Aż gotowała się wewnętrznie z oburzenia. W oczach błyszczały jej łzy. Zaczynał się w niej formować pewien plan. Odwróciła się do niego i dłonie położyła na jego mocnej piersi.

– Moja matka była nietypowa. Nie umiała trzymać rąk z dala od innych mężczyzn. Ojciec mnie pilnuje, bo wie, że jestem taka jak ona.

Zmarszczył brwi, kiedy oplotła rękami jego szyję.

– Co u diabła robisz?

– Dobrze wiesz, co robię – szepnęła. Przycisnęła się do niego całą sobą, zanim zdążył odpowiedzieć, i pocałowała go namiętnie.

Pragnął jej. Wyczuła to w chwili, kiedy ją objął, przyciągając mocno do swojego naprężonego ciała. Chciał jej. Jego usta zagarnęły jej wargi w nienasyconym pocałunku, a ona starała się zrobić wszystko, żeby nie przestał. Zresztą ona też nie mogłaby już przestać. Niezręcznymi palcami rozpinała pospiesznie jego koszulę, obnażając opalone mięśnie pokryte sprężynującymi, czarnymi włosami. Zamknęła mocno oczy; usiłowała odpiąć zamek swojej sukienki. Chciała tego, zasłużyła na to, mówiła sobie szaleńczo.

– Meredith?

Podniosła głowę na dźwięk jego spokojnego głosu, ale nie zdobyła się na odwagę, żeby spojrzeć mu w oczy.

– Jestem zaszczycony jak diabli, ale nigdy nie zdarzyło mi się spotkać kobiety, która zaczęłaby zdzierać z siebie ubranie z tak wielką pasją tylko po jednym pocałunku.

Meredith, na samym już wstępie poczuła się pokonana. Oparła czoło o jego pierś. Jego dłoń zsunęła się na jej kark, pieszcząc go. Objął jej talię drugą ręką i przysunął ją bliżej. Potem przesunął pałce w dół po jej plecach aż do suwaka sukienki. Staniczek bardzo kosztownej, szyfonowej sukni opadł w dół.

Przełykając głośno, zaczęła podnosić ręce, żeby się zakryć, ale powstrzymała się.

– Nie jestem… nie jestem zbyt dobra w tym – powiedziała, podnosząc ku niemu oczy.

Opuścił powieki. Przeniósł wzrok na jej piersi.

– Nie jesteś? – szepnął namiętnie, pochylając głowę.

Meredith chciała się zapomnieć i udało jej się to przy następnym pocałunku. Jej palce odnajdywały napięte mięśnie na jego plecach. Całowała go ze ślepą potrzebą, a kiedy jego uchylone usta zaczęły mocniej napierać na jej wargi, poddała się inwazji jego języka. Odwzajemniła ją tak, że stracił oddech; uchwycił ją mocniej. Wtedy nagle poczuła, że nie panuje nad sobą; nie liczyło się dla niej nic poza doznawanymi emocjami. Jego usta wpiły się w nią z niepohamowanym pożądaniem, jej ubranie zsunęło się, owionął ją prąd chłodnego powietrza. Uwolnione włosy opadły na jej ramiona. Pokój zawirował. Znalazła się na kanapie, tuż obok pożądającego jej, nagiego męskiego ciała. Wirowanie ustało. Meredith wypłynęła odrobinę z ciemnego, słodkiego świata jego ust i rozniecających jej namiętność pieszczot jego dłoni. Rozchyliła powieki i zobaczyła, że oparł się na łokciu i studiował jej twarz oświetloną delikatnym blaskiem stojącej na biurku lampy.