Выбрать главу

Jego zaufanie poruszyło ją. Powiedziała miękko:

– Musiałeś kochać ją bardzo. – Była świadoma tego, że to delikatna sprawa i dodała: – Nigdy nie znałam swojej matki. Wyjechała do Włoch po rozwodzie. Miałam szczęście, nie uważasz? Nie znałam jej i nie kochałam jej przez te wszystkie lala po to, żeby dopiero po jakimś czasie ją stracić.

Matt zorientował się, do czego zmierza, i nie próbował wyszydzać jej wysiłków.

– To mile, co powiedziałaś – rzeki poważnie. Starając się zmienić nastrój, oznajmił krzywiąc się: – Mam zadziwiająco dobry gust, jeśli chodzi o kobiety.

Meredith wybuchnęła śmiechem i poczuła radość, kiedy jego ręka prześlizgnęła się po jej plecach i znalazła się na jej talii. Przycisnął ją mocno do swojego boku. Szli dalej. Po kilku krokach pomyślała o czymś, co spowodowało, że zatrzymała się gwałtownie.

– Czy byłeś już kiedyś żonaty?

– Nie, a ty? – dodał drocząc się z nią.

– Wiesz doskonale, że nie… że byłam… – przerwała. Nie czuła się swobodnie, mówiąc o tym.

– Tak, – wiem – potwierdził. – Jedno, czego nie rozumiem, to jak udało się komuś wyglądającemu tak jak ty dotrzeć do osiemnastych urodzin i nie stracić po drodze dziewictwa z jakimś bogatym, prawiącym śliczne słówka chłoptasiem.

– Nie lubię chłoptasiów – odpowiedziała Meredith, a potem rozbawiona spojrzała na niego. – Właściwie to do tej pory nie zdawałam sobie z tego sprawy.

Matt był bardzo zadowolony, słysząc to. Było pewne, że teraz nie wychodziła za nikogo takiego. Czekał, żeby powiedziała coś więcej. Kiedy milczała, ponaglił ją, nie mogąc uwierzyć.

– I to wszystko? To twoja odpowiedź?

– Jej część. Cała prawda to to, że do szesnastego roku życia byłam tak nieatrakcyjna, że chłopcy trzymali się ode mnie z daleka. Do momentu, kiedy przestałam być nieatrakcyjna, byłam już tak wściekła na nich za ignorowanie mnie przez te lata, że nie miałam o nich, jako o całości zbyt wysokiego mniemania.

Spojrzał na jej piękną twarz, ponętne usta, błyszczące oczy i uśmiechnął się.

– Naprawdę byłaś nieatrakcyjna?

– Pozwól, że ujmę to w ten sposób – powiedziała sucho. – Jeśli będziemy mieli córkę, to będzie dla niej lepiej, jeśli jako dziecko i nastolatka będzie podobna do ciebie!

Miłą ciszę zakłócił wybuch śmiechu Matta. Objął ją. Ciągle się śmiejąc, zanurzył twarz w jej pachnących włosach, zaskoczony czułością, jaka ogarnęła go w tej chwili. Był wzruszony, że mu się zwierzyła. Najwyraźniej rzeczywiście miała kiedyś problemy ze swoim wyglądem. Czuł też uniesienie, ponieważ… ponieważ… Nie chciał myśleć o tym, skąd ono wypływało. Najważniejsze w tej chwili było to, że ona też się śmiała i że też go objęła. Z poważnym uśmiechem potarł policzkiem o jej głowę i szepnął:

– Jeśli o kobiety chodzi, mam wspaniały gust.

– Cóż, nie pomyślałbyś tak jeszcze kilka lat temu – powiedziała, śmiejąc się i odchylając się lekko w jego objęciach.

– Umiem przewidywać – zapewnił ją spokojnie. – Pomyślałbym tak nawet wtedy.

W godzinę później siedzieli na stopniach werandy, zwróceni do siebie, każde oparte o balustradę. Matt siedział o stopień wyżej. Wyciągnął przed siebie długie nogi. Meredith, u stopień niżej, przyciągnęła kolana do piersi i oplotła je ramionami. Nie starali się już poznawać się nawzajem na siłę, dlatego tylko że była w ciąży i że wkrótce się pobierali. Byli teraz po prostu parą siedzącą na ganku w letnią noc, cieszącą się swoim towarzystwem.

Meredith odchyliła głowę do tyłu i z przymkniętymi oczami wsłuchiwała się w cykanie świerszczy.

– O czym myślisz? – zapytał.

– Myślę o tym, że niedługo już nadejdzie jesień – powiedziała, spoglądając na niego. – Jesień to moja absolutnie ulubiona pora roku… Wiosna jest przereklamowana. Jest wilgotno, a drzewa są ciągle jeszcze gołe po zimie. Zima ciągnie się i ciągnie. Lato jest przyjemne, ale wszystko zawsze wygląda tak samo. Jesień to co innego. Czy sądzisz, że jest jakikolwiek zupach dorównujący zapachowi palonych liści? – zapytała przejęta. Matt pomyślał, że ona sama pachnie o niebo lepiej niż palone liście, ale nie przerywał jej. – Jesień jest podniecająca, ciągle coś się zmienia. To jak zmrok.

– Zmrok?

– Zmrok to moja ulubiona pora dnia, z tych samych powodów. Kiedy byłam mała, miałam zwyczaj w lecie o zmroku chodzić aleją aż do ogrodzenia. Obserwowałam światła przejeżdżających samochodów. Wszyscy mieli miejsca, do których spieszyli, rzeczy, które mieli zrobić. Wieczór był takim początkiem wszystkiego… – urwała zawstydzona. – To musiało zabrzmieć niesamowicie głupio.

– To zabrzmiało jak coś pełnego samotności.

– Tak naprawdę, nie byłam samotna. Byłam po prostu marzycielką. Wiem, że tamtej nocy w Glenmoor mój ojciec zrobił na tobie okropne wrażenie. Nie jest bestią, którą ci się wydał. On mnie kocha, a wszystko, co próbuje robić, robi po to, żeby mnie ochronić i zapewnić mi to, co najlepsze.

Nagle wspaniały nastrój Meredith prysnął. Rzeczywistość przytłoczyła ją z przyprawiającą o mdłości siłą:

– I w zamian za to zjawię się za kilka dni w domu w ciąży i…

– Uzgodniliśmy, że nie będziemy martwić się o to wszystko dzisiejszego wieczoru – przerwał jej.

Meredith skinęła potakująco głową i próbowała się uśmiechnąć. Nie umiała jednak nadawać pożądanego toku swoim myślom, tak jak najwyraźniej on potrafił. Naraz wyobraziła sobie swoje dziecko stojące na końcu jakiejś alei w Chicago, samotne, wpatrujące się w przejeżdżające samochody. Bez rodziny, braci, sióstr, bez ojca. Mające tylko ją. Nie była pewna, czy to by mu wystarczyło.

– Jeśli jesień jest czymś, co lubisz najbardziej, to czego nie lubisz najbardziej? – zapytał Matt, próbując odwrócić jej uwagę od przykrych myśli.

Zastanowiła się przez chwilę.

– Widoku placów, na których sprzedają choinki w dzień po Bożym Narodzeniu. Jest coś smutnego w tych ślicznych drzewkach, których nikt nie kupił. One są jak niechciane sieroty… – przerwała, zdając sobie sprawę, jak to zabrzmiało. Szybko odwróciła wzrok.

– Jest po północy – powiedział Matt wstając. Wiedział, że nic nie wyciągnie jej z tego nastroju. – Chodźmy już do łóżka.

Zabrzmiało to tak, jakby uważał za naturalne, że powinni albo będą chcieli spędzić tę noc razem. Nagle poczuła panikę na myśl o tym. Była w ciąży, a on miał zamiar ją poślubić, dlatego że powinien to zrobić; cała ta sytuacja już teraz była deprymująca. Czuła się jak ktoś bezwartościowy, była upokorzona.

Nie rozmawiając, zgasili światło w pokoju na dole i weszli na górę. Drzwi do pokoju Matta były tuż przy podeście, podczas gdy pokój Julie był na lewo, w końcu korytarza, za łazienką. Kiedy znaleźli się przy drzwiach Matta, Meredith przejęła inicjatywę.

– Dobranoc, Matt – powiedziała z drżeniem w głosie.

Wyminęła go, uśmiechając się sztucznie. Zostawiła go stojącego w drzwiach pokoju. Nie próbował jej zatrzymać. Emocje Meredith skakały szaleńczo od uczucia ulgi aż po uczucie zawodu. Wchodząc do pokoju Julie, pomyślała, że najwyraźniej kobiety w ciąży nie są pociągające nawet dla mężczyzn, którzy jeszcze kilka tygodni wcześniej kochali się z nimi z pasją i pożądaniem. Weszła do pokoju.