Matt zignorował go.
– Bierz ten czek, bo to jedyne pieniądze, jakie kiedykolwiek ode mnie zobaczysz.
– Nie interesują mnie pańskie cholerne pieniądze!
– Ostrzegam cię, Farrell – twarz znowu pociemniała mu z gniewu – weź ten czek.
Z lodowatym spokojem Matt powiedział:
– Wsadź go sobie…
Pięść Bancrofta wystrzeliła do przodu z zadziwiającą siłą. Matt uchylił się przed ciosem, chwycił w locie ramię Bancrofta, pociągnął go do przodu, obrócił dookoła i szarpnął jego ramię do tyłu, przyciskając je równocześnie do pleców przeciwnika. Warknął, miękko modulując głos:
– Słuchaj mnie uważnie, Bancroft. W ciągu kilku lat zdobędę wystarczającą ilość pieniędzy, żeby cię wykupić, a potem pogrzebać, jeśli ośmielisz się ingerować w moje małżeństwo. Rozumiemy się?
– Puść moje ramię, sukinsynu.
Matt odepchnął go i ruszył w stronę drzwi. Za jego plecami Bancroft w zadziwiającym tempie doszedł do siebie.
– Obiad w niedzielę jest o trzeciej – rzucił. – Wolałbym, żebyś nie niepokoił Meredith tym, co się tu wydarzyło. Jak słusznie zauważyłeś, ona jest w ciąży.
Matt zatrzymał się z ręką już na klamce. Odwrócił się, milcząco akceptując tę propozycję, ale Bancroft jeszcze nie skończył. Dziwne, ale wydawało się, że wyładował swoją wściekłość a teraz, niechętnie, akceptował to, że nie może przerwać tego małżeństwa. Zdawał sobie też sprawę z tego, że dalsze próby przeprowadzenia takiego manewru mogą doprowadzić do oziębienia stosunków między nim a Meredith.
– Nie chcę stracić córki, Farrell - powiedział z kamiennym spokojem. – Jest oczywiste, że my nigdy się nie polubimy, jednak musimy dla jej dobra spróbować przynajmniej tolerować się nawzajem.
Matt obserwował pełną złości, zaciętą twarz starszego mężczyzny, ale nie znajdował w niej śladów nieszczerości. Co więcej, to, co sugerował, było logiczne i miało sens. Takie postawienie sprawy leżało w interesie jego i jego córki. Matt wziął tę ofertę za dobrą monetę i po chwili zastanowienia skinął głową akceptując ją.
– Możemy spróbować.
Philip Bancroft patrzył, jak Matt wychodzi z pokoju i zamyka za sobą drzwi, potem powoli podarł czek na drobne kawałeczki. Z kpiącym uśmieszkiem na twarzy powiedział:
– Popełniłeś właśnie dwa poważne błędy, Farrelclass="underline" odmówiłeś wzięcia tego czeku i nie doceniłeś swojego przeciwnika.
Meredith leżała obok Matta i obserwowała pełen cieni baldachim nad swym łóżkiem. Była zaniepokojona zmianą, jaką wyczuła w nim po rozmowie z jej ojcem. Kiedy zapytała, co zaszło w bibliotece, powiedział jej:
– Próbował namówić mnie, żebym zniknął z twojego życia. Po tym spotkaniu obydwaj mężczyźni odnosili się do siebie poprawnie, Meredith sądziła więc, że zawarli rozejm, i dlatego zapytała żartobliwie Matta:
– Udało mu się to? Odpowiedział, że nie, i uwierzyła mu. Tego wieczoru jednak kochał się z nią z pełną szorstkości determinacją, co było zupełnie niepodobne do niego. Miała wrażenie, jakby chciał naznaczyć ją swoim ciałem… albo żegnał się z nią…
Ukradkiem spoglądała na niego; nie spał. Szczęki miał zaciśnięte, był pogrążony w myślach. Nie umiała powiedzieć, czy był zły, smutny, czy po prostu zamyślony. Znali się dopiero sześć dni i teraz bardziej niż kiedykolwiek uświadomiła sobie, jak wielki był to minus dla ich związku. Nie potrafiła rozszyfrować nastroju Matta.
– O czym myślisz? – zapytał znienacka.
Zaskoczona jego nagłą ochotą do rozmowy, powiedziała:
– Myślałam o tym, że znamy się zaledwie od sześciu dni. Kpiący uśmiech wykrzywił jego przystojną twarz, tak jakby oczekiwał, że powie coś takiego.
– To wspaniały powód, żeby zarzucić myśl o utrzymaniu naszego małżeństwa, prawda?
Kiedy usłyszała te słowa, niepokój, jaki czuła, przeszedł w panikę. Zrozumiała z nagłą jasnością powód tej gwałtownej reakcji. Była w nim zakochana. Beznadziejnie zakochana i boleśnie bezbronna z tego powodu. Starała się nie okazać swoich uczuć. Położyła się na brzuchu i oparła na łokciach. Nie była pewna, czy on stwierdzał fakt, czy próbował wysondować jej myśli. Kierując się pierwszym impulsem, była skłonna przyjąć to jako stwierdzenie faktu i próbować ratować swoją dumę, zgadzając się z nim lub udając obojętność. Jeśliby tak zrobiła, nigdy nie znałaby prawdy, a niepewność doprowadzała ją do szału. Co więcej, wyciąganie pochopnych wniosków nie było zbyt dojrzałe, zwłaszcza teraz, kiedy stawka była tak duża. Zdecydowała, że nie kierując się pierwszym impulsem, dowie się, co miał na myśli. Starając się skrupulatnie unikać jego wzroku, zakreślała koła palcem na swojej poduszce. Zbierając całą odwagę, zapytała:
– Czy pytałeś teraz o moją opinię, czy starałeś się przekazać mi swoje sugestie?
– Pytałem, czy to o tym myślałaś.
Poczuła ulgę i uśmiechnęła się, potrząsając przecząco głową:
– Myślałam o tym, że trudno mi cię dzisiaj zrozumieć dlatego, że znamy się tak krótko. – Kiedy nie zareagował na to, spojrzała na niego i zobaczyła, że w dalszym ciągu jest zamyślony i smętny. – Teraz twoja kolej – powiedziała z nerwowym uśmiechem. – O czym ty myślałeś?
Jego milczenie wywoływało w niej niepokój, ale jego słowa, kiedy zaczął mówić, zmroziły ją.
– Myślałem o tym, że powodem, dla którego pobraliśmy się, jest dziecko. Chciałaś, żeby dziecko urodziło się po naszym ślubie. Nie chciałaś mówić ojcu, że jesteś w ciąży. Teraz dziecko już jest dzieckiem ślubnym, twój ojciec wie o ciąży. Zamiast próbować, żeby z tego małżeństwa coś wyszło, możemy rozpatrzyć inną możliwość, której dotąd nie braliśmy pod uwagę. Mogę zabrać dziecko i sam je wychować.
Zarzucając postanowienie, żeby zachowywać się dojrzale, uchwyciła się nasuwającej się w tym momencie konkluzji.
– To uwolniłoby cię od problemu niechcianej żony, prawda?
– Nie z tego powodu to zasugerowałem.
– Naprawdę? – powiedziała gorzko.
– Nie. – Odwrócił się do niej i dotknął jej ramienia, głaszcząc pieszczotliwie dłonią jej skórę.
Meredith eksplodowała.
– Nie waż się próbować kochać się ze mną znowu – wybuchnęła, cofając gwałtownie ramię. – Może i jestem młoda, ale jednak mam prawo wiedzieć, co się dzieje, a nie tylko być wykorzystywana przez całą noc jak, jak… bezrozumne ciało! Je – Jeśli chcesz się uwolnić z tego małżeństwa, to powiedz to po prostu!
Jego reakcja była niemalże tak gwałtowna jak jej.
– Do diabła, nie chcę się z niczego uwolnić! Czuję się winny. To poczucie winy, a nie tchórzostwo! To przeze mnie jesteś w ciąży i to do mnie przybiegłaś w panice i w efekcie to przeze mnie jesteś teraz mężatką. Jak to twój ojciec elokwentnie ujął – dodał gorzko – ukradłem twoją młodość, twoje marzenia, a w zamian sprzedałem ci swoje. Była przepełniona radością, że to nie żal, ale poczucie winy wprowadziło go w taki nastrój. Odetchnęła z ulgą i chciała coś powiedzieć, ale teraz Matt chciał jej udowodnić, że tak naprawdę to on rzeczywiście był winny zmarnowania jej młodości i że oczekiwania, jakie wiązała z przyszłością, były prawdopodobnie mało realne.
– Powiedziałaś, że nie chciałabyś zostać na farmie, kiedy wyjadę – rzekł. – Czy pomyślałaś, że farma jest o niebo przyjemniejszym miejscem niż to, do którego jedziesz? A może podchodzisz do tego dziecinnie i wyobrażasz sobie, że będziesz żyła w takich samych warunkach jak tutaj i w Wenezueli, i po powrocie stamtąd? Jeśli tak jest, to jesteś bardzo bliska przeżycia szoku. Nawet jeśli wszystko ułoży się tak, jak to sobie zaplanowałem, miną lata, zanim będzie mnie stać na zapewnienie ci takich warunków życia, do jakich przywykłaś. Do diabła, może nigdy nie będzie mnie stać na dom taki jak ten…