Portrety innych przodków Meredith wisiały wzdłuż ścian w identycznych ramach, ale na nie ledwie rzuciła okiem. Myślami była już przy cotygodniowym zebraniu kierownictwa firmy.
Kiedy Meredith weszła do sali konferencyjnej, było w niej niezwykle cicho. Panowała tu napięta atmosfera. Wszyscy tak samo jak ona mieli nadzieję, że Philip Bancroft zasygnalizuje chociażby, kto miałby być jego tymczasowym zastępcą. Meredith, zajmując miejsce przy końcu długiego stołu, skinęła głową na powitanie dziewięciu mężczyznom i jednej kobiecie, którzy wszyscy tak jak ona byli wiceprezydentami i stanowili trzon kierowniczy „Bancrofta”. Zasady hierarchii w „Bancrofcie” były proste i sprawdzały się w działaniu. Główny księgowy stał na czele działu finansowego, a działem prawnym kierował główny radca prawny. Pięciu wiceprezydentów jednocześnie pełniło funkcje dyrektorów handlowych. Grupa tych pięciu ludzi była odpowiedzialna za zaopatrzenie dla tego olbrzymiego domu towarowego i jego filii w innych miastach. Oddzielnie każdy z nich był odpowiedzialny za z góry ustaloną grupę towarów. To na ich barkach leżała odpowiedzialność za sukces lub porażkę w zakresie tych grup, chociaż każdy z nich miał podległych sobie kierowników, pracowników dokonujących zakupów i urzędników, którzy z kolei podlegali kierownikom.
Ponadto przy stole konferencyjnym zasiadało jeszcze dwóch wiceprezydentów zajmujących się wszelką działalnością pomagającą w sprzedaży towarów. Byli to: wiceprezydent reklamy i promocji, którego zespół planował kampanie promujące sprzedaże sklepowe, kupował czas antenowy w radiu i telewizji i przestrzeń w gazetach, żeby je reklamować, oraz wiceprezydent do spraw prezentacji wizualnej, dla którego pracowała Lisa. Była ona odpowiedzialna, razem z innymi podległymi mu pracownikami, za zaprezentowanie klientom na terenie sklepu wszystkich towarów.
Meredith zajmowała stanowisko starszego wiceprezydenta do spraw operacyjnych, co czyniło ją odpowiedzialną za całą pozostałą działalność dotyczącą prowadzenia sklepu, począwszy od problemów ochrony sklepu, spraw kadrowych po ekspansję na rynku i planowanie. To właśnie ta ostatnia dziedzina najbardziej zajmowała Meredith. Pod jej kierownictwem powstało pięć nowych filii sklepu i wyznaczono już tereny pod pięć kolejnych. Na dwóch z nich były już prowadzone prace budowlane. Jedyną poza Meredith kobietą zasiadającą przy stole konferencyjnym była specjalistka zajmująca się kreowaniem ekspansji towarowej firmy. To jej zadaniem było przewidywanie nastających trendów mody po to, żeby zgodnie z nimi ukierunkowywać działalność dyrektorów handlowych. Piastująca to stanowisko Theresa Bishop siedziała naprzeciwko Meredith i rozmawiała cicho z księgowym.
– Dzień dobry. – Do sali konferencyjnej wszedł Philip Bancroft. Jego głos zabrzmiał mocno i energicznie. Zajął miejsce u szczytu stołu. Jego następne słowa zelektryzowały wszystkich: – Jeśli zastanawiacie się, czy zostały podjęte decyzje co do wyboru osoby mającej mnie zastąpić, to odpowiedź brzmi nie. Zostaniecie o tym powiadomieni, kiedy zapadnie decyzja. Teraz możemy chyba porzucić tę kwestię i przejść do spraw bieżących firmy. Ted – skupił przenikliwy wzrok na Tedzie Rothmanie, wiceprezydencie, który zaopatrywał sklep w kosmetyki, bieliznę osobistą, buty i płaszcze. – Zgodnie z raportami z wczorajszego wieczoru ze wszystkich naszych sklepów, sprzedaż płaszczy jest o jedenaście procent niższa w porównaniu z danymi z tego samego tygodnia ubiegłego roku. Co masz do powiedzenia na ten temat?
– Tylko tyle – odparł Rothman z uśmiechem – że jest bardzo ciepło jak na tę porę roku i klienci nie koncentrują się aż tak bardzo na zakupie okryć wierzchnich, jak to robili zwykle w tym czasie. Tego należało oczekiwać. – Mówiąc to, wstał i podszedł do jednego z monitorów wbudowanych w ścianę. Nacisnął szybko serię klawiszy. Unowocześnienie systemu komputerowego sklepu zostało przeforsowane przez Meredith, z niemałymi nakładami, już dawno temu. Teraz w każdej chwili można było uzyskać dane dotyczące sprzedaży w każdym dziale każdego sklepu firmy. Można je było też porównać z danymi dotyczącymi tego samego działu sprzed tygodnia, miesiąca lub sprzed roku. – Podniosła się sprzedaż płaszczy w Bostonie, gdzie temperatura w czasie tego weekendu spadła do wysokości bardziej normalnej dla tej pory roku… – przerwał, obserwując ekran. – Podskoczyła o dziesięć procent w stosunku do ubiegłego tygodnia.
– Nie interesuje mnie ubiegły tydzień. Chcę wiedzieć, dlaczego nasza sprzedaż płaszczy jest niższa od ubiegłorocznej.
Meredith poprzedniego dnia rozmawiała przez telefon ze znajomą z pisma „Moda”. Patrząc na rzucającego rozzłoszczone spojrzenia ojca, wtrąciła:
– Według „Mody” sprzedaż płaszczy spadła wszędzie. W następnym numerze zamieszczą artykuł na ten temat.
– Nie chcę usprawiedliwień, chcę wytłumaczenia – odparował jej ojciec.
Meredith drgnęła, ale tylko nieznacznie. Od dnia, kiedy zmusiła go do uznania jej przydatności jako dyrektora „Bancrofta”, ojciec wychodził z siebie, żeby udowadniać jej i wszystkim innym, że jego córka nie jest przez niego faworyzowana. Prawdę mówiąc, działo się wręcz przeciwnie.
– Wytłumaczeniem są kurtki – powiedziała spokojnie. – Sprzedaż kurtek zimowych wzrosła w skali kraju o dwanaście procent. To jest przyczyna zmniejszenia sprzedaży płaszczy.
Philip wysłuchał jej, ale poza krótkim skinieniem głową nie wykonał żadnego, chociażby kurtuazyjnego gestu doceniającego jej wysiłki. Zamiast tego zaatakował Rothmana:
– Co mamy teraz zrobić z tymi wszystkimi płaszczami?
– Wstrzymaliśmy nasze zamówienia na płaszcze – wyjaśnił cierpliwie Rothman. – Nie spodziewamy się wielkiej nadwyżki.
Nie dodał w tym momencie, że to Theresa Bishop doradziła mu zamówienie dużych ilości kurtek i wstrzymanie zamówień płaszczy. To niedociągnięcie skorygował natychmiast Gordon Mitchell, wiceprezydent odpowiedzialny za suknie, dodatki do nich i ubranka dziecięce:
– O ile sobie dobrze przypominam – wtrącił – kurtki zostały zakupione zamiast płaszczy zgodnie z sugestią Theresy, że moda na krótsze spódnice spowoduje, że kobiety będą w tym roku preferować raczej kurtki niż płaszcze.
Meredith wiedziała, iż Mitchell powiedział to nie dlatego, że zależało mu chociaż trochę na tym, aby Theresa została doceniona, ale dlatego, że nie chciał, by to Rothman zebrał laury. Mitchell nigdy nie przegapił możliwości wykazania, iż inni wiceprezydenci do spraw zakupów są mniej kompetentni niż on. Był niesympatycznym, złośliwym człowiekiem; mimo że był przystojnym mężczyzną, budził w Meredith odrazę.
– Jestem przekonany, że wszyscy jesteśmy świadomi i wdzięczni za jasnowidztwo Theresy w zakresie mody – powiedział Philip z drwiną w głosie. Nie lubił kobiet w zarządzie i wszyscy o tym wiedzieli. Theresa wzniosła oczy ku górze, ale nie spojrzała w poszukiwaniu zrozumienia ku Meredith; mogłoby to wskazywać na ich słabość, a obie wiedziały, że nie należy okazywać tego uczucia ich wspaniałemu prezydentowi, – Co z nowymi perfumami, które ma promować ta gwiazda rocka… – zapytał ostro Philip, zerkając w notatki, a potem na Rothmana.