Patrząc na światła samochodów błyskające daleko w dole na Lake Shore Drive, uzmysłowił sobie, że nie potrzebuje już tego robić. Przestała istnieć dla niego.
Podejmując decyzję o spędzeniu roku w Chicago, zdawał sobie sprawę, że on i Meredith będą musieli wpaść na siebie prędzej czy później. Nie pozwolił jednak, żeby ta ewentualność wpłynęła na jego plany. Teraz wiedział już, że nie warto było zaprzątać tym sobie głowy. To się już nie liczyło. Obydwoje byli dorośli. Przeszłość była zamkniętą kartą. O Meredith można było powiedzieć wszystko, ale nie to, że była źle wychowana. Obydwoje będą w stanie zachować w stosunku do siebie uprzejmość w czasie takiego spotkania, uprzejmość, jakiej w tej sytuacji należało oczekiwać od dorosłych ludzi.
Matt wsiadł do długiego mercedesa należącego do Stantona. Uścisnął dłoń swojego przyjaciela i dopiero wtedy spojrzał na Alicję. Była otulona futrem z soboli: długim do kostek w kolorze takim samym jak jej błyszczące włosy. Uśmiechając się wyciągnęła dłoń i wsunęła ją w jego rękę. Ten uśmiech był uwodzący, śmiały i czarujący jednocześnie.
– Minęło dużo czasu – powiedziała charakterystycznym dla niej głęboko brzmiącym i delikatnym głosem.
– Zbyt wiele – odpowiedział i naprawdę tak myślał.
– Pięć miesięcy – przypomniała. – Masz zamiar uścisnąć mi dłoń czy też pocałujesz mnie jak należy?
Rzucił w stronę jej ojca bezradne, rozbawione spojrzenie, mające usprawiedliwić to, co miał zamiar zrobić za chwilę. Stanton odpowiedział przyzwalającym, ojcowskim uśmiechem. Matt ujął dłoń Alicji i bezceremonialnie przyciągnął ją na swoje kolana.
– Jak twoim zdaniem ma wyglądać taki pocałunek? – zapytał. Uśmiechnęła się i odpowiedziała:
– Pokażę ci.
Tylko Alicja odważyłaby się na pocałowanie mężczyzny w taki sposób w obecności swojego ojca. Ale też niewielu ojców uśmiechnęłoby się i odwróciło dyskretnie, podczas gdy ich córka całowałaby tak kochanka: namiętnie, powoli i z wyraźnym zamiarem wywołania u niego podniecenia seksualnego. Alicja to zrobiła, a reakcja Matta była taka, jakiej oczekiwała. Obydwoje wiedzieli o tym doskonale.
– Myślę, że naprawdę się za mną stęskniłeś – powiedziała.
– A ja myślę, że jedno z nas powinno mieć trochę przyzwoitości, żeby się chociaż zarumienić.
– To bardzo prowincjonalny pomysł, kochanie – obwieściła, uśmiechając się i z ociąganiem zdejmując ręce z jego ramion. – Rodem z klas średnich.
– Pamiętam czasy – wytknął jej – kiedy zaliczanie się do klasy średniej byłoby osiągnięciem.
– Jesteś z tego dumny, prawda? – droczyła się.
– Myślę, że tak.
Zsunęła się z jego kolan. Założyła nogę na nogę i jej futro rozchyliło się, ukazując sięgające aż do uda rozcięcie w jej czarnej obcisłej sukni.
– O czym myślisz? – zapytała.
– Dowiesz się później, o czym on myśli – powiedział Stanton nagłe zniecierpliwiony zmonopolizowaniem Matta przez swoją córkę. – Co sądzisz, Matt, o pogłoskach, że Edmund Mining ma zamiar połączyć się z Ryerson Consolidated? Zanim odpowiesz mi na to pytanie, powiedz jeszcze, jak się miewa twój ojciec? Ciągle upiera się, żeby mieszkać na farmie?
– U niego wszystko w porządku – powiedział Matt i było to zgodne z prawdą. Patrick Farrell nie pił już od jedenastu lat. – Przekonałem go w końcu, żeby sprzedał farmę i przeniósł się do miasta. Będzie mieszkał u mnie przez kilka tygodni, a potem pojedzie odwiedzić moją siostrę. Będę się musiał wybrać na farmę jeszcze w tym miesiącu, żeby spakować rodzinne pamiątki. On nie może się zdobyć, żeby to zrobić.
Olbrzymia sala balowa hotelu z jej strzelistymi marmurowymi kolumnami, błyszczącymi, kryształowymi żyrandolami i wspaniałym rzeźbionym sklepieniem zawsze prezentowała się wspaniale. Meredith pomyślała jednak, że tego wieczoru wyglądała szczególnie pięknie. Dekoratorzy zamienili jej wnętrze w cudowny, bajkowy, zimowy krajobraz. Białe altanki oproszone były sztucznym śniegiem, przystrojone czerwonymi różami i ostrokrzewem. Niemal w środku sali znajdowała się duża altana. Różyczki oplatały jej konstrukcję, a „zaspy” po jej obydwu stronach zajmowała orkiestra grająca znane melodie. Fontanny obwieszone błyszczącymi, sztucznymi soplami wyrzucały z siebie gejzery iskrzącego się szampana. Wśród gości krążyli kelnerzy, roznosząc hors d'oeuvres tym, którzy nie korzystali z wystawnych bufetów zastawionych srebrną zastawą pełną najróżniejszych potraw.
Tego wieczoru przepych dekoracji zasilany był blaskiem ustrojonych biżuterią jedwabi i przybranych brokatem atłasów. To bogaci sponsorzy, którzy pojawili się tu en masse, dodawali blasku wnętrzom. Prowadzili oni pełne ożywienia i śmiechów rozmowy, przerywając je tylko po to, żeby pozować fotografom prasowym do zdjęć lub spacerować, wymieniając pozdrowienia ze znajomymi. Meredith stała w centrum sali obok Parkera, który zaborczo obejmował jej talię. Przyjmowali życzenia od znajomych i przyjaciół, którzy czytali o ich zaręczynach. Kiedy ostatni z nich odeszli, Meredith spojrzała na Parkera i nagle zaczęła się śmiać.
– Co cię tak rozśmieszyło? – zapytał, uśmiechając się czule.
– To piosenka, którą gra orkiestra – wyjaśniła. – To ta sama melodia, przy której tańczyliśmy, kiedy miałam trzynaście lat. – Spojrzał na nią zaskoczony, więc dodała: – Na przyjęciu u pani Eppingham w hotelu Drake. – Twarz Parkera rozjaśniła się i uśmiechnął się na wspomnienie tamtego dnia.
– Ach tak, obowiązkowy wieczór niedoli u pani Eppingham.
– Ja się tak naprawdę czułam – przyznała Meredith. – Upuściłam torebkę, zderzyłam się z tobą głową, a w czasie tańca deptałam ci zawzięcie po palcach.
– Upadła ci torebka i zderzyliśmy się głowami – powiedział z delikatnością i zrozumieniem dla jej odczuć, co tak bardzo w nim ceniła – ale po nogach mi jednak nie deptałaś. Byłaś tego wieczoru urocza. Prawdę mówiąc, wtedy po raz pierwszy zauważyłem twoje niezwykłe oczy – ciągnął, przypominając sobie. – Spojrzałaś na mnie z najdziwniejszym, pełnym determinacji wyrazem twarzy…
Wybuchnęła śmiechem.
– Prawdopodobnie rozważałam najlepszy sposób oświadczenia ci się.
Uśmiechnął się, zacieśniając uścisk wokół jej talii.
– Naprawdę?
– Absolutnie tak. – Przestała się śmiać, widząc, że w ich stronę nadciąga dziennikarka, której specjalnością było plotkowanie na łamach prasy. – Parker – powiedziała szybko. – Wychodzę do hallu na kilka minut. W naszą stronę idzie Sally Mansfield, a nie chcę z nią rozmawiać, dopóki nie dowiem się w poniedziałek, kto w „Bancrofcie” naopowiadał jej tych bzdur o czczeniu naszego ślubu ogólnokrajową wyprzedażą. Osoba, która to zrobiła, będzie musiała poprosić ją o wydrukowanie sprostowania, ponieważ nie będzie żadnej takiej wyprzedaży – Meredith powiedziała to stanowczo i niechętnie wysunęła się z zakola jego ramienia. – Rozejrzyj się za Lisa – dodała ruszając już w stronę głównych schodów prowadzących na niższy poziom balkonowy. – Powinna tu już być dawno temu.
– Mamy świetny czas, Matt – powiedział Stanton, podczas gdy Matt zdejmował futro z ramion Alicji i przekazywał je szatniarce, czuwającej przy wejściu do sali balowej.
Matt usłyszał go, ale jego uwagę natychmiast przyciągnęło śmiałe wycięcie w czarnej aksamitnej obcisłej sukni Alicji, Ujawniało ono dużą przestrzeń jej wspaniałego, mlecznobiałego ciała.
– To niezwykła suknia – powiedział z wyrazem twarzy ocieplonym rozbawieniem i nieukrywanym pożądaniem.