Выбрать главу

– Co się dzieje? – zapytała. – Następny męski adonis?

– Nie, to nie to – powiedziała Phyllis. Pozostałe sekretarki rozpierzchły się, a Phyllis podążyła za Meredith do jej gabinetu. Z rozbawieniem wznosząc oczy do góry, wyjaśniła: – Pam zamówiła kolejny wydruk swojego horoskopu na następny miesiąc. Ten przepowiada, że czeka ją prawdziwa miłość, fortuna i sława.

Meredith, równie rozbawiona, uniosła brwi.

– Myślałam, że to było w poprzednim.

– Było. Powiedziałam jej, że za piętnaście dolarów sama przygotuję jej następny. – Obydwie kobiety zaśmiały się zgodnie, po czym zajęły się sprawami służbowymi. – Za dwie minuty rozpoczyna się spotkanie zarządu – przypomniała jej Phyllis.

Meredith skinęła głową i wzięła notatnik ze swoimi zapiskami.

– Czy makieta sklepu jest w sali?

– Tak. Przygotowałam też projektor do slajdów.

– Jesteś niezastąpiona – powiedziała Meredith i naprawdę tak myślała. Z notatnikiem w ręku ruszyła w stronę drzwi, ale odwróciła się jeszcze i powiedziała: – Zadzwoń do Sama Greena i powiedz mu, żeby był gotowy na spotkanie ze mną, jak tylko skończę z zarządem. Chciałabym, żebyśmy przejrzeli razem wstępny projekt kontraktu na zakup ziemi w Houston. Najlepiej by było, gdyby Thorp Development dostał go pod koniec tygodnia. Przy odrobinie szczęścia będę miała dzisiaj do południa aprobatę zarządu.

Phyllis podniosła słuchawkę aparatu Meredith, żeby zadzwonić do radcy prawnego firmy i unosząc kciuk ku górze w podtrzymującym na duchu geście, dodała:

– Rozłóż ich na obie łopatki.

Sala konferencyjna zarządu wyglądała niemal tak samo jak przed pięćdziesięciu laty; teraz jednak w dobie szkła, mosiądzu i chromu w tym potężnym wnętrzu czuło się nostalgiczny przepych. Wrażenie robiły orientalne dywany, misterne rzeźbienia na wyłożonych ciemną boazerią ścianach i angielskie krajobrazy, oprawione w barokowe ramy. Przez środek wielkiego pokoju ciągnął się masywy, rzeźbiony stół. Był długi na dziesięć metrów. Dookoła niego stało ustawionych w równych odstępach dwadzieścia ozdobnie rzeźbionych, wyściełanych amarantowym aksamitem krzeseł. Środek stołu zajmowała duża, zabytkowa srebrna waza wypełniona czerwonymi i białymi różami. Obok stały serwisy do kawy i herbaty. Filiżanki do kawy były porcelanowe, ręcznie malowane w drobne różyczki i winogrona ze złotymi obwódkami. Srebrne pucharki, oszronione od nalanej do nich wody z lodem, były ustawione też w równych odległościach wzdłuż stołu.

Pokój ten z powodu swojej wielkości i ciężkich, rzeźbionych mebli sprawiał wrażenie sali tronowej, co jak Meredith podejrzewała, było dokładnie zamiarem jej dziadka, kiedy przed półwiekiem zlecał ich zrobienie. Czasami nie mogła zdecydować, czy to pomieszczenie było ładne czy brzydkie. Zawsze kiedy tu wchodziła, czuła się częścią historii. Tego poranka jednak jej myśli koncentrowały się raczej na tworzeniu historii przez otwarcie kolejnego sklepu niż na rozpamiętywaniu przeszłości.

– Dzień dobry, panowie – powiedziała z szerokim, profesjonalnym uśmiechem do dwunastu konserwatywnie ubranych, siedzących wokół stołu mężczyzn. Mieli oni moc zaakceptowania bądź też odrzucenia jej houstońskiego projektu.

Z wyjątkiem Parkera, którego uśmiech był ciepły, i starego Cyrusa Fortella, który uśmiechał się lubieżnie, w grzecznym, chóralnym „dzień dobry” odpowiadającym na jej powitanie brzmiała wyraźna rezerwa. Wiedziała, że częściowo była spowodowana świadomością mocy, jaką posiadali, część zaś miała źródło w prostym fakcie, że już kilkakrotnie przeforsowywała i przekonywała ich do inwestowania zysków „Bancrofta” raczej w dalszy rozwój firmy niż do wypłacania wysokich dywidend akcjonariuszom, czyli im samym. Przede wszystkim jednak zachowywali rezerwę i mieli się na baczności, ponieważ była dla nich zagadką. Nie wiedzieli, jak z nią postępować. Pomimo że była wiceprezydentem, nie była jednak członkiem zarządu, przewyższali ją więc w hierarchii. Z drugiej jednak strony była Bancroftem, bezpośrednią następczynią fundatora firmy. Należał jej się z tego powodu respekt. Jej własny ojciec, który był i Bancroftem, i członkiem zarządu, ledwo ją tolerował, nic poza tym. Wszyscy wiedzieli, że nigdy nie chciał, żeby pracowała dla Bancroft i S – ka; zdawali też sobie sprawę z tego, że sprawdzała się pod każdym względem i że jej wkład w działalność firmy był olbrzymi. W efekcie tego wszystkiego członkowie zarządu znaleźli się w sytuacji, która z ludzi odnoszących sukcesy, pewnych siebie przekształciła ich w osoby zbyt pobudliwe i gwałtowne – niepewne swoich posunięć. Ponieważ to Meredith w pewnym sensie była przyczyną ich nieprzyjemnych odczuć, często bez żadnego konkretnego powodu reagowali na nią negatywnie.

Rozumiała to wszystko i nie pozwoliła, żeby ich mało zachęcające miny zmąciły jej pewność siebie. Zajęła swoje miejsce przy końcu stołu i czekała na pozwolenie ojca, żeby rozpocząć prezentację.

– Skoro Meredith już tu jest – powiedział tonem dającym do zrozumienia, że się spóźniła i że musieli na nią czekać – sądzę, że możemy rozpocząć zebranie.

Meredith czekała, aż zostanie odczytane sprawozdanie z ostatniego zebrania zarządu, ale uwagę jej przyciągała makieta sklepu w Houston, którą Phyllis wcześniej zainstalowała w sali. Patrzyła na wspaniałe centrum handlowe w stylu hiszpańskim. Zostało zaprojektowane przez architekta tak, żeby w obrębie tego samego dziedzińca znalazło się miejsce i dla innych sklepów. Czuła, jak jej determinacja umacnia się, a pewność siebie rośnie. Houston było idealnym miejscem dla tego nowego członka rozrastającej się rodziny sklepów „Bancrofta”. Bliskość tego miejsca do houstońskiej Gallerii zapewniała sukces „Bancrofta” z chwilą otwarcia jego podwojów. Kiedy sprawozdanie zostało przyjęte, Nolan Wilder jako przewodniczący zarządu formalnie zapowiedział, że Meredith chciałaby przedstawić do ich akceptacji ostateczne dane i plany dotyczące sklepu w Houston.

Meredith wstała i podeszła do projektora. W tym momencie w jej stronę zwróciło się dwanaście męskich głów.

– Panowie – zaczęła – rozumiem, że mieliście już okazję zapoznać się z modelem architektonicznym?

Dziesięciu z nich skinęło głową, jej ojciec spojrzał w kierunku makiety, a Parker posłał jej po części dumny i jednocześnie zabarwiony zdziwieniem uśmiech, jakim ją zwykle obdarzał, widząc, jak wykonuje swoją pracę. Wyglądało to tak, jakby nie w pełni zdawał sobie sprawę z tego, dlaczego upiera się, żeby to robić, ale był zadowolony, że tak dobrze sobie radzi. Zasiadał w zarządzie jako bankier firmy, ale Meredith wiedziała, że nie zawsze może liczyć na jego poparcie. Był panem siebie; rozumiała to od samego początku i szanowała go za to.

– Na poprzednich zebraniach przedyskutowaliśmy większość danych związanych z kosztami – zaczęła, sięgając do tyłu i przyciemniając światła – postaram się więc pokazywać panom te slajdy tak szybko, jak to możliwe. – Nacisnęła przycisk na pilocie projektora i pierwszy slajd przedstawiający oczekiwane koszty budowy sklepu wskoczył na swoje miejsce. – Zgodnie z tym, co uzgodniliśmy wcześniej, sklep w Houston będzie miał dziewięćdziesiąt tysięcy metrów kwadratowych powierzchni. Nasze projektowane koszty budowy to trzydzieści dwa miliony dolarów. Na tę kwotę składają się koszty naszego sklepu, koszty stałe, koszty budowy parkingu, oświetlenia, wszystkiego. Ziemia, którą mamy kupić od Thorp Development, to będzie dodatkowe dwadzieścia do dwudziestu trzech milionów dolarów w zależności od naszych ostatecznych negocjacji z nimi. Kolejnych dwudziestu milionów będziemy potrzebowali na zaopatrzenie.