Выбрать главу

– Jesteś pewien, że nie chciałbyś czegoś innego? – powiedziała z wahaniem, zerkając na niego przez ramię. – Co powiedziałbyś na dżin z tonikiem?

– Nie bądź niemądra. Zawsze piję burbon z wodą, kochanie, a ty zawsze białe wino. To właściwie już tradycja.

– Parker – zaczęła trochę niepewnie – Phyllis powiedziała coś dzisiaj, a Lisa tydzień temu zwróciła uwagę na tę samą sprawę. Zastanawiam się, czy my… – urwała, czując się głupio, ale mimo wszystko dla siebie przygotowała dżin z tonikiem.

– Zastanawiasz się, czy my co? – zapytał, wyczuwając jej konsternację. Stanął tuż za nią.

– No cóż, czy my wpadliśmy już w rutynę? Objął ją.

– Ja lubię rutynę – powiedział, całując jej czoło. – Lubię rutynę i rzeczy przewidywalne i to samo lubisz ty.

– Wiem, że to lubię, ale nie sądzisz, że… z biegiem lat może nas to znudzić? Myślę o tym, że trochę podniecenia też może sprawiać przyjemność, nie sądzisz?

– Raczej nie – powiedział i odwrócił ją ku sobie, mówiąc z łagodną stanowczością: – Jeśli jesteś na mnie zła za to, że prosiłem ciebie i twojego ojca o osobiste zabezpieczenie tej pożyczki, to powiedz to. Jeśli jesteś rozczarowana z tego powodu, to też mi to powiedz, ale nie przenoś oskarżeń wywołanych tą sprawą na inne dziedziny naszego życia.

– Nie będę tego robić – obiecała szczerze. – Prawdę mówiąc, wyjęłam z sejfu certyfikaty moich akcji, żeby ci je dać. Są tam, w tym dużym folderze na biurku.

W tym momencie przez chwilę przestał interesować się folderem. Spojrzał w jej twarz i Meredith niechętnie dodała:

– Przyznaję, że to trochę przerażające, pozbyć się wszystkiego, co mam, ale wierzę, że nie mogłeś przekonać zarządu, żeby zrezygnowali z dodatkowych zabezpieczeń.

– Na pewno? – zapytał. Był w tej chwili bardzo przystojny i wyglądał na bardzo zaniepokojonego.

– Jestem o tym przekonana – zapewniła z promiennym uśmiechem i odwróciła się, żeby skończyć przygotowywania jego drinka. – Sprawdź te certyfikaty i upewnij się, że wszystko jest w porządku, a ja zobaczę, co pani Ellis zostawiła nam na obiad. – Pani Ellis nie pracowała już u jej ojca, ale w środy pojawiała się u niej, żeby posprzątać i zrobić zakupy. Zawsze leż zostawiała dla nich jakieś gotowe danie.

Parker podszedł do biurka, podczas gdy ona rozkładała na stole w jadalni jasnoróżowe serwetki pod ich nakrycia.

– To to? – zapytał, unosząc w górę żółtą kopertę. Zerknęła przez ramię w jego stronę:

– Nie, to mój paszport, akt urodzenia i jeszcze jakieś dokumenty. Certyfikaty są w większej kopercie.

Uniósł kolejną z kopert. Spojrzał na adres zwrotny i zdziwiony zmarszczył brwi.

– W tej?

– Nie – odpowiedziała, zerkając znowu. – To moje dokumenty rozwodowe.

– Ta koperta w ogóle nie była otwierana. Nigdy tego nawet nie przeczytałaś?

Wzruszyła ramionami. Wzięła płócienne serwetki z bocznego stolika.

– Nie, od czasu, kiedy je podpisałam. Ale pamiętam ich treść. Mówią one, że w zamian za dziesięć tysięcy dolarów, wypłaconych przez mojego ojca, Matthew Farnell daje mi rozwód i zrzeka się wszelkich żądań w stosunku do mnie lub w stosunku do czegokolwiek, co kiedykolwiek było moją własnością.

– Jestem przekonany, że nie jest to dokładnie tak sformułowane – powiedział Parker ze smętnym uśmiechem, obracając kopertę w dłoniach. – Mógłbym na to zerknąć?

– Oczywiście, ale po co? Zaśmiał się.

– Zawodowa ciekawość. Tak w ogóle, to jestem prawnikiem, wiesz. Nie jestem tylko tym nudnym, sztywnym bankierem, za jakiego uważa mnie twoja przyjaciółka Lisa. Drażni mnie tym przez cały czas.

Parker nie po raz pierwszy dawał jej do zrozumienia, że żarty Lisy zachodzą mu za skórę. Meredith obiecała sobie, że tym razem powie Lisie bardzo zdecydowanie, że musi z tym skończyć. Parker może być dumy z wielu swoich cech i osiągnięć. Biorąc to pod uwagę, uznała, że byłoby nierozsądnie i niepotrzebnie zwiększać jego rozdrażnienie wypominaniem, że robił specjalizację w prawie podatkowym, a nie rodzinnym.

– Przeglądaj, co tylko chcesz – powiedziała i nachyliła się, całując go w czoło. – Wolałabym, żebyś nie musiał jechać do Szwajcarii. Będę tęsknić.

– To tylko dwa tygodnie, mogłabyś pojechać ze mną.

Miał tam wygłosić odczyt na Światowej Konferencji Bankierów. Byłoby wspaniale, gdyby mogła tam być, ale było to niemożliwe.

– Wiesz, że bardzo bym chciała, ale ten okres to…

– Najbardziej ruchliwa pora roku – dokończył bez pretensji. – Wiem.

W lodówce Meredith znalazła pięknie prezentujący się półmisek z marynowanym kurczakiem i sałatką. Jak zwykle, jedyne, co musiała zrobić, to otworzyć butelkę wina i postawić półmisek na środku stołu. Tak czy inaczej, był to właściwie szczyt jej kulinarnych umiejętności. Gotowanie było czymś, co próbowała robić kilka razy i co się jej nie udawało. Ponieważ nie sprawiało jej to przyjemności, pogodziła się z tym, że poświęcała się pracy, a domowe obowiązki pozostawiała pani Ellis. O ile jedzenie nie mogło znaleźć się na stole za pośrednictwem kuchenki mikrofalowej lub piecyka, Meredith nie życzyła sobie mieć z tym nic wspólnego.

Deszcz uderzał o szyby. Zapaliła świece w zabytkowych świecznikach i postawiła na stole kurczaka, sałatkę i schłodzone białe wino. Odsunęła się, żeby ocenić efekt końcowy nakrycia stołu. Świeże róże ułożone w ozdobnej wazie na środku stołu i zabytkowa srebrna zastawa wyglądały ślicznie na tle różowych serwetek.

Pomyślała sobie, że właściwie powinna bardziej przyczynić się do przygotowania tego posiłku, niż tylko nakryć do stołu. Wyciągnęła rękę i delikatnie poprawiła dwie różyczki w wazie.

– Kolacja gotowa – powiedziała, podchodząc do Parkera. Przez moment wydawało się, że nie usłyszał jej, potem uniósł głowę znad dokumentów, które czytał. Patrzył na nią marszcząc brwi. – Coś nie w porządku?

– Nie jestem pewien – powiedział, ale jego głos brzmiał tak, jakby coś było bardzo nie w porządku. – Kto prowadził twój rozwód?

Beztrosko oparła się o poręcz jego fotela i zerkała z niechęcią na dokumenty, które nosiły nagłówek:

Orzeczenie rozwodu Meredith Alexandra Bancroft kontra Matthew Allan Farrell

– Ojciec zajął się wszystkim. Dlaczego pytasz?

– Uważam, że te dokumenty z prawego punktu widzenia bardzo odbiegają od normy.

– W jakim sensie? – zapytała. Zauważyła, że prawnik ojca zrobił błąd w drugim imieniu Matta: napisał Allan zamiast Allen.

– W każdym sensie – powiedział bardzo poruszony, przerzucając kartki dokumentów.

Meredith zdała sobie sprawę z napięcia wyczuwalnego w jego głosie. Myśl o Matcie i rozwodzie była jej tak niemiła, że natychmiast spróbowała zapewnić Parkera i siebie też, że to, co go zaniepokoiło, było bez znaczenia. Nie miała jednak najmniejszego pojęcia, co też mogło wywołać takie zaniepokojenie.

– Jestem pewna, że wszystko zostało przeprowadzone zgodnie z prawem i obowiązującymi zasadami. Ojciec zajął się tym, a wiesz, jakim on jest pedantem.

– Może i jest pedantem, ale ten prawnik, Stanislaus Spyzhalski, kimkolwiek był, nie przejmował się detalami. Popatrz tutaj – powiedział, przerzucając papiery z powrotem, do listu przewodniego, zaadresowanego do jej ojca. – Napisał w tym liście, że załącza całą dokumentację, a sąd zamknął sprawę, tak jak sobie tego twój ojciec życzył.

– I co w tym złego?

– Najgorsze w tym jest to, że ta „cała dokumentacja” nie zawiera nawet wzmianki o tym, że Farrellowi był kiedykolwiek przedstawiony pozew rozwodowy lub że pojawił się on chociażby w sądzie, lub że kiedykolwiek zrzekł się prawa wystąpienia w sądzie. A to jest tylko skromna część tego, co mnie niepokoi.