– Masz rację, dokładanie tego chcę.
– Jeśli ty uważasz, że on jest niepożądaną osobą, to mnie to wystarcza – powiedział sędzia, spoglądając na innych. Powoli, podkreślając ten gest, goście skinęli zgodnie głowami i szanse Matta na członkostwo w Glenmoor były teraz zerowe.
– Farrell kupił wielki szmat ziemi w Southville – powiedział sędzia jej ojcu. – Chce uzyskać zezwolenie na budowę na tym terenie wysoko zmechanizowanego kompleksu przemysłowego.
– Naprawdę? – powiedział ojciec i Meredith zorientowała się z jego następnych słów, że ma zamiar, o ile zdoła, nie dopuścić i do tego. – Kogo znamy w komisji ziemskiej Southville?
– Kilka osób Paulsona i…
– Na miłość boską! – przerwała im Meredith z wymuszonym uśmiechem, rzucając w stronę ojca proszące spojrzenie. – Nie ma potrzeby wytaczać ciężkich dział tylko dlatego, że nie lubię Matta Farrella.
– Jestem pewien, że ty i twój ojciec musicie mieć wystarczające powody, żeby czuć to, co czujecie – powiedział senator Davis.
– Masz ra…
– Wcale nie! – powiedziała Meredith, ucinając zdanie ojca, próbując powstrzymać wendettę. Z szerokim, wystudiowanym uśmiechem zwróciła się do wszystkich: – Prawda wygląda tak, że Matt Farrell interesował się mną dawno temu, kiedy miałam osiemnaście lat, i mój ojciec nigdy mu tego nie wybaczył.
– Teraz już wiem, gdzie go poznałam – obwieściła pani Foster, patrząc na swojego męża. Odwróciła się do Meredith i powiedziała: – To było przed laty w Glenmoor! Pamiętam, że pomyślałam, jakim był niesamowicie przystojnym młodym człowiekiem… Meredith, to ty nam go przedstawiłaś!
Przypadkowo albo celowo senator zaoszczędził Meredith konieczności udzielenia odpowiedzi, mówiąc:
– No cóż, to żadna przyjemność przerywać własne przyjęcie urodzinowe, ale o północy muszę wylecieć do Waszyngtonu.
W pół godziny później wyszedł ostatni z gości, a Meredith żegnała ich u boku ojca. Zobaczyła, że w aleję wjeżdża samochód.
– A to kto? – powiedział z niezadowoleniem Philip, widząc zbliżające się do nich światła.
Meredith zidentyfikowała ten samochód w chwili, kiedy przejeżdżał pod jedną z latarń alejki. Był to jasnoniebieski mercedes.
– To Parker!
– O jedenastej w nocy?
Meredith zaczęła drżeć, przeczuwając najgorsze, zanim jeszcze napięta twarz Parkera znalazła się w światłach ganku.
– Miałem nadzieję, że przyjęcie się już skończy. Muszę z wami porozmawiać.
– Parker – zaczęła Meredith – nie zapominaj o chorobie ojca…
– Nie będę go nadmiernie stresował – obiecał, niemal popychając ich w drodze przez korytarz, trzymając ręce na plecach obydwojga – musi jednak zostać poinformowany o faktach, żeby można to było załatwić w należyty sposób.
– Przestańcie mówić o mnie tak, jakby mnie tu nie było – powiedział Philip, kiedy weszli już do biblioteki. – Fakty, jakie fakty? Co się u diabła dzieje?
Parker zatrzymał się, żeby zamknąć drzwi, i powiedział:
– Sądzę, że obydwoje powinniście usiąść.
– Do diabła, Parker, nic nie denerwuje mnie bardziej niż trzymanie w niepewności.
– W porządku, Philipie. Wczoraj wieczorem zerknąłem na orzeczenie rozwodowe Meredith i znalazłem w nim kilka nieprawidłowości. Czytałeś może, jakieś osiem lat temu, o prawniku, który pobierał od klientów opłaty, po czym zgarniał je dla siebie bez przeprowadzania powierzonych mu spraw?
– Czytałem o tym i co z tego?
– Około pięciu lat temu ukazała się następna seria artykułów o domniemanym prawniku z południowej dzielnicy. Nazywał się Grandola i skazano go za pięćdziesiąt kilka przestępstw polegających na podawaniu się za prawnika i pobieraniu honorariów za prowadzenie spraw, które nie pojawiły się nawet w pobliżu gmachu sądu. – Czekał na jakiś komentarz, ale Philip nie zareagował, milcząc nieprzystępnie. – Grandola skończył pierwszy rok prawa, zanim go wyrzucili. Kilka lat później otworzył kancelarię w okolicy, gdzie większość potencjalnych klientów nie miała wykształcenia. Przez dziesięć lat udawały mu się jego oszustwa. Brał tylko sprawy, które nie wymagały rozpraw i gdzie było mało prawdopodobne, żeby miały one angażować prawnika strony przeciwnej, czyli bezsporne rozwody, testamenty itp.
Meredith opadła na kanapę. Poczuła dławienie w gardle, a jej umysł powoli akceptował to, co Parker miał zamiar powiedzieć jej ojcu. Coś w niej krzyczało, że to nie może być prawda. Głos Parkera docierał do niej jak z wielkiej odległości.
– Liznął trochę studiów prawniczych na tyle, żeby komponować coś na kształt dokumentów sądowych. Kiedy pojawiał się u niego klient chcący rozwodu, on najpierw upewniał się, że druga strona bez problemów zgadza się na rozwód lub też, że jest nie do odnalezienia. Jeśli sytuacja przedstawiała się tak właśnie, wystawiał klientowi rachunek, na ile się tylko dało, a potem sporządzał pozew rozwodowy. Wiedząc, że nie uda mu się na tyle wejść w rolę prawnika, żeby uzyskać podpis sędziego, podpisywał go sam.
– Próbujesz mi powiedzieć – zaczął Philip napiętym, nieswoim głosem – że prawnik, którego zatrudniłem jedenaście lal temu, nie był prawnikiem?
– Obawiam się, że tak.
– Nie wierzę! – krzyknął, tak jakby własną furią chciał odstraszyć tę ewentualność.
– Nie ma sensu, żebyś przyprawiał się z tego powodu o kolejny atak serca. To niczego nie zmieni – argumentował Parker spokojnie i z sensem. Meredith poczuła lekką ulgę, widząc, że ojciec stara się uspokoić.
– Mów dalej – powiedział po chwili.
– Kiedy dzisiaj uzyskałem potwierdzenie, że ten Spyzhalski nie jest członkiem Zrzeszenia Prawników, wysłałem do sądu dyskretnego detektywa, z którego usług korzystamy przy załatwianiu spraw bankowych – zapewnił Philipa, który uchwycił się kurczowo oparcia krzesła. – Detektyw spędził cały dzień i część wieczoru, sprawdzając dokładnie, że rozwód Meredith absolutnie nie figuruje w rejestrach sądowych.
– Zabiję drania!
– Jeśli masz na myśli Spyzhalskiego, to musisz go najpierw odnaleźć. Jeśli chodzi ci o Farrella – kontynuował zrezygnowanym głosem – sugeruję zdecydowanie, żebyś przemyślał swój stosunek do niego.
– Już to robię! Meredith bardzo prosto może rozwiązać cały problem, lecąc do Reno czy w inne tego typu miejsce, żeby uzyskać cichy, szybki rozwód.
– Już o tym myślałem, ale to nam nie rozwiąże problemu. – Uniósł rękę, żeby zapobiec pełnemu złości wybuchowi Philipa. – Miałem dzisiaj czas, żeby przemyśleć tę sprawę. Nawet jeśli Meredith zrobi tak, jak sugerujesz, to nie rozwiąże węzła gordyjskiego, jakim są ich prawa własności. To w dalszym ciągu będzie musiało być przeprowadzone przez sąd Illinois.
– Meredith nigdy nie będzie musiała mu wspominać, że są jakiekolwiek problemy.
– Nie dość, że jest to moralnie i etycznie błędne, to jeszcze jest to zupełnie niepraktyczne – wyjaśnił Parker, wzdychając z frustracją. – Zrzeszenie Prawników ma już dwie skargi przeciwko Spyzhalskiemu i przekazują sprawę władzom. Załóżmy, że Meredith zrobi tak, jak sugerowałeś, a Spyzhalski zostanie aresztowany i będzie zeznawał. W chwili, kiedy to zrobi, władze zawiadomią Farrella, że jego rozwód jest nielegalny. Zakładając oczywiście, że Farrell nie przeczyta o tym wcześniej w gazetach. Masz pojęcie, jakiego rodzaju proces może ci za to wszystko wytoczyć? W dobrej wierze pozwolił tobie i Meredith przejąć odpowiedzialność za przeprowadzenie rozwodu, a ty nie dopatrzyłeś sprawy. Co więcej, on przez wszystkie te lata narażony był przez ciebie na popełnienie bigamii i…
– Zdaje się, że przemyślałeś ten problem dokładnie – warknął Philip. – Co sugerujesz?