Выбрать главу

– Trzeba zrobić wszystko, żeby go ułagodzić i spowodować, żeby zgodził się na szybki, nieskomplikowany rozwód – odpowiedział Parker spokojnie i niewzruszenie, po czym odwrócił się do Meredith: – Obawiam się, że to zadanie przypadnie tobie.

W czasie całej dyskusji Meredith milczała wstrząśnięta, ale la uwaga wytrąciła ją z otępienia.

– A właściwie, tak naprawdę, dlaczego to on ma być ułagodzony przeze mnie czy przez kogokolwiek innego?

– Ponieważ wchodzą tu w grę potężne zależności finansowe. Chcesz czy nie, Farrell jest od jedenastu lat twoim prawowitym mężem. Jesteś bogatą młodą kobietą i Farrell, jako twój legalny małżonek, może spokojnie zażądać części tego, co posiadasz…

– Przestań go tak nazywać!

– To prawda – powiedział Parker, tym razem łagodnie. – Farrell może odmówić współpracy w uzyskaniu rozwodu. Może leż oskarżyć cię o zaniedbanie.

– Dobry Boże! – wykrzyknęła Meredith i zaczęła krążyć nerwowo po pokoju. – Nie mogę w to uwierzyć. Nie, poczekaj, wyolbrzymiamy wszystko – powiedziała po chwili. Zmusiła się, żeby myśleć logicznie, tak jakby rozwiązywała jakiś problem w pracy. – Jeśli to, co czytałam, jest prawdą, to Matt jest o wiele zamożniejszy niż my…

– O wiele – potwierdził Parker, uśmiechając się do niej i aprobując jej spokojną logikę – a w takim razie miałby o wiele więcej do stracenia w walce rozwodowej niż ty.

– Czyli nie ma się czym martwić – skonkludowała. – Będzie chciał równie szybko skończyć z tą sprawą jak i ja. Poczuje ulgę, że nie chcę nic od niego. Prawdę mówiąc, mamy nad nim przewagę…

– To niezupełnie prawda – zaprzeczył Parker. – Właśnie tłumaczyłem, że ty i twój ojciec przejęliście odpowiedzialność za przeprowadzenie rozwodu, a skoro nie wywiązaliście się z tego, adwokaci Farrella będą mogli prawdopodobnie przekonać sąd, że wina jest po waszej stronie. W takim wypadku sędzia może nawet przyznać mu odszkodowanie za wynikłe z tego straty. Ty z kolei miałabyś problem z uzyskaniem jakichkolwiek pieniędzy od Farrella, ponieważ to ty miałaś zająć się rozwodem. Podejrzewam, że jego prawnicy mogą przekonać sąd, że celowo nie zrobiłaś tego, kierując się jakąś nadzieją na późniejsze wyciągnięcie pieniędzy od niego.

– Zgnije w piekle, zanim wyciągnie od nas o jeden cent więcej – warknął Philip. – Już zapłaciłem draniowi dziesięć tysięcy dolarów, żeby zniknął z naszego życia i zapomniał o jakichkolwiek pieniądzach, Meredith czy moich.

– W jaki sposób mu zapłaciłeś?

– Ja… – twarz Philipa przybladła. – Zrobiłem to, co powiedział mi Spyzhalski. Nie było to bardzo niezwykłe: wypisałem czek wypłacamy łącznie na nazwisko jego i Farrella.

– Spyzhalski – wytknął mu z sarkazmem Parker – jest oszustem. Naprawdę wierzysz, że miałby skrupuły, jeśli chodzi o sfałszowanie podpisu Farrella i zagarnięcie całej gotówki?

– Powinienem był zabić Farrella tego dnia, kiedy Meredith przyprowadziła go tutaj!

– Przestań! – wykrzyknęła Meredith. – Nie chcę, żebyś z tego powodu nabawił się kolejnego zawału. Po prostu nasz adwokat skontaktuje się z jego adwokatem…

– Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł – przerwał jej Parker. – Jeżeli chcesz, żeby ten człowiek chciał współpracować z nami w tej sprawie i przystał na maksymalne jej wyciszenie, co, jak sądzę, powinno być dla nas wszystkich głównym celem, to najlepiej będzie, jeśli zaczniesz od załagodzenia tych spraw z nim samym.

– Jakich spraw? – odparowała żarliwie Meredith.

– Sugeruję, żebyś rozpoczęła od osobistych przeprosin za tę twoją wypowiedź, która ukazała się w rubryce Sally Mansfield…

Dopiero w tej chwili uderzyło ją wspomnienie balu dobroczynnego. Opadła na krzesło stojące przy kominku. Zapatrzyła się w ogień.

– Nie mogę w to uwierzyć – szepnęła.

Głos jej ojca, który rozległ się w chwilę potem, był niemal krzykiem. Patrzył na Parkera:

– Zaczynasz mnie dziwić, Parker. Jakiego rodzaju człowiekiem jesteś, że sugerujesz, żeby to ona przepraszała tego drania! Ja się nim zajmę.

– Jestem praktycznym, cywilizowanym człowiekiem. Oto kim jestem – odpowiedział, podchodząc do Meredith. Położył na jej ramieniu dłoń w dodającym otuchy geście. – A ty jesteś człowiekiem gwałtownym i dlatego jesteś ostatnią osobą, która powinna próbować dogadać się z nim. Co więcej, ja wierzę w Meredith. Opowiedziała mi całą historię o tym, co wydarzyło się między nią a Farrellem. Ożenił się z nią dlatego, że była w ciąży. To, co zrobił, kiedy straciła dziecko, było brutalne, ale było to też praktyczne i być może nawet lepsze niż ciągnięcie małżeństwa, które od samego początku skazane było na fiasko…

– Sympatyczne! – wyrzucił z siebie Philip. – Był dwudziestosześcioletnim łowcą posagów, który uwiódł osiemnastoletnią bogatą dziewczynę, zrobił jej dziecko, a potem raczył ożenić się z nią…

– Przestań! – powiedziała znowu Meredith, tym razem jednak bardziej dobitnie. – Parker ma rację, a ty wiesz dobrze, że on mnie nie uwiódł. Powiedziałam ci, co się stało i dlaczego. – Z wysiłkiem panowała nad sobą. – Cała ta dyskusja jest bezprzedmiotowa. – To ja rozmówię się z Mattem, kiedy zdecyduję, jak najlepiej to zrobić.

– To rozumiem – powiedział Parker. Zerknął na Philipa i zignorował jego wzburzenie. – Jedyne, co Meredith musi zrobić, to spotkać się z nim w cywilizowany sposób, wyjaśnić problem i zasugerować, żeby rozwiedli się bez finansowych żądań żadnej ze stron – mówiąc to, z niewyraźnym uśmiechem spoglądał w jej pobladłą, spiętą twarz. – Dawałaś sobie radę z trudniejszymi przeciwnikami i trudniejszymi zadaniami niż to, prawda, kochanie?

Meredith widziała w jego oczach zachętę i dumę z niej. Spojrzała na niego z konsternacją. – Nie.

– Jak to nie! – zaoponował. – Jeśli on zgodzi się na spotkanie z tobą, możesz do jutrzejszego wieczoru mieć za sobą większość tego wszystkiego…

– Spotkać się! – wybuchnęła. – Nie mogę omówić z nim tego przez telefon?

– Tak zabrałabyś się do załatwiania zagmatwanej, superważnej dla ciebie sprawy służbowej?

– Nie. Oczywiście nie – westchnęła.

Przez kilka minut po wyjściu Parkera Meredith i jej ojciec siedzieli jeszcze w bibliotece, obydwoje zapatrzeni w przestrzeń w pełnym złości otępieniu.

– Podejrzewani, że winisz mnie za to – stwierdził w końcu Philip.

Przestała użalać się nad sobą, odwróciła głowę i spojrzała na niego. Wyglądał na człowieka przegranego. Był blady.

– Oczywiście, że nie – powiedziała spokojnie. – Próbowałeś tylko mnie chronić, zatrudniając prawnika, który nas nie znał.

– Sam zadzwonię rano do Farrella!

– Nie, nie możesz tego zrobić – powiedziała spokojnie. – Parker ma rację. Na dźwięk imienia Matta ogarnia cię zupełnie irracjonalny gniew. Poniosłoby cię w ciągu kilku sekund i na pewno dostałbyś przy okazji kolejnego zawału. Teraz powinieneś iść do łóżka i przespać się – dodała, wstając. – Widzimy się jutro w pracy. Wszystko to będzie wyglądać rano… mniej groźnie. Poza tym – dodała z uspokajającym uśmiechem, który udało jej się jakimś cudem z siebie wykrzesać, kiedy szli do drzwi frontowych – nie jestem już osiemnastoletnią dziewczyną i nie boję się konfrontacji z Matthew Farrellem. Prawdę mówiąc – skłamała – z przyjemnością czekam na możliwość utarcia mu nosa!

Philip wyglądał tak, jakby intensywnie próbował wymyślić jakieś inne wyjście z sytuacji. Bladł coraz bardziej, nie znajdował go.

Machając wesoło na pożegnanie, Meredith zbiegła pospiesznie po schodkach ganku. Jej samochód stał na podjeździe. Otworzyła przednie drzwiczki i wsiadła do lodowatego wnętrza, zatrzaskując je za sobą. Oparła głowę o kierownicę i zamknęła oczy.

– O mój Boże! – szepnęła, przerażona perspektywą konfrontacji z demonem z przeszłości.