– Z tego co słyszę, stałaś się wspaniałym dyrektorem. Jeśli bylibyśmy ciągle jeszcze małżeństwem, prawdopodobnie chciałbym zwabić cię do mojej firmy.
Nieświadomie stworzył jej okazję, na którą czekała. Szacowała ją. Próbując zaszczepić element humoru do tej strasznej chwili, powiedziała z nerwowym, przyduszonym śmiechem:
– W takim razie próbuj to zrobić. Zmarszczył brwi.
– Co przez to rozumiesz?
Nie umiała dłużej zachować nikłego uśmiechu. Nachyliła się do przodu, oparła ramiona o brzeg stołu i wzięła głęboki, uspokajający oddech.
– Ja, ja mam ci coś do powiedzenia, Matt. Spróbuj się nie zdenerwować.
Nie wykazując zainteresowania, wzruszył ramionami i uniósł kieliszek do ust.
– Nie istnieją między nami żadne uczucia, Meredith. A w takim razie nic, co powiesz, nie może mnie zdenerwować…
– Ciągle jeszcze jesteśmy małżeństwem – oświadczyła. Jego brwi zwarty się gwałtownie.
– Tylko tyle!
– Nasz rozwód nie był legalny – brnęła dalej, odruchowo cofając się przed jego groźnym wzrokiem. – Prawnik, który przeprowadził rozwód, nie miał uprawnień, był oszustem, jest prowadzone przeciwko niemu śledztwo, właśnie teraz. Żaden sędzia nie podpisał nigdy naszego orzeczenia rozwodowego. Żaden go nawet nie widział.
Z niepokojącą pieczołowitością odstawił swój kieliszek. Nachylił się ku niej i zasyczał niemalże niskim głosem:
– Albo kłamiesz, albo jesteś kompletnie nieodpowiedzialna. Jedenaście lat temu zaprosiłaś mnie do swojego łóżka, nie poświęciwszy chociażby jednej myśli zabezpieczeniu się przed ciążą. Kiedy zaszłaś w ciążę, przybiegłaś do mnie i zrzuciłaś na mnie ten problem. Teraz mówisz mi, że nie miałaś tyle zdrowego rozsądku, żeby wynająć prawdziwego prawnika, który załatwiłby ci rozwód, i że jesteśmy ciągle małżeństwem. Jak do diabła udaje ci się kierować całym działem domu handlowego i w dalszym ciągu wykazywać taką głupotę?
Każde pogardliwe słowo wymówione przez niego raniło jej dumę, ale taka reakcja nie była gorsza, niż się tego spodziewała. Akceptowała to słowne biczowanie jako coś, co się jej należało. Był wściekły i zszokowany, zamilkł na chwilę. Wykorzystała to i powiedziała niskim, uspokajającym głosem:
– Rozumiem, Matt, jak się czujesz…
Chciałby móc uwierzyć, że całe to bagno było tylko jej wymysłem, że był to jakiś rodzaj szalonej próby wyłudzenia od niego pieniędzy. Wszystkie instynkty jednak podpowiadały mu, że ona mówi prawdę.
– Jeśli to ja byłabym na twoim miejscu – ciągnęła, starając się mówić spokojnym, racjonalnym głosem – czułabym się tak samo, jak ty się czujesz teraz…
– Kiedy się o tym dowiedziałaś? – przerwał jej, cały spięty.
– Wieczorem na dzień przed tym, kiedy zadzwoniłam do ciebie, żeby umówić się na to spotkanie.
– Zakładając, że mówisz prawdę, że ciągle jesteśmy małżeństwem, czego dokładnie ode mnie chcesz?
– Rozwodu. Spokojnego, nieskomplikowanego natychmiastowego rozwodu.
– Żadnych alimentów? – zadrwił, patrząc, jak rumieniec złości pokrywa jej policzki. – Żadnego podziału majątku, nic w tym rodzaju?
– Nie!
– Dobrze, bo to cholernie pewne, że nie dostałabyś niczego takiego!
Była wściekła, że celowo wypominał jej, że teraz był o wiele bogatszy niż ona. Spojrzała na niego z pogardą dobrze wychowanej osoby.
– Zawsze interesowały cię tylko pieniądze. Nigdy nie chciałam wychodzić za ciebie i nie chcę twoich pieniędzy! Raczej umarłabym z głodu, niż dopuściłabym do tego, żeby ktokolwiek się dowiedział, że byliśmy kiedykolwiek małżeństwem!
Maître d'hôtel wybrał właśnie ten niefortunny moment, żeby pojawić się przy ich stoliku z pytaniem, czy dania im smakowały i czy życzą sobie czegoś jeszcze.
– Tak – powiedział Matt szorstko. – Poproszę podwójną szkocką z lodem dla mnie, a dla mojej żony – podkreślił – poproszę o jeszcze jedno martini. – Czerpał przewrotnie niskiego lotu satysfakcję ze zrobienia dokładnie tego, czego ona, jak to i przed chwilą powiedziała, chciałaby uniknąć za wszelką cenę.
Meredith, która nigdy dotąd nie uczestniczyła w publicznej scenie, zerknęła na starego znajomego i powiedziała:
– Daję tysiąc dolarów za zatrucie jego drinka! Skłaniając się lekko, John uśmiechnął się i powiedział śmiertelnie poważnie:
– W tej chwili, pani Farrell – następnie zwrócił się do wściekłego Matta i dodał dowcipnie: – Czy ma to być arszenik, czy preferuje pan coś bardziej egzotycznego?
– Nie waż się zwracać do mnie kiedykolwiek tym nazwiskiem! – zagroziła Johnowi Meredith – to nie jest moje nazwisko.
Humor i przychylność zniknęły z twarzy Johna. Skłonił się ponownie.
– Proszę o wybaczenie, panno Bancroft, że pozwoliłem sobie na te nieodpowiednie uwagi. Pani drink będzie zaraz podany.
Poczuła się jak wiedźma, dlatego że wyładowała na nim swoją złość. Przygnębiona, spojrzała na odchodzącego sztywno Johna, a potem na Matta. Odczekała jeszcze chwilę, aż ich temperamenty ostygną. Wzięła głęboki, uspokajający oddech:
– To bezcelowe, żebyśmy obrzucali się obelgami. Nie moglibyśmy chociaż spróbować potraktować się uprzejmie?
O wiele łatwiej poradzilibyśmy sobie z tym wszystkim, gdyby to się nam udało.
Miała rację, wiedział o tym, i po chwili zastanowienia powiedział krótko:
– Sądzę, że możemy spróbować. Jak powinniśmy to załatwić?
– Bez rozgłosu! – powiedziała, uśmiechając się z ulgą. – I szybko. Konieczność zachowania dyskrecji i pośpiech są o wiele istotniejsze, niż prawdopodobnie podejrzewasz.
Matt skinął głową. Jego myśli w końcu stały się bardziej uporządkowane:
– Twój narzeczony – domyślił się. – Zgodnie z tym, co pisali w gazetach, chcesz wyjść za niego w lutym.
– Tak, chodzi i o to – przyznała. – Parker wie, co się wydarzyło. To on właśnie odkrył, że człowiek, którego wynajął mój ojciec, nie jest prawnikiem, a nasz rozwód to coś nieistniejącego. Ale jest coś jeszcze… coś życiowo ważnego dla mnie, co mogę stracić, jeśli to wyjdzie na jaw.
– Co to takiego?
– Chciałabym, żeby nasz rozwód był dyskretny, najchętniej utrzymany w tajemnicy, bez plotek o nas i szumu w prasie. Widzisz, mój ojciec ma zamiar wziąć urlop ze względu na swój stan zdrowia, a ja bardzo chcę uzyskać szansę zastąpienia go na stanowisku prezydenta firmy. Potrzebuję tej szansy, żeby udowodnić zarządowi, że kiedy ojciec przejdzie na emeryturę, będę w stanie przejąć prezydenturę korporacji. Tak jak ci powiedziałam, zarząd waha się, żeby to mnie powierzyć czasową prezydenturę. Są bardzo konserwatywni i już mają co do mnie wątpliwości: jestem za młoda na objęcie takiego stanowiska, a do tego jestem kobietą. Mam przeciwko sobie te dwa minusy, a prasa nie pomogłaby mi, przedstawiając mnie jako frywolną trzpiotkę z towarzystwa. Jeśli zdobędą informacje o naszej sytuacji, urządzą sobie z tego święto. Ja ogłosiłam zaręczyny z szanowanym, poważnym bankierem, ciebie swatają z tuzinem gwiazd filmowych, i oto my objawiamy się naraz jako ciągle jeszcze związani węzłem małżeńskim. Potencjalna bigamistka nie dostanie nominacji na stanowisko prezydenta „Bancrofta”. Wierz mi, jeśli to się wyda, położy to kres moim szansom.