Nagle samochód zakołysał się, a klaksony aut jadących obok i z tyłu roztrąbiły się. Matt gwałtownie otworzył oczy i spostrzegł, że Joe obserwuje go we wstecznym lusterku.
– Czy kiedykolwiek przyszło ci na myśl, żeby spojrzeć od czasu do czasu na drogę? Dzięki temu moglibyśmy jechać z mniejszą ilością przygód, ale dużo spokojniej.
– Niee. Kiedy zbyt często patrzę na drogę, dostaję hipnozy ulicznej. A więc – powiedział, zmierzając do tematu, który najwyraźniej zaprzątał jego myśli po kłótni między Mattem a Meredith, której był świadkiem – to była twoja żona, ta dzisiaj, co, Matt? – Joe zerknął na drogę, a potem znowu skoncentrował się na lusterku wstecznym. – To znaczy, spieraliście się na temat rozwodu, więc zorientowałem się, że ona musi być twoją żoną, racja?
– Racja – warknął Matt.
– To pewne, że jest wystrzałowa – zachichotał Joe, ignorując zmarszczone brwi Matta. – Ona cię za bardzo nie lubi, prawda?
– Tak.
– Co ma przeciwko hutnikom?
Jej słowa, rzucone na odchodnym, rozbrzmiały w głowie Matta: „Jesteś niczym innym, jak tylko brudnym hutnikiem”.
– Brud – powiedział, nic nie wyjaśniając. – Ona nie lubi brudu.
Joe, niechętnie zmienił temat, kiedy stało się jasne, że jego pracodawca nie zaoferuje żadnych dalszych informacji.
– Będziesz mnie potrzebował w przyszłym tygodniu w Indianie? Jeśli nie, to pomyśleliśmy, twój ojciec i ja, że urządzimy sobie dwudniową warcabową orgię.
– Nie będziesz mi potrzebny, zostań z nim. – Jego ojciec nie pił już od dziesięciu lat, a do sprzedaży farmy podchodził bardzo emocjonalnie, chociaż była to całkowicie jego decyzja. Z tego to powodu Matt czuł się trochę niepewnie, wiedząc, że jadąc tam, żeby spakować ich osobiste rzeczy, zostawia go zupełnie samego.
– A co z dzisiejszym wieczorem? Wychodzisz gdzieś? Matt był umówiony z Alicją.
– Pojadę rollsem – powiedział. – Masz wolny wieczór.
– Jeśli mnie potrzebujesz…
– Do diabła, powiedziałem już, że pojadę rollsem.
– Matt?
– Słucham.
– Twoja żona jest szałowa – powiedział Joe z kolejnym uśmieszkiem. – Niedobrze tylko, że z jej powodu stajesz się takim zrzędą.
Matt wyciągnął rękę i niegrzecznie zasunął szybę oddzielającą go od kierowcy.
Parker obejmował Meredith, pocieszając ją bez słów. Patrzyła w ogień płonący na kominku i powracała myślami do fatalnego spotkania z Mattem. Czuła bezsilną złość. Był taki miły na początku. Droczył się z nią, kiedy nie mógł się zdecydować, co będzie pić… słuchał jej opowieści o pracy.
Telefon z informacją o decyzji komisji ziemskiej w Southville zmienił wszystko. Teraz, kiedy miała czas, żeby zastanowić się nad tym, uzmysłowiła to sobie. Było jednak kilka spraw, których nie rozumiała. Spraw, które powodowały, że czuła się nieswojo. One nie miały sensu. Nawet jeszcze przed rozmową telefoniczną Matta wyczuwała, jakby przez cały czas towarzyszył jego myślom jakiś podtekst, rodzaj złości, a właściwie pogardy dla niej. I pomimo tego, co zrobił przed jedenastu laty, on nie był tu ani przez chwilę stroną broniącą się. Był daleki od tego. Zachowywał się natomiast lak, jakby sądził, że to ona powinna była się bronić. On chciał rozwodu, ona była stroną poszkodowaną, a mimo to nazwał ją dzisiaj pozbawioną zasad moralnych, zadufaną w sobie suką.
Poirytowana, odsunęła od siebie te nie wnoszące niczego nowego myśli. Z niesmakiem uświadomiła sobie, że szuka powodów, które usprawiedliwiałyby jego zachowanie. Już od samego początku, od wieczora, kiedy go poznała, była tak oczarowana bijącą od niego siłą i szorstkością jego urody, że uparła się, żeby wykreować go na rycerza w srebrnej zbroi. W mniejszym stopniu, ale jednak robiła to i teraz, a wszystko dlatego, że dzisiaj działał on na jej zmysły niemal w taki sam hipnotyzujący sposób jak przed laty.
Rozżarzone polano spadło z rusztu, sypiąc pomarańczowymi iskrami. Parker spojrzał na zegarek.
– Jest siódma – powiedział. – Chyba powinienem już pójść. Meredith wstała z westchnieniem i odprowadziła go do drzwi, wdzięczna, że pomyślał o tym, żeby wyjść. Ojciec był przez całe popołudnie na badaniach w szpitalu i nalegał, że wstąpi do niej wieczorem, żeby usłyszeć pełną relację z jej upoi kania z Mattem. Na pewno rozzłości go to, co miała mu do powiedzenia, i chociaż sama była przyzwyczajona do objawów jego niezadowolenia, to eksponowanie tego przed Parkeremi żenowało ją.
– Muszę w jakiś sposób zmusić go, żeby zmienił swoje stanowisko wobec komisji ziemskiej. Dopóki tego nie zrobi, nie mam co marzyć o tym, że Matt zgodzi się na cichy rozwód.
– Uda ci się – zapewnił Parker, obejmując ją. Przyciągnął ją do siebie, dodając jej otuchy pocałunkiem.
– Nie da się ukryć, że twój ojciec nie ma raczej wyboru. Zda sobie z tego sprawę.
Zamykała już drzwi, kiedy usłyszała, że Parker wita się z jej ojcem w korytarzu. Zrobiła głęboki wdech i przygotowała się do czekającej ją konfrontacji.
– No i co? – zapytał Philip zaraz po wejściu do jej mieszkania. – Co z Farrellem?
Meredith z początku zignorowała to pytanie.
– Jak wyniki twoich badań? Co lekarz powiedział o twoim sercu?
– Powiedział, że ciągle jest na swoim miejscu – odparł z sarkazmem Philip, zdejmując płaszcz i przerzucając go przez poręcz krzesła. Nie cierpiał lekarzy w ogóle, a swojego szczególnie, ponieważ doktor Shaeffer nie dał się zastraszyć, i sterroryzować czy przekupić, żeby Philip dostał to, czego chce, czyli mocne serce i zdrowie bez zarzutu. – Mniejsza o to wszystko. Chcę wiedzieć dokładnie, co powiedział Farrell – oświadczył, nalewając sobie kieliszek sherry.
– Nie waż się tego pić – ostrzegła go, po czym aż otworzyła usta z przerażenia, kiedy z wewnętrznej kieszeni marynarki wyciągnął smukłe cygaro. – Próbujesz się zabić? Odłóż to cygaro.
– Meredith – warknął lodowato – bardziej szkodzisz mojemu sercu, nie odpowiadając na moje pytanie, niż może to zrobić ta kropla brandy i jedno zaciągnięcie się cygarem. Jestem rodzicem, a nie dzieckiem. Bądź łaskawa pamiętać o tym.
Po całym nerwowym dniu ten niesłuszny atak spowodował, że w jej oczach zabłysła złość. Philip wyglądał lepiej niż przez cały mijający tydzień, co oznaczało, że badania musiały wypaść pomyślnie, zwłaszcza jeśli zdecydował się na sherry i cygaro.
– No dobrze – powiedziała, zadowolona, że czuł się tak dobrze. Wiedziała, że nie będzie w stanie upiększać przebiegu tego spotkania. Chciał relacji słowo po słowie i Meredith przekazała mu ją. Dziwne, ale kiedy skończyła, ojciec wyglądał, jakby poczuł ulgę.
– To wszystko? To wszystko, co Farrell powiedział? Nie powiedział niczego, co… – Zerknął na swoje cygaro, jakby szukał w myślach odpowiedniego słowa… – czegoś, co wydawałoby się dziwne? – podkreślił.
– Usłyszałeś wszystko, co zostało powiedziane – odpowiedziała Meredith. – Teraz chciałabym, żebyś to ty odpowiedział mi na kilka pytań. – Patrząc mu prosto w oczy, zapytała z mocą: – Dlaczego zablokowałeś członkostwo Matta w Glenmoor? Dlaczego po upływie tylu łat ciągle podtrzymujesz tę szaloną wendetę? Dlaczego?
Pomimo złości brzmiącej w jego głosie, ojciec wyglądał niepewnie.
– Trzymam go z dala od klubu, żeby uchronić cię przed spotykaniem go tam. Załatwiłem odmowę komisji ziemskiej, ponieważ chcę, żeby wyniósł się z miasta, żebyśmy nigdzie nie musieli natykać się na niego. Ale nie ma o czym mówić, co się stało, to się nie odstanie.
– To musi zostać zmienione – poinformowała go bez emocji. Philip zignorował to.
– Nie chcę, żebyś jeszcze kiedykolwiek z nim rozmawiała. Zgodziłem się na to dzisiaj tylko dlatego, że dałem się przekonać Parkerowi, że nie było innego wyjścia. On powinien był pójść tam z tobą. Doprawdy, zaczynam mieć wrażenie, że Parker jest mięczakiem, a nie lubię takich mężczyzn.