Выбрать главу

W chwili kiedy odłożyła słuchawkę, nerwowe napięcie zaczęło w niej narastać. Drżała jej dłoń, kiedy sięgnęła po leżący na biurku plik wydruków komputerowych. W ciągu ostatniego roku widziała Stuarta zaledwie dwa razy. Co będzie, jeśli nie zechce z nią rozmawiać… jeśli nie będzie chciał mieszać się w jej osobiste problemy… co, jeśli nie ma go w mieście? Aż podskoczyła, kiedy rozległ się ostry, krótki dźwięk intercomu.

– Pan Whitmore jest na linii, Meredith.

Wzięła oddech, żeby się uspokoić, i podniosła słuchawkę.

– Dziękuję, Stuarcie, że oddzwoniłeś tak szybko.

– Właśnie wychodziłem na przesłuchanie, kiedy usłyszałem, że sekretarka odbiera telefon od ciebie – odpowiedział tonem profesjonalnym, ale uprzejmym.

– Mam mały problem prawny – wyjaśniła. – Prawdę mówiąc, to on wcale nie jest mały. Jest raczej duży albo lepiej monstrualny.

– Słucham cię – rzekł, słysząc wahanie w jej głosie.

– Chcesz, żebym opowiedziała ci o tym teraz? Przez telefon, kiedy się spieszysz?

– Niekoniecznie. Mogłabyś jednak zorientować mnie w temacie, żeby zaostrzyć mój prawniczy apetyt.

Wychwyciła w jego głosie zawoalowany żartobliwy ton. Odetchnęła z ulgą.

– Mówiąc krótko, potrzebuję porady prawnej w sprawie mojego… rozwodu.

– W takim razie – odpowiedział natychmiast ze śmiertelną powagą – radzę ci najpierw poślubić Parkera. W ten sposób zyskamy dla ciebie większe korzyści.

– To nie jest żart, jak ostatnim razem, Stuarcie – ostrzegła, ale nawet uśmiechnęła się odrobinę: Stuart emanował czymś, co wzbudzało zaufanie. – Tkwię w najdziwniejszym prawnym chaosie, z jakim się kiedykolwiek zetknąłeś. Muszę się natychmiast z tego wyplątać.

– Zwykle lubię skomplikowane problemy, to winduje w górę moje honorarium – dodał żartobliwie. – Jednak dla starych przyjaciół, tylko ten jeden raz, jestem gotów zamienić żądzę pieniądza na współczucie. Moglibyśmy zjeść dzisiaj razem kolację?

– Jesteś aniołem!

– Naprawdę? Wczoraj obrońca powiedział sędziemu, że jestem podstępnym skurwysynem.

– Nie jesteś! – lojalnie zaprotestowała Meredith. Zaśmiał się cicho:

– To prawda, moja śliczna. Jestem nim.

ROZDZIAŁ 32

Stuart wysłuchał całej historii, nie okazując jakichkolwiek emocji. Był daleki od osądzania jej lub przerażenia jej zachowaniem jako osiemnastolatki. Nie okazał nawet zaskoczenia, kiedy powiedziała, kto był ojcem jej dziecka. Prawdę mówiąc, jego pozbawiona wyrazu twarz i niezmącona cisza były tak zbijające z tropu, że po wyrecytowaniu swoich rewelacji zapytała z wahaniem:

– Czy wyjaśniłam wszystko dokładnie?

– Absolutnie dokładnie – odparł i jakby na potwierdzenie tego dodał: – Skończyłaś mi właśnie opowiadać, że twój ojciec chce teraz użyć swoich wpływów, żeby zaaprobowano prośbę Farrella w komisji ziemskiej i chce to zrobić z taką samą pogardą dla nielegalności kupczenia wpływami, jaką wykazał, załatwiając z Davisem zablokowanie tej prośby. Zgadza się?

– Ja… myślę, że tak – odpowiedziała, czując się niezręcznie wobec tak gładko przez niego ubranego w słowa potępienia jej ojca.

– Farrella reprezentuje Pearson i Levinson? – Tak.

– Sprawa jest jasna w takim razie – zadeklarował, sygnalizując kelnerowi chęć uregulowania rachunku. – Rano zadzwonię do Billa Pearsona i powiem mu, że jego klient niesłusznie naraża moją ulubioną klientkę na zupełnie niepotrzebny stres.

– I co dalej?

– Wtedy poproszę, żeby jego klient podpisał kilka ślicznych dokumentów, które mu prześlę.

Meredith uśmiechnęła się z mieszaniną nadziei i niepewności.

– I to tylko tyle?

– Może się okazać, że tak.

Późnym popołudniem następnego dnia Stuart w końcu zadzwonił.

– Rozmawiałeś z Pearsonem? – zapytała Meredith, czując, że robi jej się słabo w oczekiwaniu na to, czego się obawiała.

– Przed chwilą właśnie odłożyłem słuchawkę.

– I cóż? – ponaglała, kiedy milczał. – Przekazałeś mu ofertę mojego ojca? Co powiedział?

– Powiedział – rzucił gorzko Stuart – że cała ta sprawa między tobą a Farrellem jest wybitnie osobistą kwestią. Jego klient pragnie najpierw właśnie z tego punktu widzenia rozpatrywać tę sprawę, a później, kiedy będzie gotów, to właśnie on podyktuje warunki, na których zostanie przeprowadzony rozwód.

– Mój Boże – wyrzuciła z siebie. – Co to znaczy? Nie rozumiem!

– W takim razie podejmę się usunięcia uprzejmej prawnej otoczki i przetłumaczę to dla ciebie – zaoferował Stuart. – Pearson powiedział mi, żebym się odpieprzył.

Taki sposób wysławiania się był zupełnie nie w stylu Stuarta i zorientowała się, że świadczyło to o jego większym zdenerwowaniu sprawą, niż chciał to okazać. Zaniepokoiło ją to niemal tak samo, jak niezrozumiałe zachowanie prawnika Matta.

– W dalszym ciągu nie rozumiem tego! – powiedziała, pochylając się do przodu. – Tamtego dnia, w czasie lunchu, Matt był nastawiony ugodowo. Do czasu tego telefonu o Southville. Teraz oferuję załatwienie jego prośby w komisji ziemskiej, a on nawet nie chce o tym słyszeć.

– Meredith – powiedział zdecydowanie Stuart. – Czy powiedziałaś mi wszystko o swoim związku z Farrellem, nie pominęłaś niczego?

– Nie. Dlaczego pytasz o to?

– Dlatego, że z tego co słyszałem o Farrellu, to jest to kierujący się logiką, inteligentny człowiek, według niektórych zimny i bezwzględnie, aż nieludzko logiczny. Ludzie tak zajęci jak on i kierujący się logiką nie zadają sobie trudu odgrywania się na kimś z powodu nieistotnych zatargów. To tylko strata ich czasu, a w przypadku Farrella jego czas wart jest wiele pieniędzy. Są jednak pewne granice tego, co każdy człowiek może znieść. Wszystko wskazuje na to, że Farrell został zepchnięty do tej granicy i teraz chce walki, dąży do niej! A to sprawia, że ja czuję się teraz bardzo, bardzo nieswojo. Meredith czuła się jeszcze bardziej nieswojo.

– Dlaczego miałby chcieć walki?

– Muszę z tego wyciągnąć wniosek, że on chce zdobyć satysfakcję, jaką daje odwet.

– Odwet, za co? – zawołała gwałtownie, zaniepokojona. – Dlaczego przyszło ci na myśl coś takiego?

– Pomyślałem tak po tym, co powiedział Pearson: zagroził mi, że każda próba przeprowadzenia przez ciebie tego rozwodu przed sądem bez wcześniejszej i całkowitej akceptacji tego kroku przez jego klienta zakończy się, jak to ujął: nawet większymi nieprzyjemnościami dla ciebie.

– Większymi nieprzyjemnościami? – powtórzyła zdziwiona. – Dlaczego teraz tak podchodzi do tej sprawy? Starał się być miły w czasie naszego lunchu w ubiegłym tygodniu. Naprawdę się starał. Nawet żartował ze mną, chociaż w gruncie rzeczy pogardzał mną.

– Dlaczego? – przerwał jej z napięciem. – Dlaczego miałby tobą pogardzać? Skąd ta myśl?

– Nie wiem. Wyczułam to po prostu. – Odsuwając na bok tę niewiadomą, ciągnęła dalej: – Zrozumiałe, że jest wściekły z powodu Southville. Był też na pewno oburzony tym, co powiedziałam mu w samochodzie po lunchu. Czy to mogło tak zaleźć mu za skórę, że aż „zepchnęło go do granicy wytrzymałości”?

– Może – odpowiedział, ale nie brzmiało to przekonująco.

– Co zrobimy teraz?

– Pomyślę o tym w czasie weekendu. Za godzinę wyjeżdżam z Teddem i Lisą do Palm Beach. Będziemy pływać ich jachtem. Jak tylko wrócę, ustalimy strategię działania. Spróbuj się za bardzo nie martwić.

– Spróbuję – obiecała i po odłożeniu słuchawki postarała się, nie bez wysiłku, wyrzucić Matthew Farrella ze swoich myśli. Rzuciła się w wir pracy. W dwie godziny później ciągle jeszcze się jej to udawało, aż do chwili, kiedy pojawił się Sam Green, prosząc o natychmiastowe spotkanie. Tak jak obiecał, przyśpieszył prace swoich ludzi, żeby zrealizować projekt wstrzymujący jego wyjazd do Houston i negocjacje zakupu ziemi z Thorpem. Przed trzema dniami Sam zadzwonił tam z nadzieją na umówienie na ten tydzień spotkania i dowiedział się od Ivana Thorpa, że nie było sensu przyjeżdżać tam wcześniej niż w następnym tygodniu.