Выбрать главу

– Czy poznaje pan tę kobietę?

Mężczyzna oglądał zdjęcia. Jego twarz ani drgnęła.

– Wydaje mi się znajoma – przyznał. – Kto to jest?

– Była na „Dianie”.

– Tak, chyba pamiętam – powiedział obojętnym tonem i jeszcze raz popatrzył na zdjęcia. – Ale nie jestem pewien. Jak ona się nazywa?

– Roseanna McGraw. Amerykanka.

– Teraz pamiętam. Rzeczywiście była na pokładzie. Rozmawiałem z nią kilka razy. Najlepiej, jak potrafiłem.

– Czy od tamtej pory nie widział pan ani nie słyszał jej nazwiska?

– Nie. Słyszę je dopiero od pana.

Martin Beck pochwycił spojrzenie mężczyzny. Było chłodne, spokojne i pytające.

– Nie wie pan, że Roseanna McGraw została zamordowana podczas tej podróży?

Leciutka zmiana na twarzy mężczyzny.

– Nie – odrzekł po chwili. – Nie… nic nie wiedziałem. – Zmarszczył brwi. – Czy to prawda?

– To bardzo dziwne, że nic pan o tym nie słyszał. Szczerze mówiąc, nie wierzę panu.

Martin Beck odniósł wrażenie, że mężczyzna go nie słucha.

– Naturalnie, teraz rozumiem, dlaczego mnie tutaj sprowadziliście.

– Słyszał pan, co powiedziałem? To bardzo dziwne, że uszło pańskiej uwagi wszystko, co napisano o tym wypadku. Po prostu nie wierzę.

– Gdyby mi się cokolwiek obiło o uszy, na pewno sam bym się zgłosił.

– Sam?

– Jako świadek.

– Świadek czego?

– Powiedziałbym, że ją poznałem. Gdzie została zabita? W Göteborgu?

– Nie, na statku, w swojej kajucie. Kiedy pan był na pokładzie.

– To mało prawdopodobne.

– Dlaczego?

– Ktoś by zauważył. Wszystkie kajuty były zajęte.

– Mniej prawdopodobne wydaje się to, że pan o tym nie słyszał. Nie chce mi się wierzyć.

– Chwileczkę, mogę to wyjaśnić. Ja nie czytam gazet.

– Dużo się o tym mówiło w radiu i w telewizji. Te zdjęcia były pokazywane w Aktualnościach. Wiele razy. Nie ma pan telewizora?

– Oczywiście, że mam, ale oglądam tylko programy przyrodnicze i filmy fabularne.

Martin Beck w milczeniu wpatrywał się w mężczyznę.

– Dlaczego nie czyta pan gazet? – zapytał niecałą minutę później.

– Bo nie ma tam nic, co mnie interesuje. Tylko polityka i… właśnie to, o czym pan mówi, morderstwa, katastrofy i inne nieszczęścia.

– Czy pan w ogóle nic nie czyta?

– Naturalnie, że czytam, nawet sporo. O sporcie, wędkarstwie, rekreacji. I książki przygodowe.

– Jakie tytuły pan czyta?

– Regularnie „Gazetę Sportową”. Poza tym kupuję „Sport”, „Rekordy” i „Lekturę”, którą czytam od dziecka. Czasami przeglądam amerykańskie czasopisma wędkarskie.

– Nie rozmawia pan z kolegami o aktualnych wydarzeniach?

– Nie, oni mnie znają i wiedzą, że się tym nie interesuję. Naturalnie, rozmawiają między sobą, ale ja rzadko słucham. Naprawdę.

Martin Beck milczał.

– Rozumiem, że to się może wydawać dziwne. Mogę jedynie powtórzyć, że to prawda. Niech mi pan wierzy.

– Czy jest pan religijny?

– Nie. Czemu pan pyta?

Martin Beck wyjął papierosa i przysunął paczkę do mężczyzny.

– Dziękuję, nie palę.

– Pije pan alkohol?

– Lubię piwo. W soboty po pracy wypijam jedno albo dwa. Nigdy nic mocniejszego.

Martin Beck cały czas mu się przyglądał. Mężczyzna nie usiłował odwracać wzroku.

– Najważniejsze, że w końcu pana odnaleźliśmy.

– Tak, naturalnie. A skąd się dowiedzieliście, że byłem na pokładzie?

– Ach, przez czysty przypadek. Ktoś pana rozpoznał. W każdym razie sprawy tak się mają, że jak dotąd jest pan jedyną osobą, która rozmawiała z tą kobietą. Jak pan ją poznał?

– Wydaje mi się… Tak, pamiętam. Staliśmy wtedy obok siebie i o coś mnie spytała.

– I?

– Odpowiedziałem. Najlepiej, jak umiem. Mój angielski nie jest zbyt dobry.

– Przecież czytuje pan amerykańskie czasopisma.

– Naturalnie – i właśnie dlatego chętnie korzystam z okazji, żeby porozmawiać z Anglikami i Amerykanami. Dla wprawy. Nie trafia się to zbyt często. Raz w tygodniu chodzę na amerykańskie filmy. Wszystko jedno, jakie, byle amerykańskie. I często oglądam w telewizji kryminały, chociaż nie interesuje mnie ich treść.

– A więc rozmawiał pan z Roseanną McGraw. O czym?

– Hm…

– Proszę sobie przypomnieć. To może być ważne.

– Powiedziała to i owo o sobie.

– Na przykład co?

– Gdzie mieszka, ale nie zapamiętałem.

– Czy to mógł być Nowy Jork?

– Nie, wymieniła jakiś stan w Ameryce. Może Nevadę… Naprawdę nie pamiętam.

– Co jeszcze?

– Powiedziała, że pracuje w bibliotece. Tego jestem całkowicie pewien. I że była na Przylądku Północnym i w Laponii. Że widziała słońce polarne. Poza tym pytała mnie o różne rzeczy.

– Dużo czasu spędziliście razem?

– Nie, tego bym nie powiedział. Rozmawiałem z nią trzy albo cztery razy.

– Kiedy?

– To musiało być pierwszego dnia – odparł mężczyzna po namyśle. – Pamiętam, że dotrzymywaliśmy sobie towarzystwa między Bergiem a Ljungsbro, tam gdzie pasażerowie idą kawałek lądem, kiedy statek przeprawia się przez śluzę.

– Czy zna pan kanał i okolice?

– Tak, dość dobrze.

– Pływał pan tą trasą wcześniej?

– Naturalnie, wiele razy. Zwykle korzystam z okazji, żeby kawałek podjechać, jeśli tylko się to pokrywa z moimi planami urlopowymi. Mało mamy takich starych statków, a podróż nimi jest piękna.

– Ile razy?

– Tak od ręki panu nie powiem. Musiałbym pomyśleć. Pewnie z dziesięć. Różne odcinki. A jeden raz przepłynąłem całą trasę, z Göteborga do Sztokholmu.

– Jako pasażer pokładowy?

– Tak. Kajuty rezerwuje się z dużym wyprzedzeniem. Poza tym to sporo kosztuje.

– Ale bez kajuty nie jest chyba zbyt wygodnie.

– Nie, ani trochę. Można spać pod pokładem na kanapie w salonie. Zresztą nie jestem wygodnicki.

– No dobrze, poznał pan Roseannę McGraw. Pamięta pan, że byliście razem w Ljungsbro. A później?

– Wydaje mi się, że rozmawiałem z nią jeszcze przy jakiejś okazji. Przelotnie.

– Kiedy?

– Naprawdę nie pamiętam.

– Czy widział ją pan pod koniec podróży?

– Nie przypominam sobie.

– Czy wie pan, którą kajutę zajmowała?

– Niech się chwilę zastanowię. Nie, chyba się tego nie dowiedziałem.

– Nie był pan w jej kajucie?

– Nie. Te kajuty są strasznie małe, poza tym śpią w nich po dwie osoby.

– Zawsze?

– Niektórzy pewnie są w pojedynkę, ale rzadko, bo to bardzo dużo kosztuje.

– Czy Roseanna McGraw podróżowała sama?

– Nie myślałem o tym. Jeśli dobrze pamiętam, nic o tym nie mówiła.

– I nie odprowadzał jej pan do kajuty?

– Nie.

– O czym rozmawialiście w Ljungsbro?

– Pamiętam, że spytałem, czy chciałaby zobaczyć kościół klasztorny we Vrecie, który jest tuż obok. Podejrzewam, że nie zrozumiała, o co mi chodzi.

– O czym jeszcze rozmawialiście?

– Naprawdę nie pamiętam. O niczym szczególnym. Raczej nie mówiliśmy dużo. Szliśmy nad kanałem. Jak mnóstwo innych ludzi.

– Czy widział ją pan w czyimś towarzystwie?

Mężczyzna milczał. Obojętnie popatrzył w okno.

– To bardzo ważne.

– Rozumiem. Usiłuję sobie przypomnieć. Na pewno rozmawiała z innymi, kiedy staliśmy razem, z jakimś Amerykaninem albo Anglikiem. Nic ponadto.